RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Związek zawodowy imienia Rafała Neoliberała

Rafał Trzaskowski ogłosił powstanie swojego ruchu (fot. PAP/Radek Pietruszka)

Czy fakt zakładania związku zawodowego przez prominentnego polityka drugiej największej w Polsce partii politycznej może budzić skojarzenia z partyjnymi związkami zawodowymi okresu PRL-u? Oczywiście, bo związki zawodowe powinny być zakładane przez pracowników, a nie polityków. Co zabawne, związek zawodowy Nowa Solidarność ma być skierowany głównie w stronę pracowników samozatrudnionych, którzy są najwyraźniej niechcianą sierotą po rządach PO-PSL.

Party Trzaskowskiego, dolary Nowaka, optymizm Macierewicza

Najpoważniejszy od lat kryzys w koalicji rządzącej nastąpił po… pasmie sukcesów, jakimi były zwycięstwa w wyborach samorządowych, europejskich,...

zobacz więcej

W trudnych czasach pandemii koronawirusa nawet małe sukcesy cieszą. Po buńczucznych zapowiedziach Rafał Trzaskowski ogłosił wreszcie powstanie swojego ruchu, który w dużej mierze dzięki presji wywieranej przez związkowców nie będzie odnosił się w swojej nazwie do Solidarności.

O tym, jak elity III Rzeczypospolitej usiłowały i wciąż usiłują odebrać Solidarności prawo do bycia sobą, zapewne będą w przyszłości powstawać obszerne prace magisterskie w dużej mierze analizujące sztukę manipulacji.

Wyznacznikiem 21 postulatów

Pierwsze i fundamentalne kłamstwo dotyczy tego, że zrodzona w 1980 r. Solidarność była ruchem społecznym, a nie związkiem zawodowym, więc dziś związkowcy nie mają prawa powoływać się na tradycję sierpnia 1980 r. Nie ma bardziej absurdalnej tezy.

Nastroje protestujących w Sierpniu 1980 r. najlepiej oddały przelane na papier w 21 punktach postulaty, wyrażały one pragnienia i nadzieje strajkujących, którzy walkę prowadzili z narażeniem życia, mając w pamięci tragiczne wydarzenia Grudnia 1970 r. Wystarczy przyjrzeć się dwóm pierwszym punktom, by dostrzec związkowy wymiar protestów. Robotnicy domagali się w nich: w pierwszym punkcie „akceptacji niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych, wynikającej z ratyfikowanej przez PRL Konwencji nr 8 Międzynarodowej Organizacji Pracy dotyczącej wolności związkowych” i w drugim „zagwarantowania prawa do strajku oraz bezpieczeństwa strajkującym i osobom wspomagającym”.

Kubiak pomaga, Adamowicz odznacza, Trzaskowski maszeruje

Dokonała się, choć z jednodniowym opóźnieniem, rekonstrukcja rządu Mateusza Morawieckiego. Poseł PiS Marta Kubiak przeznaczyła całe swoje...

zobacz więcej

Robotnicy nie żądali stworzenia ruchu społecznego, stowarzyszenia, niezależnej partii politycznej, a właśnie związku zawodowego, co zresztą jest największym zwycięstwem Sierpnia 1980 r. To wraz z chwilą powołania Solidarności komuniści okazali się ostatecznie bankrutem ideologicznym, bo po czterdziestu latach brutalnej indoktrynacji robotnicy wciąż śpiewali "Bożę, coś Polskę", ze słowami "ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie", a w pierwszej kolejności wołali właśnie o stworzenie związku zawodowego. „Socjalistyczna demokracja” upadła w zderzeniu z realnym doświadczeniem prawie 10-milionowej organizacji, która była od najbardziej podstawowego szczebla wybierana w sposób rzeczywiście demokratyczny.

Pryncypialne idee

Nie jest więc prawdą, że Solidarność w chwili narodzenia była efemerycznym ruchem społecznym. Od początku była związkiem zawodowym twardo stojącym po stronie pracownika, niegodzącym się na PRL-owską pogardę wobec niego. Podobnie było w trudnych czasach transformacji ustrojowej, gdy związkowcy nie godzili się na dziką reprywatyzację, która doprowadziła do upadku setek zakładów pracy czy licznych patologii wynikających z ekonomicznej polityki Leszka Balcerowicza. Kto wie, o ile szybciej, sprawniej i przy mniejszych stratach społecznych przebiegłby proces transformacji ustrojowej, gdyby kierunki polskiej polityki definiowały takie dokumenty, jak projekt konstytucji przedstawionej przez Solidarność w 1994 r.?

