RAPORT

Wojna na Ukrainie

Wybory w USA na ostatniej prostej. Trump znów z tyłu, ale Biden nie może spać spokojnie

Walka w USA toczy się przede wszystkim o „wahające się” stany (fot. PAP/EPA/CRAIG LASSIG)
Walka w USA toczy się przede wszystkim o „wahające się” stany (fot. PAP/EPA/CRAIG LASSIG)

Jeśliby patrzeć przez pryzmat sondaży, to wybory z kilkuprocentową przewagą powinien wygrać Joe Biden, a jeśliby brać pod uwagę oczekiwania większości maistreamowych mediów w USA i zachodniej Europie – to Trump powinien przegrać z kretesem. Na to jednak się nie zapowiada. Przeciwnie, im bliżej wyborów, tym bardziej rośnie prawdopodobieństwo, że będziemy świadkami bardzo wyrównanego boju. To zaś może doprowadzić do sporów powyborczych, wydłużania czasu liczenia głosów i ich podważania – jednym słowem chaosu. A ten, w jak największych rozmiarach i trwający jak najdłużej, jest jak najbardziej pożądany w Moskwie i Pekinie. Przed 3 listopada dużo się działo w USA. Po 3 listopada może dziać się jeszcze więcej.

Biden chce wejść w buty Obamy. Polska ma prawo do obaw

Niepochlebne epitety Joe Bidena pod adresem Polski i Polaków, które zdarzało mu się wygłaszać podczas kampanii wyborczej, nie są jedynie...

zobacz więcej

Floryda – to tam doszło ostatnio do mocnego starcia między kandydatami Partii Republikańskiej i Partii Demokratycznej. Nie ma co się dziwić, że to właśnie ten stan, należący do kluczowych, w których zdecyduje się wynik wyborów prezydenckich w USA, jest przez nich traktowany priorytetowo.

To tam, w mieście Tampa, doszło w odstępie kilku godzin do wieców wyborczych Donalda Trumpa i Joe Bidena. I to tam, kolejny już raz przerzucali się oni wzajemnymi oskarżeniami, a wśród głównych tematów znalazły się sprawy związane z gospodarką i walką z koronawirusem.

Pierwszy rozpoczął Trump – skupił się on przede wszystkim na stanie gospodarki, wskazywał na wysoki wzrost w okresie lipiec – wrzesień, który, według szacunków, wyniósł ponad 33 proc. w ujęciu rocznym. To wynik rekordowy, ale należy zauważyć, że nastąpił on po wiosennym lockdownie gospodarki, który wywołał bankructwo wielu firm i wzrost bezrobocia.

Przed pandemią obecny prezydent USA triumfował. Gospodarka kwitła, rekordowo mało osób pozostawało bez pracy, Chiny zostały zmuszone do renegocjowania umów handlowych. Trump miał autostradę do prezydentury. Szaleńcza próba demokratów pozbawienia go stanowiska za pomocą procedury impeachmentu tylko wzmocniła jego pozycję.

Koronawirus zmienił wszystko.

Mają Trumpa za marionetkę Putina. Sami zaś marzą o resecie z Rosją

Amerykańska lewica od samego początku prezydentury Donalda Trumpa oskarżała go o bycie rosyjskim agentem. Zarzuty te nigdy nie zostały...

zobacz więcej

Biden zaś, jak i cała amerykańska lewica, stara się ugrać na pandemii swoje. Nieustannie zarzuca prezydentowi bagatelizowanie jej skutków, brak planu na walkę z COVID-19 i poprawę stanu gospodarki.

Kilka godzin po wiecu Trumpa, do głosu w Tampie doszedł Biden, który przekonywał, że lepsze wyniki gospodarcze są jedynie chwilowe, już widać trend opadający, a i tak, w jego mniemaniu, korzystali na nich jedynie najbogatsi.

- Donald Trump wywiesił białą flagę, opuścił nasze rodziny i poddał się wirusowi. Ale Amerykanie nigdy się nie poddają, nigdy nie dadzą za wygraną – przekonywał Biden.

