RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Gest i decyzja wzbudzające szacunek – Deklaracja Bundestagu o polsko-niemieckiej historii

Płonąca Hala Mirowska podczas Powstanie warszawskiego (fot. UtCon Collection / Alamy Stock Photo)

30 października Bundestag przyjął uchwałę o „stworzeniu w godnym miejscu w Berlinie miejsca poświęconego polskim ofiarom II wojny światowej i okupacji hitlerowskiej Polski w kontekście szczególnych stosunków polsko-niemieckich, (jako - P.Ż.G.) miejsca spotkania i konfrontacji z historią.” Cały tekst wniosku frakcji CDU/CSU, SPD, FDP oraz Sojuszu 90/Zielonych, który doprowadził do podjęcia owej decyzji, w zawartym w nim opisie dziejów stosunków polsko-niemieckich wykracza daleko poza historię II wojny światowej. Jest deklaracją bardzo daleko idącą. Jest zatem gestem poważnym, zasługującym na szacunek – tak dla profesjonalizmu tych, którzy go na potrzeby owych frakcji napisali, jak i dla posłów do Bundestagu, którzy podjęli polityczną decyzję o jego przyjęciu.

Niemcy: „Szyderstwo”, „gra w ciuciubabkę”. Część mediów krytyczna wobec lockdownu

Część komentarzy, jakie opublikują niemieckie dzienniki w związku z wprowadzeniem w Niemczech dalszych restrykcji w walce z pandemią, prezentuje...

zobacz więcej

Śmiertelnie poważna historia



Dzieje relacji polsko niemieckich są śmiertelnie poważne i słowo „śmiertelnie” ma tu swoje dosłowne, złowrogie znaczenie. Nie jest zatem łatwo o nich pisać, mając intencje ocieplenia wzajemnych stosunków, a nie ich zaburzenia.

Urodziłem się 18 lat po zakończeniu II wojny światowej. Dla młodzieży, to „całe życie”, ale dla ludzi w moim wieku to czas krótki – łatwo mierzalny w pamięci. Gdy jako dziecko, w trakcie świąt rodzinnych przysłuchiwałem się rozmowom dorosłych, wszyscy mówili o wojnie. Dla nich „skończyła się wczoraj”. Gdy pytałem moją babcię „Jak to było, gdy tata był mały?”, opowiadała mi o tym, jak niemiecka bomba uderzyła w dom, w którym mieszkali w Warszawie moi dziadkowie, jak babcię i mojego siedmioletniego wówczas tatę przysypały gruzy w piwnicy, która się szczęśliwie na nich nie zawaliła, i jak tata krzyczał zawodząc „tatusiu!!!”. Mego ojca i babcię odkopali spod gruzów sąsiedzi, ale ciała dziadka nigdy już nie odnaleziono. Potem opowieść babci rysowała obraz wypędzenia z Warszawy, gdy mój tata – dziecko – idące w tłumie wypędzanych z płonących domów warszawiaków, stanął na nodze jakiegoś zabitego człowieka, któremu z kości piszczelowej odpadło przegniłe ciało i tata poślizgnął się na nim. Takie słyszałem historie, gdy miałem kilka lat.

Z rąk niemieckich zginęło trzech braci mojej babci macierzystej, brat wyżej wspomnianego mego dziadka ojczystego i liczni członkowie dalszej rodziny. Łatwo zgadnąć, co o Niemcach mówiono w moim domu i czym nasiąkałem od dziecka. Historia mojej rodziny nie jest przy tym wyjątkowa – jest raczej polskim standardem wspomnień wojennych, a nie przypadkiem nadzwyczajnym. Konsekwencją wojny rozpętanej przez Niemcy w zmowie z ZSRS był też fakt, że przez 29 lat żyłem w systemie komunistycznym.

Piszę o tym wszystkim, by podkreślić wagę niemieckiej deklaracji, która dotyka historii bolesnej i wciąż niezupełnie historycznej. Piszę także po to, by uchylić ewentualne zarzuty o brak zrozumienia tego, czym była miniona wojna. Rozumiem ją nie tylko jako historyk, ale i jako Polak obciążony jej pamięcią rodzinną. W atmosferze ostatnich dni dodam jeszcze, co powinni wziąć pod uwagę ewentualni niemieccy czytelnicy tego tekstu, że w naszych relacjach wzajemnych słowa modlitwy Pańskiej „…i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom…” wciąż mają ważkie znaczenie i nie leży w interesie Niemiec, by Polacy porzucili zawarte w nich przesłanie jako wyraz „zacofanej religijności”.

Nowa odsłona wojny azersko-ormiańskiej. Spojrzenie z Polski chłodnym okiem [OPINIA]

Emocjonalne spojrzenie na obecną odsłonę konfliktu azersko-ormiańskiego tworzy fałszywy obraz „chrześcijańskiego narodu zagrożonego eksterminacją...

zobacz więcej

Treść deklaracji Bundestagu

W przyjętej deklaracji Bundestag obejmuje historię stosunków polsko-niemieckich od 1772 r., wspominając wszystkie trzy rozbiory Rzeczypospolitej, politykę „prusyfikacji” i germanizacji prowadzoną na zagrabionych ziemiach polskich oraz zbrodnie niemieckie czasu II wojny światowej - od paktu Ribbentrop-Mołotow (w tradycji niemieckiej znanego jako pakt Hitler-Stalin), przez barbarzyńskie bombardowanie bezbronnego Wielunia, eksterminację polskiej inteligencji od pierwszych chwil okupacji, masową wywózkę Polaków do pracy niewolniczej w Niemczech, aż po rzeź ludności i zburzenie Warszawy przy zdławieniu Powstania Warszawskiego. Twórcy deklaracji oddali także sprawiedliwość Kościołom – ewangelickiemu w Niemczech i katolickiemu w Polsce w związku z ich rolą w procesie pojednania obu narodów oraz „Solidarności” i znaczeniu walki Polaków z komunizmem, która otworzyła bramę także do wolności i zjednoczenia Niemiec. Bundestag podkreślił również miejsce Polski w polityce zagranicznej Niemiec, uznając nasz kraj za najważniejszego poza Francją partnera RFN w Europie i podkreślając wagę współpracy w ramach Trójkąta Weimarskiego.

Znaczenie gestu Bundestagu

Parlamenty nie są instytutami badawczymi i nie ciąży na nich obowiązek historycznej skrupulatności wszelkich opisów i danych. Deklaracje parlamentów na tematy historyczne i współczesne nie są publikacją ustaleń naukowych historiografii ani receptą na rozwiązanie wszelkich problemów współczesności. Są gestem politycznym. Przypominam o tym, by uchylić zbędną w tym miejscu (co nie znaczy, że w ogóle) dyskusję na temat szczegółów historycznych oraz innych poważnych zagadnień z dziedziny bieżących stosunków polsko-niemieckich (Nord Stream 2 i pakietu kwestii związanych z relacjami z Rosją, stosunku do USA, sporów w UE, realnego znaczenia Trójkąta Weimarskiego, reparacji itd.).

Cel przyjętej deklaracji Bundestagu i jej wydźwięk polityczny są jasne. Jest to dobitny gest, będący wyrazem woli politycznej ocieplenia stosunków polsko-niemieckich i jako taki powinien zostać w Polsce odczytany. Byłoby błędem skwitowanie tego akurat gestu stwierdzeniem, że „to tylko gest”. Jego skala, szeroka koalicja stojących za nim partii, wykraczająca poza koalicję rządową i głęboka treść przyjętej deklaracji nakazują, by potraktować go poważnie i docenić. Nieodpowiedzialne wybryki przedstawicielki opozycji Claudii Roth z partii Zielonych, które zbiegły się w czasie z tą deklaracją i stoją do niej w oczywistej sprzeczności co do możliwych skutków politycznych, nie mogą pozostać niezauważone, ale i nie powinny nam jej przesłaniać. Sami mamy doświadczenie z własną zideologizowaną opozycją, szkodzącą interesom państwa i utrudniającą prowadzenie jego polityki zagranicznej. Jak widać Niemcy też mają ten problem, choć w innej skali.

„Sława Ukrainie”. Dzieje ukraińskiego zawołania narodowego

Wizyta Pana Prezydenta RP Andrzeja Dudy w Kijowie i jego zgodne z protokołem i z ukraińskim ceremoniałem wojskowym powitanie kompanii honorowej...

zobacz więcej

Znaczenie decyzji Bundestagu

O ile deklaracja jest pięknym gestem, o tyle decyzja o budowie miejsca pamięci polskich ofiar II wojny światowej i okupacji niemieckiej jako „miejsca spotkań i konfrontacji z historią”, jest czynem. Jest decyzją o utworzeniu stałej instytucji edukacyjnej, której zadaniem będzie przywrócenie Niemcom pamięci o naturze okupacji hitlerowskiej w Polsce. Dotąd wiedza o tym rozdziale II wojny światowej jest bowiem w Niemczech nikła, a zbrodnie niemieckie na Wschodzie funkcjonują w pamięci zbiorowej Niemców jako zbrodnie na Żydach i na „Rosjanach”, które to pojęcie dla przeciętnego Niemca jest tożsame z mieszkańcami ZSRS. Utożsamienie zbrodni na Wschodzie ze zbrodniami na Rosjanach wywołuje poczucie winy, a więc i długu moralnego wobec Rosjan właśnie, ale już nie wobec Polaków, Białorusinów czy Ukraińców. Zmiana tego obrazu dziejów w oczach Niemców leży w interesie Rzeczypospolitej i każdy krok w tym kierunku powinien być witany z radością. Krok, który Bundestag uczynił 30 października, jest krokiem pierwszym, ale bardzo ważnym.

Usytuowanie rzeczonej instytucji zapewne w okolicach Placu Askańskiego w Berlinie, koordynowanie jej działalności przez Niemiecki Instytut Spraw Polskich w Darmstadcie i zapowiedziany w tym udział polskich ekspertów to dobre podstawy wyjściowe. Więcej szczegółów nie znamy. Oczywiście wiele zależy od tego, kto z Polski zostanie zaproszony i jaki ostateczny kształt merytoryczny przekazu będzie w tej instytucji dominował oraz w którym kierunku będzie ona ewoluowała. Gospodarzami całego przedsięwzięcia są Niemcy i ich decyzje rozstrzygną o jego ostatecznym kształcie. Treść wyżej omówionej deklaracji świadczy jednak o tym, że rzecz traktowana jest z należytą powagą. Z powagą zatem powinna być także przyjęta i oceniana w Polsce.

źródło:
Zobacz więcej