Morawiecki na kwarantannie, Trzaskowski rusza, Giertych słabnie

Rafał Trzaskowski założył fundację i ruch, a chce jeszcze związek zawodowy. Nikogo to jednak teraz nie interesuje, nawet jeśli Trzaskowski założy...

zobacz więcej

Pryncypialne idee przyświecające ludziom Solidarności, były więc niezmienne zarówno w roku 1980, 1990, 2000, 2010, jak i niezmienne pozostają dziś. Ich wyznacznikiem wciąż są sierpniowe postulaty. – Nie ma pierwszej, drugiej, trzeciej, czwartej, piątej Solidarności. Była, jest i będzie jedna Solidarność. Nie ma starej i nowej. Kto chciał się związać ze związkiem zawodowym Solidarność na dobre i na złe, jest w tym związku do dzisiaj. Każdy miał wolną wolę. Jedni wybierali politykę, inni biznes i my to szanujemy, ale nigdy nie pozwolimy na to, żeby ci, którzy zostawili ten związek, opuścili go, dzisiaj nam wypominali, że myśmy zagarnęli ten związek dla siebie. Tego nie przyjmujemy do wiadomości – mówił w Płocku podczas 40. rocznicy obchodów powstania Solidarności Piotr Duda, szef Solidarności.

Kto zliberalizował rynek pracy?

Czy nie jest więc ironią, że dzisiaj po nazwę Solidarności usiłował sięgnąć polityk pochodzący z formacji skrajnie liberalnej, który popierał wiele antypracowniczych ustaw z deregulacją rynku pracy i podniesieniem wieku emerytalnego, polityczny wychowanek Donalda Tuska, który przecież protestujących solidarnościowców z mównicy sejmowej nazwał „byle pętakami”?

Pogarda Rabieja, pycha Wałęsy, pogubienie Trzaskowskiego

W tym tygodniu obchodziliśmy rocznice powstania NSZZ „Solidarność” i ataku hitlerowskich Niemiec na Polskę. Nie powstał ciągle Ruch Trzaskowskiego,...

zobacz więcej

Rafał Trzaskowski nazwał swój twór Ruch Wspólna Polska, ale nie mógł się powstrzymać od zapowiedzi stworzenia nowego związku zawodowego, który w swojej nazwie będzie jednak nawiązywał do Solidarności.

Czy fakt zakładania go przez prominentnego polityka drugiej największej w Polsce partii politycznej może budzić skojarzenia z partyjnymi związkami zawodowymi okresu PRL-u? Oczywiście, bo związki zawodowe powinny być zakładane przez pracowników, a nie polityków. Co zabawne, związek zawodowy Nowa Solidarność ma być skierowany głównie w stronę pracowników samozatrudnionych, którzy są najwyraźniej niechcianą sierotą po rządach PO-PSL. To jak panowie i panie z Platformy Obywatelskiej – luzowanie form zatrudnienia nie jest już fantastycznym pomysłem na leczenie kryzysów gospodarczych?

W trakcie konwencji Solidarność została zaatakowana również przez Henrykę Krzywonos, która grzmiała, że „Solidarność to przystawka partii rządzącej. Nie zgadzam się z tym i dlatego popieram ruch Rafała Trzaskowskiego. Musimy powołać nowy związek. Związek ludzi ciężko pracujących. Taką nową Solidarność!” Pomijając już absurdalność nazywania Solidarności przystawką PiS-u, bo osoby zainteresowane problemami świata pracy wiedzą, że relacje między stronami nie można nazwać łatwymi, to gdzie jest logika w zarzucaniu związkowi zawodowemu upolitycznienia i równoczesnemu promowaniu... związku zawodowego założonego przez polityka?



Dzięki działalności Solidarności zbankrutowała w przeszłości ideologia komunistyczna, dzisiaj na podobną drogę wkraczają neoliberałowie z Rafałem Trzaskowskim na czele. No cóż, nikt po stronie Solidarności nie będzie prezydenta Warszawy z drogi tej siłą zawracał...

Autor jest dziennikarzem „Tygodnika Solidarność” i portalu Tysol.pl

źródło:
Zobacz więcej