Z większości amerykańskich mainstreamowych mediów przekaz idzie jeden – kandydat demokratów to murowany zwycięzca, nikt i nic nie może mu odebrać wygranej, chyba, że ten okropny Trump nie będzie chciał oddać władzy.

Media te powołują się na sondaże, które w skali kraju dają stałe, kilkuprocentowe zwycięstwo Bidena. Jednak jeśli spojrzeć na „wahające się stany”, te, w których zwycięstwo jest niezbędne do sięgnięcia po prezydenturę, sytuacja już nie jest dla byłego wiceprezydenta tak różowa.

Na takiej choćby Florydzie, która dysponuje głosami 29 elektorów, jego przewaga sięga 2 procent – co oceniane jest przez ekspertów już nawet nie jako przewaga, ale równowaga.

Niemcy zazdroszczą, Rosjanie się boją, a USA wspierają. Trójmorze rośnie w siłę

Stany Zjednoczone chcą wspierać Europę Środkowo-Wschodnią, gdyż widzą w niej partnera biznesowego i geopolitycznego. To zaś wzmacnia podmiotowość...

zobacz więcej

I, należy mieć w pamięci, że to właśnie sukces Trumpa w tym stanie cztery lata temu dał mu zwycięstwo nad Hillary Clinton. Zwycięstwo, z którego jego polityczny polityczni po dziś dzień nie potrafią się otrząsnąć.

Zacięta walka toczy się o bastion Republikanów – Teksas – dający aż 39 głosów elektorskich - w którym po raz ostatni demokrata wygrał prawie pół wieku temu. Chociaż faworytem w nim pozostaje Trump, to Bidena liczy tu na zwycięstwo.

W szczególności, że przed dwoma laty w walce o fotel senatora republikanin Ted Cruz wygrał wtedy z demokratą Beto O’Rourke'iem o nieco ponad 2,5 punktu procentowego, chociaż sześć lat wcześniej miał on nad swoim przeciwnikiem 16-procentową przewagę.

Demokraci liczą też, że na ich korzyść zadziała masowe wczesne głosowanie w wyborach. Szczególności, że ich elektorat jest bardziej niż republikański zmobilizowany do uczestniczenia w plebiscycie w ten sposób.

We wczesnym głosowaniu wzięło już udział ponad 87 milionów Amerykanów (najwięcej w Kalifornii (ok. 9,2 mln), Teksasie (9 mln) a także na Florydzie (7,8 mln) - czyli prawie dwie trzecie z liczby tych, którzy zagłosowali w wyborach prezydenckich przed czterema laty.

Trump wielokrotnie mówił, że ma obawy przed głosowanie w ten sposób – przestrzegał przez oszustwami. Demokraci tymczasem obawiają się, że część głosów wysłanych pocztą nie trafi do komisji na czas i dlatego apelują do swoich sympatyków o jak najwcześniejsze ich oddanie.

Trump na wojnie z aborcyjnym lobby

To prawda, że gospodarka i koronawirus zdominowały amerykańską debatę przed listopadowymi wyborami prezydenckimi w tym kraju. Nie oznacza to...

zobacz więcej

O tym, że może to być przyczynek do powyborczego zamieszania, świadczy też to, że w wielu stanach karty wyborcze będą przyjmowane jeszcze po wtorku. Jeśli głosowanie będzie wyrównane, to zwycięzcy wyborów nie poznamy zaraz po zamknięciu urn.

Wielu ekspertów zwraca zaś uwagę na ryzyko wystąpienia kolejnych niepokojów społecznych, demonstracji i aktów przemocy, które, w związku z manifestacjami antyrasistowskimi, w ostatnim czasie przetaczają się wciąż po miastach w całym kraju.

Do tego dochodzi ogromna skala napięcia wśród przeciętnych obywateli w związku z wynikiem wyborczym – aż 56 procent z nich – jak wynika z badań ośrodka YouGov, narzeka z tego powodu na lęki.

Dlatego też tak ważny może się okazać amerykański Sąd Najwyższy, który w kwestii sporów prawnych dotyczących tegorocznych wyborów prezydenckich, może odegrać decydującą rolę. To zaś rodzi obawy lewicy, gdyż po nominacji sędzi Amy Coney Barrett przewagę w nim mają konserwatyści.

