RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Polscy Ormianie pomagają rodakom z Arcachu

Fundacja Polsko-Ormiańska wysłała już 10 ton pomocy materialnej do Armenii (fot. Sergei Bobylev\TASS via Getty Images)

Polscy Ormianie wspierają swoich rodaków w Arcachu (Górskim Karabachu) w trudnych chwilach związanych z toczącą się tam wojną. Tylko jedna z organizacji zrzeszających tę mniejszość narodową, Fundacja Polsko-Ormiańska, wysłała już 10 ton pomocy materialnej do Armenii. Kilka dni temu na lotnisku w Erywaniu wylądował kolejny transport, tym razem z lekarstwami. W środę dotrze on do szpitala w Stepanakercie.

Walki w Górskim Karabachu. Poradziecka organizacja oferuje pomoc Armenii

Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ros. ODKB) może udzielić pomocy wojskowej Armenii w przypadku ataku na jej terytorium –...

zobacz więcej

Ormianie czują sympatię Polaków w trudnej chwili

– Od razu gdy usłyszeliśmy o tym, że zaczęła się ta wojna, wiedzieliśmy, że musimy jakoś pomóc naszym rodakom – mówi prezes Fundacji Polsko-Ormiańskiej dr Arsen Ovsepyan i dodaje, ze Ormianie w tej kwestii są bardzo solidarni.

– To kwestia egzystencjalna dla naszego narodu, więc musimy być zjednoczeni – podkreśla.

Polscy Ormianie współpracują w tym zakresie również z diasporą tego narodu z innych państw. Jest to istotne, gdyż Ormian w sytuacji, w której się znaleźli nie wspierają żadne organizacje międzynarodowe. Prezes Fundacji Polsko-Ormiańskiej podkreśla jednak, że również Polacy, którzy nie mają ormiańskiego pochodzenia, bardzo chętnie pomagają w zbiórkach i wykazują się ofiarnością.

– Relacje miedzy Ormianami a Polakami zawsze były bardzo dobre i Polacy pamiętają o wielowiekowych związkach łączących nasze narody. Sympatię wobec Ormian i zrozumienie naszej sytuacji czuć tu na każdym kroku. Zapewne wynika to z faktu, że Ormianie mieszkający w Polsce, zarówno ci, którzy żyją tu setki lat, jak i ci, którzy urodzili się w Armenii i przybyli tu kilkadziesiąt czy kilkanaście lat temu i otrzymali obywatelstwo polskie, zawsze byli lojalni wobec swojej drugiej ojczyzny, Polski – wyjaśnia Ovsepyan, który mieszka w Polsce od 1993 r., a w 2019 r. obronił doktorat na Akademii Sztuki Wojennej.

Prezydent Azerbejdżanu: władze Armenii muszą przedstawić plan opuszczenia Górskiego Karabachu

Prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew zażądał w niedzielę od władz Armenii opracowania harmonogramu wycofania sił z Górskiego Karabachu. Zapowiedział...

zobacz więcej

Na samym początku toczącej się już równo miesiąc wojny w Arcachu Ovsepyan poleciał do Erewania by dowiedzieć jakie są potrzeby.

W tym celu spotkał się między innymi z ministrem zdrowia Armenii. Nie poleciał jednak z pustymi rękami, towarzyszyło mu aż 66 sztuk dodatkowego bagażu, z pomocą wspólnie zbieraną przez Ormian w Polsce.

– To było łącznie około 1,5 tony. Były tam m.in. agregaty prądotwórcze oraz ciepłe ubrania. Wydawałoby się, że Armenia to kraj raczej ciepły, ale są tam wysokie góry, zwłaszcza w Arcachu, gdzie szybko robi się zimno, zwłaszcza w nocy. A trzeba pamiętać, że w wyniku tej wojny prawie 100 tys. osób musiało opuścić swoje domy, a tysiące straciło je w wyniku bombardowań – mówi prezes Ovsepyan.

– Pieniądze na pomoc dla naszych rodaków z Arcachu wpłacają nie tylko Ormianie, ale i Polacy, i to bardzo chętnie. Za zebrane środki kupujemy swetry, bluzy, kalesony, kurtki, czapki, buty, apteczki bandaże, leki, sprzęt do mierzenia ciśnienia, artykuły do hamowania krwotoków, wózki inwalidzkie, wózki do przenoszenia rannych, nosze i inne tego typu rzeczy potrzebne dla cywilnych ofiar azerskiej agresji na Arcach, w tym w szczególności uchodźców oraz rannych w nalotach – wymienia Ovsepyan.

– Obecnie jedyną możliwością przesłania pomocy jest droga powietrzna. Transport drogą lądową teoretycznie możliwy jest przez Gruzje ale są tam ogromne utrudnienia na granicy z Armenią, więc ta opcja odpada – wyjaśnia.

