RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Porażka w dobrym stylu. Świetne widowisko w Poznaniu

Mikael Ishak strzelił dwa gole i był jednym z najjaśniejszych punktów Lecha w czwartkowym meczu (fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk)

Lech walczył, atakował, naciskał, ale nie zdołał wyrwać choćby punktu Benfice Lizbona. Wicemistrzowie Portugalii wygrali w Poznaniu 4:2 na inaugurację zmagań w fazie grupowej Ligi Europy.

„Four Four Two”: Lewandowski najlepszym napastnikiem świata

Robert Lewandowski najlepszym napastnikiem świata – stwierdził piłkarski magazyn „Four Four Two” . Reprezentant Polski wyprzedził innych...

zobacz więcej

Choć wiadomo, że lepiej "brzydko" wygrać niż w pięknym stylu przegrać, trudno mieć do Lecha o ten mecz pretensje. Przyjechał rywal zwyczajnie lepszy, znacznie bogatszy, będący kilka półek wyżej w europejskiej hierarchii. Gdy w Poznaniu odpalają szampany po sprzedaży Jakuba Modera za 11 milionów euro, w Lizbonie co sezon zarabiają na talentach jakieś osiem razy więcej. Potem inwestują w kolejne, znów sprzedają, i tak dalej, i tak dalej...

To, że spotkały się dwa zespoły, które odważnie stawiają na młodzież i ofensywny futbol, widać było od pierwszej do ostatniej minuty. Lech stracił gola szybko (już w 8. minucie rzut karny, podyktowany po zagraniu ręką Tomasza Dejewskiego, wykorzystał Pizzi), ale nikt się nie załamał, nie spuścił głowy i nie czekał na kolejne ciosy. Wręcz przeciwnie. Po świetnej akcji prawym skrzydłem i dośrodkowaniu Alana Czerwińskiego, gola z najbliższej odległości strzelił Mikael Ishak. Nie minął kwadrans, a na stadionie przy Bułgarskiej padły dwie bramki. Szkoda tylko, że z powodu trwającej pandemii nie mogli oglądać ich kibice...

Potężnych różnic w budżecie i jakości na boisku widać nie było. Co więcej: długimi fragmentami wydawało się, że to gospodarze mają trochę więcej do powiedzenia i prędzej oni strzelą kolejnego gola niż na spodziewane prowadzenie wyjdzie Benfica. Tak się jednak nie stało. Tuż przed przerwą dośrodkowanie Gilberto wykorzystał 21-letni Darwin Nunez, a piłkarze Lecha schodzili do szatni wyraźnie niepocieszeni.

Radość przyszła jednak szybko. W 49. minucie przytomnie w polu karnym zachował się Ishak, który z najbliższej odległości dobił strzał Skórasia. 2:2! Euforia trwała jednak krótko. Niedługo później znów dał o sobie znać Darwin Nunez, który sprytnym przyjęciem piłki założył "siatkę" Crnomarkoviciowi i płaskim strzałem pokonał bezradnego Filipa Bednarka.

Kolejorz miał kilka okazji, by po raz kolejny wyrównać. Najlepszą, w 77. minucie, zmarnował jednak wprowadzony w drugiej połowie Nika Kaczarawa, który sam na sam z bramkarzem Benfiki kopnął minimalnie obok słupka. A że niewykorzystane sytuacje się mszczą... Już w doliczonym czasie gry hat-tricka skompletował Darwin Nunez, niemalże z linii bramkowej wpychając piłkę do siatki głową.

Wynik (2:4) nie oddaje wyrównanego przebiegu spotkania. Lech nie przyniósł wstydu, Lech dał nadzieję, że z tej trudnej grupy - poza Benfiką grają w niej jeszcze Glasgow Rangers i Standard Liege (w bezpośrednim starciu tych drużyn Szkoci wygrali 1:0) - da się wyjść. Z niecierpliwością czekamy na więcej. Apetyty rozbudzone.

źródło:
Zobacz więcej