RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Psyche a stosunek do obostrzeń sanitarnych

Aspekty psychologiczne związane z epidemią jeszcze długo będą materiałem do analiz (fot. Artur Widak/NurPhoto via Getty Images, zdjęcie ilustracyjne)

Jedni z nas są empatyczni, a inni nie. Jedni są pro- a drudzy antyspołeczni. I w tym być może tkwi część przyczyn, dla których jedni nie mają zastrzeżeń do istnienia i funkcjonowania zdrowia publicznego i jego procedur, takich jak obostrzenia sanitarne w trakcie pandemii, a inni mają z tym wielki problem. Tak mamy skonstruowaną osobowość – twierdzą brazylijscy psycholodzy.

Trwały uszczerbek na zdrowiu możemy mieć, nawet jeśli przejdziemy COVID-19 „łagodnie”

Na łamach czasopism naukowych pojawiają się coraz częstsze analizy długofalowych konsekwencji zdrowotnych COVID-19. Na razie opisy indywidualnych...

zobacz więcej

Zanim jednak przejdziemy do tego, co daje się wyczytać w publikacji naukowej na łamach czasopisma „Personality and Individual Differences” (wyd. Elsevier), która pojawiła się on-line 31 sierpnia tego roku i wywołała nieco zamętu w Internecie, może pochylmy się nieco nad pandemią od strony ludzkiej psyche.

Nasze życie wewnętrzne też jest dotknięte pandemią COVID-19. Tak jak każdy inny aspekt: ekonomia, życie społeczne, edukacja, nauka… Nie cierpi ze względu na pandemię jedynie samo zdrowie, czy też tzw. zdrowie publiczne. Aspekty psychologiczne związane z pierwszą od 100 lat globalną epidemią są rozliczne i jeszcze długo będą materiałem dla obserwacji i analiz z zakresu psychologii. Zjawiska załamania nerwowego, przygnębienia już ocierającego się o kliniczną depresję, stany lękowe – to wszystko towarzyszy pandemii od samego początku. I jest badane przez specjalistów, którzy próbują, choć to w warunkach obostrzeń sanitarnych wcale nieproste, pomóc potrzebującym.

Stawiane dziś przez psychologów jest również pytanie o to, dlaczego wielu z nas tak silnie negatywnie reaguje na obostrzenia sanitarne jako takie. Czy kieruje nimi logika, wiedza, przesądy? To jest ważne nie tylko w kwestii COVID-19, ale wszelkich zbiorowych zobowiązań, których wymaga społeczne funkcjonowanie ludzi. A już zdrowie publiczne jest nimi najeżone: rzuć palenie, nie pij alkoholu, nie używaj narkotyków, zaszczep siebie i dzieci, przychodź na badania okresowe z niemowlakiem, zdrowo się odżywiaj…. „szanuj czas i pieniądz, zęby myj, zbieraj złom, dobry bądź dla zwierząt” – chciało by się powtórzyć za przebojem z lat 80. XX w. „Vademecum skauta” w wykonaniu Lady Pank.

Geny a COVID-19. Jaka jest rola interferonów?

Dlaczego jedni chorują na COVID-19 ciężko, wręcz śmiertelnie, a inni lekko, wręcz bezobjawowo? Odpowiedzią mogą być geny, zwłaszcza te jakoś...

zobacz więcej

Fabiano Koich Miguel z Universidade Estadual de Londrina w Brazylii jest psychologiem społecznym od kilku lat kierującym grupą badającą kliniczne aspekty osobowości, np. problemy osobowości psychotycznych. Tym razem, między kwietniem a czerwcem tego roku – gdy epidemia COVID-19 w Brazylii nabierała wielkiego rozpędu – podjął on wysiłek zbadania nazwijmy to: skłonności społecznych konkretnych osób w relacji do ich stosunku do obostrzeń sanitarnych. Jako nie-psycholog podejmuję się zadania omówienia tej ciekawej publikacji z pewną nieśmiałością, ale chcę to zrobić, bo wnioski z niej, jak to bywa w Internecie, zaczęły już żyć swoim życiem. I być młotem do uderzania w innych.

Co zrobili brazylijscy psychologowie? Można o tym w szczegółach przeczytać w ich oryginalnej pracy tu: www.sciencedirect.com.