Bijatyka na rynku w Katowicach. Powodem konflikt Armenii z Azerbejdżanem

W okolicach katowickiego Spodka, w czwartek wieczorem odbyło się zgromadzenie „Stop agresji Armenii przeciwko Azerbejdżanowi". Podczas demonstracji...

zobacz więcej

Paczki, zwykle ważące 23 kg każda, wysyłane są samolotami rejsowymi przez Białoruś.

– Wykupujemy dodatkowy bagaż rejestrowany, a to oznacza, że co jakiś czas ktoś ze społeczności ormiańskiej zgłasza gotowość lotu w celu przewozu zebranej pomocy – mówi Ovsepyan.

Jak dotąd odbyło się 10 takich transportów. Na miejscu oczywiście wszystko jest zwolnione z cła i od razu przekazywane jest odpowiednim instytucjom humanitarnym, które dystrybuują pomoc z Polski wśród najbardziej potrzebujących.

– Największy problem mieliśmy z agregatami prądotwórczymi, których wysłaliśmy już 50. Na lotnisku trzeba było wszystko rozpakować, bo celnicy musieli sprawdzić czy nie ma w środku paliwa, a przy takiej ilości paczek było to trudne organizacyjnie zadanie. Oczywiście cały sprzęt był nowy – dodaje prezes ormiańskiej organizacji.

„Kolejny przykład dezinformacji”. Armenia zaprzecza, że ostrzelała miasta w Azerbejdżanie

Władze Azerbejdżanu podały, że miasto Mingeczaur w środkowej części kraju stało się w niedzielę celem ataku rakietowego. Ministerstwo obrony...

zobacz więcej

Wczoraj turyści z Polski, dziś uchodźcy z Arcachu

W tym samym czasie biuro turystyczne kierowane przez Annę Martirosyan zmieniło się w centrum pomocy dla uchodźców.

– Działamy od wielu lat i organizowaliśmy wycieczki dla Polaków, którzy coraz chętniej jeździli do Armenii. W tym roku epidemia koronawirusa wszystko skomplikowała, a potem wybuchła ta wojna – mówi pani Anna.

– Teraz cała nasza infrastruktura turystyczna, w tym pensjonaty, biura, czy samochody, nastawione są na pomoc uciekinierom z Arcachu – tłumaczy. – Życie nauczyło nas być cały czas gotowym na atak ze strony naszych muzułmańskich sąsiadów – zauważa.

Biuro turystyczne skierowało więc wszystkie swoje samochody do Stepanakertu by zwozić uchodźców do Erewania.

– Początkowo jednak ludzie nie chcieli wyjeżdżać, myśleli, że wojna zaraz się skończy i chcieli czekać na swych mężów, ojców i synów walczących na froncie. Dopiero gdy naloty azerskie na ich domy stały się coraz bardziej groźne i śmiercionośne, większość kobiet i dzieci zdecydowała się na ucieczkę – dodaje.

– Hotele, w których nocowali wcześniej turyści z Polski zapełnione są teraz uchodźcami z Arcachu, przede wszystkim kobietami i dziećmi. Jest też trochę emerytów, których nie dopuszczono do walki ze względu na wiek i stan zdrowia – mówi dalej Martirosyan i podkreśla, że to co robi jest jej świętym obowiązkiem wobec ojczyzny.

Witold Repetowicz: Ormianie widzą, że Rosja ich nie wspiera

Po 10 dniach intensywnych starć azerbejdżańsko-armeńskich pojawiła się szansa, choć wciąż niewielka, na deeskalację. Jednym z powodów jest to, że...

zobacz więcej

– Zwłaszcza trzeba pomagać dzieciom bo dla nich wojna to koszmar i trauma na całe życie, więc nasza troska jest im bardzo potrzebna. One powinny przeżywać swoje dzieciństwo grając w kolorowe gry, a nie chowając się w schronach przed bombami, widząc krew, atakujące z powietrza drony i strach w oczach własnych rodziców przeżywających wojenny koszmar już drugi raz w swoim życiu. Tylko kiedyś to oni byli przerażonymi dziećmi, a teraz chronią swoje potomstwo przed wojną – podkreśla.

Anna Martirosyan nie ukrywa też swojego żalu wobec świata, że pozwala na taką sytuację. – Czasy się zmieniają, a świat jakby stanął w miejscu i nikt nic nie rozumie. Albo rozumie i milczy. Mordują nas ale byliśmy, jesteśmy i zawsze będziemy, bo nikt nie złamie Ormian – mówi.

Leki z Opola

Ostatni transport medyczny przybył do Armenii w sobotę. Zorganizowało go małżeństwo lekarzy z Opola Elena i Krzysztof Margułowie.

