RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Wściekłość, ambicje i podziały

Tłum na ulicach nie ma tak naprawdę swojej politycznej reprezentacji (fot. Piotr Lapinski/NurPhoto via Getty Images)
Tłum na ulicach nie ma tak naprawdę swojej politycznej reprezentacji (fot. Piotr Lapinski/NurPhoto via Getty Images)

Wreszcie wielkie społeczne przebudzenie, potężny zryw, który za chwilę skoryguje wyniki kilku kolejnych wyborów! Przeciwnicy Jarosława Kaczyńskiego wpadli w euforię, ponieważ w wyniku decyzji Trybunału Konstytucyjnego udało się przekierować negatywne emocje licznej i głośnej części obywateli przeciwko rządowi Prawa i Sprawiedliwości. Rozpaleni analitycy widzą w tym zapowiedź szybkiego upadku obecnej władzy i odzyskania rządu dusz przez opozycję. Jednak obecne protesty pokazują równocześnie dwie sprawy – silny poziom negatywnych społecznych emocji, lecz i słabość opozycji. Tłum na ulicach nie ma tak naprawdę swojej politycznej reprezentacji.

„Nie” dla kompromisu. Lewica chce legalizacji bezwarunkowej aborcji do 12. tygodnia

Nie poprzemy żadnego kompromisu ws. aborcji; dalsze przesuwanie ściany na prawo i odkrawanie kawałek po kawałku naszych praw jest nie do przyjęcia...

zobacz więcej

O pierwszym z tych wątków napisano już sporo. Zmęczenie kwarantanną, przeciągające się od wielu miesięcy poczucie niepewności, ograniczenie więzi społecznych – to wszystko eksplodowało. Orzeczenie TK było niewątpliwie iskrą, do której bardzo wielu chętnych dorzuciło swoje własne ładunki wybuchowe.

Przede wszystkim, co widać z wielu wypowiedzi uczestników protestów, można odnieść wrażenie, że niespecjalnie zdają sobie oni nieraz sprawę, kto i czego im zakazał. Kto? Autorzy konstytucji, którzy wpisali w nią prawo do życia dla każdego obywatela bez żadnego niuansowania, od kiedy obywatel obywatelem jest. Unia Wolności, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Aleksander Kwaśniewski odpowiadają za stan prawny, który kolejnym, bynajmniej nie ostatniemu jedynie, Trybunałom Konstytucyjnym umożliwiał uznawanie za nielegalne prawa do aborcji poza trzema, a dziś już tylko dwoma, wyjątkami. Przy czym można być pewnym, że i wcześniejsze składy badającego konstytucyjność aktów prawnych organu podjęłyby podobną decyzję, tyle że nikt ich o to nie pytał, a Trybunał nie podejmuje spraw sam z siebie.

Wszystko to, oczywiście, nie znaczy, że wśród sympatyków PiS nie ma przeciwników aborcji, wręcz przeciwnie, stanowią oni zapewne większość elektoratu partii Jarosława Kaczyńskiego, choć nie są monolitem i jednym bliżej do tzw. kompromisu aborcyjnego, innym do zaostrzenia przepisów. Ci ostatni przez całe lata mieli żal, że partia rządząca nie pali się do zmiany prawa, choć jej przedstawiciele wielokrotnie deklarowali podjęcie takich działań. Na deklaracjach się jednak kończyło. I tu przechodzimy do drugiej strony medalu – opozycji.

Kiedy wybuchł pierwszy „czarny protest” w pierwszej chwili przybrał on bardzo dużą skalę, stając się pierwszym protestem w poprzedniej kadencji, którego rządzący zwyczajnie nie mogli nie zauważyć. Tyle, że również wtedy organizatorzy od początku wykorzystali do podgrzania emocji dwa kłamstwa – pierwsze, że za procedowaną w Sejmie ustawą stoi PiS, drugie, że zabrania ona aborcji w każdym przypadku, a przy okazji pozbawia kobiety nawet praw do badań prenatalnych.

„Nazistowskie emblematy?” Błyskawice na manifestacjach zwolenników aborcji

Symbolem proaborcyjnych protestów, które mają miejsce w ostatnich dniach w Polsce, stały się pioruny. Wielu komentatorom przywodzi to na myśl...

zobacz więcej

Rządzący rozegrali sprawę skutecznie z punktu widzenia polityki (kwestię ocen moralnych zastawny na razie ich sumieniu) odrzucając projekt Kai Godek, równocześnie zapowiadając zwiększona pomoc i opiekę państwa dla tzw. ciąż trudnych. Masowość protestów pożarł radykalizm ich organizatorów i choć „nie składano parasolek”, rządu nie sposób już było nimi nakryć. Niedługo potem zresztą opozycja zaliczyła własną kompromitację, gdy to z powodu podejścia jej parlamentarzystów już na etapie odesłania do komisji Sejm odrzucił kolejny, tym razem liberalizujący dostęp do aborcji, projekt społeczny.

W nowym Sejmie sprawę postanowiono załatwić inaczej, odpowiedzialność przekazując cieszącemu się większym (jak dotąd) autorytetem i mającemu odpowiednie kompetencje Trybunałowi Konstytucyjnemu. Reszta to już czysta, czy raczej brudna polityka. Nie będę w tym tekście kolejny raz streszczał, co działo się po ogłoszeniu wyroku TK, skupię się na kilku zdarzeniach, które składają się na diagnozę problemu opozycji chcącej na fali niezadowolenia przejąć władzę, a gdy już tego dokona, w jakiś sposób unieważnić decyzję Trybunału.

Najchętniej wraz z całym Trybunałem w obecnym składzie, jednak nie to będzie tym razem przedmiotem naszego zainteresowania. Tak naprawdę bowiem wśród partii opozycji nie ma konsensusu, zarówno w sprawie kształtu ewentualnej przyszłej ustawy regulującej stanowisko państwa wobec aborcji, jak i wobec formy obecnych protestów.

Nie ma chyba takiego środowiska politycznego (poza – jak dotąd, zaznaczmy – Lewicą), które nie usłyszałoby pod swoim adresem tego samego, gromkiego okrzyku, który przez cały czas kierowany jest do polityków PiS, sędziów TK i Kościoła. „Wyp***ć” usłyszał już Rafał Trzaskowski, do którego apel ten skierowali przedstawiciele kolektywu „Stop Bzdurom” z Margot w składzie. „NIE. Trzaskowski, ty też masz #wyp***ć. Ten protest jest spowodowany tym, że przez lata waszych neoliberalnych rządów broniliście zastanego „kompromisu” aborcyjnego.

„Agresywna lewica robi najazd na stolicę”. Apel do warszawiaków o obronę kościołów

Agresywna lewica robi najazd na stolicę. Duże prawdopodobieństwo, że znów dojdzie do niszczenia kościołów i pomników. Nie można im na to pozwolić,...

zobacz więcej

Prawa Kobiet to nie jest wasza kampania reklamowa ch***. Rząd na bruk, bruk na rząd. Na ten poprzedni też.” – piszą na Twitterze, oczywiście nie wykropkowując wulgaryzmów. Wpis spotyka się głównie z negatywnymi reakcjami współuczestników protestu, nie zostaje jednak usunięty.”Wyp***j z tym referendum” – zwraca się do Władysława Kosiniaka-Kamysza Marta Lempart, gdy ten wychodzi ze swoją propozycją rozwiązania światopoglądowego sporu. Na którą zresztą zgody, gdyby przyszło co do czego, nie uzyskałby nawet w ramach samego Polskiego Stronnictwa Ludowego, którego niektórzy przedstawiciele od obecnych protestów są o wiele dalej. Tak daleko, że, co w politycznym zamieszaniu chyba większości z nas umknęło, PiS wspólnie z senatorem PSL Janem Libickim i senatorem PO Władysławem Komarnickiem (ponoć jednak ten ostatni pomylił się podczas głosowania z domu) zablokował przyjęcie w Senacie uchwały o ograniczeniu praw kobiet w Polsce.

Odejść precz ma również Szymon Hołownia odesłany przez tę samą Martę Lempart, tym razem jednak później przeproszony. Nim jednak po fali oburzenia sympatyków Hołowni uczestniczących w protestach niezbyt sympatyczna liderka wycofała się ze swoich słów, były kandydat na prezydenta mógł przeczytać teksty dość podobne do tych, jakie wcześniej skierowano z innego odłamu protestujących do Rafała Trzaskowskiego. „Czy ktoś mógłby od nas powiedzieć panu Hołowni, żeby wyp***lał? Bo my robimy rewolucję i nie mamy czasu zajmować się każdym politycznym palantem chętnym do powiezienia się na nas” – napisała Lempart, a cały tłum internautów zadbał o to, by wiadomość do adresata dotarła. Ten się jednak nie obraził, któż marnowałby taka okazję, nawet, jeśli kierowca podczas tej jazdy po władzę bywa niemiły.