W skrócie: wykorzystali dwa testy stosowane w warunkach klinicznych do diagnozy tzw. aspołecznego zaburzenia osobowości z jednej strony, a poziomu empatii z drugiej – łącznie 78 pytań pozwalających na odpowiedzi w skali 1-4 lub 1-5. Po czym na powstały dzięki temu rozkład przebadanej populacji nałożono wyniki 6-pytaniowej ankiety przeprowadzonej wśród owych dorosłych 1578 Brazylijczyków.

W trzech pytaniach próbowała ona ocenić, na ile uważają oni wprowadzone obostrzenia sanitarne (dystans społeczny, maseczki, częste mycie i dezynfekcja rąk) za słuszne. Czyli takie, które „powinny być stosowane, aż sytuacja epidemii koronawirusa się unormuje. Trzy pozostałe pytania były kontrolne.

Psychologia ma różne gałęzie i tu mamy do czynienia z badaniem opisowym wykonanym przez psychologów społecznych, do którego metodologii można mieć zastrzeżenia. Na przykład dlatego, że grupa przebadana nie jest randomizowana, bo uczestnicy badania zostali zrekrutowani w mediach społecznościowych (czyli np. są osobami zainteresowanymi tematem, tak bowiem profiluje się posty – także lub zwłaszcza te sponsorowane, a taki charakter miało ogłoszenie o rekrutacji do badania).

Uczeni zatem nie stanęli na ulicy i nie zrobili ankiety 1600 przypadkowym przechodzącym dorosłym osobom. Po drugie – badanie to nie ma w żadnym razie charakteru klinicznego. Diagnoza bowiem psychologiczna wszelkich zaburzeń osobowości nie polega wyłącznie na zrobieniu komuś jednego czy nawet dwóch testów szczegółowych, opracowanych, wykonanych i zanalizowanych przez specjalistów. Taka diagnoza wymaga pełnego wywiadu klinicznego, bliskiej obserwacji pacjenta etc. Tu tego wszystkiego brak. Ponadto z długich testów wybrano te pytania, które uczeni uznali za najważniejsze (po prostu dlatego, że nie da się nikogo zmusić, aby siedział godzinami i odpowiadał na jakieś pytania zadane przez naukowców).

Antydepresanty w terapii COVID-19

Pół roku minęło, a tu nadal nie ma realnie nic leczącego COVID-19. Króluje terapia eksperymentalna i metaanalizy w poszukiwaniu cudownego leku...

zobacz więcej

Pytanie centralne tej publikacji brzmiało „Czy w podejściu do obostrzeń sanitarnych związanych z COVID-19 mają znaczenie nasze cechy aspołeczne. Ze względu na wspomniane problemy metodologiczne (przy czym nie twierdze, że w zaistniałych warunkach dało by się to badanie przeprowadzić metodologicznie doskonalej) nikt nie powinien traktować uzyskanych wyników ilościowych jako wiarygodne – dlatego ich tu nawet nie podam, choć analiza statystyczna wykazała ich istotność. Natomiast jakościowo ta praca poddaje pod nasz namysł aspekt o nieznanej wprawdzie, ale wydaje się niezaniedbywanej istotności.

Mianowicie że ludzie mają bardzo różne nastawienie do innych ludzi. Jedni mniej, inni bardziej antyspołeczne, jedni bardziej, inni mniej empatyczne. I to nam daje taki rozkład populacji naukowo ująwszy bimodalny – czyli dwie górki, po dwóch ekstremach, a po środku nie tak wiele osób. I to będzie zawsze limitować zbiorowe wysiłki dążenia do wspólnego dobra i wzajemnej troski. W tej chwili nie rozważamy czy owe wysiłki są mądre, czy nie, racjonalne czy nie i słuszne czy nie. Testy te bowiem nie służą definiowaniu IQ czy wiedzy z zakresu zdrowia publicznego, tylko analizowaniu osobowości pod względem elementów jej uformowania do relacji z innymi ludźmi.

Każdy z nas ma swoją osobowość, indywidualną, a jednak testy pozwalają, jak twierdzi psychologia, wydobywać pewne wspólne elementy dla wielu indywidualnych osobowości. Dysfunkcja nazwana „aspołecznym zaburzeniem osobowości” jest na krańcu, niejako „pod ścianą”, aczkolwiek na samym jej brzegu jest jeszcze socjopatia – i to jest już po prostu sytuacja wymagająca terapii i częstokroć izolacji.

Szczepienia przeciw grypie w dobie COVID-19

Ministerstwo Zdrowia i GIS oraz oczywiście WHO i amerykańskie oraz europejskie CDC rekomendują w roku pandemii jak najszersze szczepienia...

zobacz więcej

Biblia psychiatrów i psychologów (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders, DSM – wydanie 5.) definiuje precyzyjnie owo aspołeczne zaburzenie osobowości. Zaobserwowany w brazylijskim badaniu tzw. profil wzorca antyspołecznego prezentował w wykorzystanych testach wyższe wyniki w zakresie nieczułości, kłamstwa, wrogości, impulsywności, nieodpowiedzialności, manipulacji i podejmowania ryzyka, a także skłonność do otwartego wyrażania braku empatii.

Paradoks obserwowany w obecnej sytuacji polega na tym, że są ludzie, których bez problemu przy bliższej obserwacji dałoby się nazwać indywidualistami, może niekiedy egoistami, może bardzo rzadko „socjopatami” (trochę na tej samej zasadzie, na której potocznie mówimy komuś: „ty debilu”), którzy jeśli już podchodzą do drugiego człowieka, to instrumentalnie. Nie wykazują zainteresowania jego dobrem, nic lub niewiele by dla niego zrobili, są zdolni do manipulowania nim, wykorzystywania i okłamywania go. Nie są zdolni wobec drugiego do uprzejmości, do ustępstwa, do poświecenia się.

Oczywiście nasilenie tych cech jest bardzo różne. I owe właśnie jednostki aspołeczne w sytuacji wskazania na dystans społeczny (ich ulubione, naturalne im zachowanie), jako dobre dla innych, są się w stanie temu innemu na plecy położyć lub specjalnie nachuchać w twarz. Właśnie dlatego nie będą nosić maski, że ona nie chroni ich samych, tylko przede wszystkim innego/drugiego przed nimi.

Na przeciwnym biegunie mamy osoby aż niejako nadmiernie empatyczne, których codzienna troska to bycie obok drugiego, wspieranie, załatwianie, opiekowanie się. Bliskość jest ich naturą. A jednak, skoro dla dobra drugiego trzeba się – według ocen epidemiologów – zasłonić i odseparować, to się to robi, nie patrząc na koszty dla swojej własnej psychiki. A to nie jest bez znaczenia, jak się sami czujemy w tym wszystkim.

Neandertalskie dziedzictwo i COVID-19

O naszych nadal mało znanych i jakże mylnie do niedawna postrzeganych „ojcach mniejszych” Neandertalczykach pisałam na tych łamach już nieraz....

zobacz więcej

Ponieważ osobowość kształtuje nam się zasadniczo w okresie niemowlęcym, w kontakcie z rodzicami i innymi ludźmi, a zaburzenia osobowości mogą wynikać tak z czynników środowiskowych, jak genetycznych czy neurologicznych, winnych ciężko znaleźć. W sytuacji aspołecznego zaburzenia osobowości psychologowie wymieniają jako wpływ środowiska wszelkie afektywne relacje z bliskimi i powstające w ich wyniku poczucie społecznego bezpieczeństwa.

Jest jednak też tak, że mamy w życiu czas i poniekąd obowiązek pracować nad sobą. Poznawać swoje wnętrze w kontakcie ze sobą samymi i innymi ludźmi i podejmować próby, nazwijmy to za św. Ignacym z Loyoli, „ćwiczeń duchownych”. Mamy próbować świadomie pracować nad sobą, aby przynajmniej nasze świadome działania nie odbijały bez przerwy problemów jakie ze sobą mamy. Dlatego nie do końca możemy biegać po świecie z wypisanym na twarzy oświadczeniem: „takiegoś mnie Panie Boże stworzył i takiego mnie masz”.

To nie jedyne ostatnio badanie psychologiczne, które pokazuje, że coś tu jest na rzeczy i że za naszą odpowiedź w stosunku do innych w czasie trwania pandemii COVID-19 odpowiada nasze wnętrze, zwane przez psychologów osobowością. Oto linki pozwalające się zapoznać z innymi tego typu pracami z czasu obecnej pandemii: psyarxiv.compsyarxiv.com.