– W Stepanakercie znam każdy kamień, to moje rodzinne miasto, urodzili się tam moi dziadkowie i pradziadkowie, a moja babcia uczyła tam chemii późniejszego premiera Armenii Serża Sarkisjana – opowiada dr Elena Marguła, ordynator oddziału rehabilitacji szpitala św. Rocha w opolskim Ozimku.

Premier Armenii: Nie jesteśmy gotowi na rozmowy z Azerbejdżanem

Premier Armenii Nikol Paszynian jako przedwczesny ocenił pomysł rozmów z Azerbejdżanem pod egidą Rosji. Środa jest czwartym dniem starć między...

zobacz więcej

Jej mąż Krzysztof Marguła jest natomiast lekarzem w Opolskim Centrum Rehabilitacji i specjalizuje się w endoprotetyce.

– W 2004 r. pojechaliśmy na konferencję naukową do Armenii i potem postanowiliśmy wyskoczyć jeszcze do Stepanakertu. Gdy przyjechaliśmy i piliśmy kawę z miejscowymi lekarzami okazało się, że nie ma u nich specjalistów w zakresie endoprotez. Raz taką operację wykonali tam francuscy lekarze, ale zrobili to przy drzwiach zamkniętych. Mąż stwierdził, że nie tylko przeprowadzi taką operację, ale wyszkoli jednego z miejscowych lekarzy. Tak poznaliśmy Karena – opowiada dr Marguła.

Karen wielokrotnie bywał potem w Polsce, gdzie pogłębiał swoją wiedzę i doświadczenie w tej dziedzinie.

– Gdy z telewizji dowiedziałam się o ataku Azerbejdżanu na Arcach, od razu stwierdziłam, że muszę zorganizować zbiórkę leków i sprzętu medycznego, bo to przecież najważniejsza pomoc w takich sytuacjach. Mąż mnie oczywiście cały czas wspierał. Skontaktowaliśmy się więc z Karenem, który obecnie jest ordynatorem oddziału rehabilitacji Szpitala Republikańskiego w Stepanakercie, żeby przedstawił listę potrzeb – kontynuuje lekarka z Ozimka.

W ten sposób rozpoczęła się zbiórka, w wyniku, której zebrano 200 kg sprzętu i leków, m.in. opatrunki chirurgiczne, sterylne fartuchy operacyjne czy ciśnieniomierze. Jednocześnie opolscy Ormianie zorganizowali zbiórkę odzieży. – Wysłaliśmy z tym wszystkim do Armenii Hagopa, młodego Ormianina z Łodzi – kontynuuje dr Elena.

Nowa wojna o Górski Karabach rozpoczęta

Dzisiejszy atak Azerbejdżanu na Górski Karabach może okazać się najpoważniejszą od 1994 r. eskalacją tego trwającego już trzy dekady konfliktu....

zobacz więcej

– Niestety, w międzyczasie się dowiedzieliśmy, że Karen leży na reanimacji. Tam jest tylu rannych, że brakuje lekarzy, a przecież szaleje koronawirus. No i on też się zaraził, ale wciąż pracował, operował, choć miał wysoką gorączkę. Nie było wyjścia – opowiada lekarka.

Dr Elena wraz z mężem planuje już kolejną zbiórkę. – Chciałabym też pomóc dzieciom, bo one najbardziej cierpią – podkreśla i dodaje, że w akcję chce się włączyć wielu innych lekarzy z Opolskiego Centrum Rehabilitacji oraz Szpitala św. Rocha w Ozimku.

– Polacy wciąż mało wiedzą o tej wojnie, ale jak tylko uzyskują więcej informacji, to przeważnie chcą włączać się do pomocy – podkreśla ordynatorka szpitala z Ozimka.

Ormianie w Polsce żyją od co najmniej XIV w. W czasie panowania Kazimierza Wielkiego na mocy porozumienia z ormiańskim królem Cylicji doszło do ustanowienia pierwszego ormiańskiego biskupstwa w Polsce. Utworzone zostało ono we Lwowie. Przez kilkaset lat swojej obecności w Polsce Ormianie dali się poznać jako polscy patrioci, którzy wnieśli bardzo dużo do polskiej kultury.

Częściowo ormiańskie pochodzenie miał Stanisław Moniuszko, Juliusz Słowacki, a także zmarły niedawno Krzysztof Penderecki. W ostatnich dekadach wzrosła liczba nowej armeńskiej imigracji do Polski. Ormianie przybywają do nas zwykle na studia, a także otwierają w Polsce swoje firmy. Ich liczbę ocenia się na ok. 40-50 tys.

źródło:
Zobacz więcej