Z wielką niechęcią protestujących spotkał się już na samym początku demonstracji Michał Szczerba, który dziękował miejskim służbom za umycie pomnika Reagana, zniszczonego przez demonstrantów – już po fakcie bardzo z tego dumnych.

Czarnek: Nie możemy pozwolić na dyktaturę lewicowo-liberalną i lewacką na uczelniach

Nie możemy pozwolić na dyktaturę lewicowo-liberalną i lewacką na polskich uczelniach – powiedział na antenie Radia Poznań minister edukacji i nauki...

zobacz więcej

Swoją porcję odebrała też aktorka Małgorzata Kożuchowska rozumiejąca protest, lecz krytykująca aborcję, a także dziennikarz Onetu Andrzej Gajcy, który opublikował na tym portalu mocny antyaborcyjny i krytyczny wobec demonstracji tekst. Kiedy piszę te słowa, domyślam się tylko, jakie błyskawice uderzą w prof. Andrzeja Rzeplińskiego, niedawnego idola opozycyjnych tłumów, gdy już ich liderki przeczytają jego rozmowę w „Dzienniku Gazecie Prawnej”, gdzie mówi, że na protesty „jako obywatel patrzy z obrzydzeniem, jako katolik ze smutkiem”. Twierdzi ponadto, że orzeczenie TK należy opublikować, a agresywnych demonstrantów nazywa „awanturnikami”, mając jednak na końcu języka słowo „hołota”, którego używa wobec uczestników rozruchów w Stanach Zjednoczonych i Francji.

Wypowiedź Rzeplińskiego, do niedawna ikony demokracji i konstytucjonalizmu, na którego konserwatywne w wielu sprawach poglądy przymykano oko, może być dla organizatorów protestów zmartwieniem większym niż głosy oburzenia osób, które nigdy nie cieszyły się sympatia ulicznej opozycji. Czy i fetowanego do niedawna profesora wystarczy ofuknąć groźnym, jednowyrazowym poleceniem?

Już nie tylko kościoły, pomniki i samochody. Zdewastowano także pociąg

Cały wagon zmodernizowanego pociągu Kolei Mazowieckich, łącznie z drzwiami i oknami, został zamalowany na czarno. Pośrodku sprawcy wandalizmu...

zobacz więcej

Jak widać, Lempart nie jest drugim Mateuszem Kijowskim, który wpuszczał na trybunę KOD-u kolejnych liderów partii. Chce być na tym honorowym miejscu sama, co pomału zaczynają zauważać co rozważniejsze uczestniczki. Możliwe więc, że pomimo większej skali i korzystniejszych dla podgrzania atmosfery okoliczności, protest wkrótce zawali się pod ciężarem ambicji i radykalizmu, który znów odciągnie część początkowych sympatyków.

Już widać niezadowolenie części uczestniczek z powodu zmiany haseł w trakcie protestu czy nawet zmiany koloru pioruna na tęczowy na profilu Strajku. Tymczasem i tu odpowiedź jest tylko jedna – jeśli ktoś nie popiera LGBT, ma…, sami Państwo wiecie co. Widać również, że opozycja nie ma jednego stanowiska w sprawie, która potencjalnie może pomóc jej wrócić do władzy, z drugiej strony zaś zapełniający ulice tłum nie wybrał sobie jeszcze swojej reprezentacji.

Najbliższa postulatom Strajku Kobiet Lewica nie notuje wcale wzrostu poparcia w sondażach. PiS traci, lecz coraz wyraźniej widać, że zdecyduje się, pod patronatem prezydenta, na jakąś nową formę kompromisu, w którym jednak granice zostaną przesunięte w stronę skuteczniejszej ochrony życia, co może wytrącić z ręki argumenty mniej radykalnym protestującym. Oczywiście, to znów zaowocuje konfliktem sumienia przynajmniej części posłów, lecz zapewne łatwiej będzie się nad nim pochylić bez tłumu niszczącego biura poselskie za oknami.

źródło:
Zobacz więcej