Państwa bałtyckie wiedzą co to Rosja. Przygotowują się na obronę totalną

Część krajów zachodniej Europy nadal lekceważy agresywną postawę Kremla. Dla tych jednak, które sąsiadują z Rosją, problem ten jest natury...

zobacz więcej

Już teraz przed wieloma sądami toczą się sprawy dotyczące stanowych regulacji związanych z głosowaniem korespondencyjnym - to właśnie sądy mogą decydować na jakich zasadach głosy uznawane będą za ważne a także do kiedy będą liczone napływające pakiety wyborcze.

Sąd Najwyższy zaś orzeka o prawomocności wyroków sądów niższych instancji oraz zgodności ustaw Kongresu z konstytucją.

Weekend nie będzie odpoczynkiem dla żadnego z kandydatów – to czas na sprint na ostatniej prostej. Po tym, jak pokonał koronawirusa, Trump odbędzie w trzy dni aż 14 wyborczych wieców. Nie wyklucza on również wiecowania we wtorek – w dzień wyborów. O wiele mniej intensywnie spotyka się w sympatykami Biden – liczy też przy tym na energię m.in Obamy, który ma go wesprzeć w sobotę na spotkaniu w Detroit w Michigan.

Biden, w przeciwieństwie do Trumpa, ma za sobą szerokie grono osobistości i redakcji, które wspierają jego kampanię. Demokrata uzyskał wsparcie większości dużych amerykańskich gazet, w tym „Washington Post”, „New York Times”, „Chicago Tribune”, „Boston Globe” czy popularnonaukowego magazynu „Scientific American”. Ostatnio poparł go też brytyjski „The Economist”. Kciuki trzyma za niego też większość najsilniejszych stacji telewizyjnych, przedstawicieli świata kultury, celebrytów i Hollywood.

Może on też liczyć na poparcie byłych amerykańskich prezydentów z ramienia Partii Demokratyczne – Jimmy'ego Cartera, Billa Clintona oraz Baracka Obamy. Republikanin George W. Bush nie poparł zaś żadnego z kandydatów.

Oficjalnie za Trumpem opowiedziały się m.in. redakcje "The Washington Times" oraz "Boston Herald". I chociaż podobnie jak przed czterema laty – Trump jest przez większość maistreamu i ekspertów skazywany na porażkę, to nie oni jednak zadecydują o tym, kto zasiądzie w Białym Domu.

Kwity na Bidena

Pierwsza debata między Donaldem Trumpem a Joe Bidenem była festiwalem wzajemnych oskarżeń. Prezydent USA nawet nie skupiał się na gafach swojego...

zobacz więcej

Wśród powodów, które działają na rzecz Trumpa – portal "The Hill" wymienił m.in. prowadzenie kampanii od drzwi do drzwi i dzwonienie do wyborców – jego sztab skontaktował się w ten sposób z ponad 150 mln wyborców. Jest to zasługa ponad 2,5 mln, rekordowej, armii wolontariuszy.

Na korzyść republikanina działa też obecna niska mobilizacja Afroamerykanów, którzy w większości popierają demokratów. Na przestrogę dla Bidena powinny służyć dane świadczące, że była to, przed 4 laty, jedna z przyczyn porażki Hillary. To zaś stara się wykorzystać Trump, mocno koncentrując się podczas kampanii na tym elektoracie.

Republikanie mają też przewagę w rejestrowaniu wyborców. Do tego dochodzi kwestia sondaży – sympatycy Trumpa częściej ukrywają swoje polityczne przekonania ankieterom.

Na jego korzyść może działać również utrzymanie poparcia wśród Latynosów, których głosy są szczególnie ważne właśnie na Florydzie – jednym z najważniejszych pól wyborczej bitwy.

Decyzja należy do Amerykanów – którzy, tak jak pisała Gertrude Himmelfarb w swojej książkę „Jeden naród, dwie kultury” – są oni niezwykle podzieleni jako społeczeństwo. Ich wybór będzie niezwykle ważny nie tylko dla USA, ale i będzie mieć bardzo silny wpływ na cały świat.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej