RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

36 lat temu była w Polsce wojna. Nie wolno o niej zapomnieć ani myśleć o nowej

3 listopada 1984 r. pochowano zamordowanego ks. Jerzego Popiełuszki (fot. Chris Niedenthal/The LIFE Images Collection via Getty Images/Getty Images)
3 listopada 1984 r. pochowano zamordowanego ks. Jerzego Popiełuszki (fot. Chris Niedenthal/The LIFE Images Collection via Getty Images/Getty Images)

„Całe ciało było pokryte sińcami (...). Twarz – pożółkła, oczodoły poczerniałe, palce u rąk i nóg koloru szaro-brązowego, przeżarte wodą” - to fragment opisu zwłok zakatowanego księdza Jerzego Popiełuszki. Był rok 1984 r. i wówczas mieliśmy w Polsce realną wojnę, która miała swoich prawdziwych bohaterów, ofiary i oprawców. Dziś podobno też jest #wojna. W każdym razie wielu chce zostać bohaterami, więc wskazuje oprawców i namawia do ofiar.

Mija 36. rocznica zamordowania ks. Jerzego Popiełuszki

Mija 36. rocznica męczeńskiej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki. Kapłan został porwany i bestialsko zamordowany przez funkcjonariuszy SB. Tego...

zobacz więcej

Ks. Jerzy Popiełuszko został porwany przez trzech esbeków 19 października 1984 r. Według początkowej wersji duchowny zginął jeszcze tej samej nocy, związany w przemyślny sposób, by każdy ruch oznaczał cierpienie. Jednak według późniejszego śledztwa torturowano go jeszcze przez tydzień w jednym z opuszczonych bunkrów w Borze Kazuńskim. Na koniec oprawcy obciążyli ciało workiem kamieni i wrzucili do wody. 30 października natrafiono na ciało księdza.

Jego jedyną bronią była modlitwa i kazania, w których przestrzegał przed nienawiścią. Z tego powodu w SB zapadła decyzja: „jego może wyprostować tylko ziemia”.

Lekarz przeprowadzający sekcję stwierdził, że nigdy nie widział zwłok, które wewnętrznie byłyby tak uszkodzone, jak było to w przypadku ciała księdza Jerzego.

Pięć miesięcy wcześniej zakatowany został maturzysta Grzegorz Przemyk. Od początku stanu wojennego do 1989 r. zginęło blisko 100 osób. Z tych samych rąk ginęli ludzie również po wyborach 4 czerwca, kiedy to ponoć w „Polsce skończył się komunizm”.

Zdewastowany pomnik Dzieci Utraconych. „Jakim trzeba być człowiekiem?”

Kolejny atak wandali po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji. Nieznani sprawcy zdewastowali pomnik Dzieci Utraconych na cmentarzu w...

zobacz więcej

To była wojna, do której w środowiskach lewicowych i liberalnych niechętnie się wraca. Morderstwo Popiełuszki traktuje się jak niestosowną wypowiedź w eleganckim towarzystwie. Tam o stanie wojennym mówi się jak o koniecznym zabiegu, przeprowadzonym może nie do końca w komfortowych warunkach, ale koniecznym. Za to Wojciecha Jaruzelskiego wspomina się jako człowieka honoru.

Dziś na barykady wzywa Jerzy Urban, 36 lat temu wielbiciel zamordyzmu generała, wskazujący esbekom ks. Popiełuszkę jako jednostkę wyjątkowo dla nich niebezpieczną. Po upadku mocodawców Urban przemienił się w bojownika o wolność słowa. Z pieniędzmi, bez zasad i hamulców, stąd wielu młodych widzi w nim człowieka niezależnego, wzór do naśladowania.

„Gazeta Wyborcza” przeprowadziła z nim niedawno wywiad, w którym pojawia się nawet wątek morderstwa księdza Popiełuszki. Posłużył on jednak do krotochwilnie opowiedzianej anegdoty.

Urban wzywa dziś do demolek. Podziwia wysiłki najbardziej agresywnych, twierdząc, że są one ożywcze, choć nie mają większego znaczenia politycznego. Ciężko pozbyć się skojarzeń z początkiem lat 30. i rodzącym się faszystowskim ruchem w Niemczech. Wyczyny hitlerowskich bojówek klasa wyższa również uznawała za powiew świeżości bez większych konsekwencji.

Muzeum bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Podpisano list intencyjny

List intencyjny ws. powołania Muzeum Błogosławionego Ks. Jerzego Popiełuszki w Okopach – Oddziale Muzeum Podlaskiego w Białymstoku podpisali w...

zobacz więcej

Podobnych do Urbana bohaterów hasztagowej wojny jest więcej, a swoje hasła głoszą nie od dziś. Mnożą się herosi chętnie opowiadający o przelewie krwi. Niektórzy nawet dysponują konkretnymi wyliczeniami, ile trzeba jej przelać, by przejąć rząd.

Trzy lata temu jeden ze stałych manifestantów KOD, Marcin Skubiszewski, dywagował na temat gotowości do poniesienia śmiertelnych ofiar za cenę odsunięcie PiS od władzy.

– Załóżmy, że wprowadzamy ustawy zwiększające bezpieczeństwo na drogach, ale są tak kontrowersyjne, że w zamieszkach ginie 50 osób. Ale na ich skutek w ciągu roku uratuje się 500 osób. To na plus czy minus? – pytał działacz KOD.

Również trzy lata temu, związana z GW publicystka Anna Pamuła dzieliła się wynikami swoich wyliczeń.

– Myślę sobie w ten sposób. Że ile Polska miała przyjąć tych uchodźców? Siedem tysięcy. No to załóżmy, że przyjmujemy te siedem tysięcy i wśród nich jest jeden zamachowiec. I wysadza się w powietrze, ginie 10 Polaków. Ale uratowaliśmy życie tych 6999 osób, które uciekały przed wojną – mówiła zadowolona z siebie.

Obrzucili dom posłanki jajkami. „Mam nagrania, sprawa na policji”

Posłanka Urszula Rusecka podkreśla, że atak na jej dom był inspirowany przez lokalnych działaczy PO. To oni mieli apelować, by protestujący...

zobacz więcej

O rozlewie krwi i rękach, które ta splami opowiadał również Kamil Durczok, ujmujący się nagle za godnością kobiet podczas protestu w Katowicach. Kto wie, może dziennikarz wróci do TVN i może wszyscy zapomną, dlaczego go tam zabrakło.

W podobnym tonie co Durczok wypowiadają się środowiska Lewicy i Platformy, utwierdzające wszystkich w treści i formie protestów. Jednocześnie niektórzy prawnicy gwarantują swoje usługi zatrzymanym, podczas gdy ich koledzy po fachu, pracownicy sądów czy politycy namawiają do podpaleń i podjudzają do przemocy. Wszystkich łączy jedno, jak twierdzą: nie znoszą mowy nienawiści…

Są jednak ludzie, którzy potrafią pójść pod prąd. Godną szacunku odwagą wykazał się prof. Andrzej Rzepliński, były prezes TK, który w wywiadzie dla RMF powiedział o formie protestów: – Jako obywatel patrzę na to z obrzydzeniem, jako katolik – ze smutkiem. Bojówki atakujące kościoły, jak potwierdził autor wywiadu, były sędzia nazwał hołotą. Szkoda, że prof. Rzeplińskiemu, który podkreślał, że „trzeba mieć w życiu odwagę”, tej ostatniej wystarczyło na tak krótko.

Profesor zderzył się z własnym obozem. Od Władysława Frasyniuka usłyszał, że pluje w twarz wszystkim walczącym o TK, a od swojego kolegi Wojciecha Sadurskiego, profesora prawa, dostał upomnienie: „nie powinieneś teraz obnosić się z tym swoim katolicyzmem”.

Dwie historie. Rzeź Woli w oczach ofiary i jej kata

Wszystkich rozstrzeliwali, ustawiali w czwórki i do każdego oddzielnie strzelali w tył głowy - to relacja Wandy Lurie, która przeżyła egzekucję i...

zobacz więcej

I prof. Andrzej Rzepliński przestał się z tym katolicyzmem obnosić. Wyparł się swoich słów i poparł protest. Będzie miał jednak co wspominać. Przez krótką chwilę był naprawdę odważny. I warto o tym pamiętać.

Czy taką chwilę wspomnień będzie mogła sobie zafundować przywódczyni Strajku Kobiet Marta Lempart? Z pewnością chciałaby być zapamiętana jako bojowniczka walcząca mimo śmiertelnego zagrożenia. Być bohaterką na wojnie i to nie tylko takiej o hasztagowym znaczeniu. Znalazła już wroga, któremu zawsze będzie można wystawić rachunek za poniesione ofiary. Teraz tylko trzeba poszukać tych ofiar. Gdy się znajdą, to już tylko kwestia semantyki.

Jaka wojna, tacy bohaterowie. Wśród zachęcających dziś do większej agresji, są oddani sprawie komuniści sprzed 36 lat. Dzisiejsi bojownicy o demokrację wtedy podjudzali do zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki lub wspierali tych, którzy je usprawiedliwiali.

Oni również wiedzieli, komu za to morderstwo wystawić rachunek. Adresatami nie byli przecież ci trzej sadyści, osądzeni podczas wyreżyserowanego procesu. Zgodnie z przekazem władz PRL w latach 80., winnym okazała się sama ofiara, ksiądz Popiełuszko. Dlaczego? Bo według komunistów głosił… nienawiść.

Dla nich przejawiała się ona choćby w tych słowach błogosławionego ks. Jerzego: „Przemoc nie jest oznaką siły, lecz słabości”.

źródło:
Zobacz więcej