RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Epidemia darem dla opozycji. Wreszcie można rozbujać łódkę

Emocje rosną, jak postanowiono je wykorzystać? (fot. PAP/Leszek Szymański)

Jane Fonda powiedziała niedawno, że pandemia jest „darem Bożym dla lewicy”. Ciężko uznać, że podobny „prezent” ma takie pochodzenie, ale z pewnością wielu potraktowało go właśnie jak niespodziewany dar. W USA pandemia ma pomóc kandydatowi Demokratów; a jak zarazę wykorzystuje polska opozycja? Wreszcie jest coś, co naprawdę może rozhuśtać emocje.

„Obstrukcja opozycji totalnej odniosła sukces”. Ustawa covidowa odłożona

Sejm na początku wtorkowych obrad przychylił się do wniosku szefa klubu KO Cezarego Tomczyka o odroczenie obrad, aby posłowie mogli zapoznać się z...

zobacz więcej

Zarówno pierwsza, jak i druga fala pandemii wyrzuciła na brzeg mnóstwo politycznych emocji. 10 maja według Tomasza Grodzkiego, marszałka Senatu, liczba zakażonych w Polsce miała sięgnąć nawet pół miliona. To więcej niż miały wówczas Stany Zjednoczone i Chiny razem wzięte.

Na pytanie o podstawy takich prognoz opozycyjni politycy odpowiadali, że skoro mówi to profesor medycyny, to znaczy, że musi być to prawda. Po przełożeniu terminu wyborów na czerwiec i zmianie kandydata na prezydenta przez KO sytuacja uzdrowiła się sama. Naukowe przewidywania profesora z chwili na chwilę przestały istnieć.

Premier Mateusz Morawiecki podczas jednego z wieców wspominał ostrzeżenia opozycyjnych prognostyków i powiedział słynne zdanie, że wirusa nie trzeba się już obawiać. Nikt jednak z przeciwnej strony nie zareagował oburzeniem, nawołując wyborców, by pozostali w domach i trzymali się z dala od wieców. Żadna ze stron nie kryła się już za maseczką. Sytuacja wydawała się być wówczas opanowana.

Jesienią, według opozycji najlepszym czasie na przesunięcie terminu wyborów, nadciągnęła druga fala zarazy. Liczby pandemii rosną nieubłaganie i w takim tempie, że nie da się do nich przywyknąć i po prostu nauczyć z nimi żyć. Wszystkie wady i grzechy popełnione kiedykolwiek w służbie zdrowia, jak w każdym kryzysie, ujawniają się teraz z wielokrotną siłą – tak w Polsce, jak i w całej Europie.

Jednak nad Wisłą jest wreszcie coś, co może rozhuśtać emocje – im bardziej negatywne, tym lepiej. Wystarczy je tylko odpowiednio skanalizować. Tu z pomocą opozycji niespodziewanie przyszedł nie najlepszy w Warszawie i kraju specjalista od kanalizacji, ale wicepremier Jacek Sasin, wypowiadając słowa o braku zaangażowania niektórych lekarzy wzywanych na pomoc.

PO przeciwko „przejmowaniu przez ministra zdrowia szpitali samorządowych”

Wytłumaczcie mi, dlaczego tak cieszy przesunięcie o dobę procedowania nad ważną ustawą covidową. Lekarze nie mają już sił, szpitale pękają w...

zobacz więcej

Zdanie umieszczone na marginesie wypowiedzi, niepoparte żadnymi liczbami, było idealną pożywką dla opozycji i ludzi zmęczonych pandemią. Nikt w końcu na wojnie nie będzie się bawił w subtelności. Opozycja puściła więc w obieg przekaz, że „rząd szczuje na lekarzy”. I to wtedy, gdy ten sam rząd przygotowywał rozwiązania mające dodatkowo pozytywnie zmotywować medyków i pielęgniarki…

Ciężko nawet mieć pretensje do opozycji, po prostu wykorzystała okazję, jej prawo. Jednak prawdziwy kłopot z wykorzystywaniem pandemicznych emocji zaczął się wraz z zatrzymaniem mec. Romana Giertycha. Zanim adwokat polityków PO stracił przytomność, zdążył jeszcze wysłać wiadomość, że jest ofiarą władzy, która poprzez śledztwo w jego sprawie chce ukryć swoją nieudolność w zwalczaniu pandemii.

Swoją drogą, ile trzeba mieć w sobie próżności, by uznać, że wzbudza się większe emocje niż codziennie umierający ludzie z powodu zakażenia.

Przekaz Giertycha szybko podchwycili politycy opozycji. Niespodziewanie mecenas zakuty w kajdanki stał się patronem ludzi poniżonych podczas pandemii. Do jego cierpienia podłączył się inny bojownik o demokrację, w ten sam sposób wcześniej obdarty z godności. Był nim Kamil Durczok. Dziennikarz był urażony, że po wycieczce przez pół Polski za kierownicą z promilami we krwi i po posądzeniach o fałszerstwa finansowe policja zatrzymała go na ulicy. Zarówno Giertych, jak i Durczok oczekiwali zaproszeń do prokuratury, a tu taki afront…

Jedność narodu w czasach zarazy wsparł, jak zwykle, Donald Tusk. „Stadionów wystarczy, gorzej z respiratorami. Kupili ich mniej niż zbudowano Orlików” - napisał, po czym pochwalił się, że za jego rządów przybyło szpitali. Wprawdzie, jak wytknęli mu internauci, przybyło ich głównie dzięki kreatywności obliczeń statystycznych w GUS, a nie dzięki kolejnym inwestycjom, ale kto o tym będzie dziś pamiętał.

Covidowa ustawa w Sejmie. Opozycja przedłuża obrady

Sejm na początku wtorkowych obrad przychylił się do wniosku szefa klubu KO Cezarego Tomczyka o odroczenie obrad, aby posłowie mogli zapoznać się z...

zobacz więcej

Poza tym respiratory są przygotowane w magazynach i to nie one są problemem. W gruncie rzeczy nie chodzi przecież o zarazę, tylko o przekaz, że za czasów Platformy i ludowców wszystko chodziło jak w zegarku, ale komuś (wiadomo komu) to przeszkadzało. Donald Tusk i jego towarzysze aktywni w polskiej polityce, wciąż żyją w swoim świecie i wspominają swoje największe osiągnięcie – budowę Orlików. Gdy Grzegorz Schetyna na konferencji prasowej nie miał pojęcia, co odpowiedzieć na pytanie o największe sukcesy PO, pierwszą podpowiedzią, przebijającą się przez niezręczną ciszę, były właśnie Orliki.

Dziś Donald Tusk, pracując w Brukseli, wyraźnie woli patrzeć na Polskę. Nic dziwnego; belgijskie władze oznajmiły właśnie, że koronawirus w tym kraju wymyka się spod kontroli i nadchodzi epidemiczne tsunami, choć dopiero co rząd luzował obostrzenia i twierdził, że trzeba wrócić do normalnego życia.

Czy zatem ma nam się polepszyć od tego, że w innych krajach jest gorzej? Oczywiście nie. Jednak nasza sytuacja nie polepszy się, gdy jedna ze stron będzie jedynie czekała na potknięcia drugiej, wspomagając się fejkami i megalomanią.

źródło:
Zobacz więcej