Poza koroną istnieje nauka

Laboratoria badawcze, uniwersyteckie, należące do akademii nauk i branżowe, przeżywają podobne trudności co reszta walczącego z pandemią świata....

zobacz więcej

Podejmowane świadomie ryzyko rozsiewania chorób zakaźnych jest jednym ze zdefiniowanych przejawów osobowości aspołecznej. Oczywiście można jeszcze zachowywać się znacznie dalej od normy i po prostu celowo zarażać innych. Z pełną świadomością, że to naraża ich na śmierć, chorobę czy kalectwo.

W sytuacji polskiej na początku epidemii COVID-19 i naszej kwarantanny narodowej badano np. rolę w przestrzeganiu obostrzeń tzw. mrocznej triady cech osobowości, obejmującej makiawelizm, narcyzm i psychopatię, a pracę można przeczytać tu:www.sciencedirect.com. Osoby o wysokim poziomie tych cech częściej popełniają przestępstwa, wywołują niepokój społeczny i są przyczyną poważnych problemów dla organizacji, zwłaszcza jeśli zajmują stanowiska kierownicze. A łączy je brak empatii, bezduszność i egoizm, przedmiotowy stosunek do ludzi, tendencja do manipulacji interpersonalnej i eksploatacji partnerów.

Z badań polskich zrobionych na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie wynika, że ich uczestnicy charakteryzujący się cechami mrocznej triady mniej angażowali się w zapobieganie epidemii, mieli też tendencję do robienia nadmiernych zapasów „na ciężkie czasy” (makaron, papier toaletowy etc.).

Zakażenia koronawirusem u ozdrowieńców. Czy ponowna infekcja jest groźna?

W literaturze medycznej opisano kilka przypadków ponownej infekcji wirusem SARS-CoV-2. Nie stanowią one jednak obecnie istotnego problemu z...

zobacz więcej

Pytanie brzmi: dlaczego mam dla innych ograniczać siebie? Skoro ja piję (palę, jem słodko i tłusto, nie szczepię się, nie myję zębów etc), to co to komu szkodzi? Proste dane naukowe wskazujące, ile społecznie (zdrowotnie, ekonomicznie) kosztuje alkoholizm, choroby zakaźne, na które istnieją szczepionki czy zła dieta w świecie, gdzie służba zdrowia jest tzw. publiczna i wszyscy się składamy na jej funkcjonowanie, wystarczą dla pojęcia o co chodzi. Cytując inżyniera Mamonia z „Rejsu”: „I kto za to płaci? Pan płaci, pani płaci, my wszyscy, społeczeństwo”. Nie chodzi jednak jedynie o pieniądze. Są i kwestie głębsze: wartości, w których wychowujemy nasze dzieci: czy jest to wyłącznie indywidualizm i walka o przywództwo i sukces w grupie, czy jednak też współczucie, solidarność i sprawiedliwość?

Czy to oznacza, że dla dobra społeczeństwa jako całości mam poświęcać swoją wolność? A to zależy, jak ją definiuję. Wolność w klasycznym ujęciu chrześcijańskim to sytuacja, gdy nie jestem zmuszany do czynienia zła, mam wolność wyboru dobra. Kto definiuje wolność, jako życie „tak, jak mi się podoba”, temu wolność ograniczają nawet znaki drogowe.

Wszyscy jesteśmy w różnych zakresach neurotyczni, niektórzy z nas w różnych kwestiach mają zaburzenia – mają osobowość psychotyczną. Dlatego możemy piętnować zachowania, nie możemy piętnować osób. Dlatego musimy próbować dotrzeć z komunikatem o zarządzeniach epidemicznych nie tylko do owych jednostek empatycznych, dzięki którym społeczeństwo w ogóle istnieje jako całość, ale i do tych aspołecznych. W innych bowiem terminach to oni mogą się okazać społecznie potrzebni, niezbędni wręcz. Musimy się nauczyć ze sobą rozmawiać, współżyć, mimo że pod względem wbudowanej w osobowość zdolności do tego bardzo się w społeczeństwie różnimy.

źródło:
Zobacz więcej