RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Krzysztof Karnkowski: Spóźniony ruch

Rafał Trzaskowski (fot. PAP/Marcin Obara)

Rafał Trzaskowski wydaje się być największym pechowcem polskiej polityki. Start swojego ruchu przekładał kilkukrotnie, a gdy w końcu ogłosił czas i miejsce, wszystko sprzysięgło się przeciwko niemu. Sam zresztą swojemu pechowi pomógł. Szczęście w nieszczęściu, że gdy już będzie inaugurować „Nową Solidarność”, wszyscy najwięcej mówić będą o Giertychu, a nie o „Czajce”. Jeśli jednak Warszawa pojawi się na językach i klawiaturach, to też nie będzie to raczej kontekst dla Trzaskowskiego miły.

Trzaskowski prosi zwolenników o filmiki. „Oby na tle Wisły i ścieków” [WIDEO]

Rafał Trzaskowski poinformował, że do jego ruchu obywatelskiego zgłosiło się 4 tys. osób i zaapelował, aby przesyłały filmiki na inaugurację. – Jak...

zobacz więcej

A przecież ta historia, a raczej jej ostatnia część, zaczęła się dla Rafała Trzaskowskiego dobrze. Choć to nie on, a jego najgroźniejszy konkurent prowadził najaktywniejszą kampanię wyborczą, choć to za nim ciągnęła się współpraca ze skompromitowaną poprzedniczką, wybory na prezydenta Warszawy wygrał spektakularnie już w pierwszej turze. Niemal od razu wszedł jednak w buty Hanny Gronkiewicz-Waltz, co objawiło się w kontynuacji polityki wobec ofiar reprywatyzacji.

Miasto pozostało stroną przeciwną wobec lokatorów i Komisji Weryfikacyjnej, woląc wydawać pieniądze na drogich prawników, niż odszkodowania, które, jeszcze w poprzedniej roli, nieraz zasądzał między innymi Paweł Rabiej, teraz wiceprezydent miasta stołecznego. Trzaskowski i jego ludzie na samym początku kadencji wykonali też woltę w sprawie opłat za zamianę dzierżawy wieczystej na własność, wycofując się z ulg, przegłosowanych przed wyborami.

Po medialnej awanturze, a być może również zorientowaniu się, że to mocne uderzenie we własny, w dużym stopniu, elektorat, wycofano się jednak z tej zmiany, by zamiast widocznego dla wszystkich uderzenia po kieszeni zastąpić ją tym, co niewidzialne i dla wszystkich niemal naturalne – zwykłą, choć w skali niezwykłej, urzędniczą niekompetencją i obstrukcją na poziomie dzielnic.

Późnym latem zeszłego roku doszło do pierwszej poważnej awarii w „Czajce”. Za stan obiektu trudno było wówczas winić Trzaskowskiego, to raczej odpowiedzialność jego poprzedników, jednak to nie oni zmuszali włodarza miasta do niefrasobliwości i spuszczania kłopotliwego problemu wprost w dół Wisły, zatruwania rzeki, położonych poniżej miast i Bałtyku.

Znów zamieszanie wokół Rafała Trzaskowskiego. „Obraził mieszkańców”

W czwartek w Warszawie odbyła się sesja rady miasta. Choć była ważna i dotyczyła m.in. koronawirusa, po raz kolejny nie pojawił się na niej...

zobacz więcej

Wyborcy, nie tylko warszawscy, okazali się zresztą bardzo wyrozumiali i choć Trzaskowskiemu awaria sztandarowej miejskiej inwestycji w kampanii nie pomogła, to i głosów raczej nie odebrała, zwłaszcza, gdy przyszło już do starcia jeden na jeden z Andrzejem Dudą. Platforma Obywatelska i jej sojusznicy z Nowoczesnej, Zielonych i Inicjatywy Polskiej uratowali swój monopol, lecz prezydentury nie zdobyli, blokując skutecznie dwójkę kontrkandydatów, którzy w czasach słabości Małgorzaty Kidawy-Błońskiej mieli szanse na wygraną z Dudą.

Ostatecznie Szymon Hołownia zdobył trzecie miejsce, a Władysław Kosiniak-Kamysz wypadł dramatycznie słabo jak na niedawnego wygranego z sondaży, pokazujących symulacje różnych wariantów drugiej tury. Trzaskowski zaś zdobył wszystko, co było do zdobycia, tyle że to, jak się okazało, nie wystarczyło. Jednak kandydat Platformy, nawet nie zrealizowawszy postawionego przed nim zadania, nie kończył letniej rozgrywki jako przegrany. A przynajmniej – kończyć nie musiał, mając za sobą 10 milionów głosów, kredyt zaufania większości elektoratów pozostałych kontrkandydatów, w tym nawet połowę głosów sympatyków Konfederacji.

Pierwszym błędem było małostkowe odrzucenie zaproszenia do Pałacu Prezydenckiego, kolejnym dopuszczenie do kwestionowania wyników wyborów przez swoje otoczenie, wreszcie – uznanie wszystkich zdobytych głosów jako pewnego i przynależnego raz na zawsze kapitału politycznego, z którego zrodził się dziwny i niekonkretny pomysł stworzenia nowego ruchu społecznego.

Ruchu, o którym od początku nie było wiadomo, czym właściwie ma on być, przede wszystkim zaś, jakie mają być jego relacje z Platformą. Czy ma być nowym KOD-em, czy nigdy nie powstałą polityczną inicjatywą samorządowców, czy niezrealizowanym, pokrewnym tej idei pomysłem Donalda Tuska? W każdym z tych wcieleń ruch dla PO byłby konkurencją i stopniowo jej działacze zaczęli się od, początkowo ciepło witanej myśli, dystansować.

Trzaskowski zaś w swoje 10 milionów uwierzył tak bardzo, że rzucił hasło „Nowej Solidarności” i pozostał przy nim, choć jego polityczny plan jest pierwszej „S” nie powtórką, a zaprzeczeniem. Sam skrót „NS”, na całym świecie oznaczający „narodowych socjalistów, też nie wydaje się zbyt fortunny. Jednak nie nazwa jest problemem, a start. Energia i entuzjazm, który pojawił się przy okazji wyborów, a zwłaszcza finiszu kampanii wyborczej, to kapitał krótkotrwały, który ma to do siebie, że musi zostać spożytkowany szybko.

Gdzie start ruchu Trzaskowskiego? „Tam, gdzie Wisła wpływa do morza” [WIDEO]

Choć Rafał Trzaskowski zapowiedział, że 17 października zadebiutuje jego ruch obywatelski, to nadal nie są znane szczegóły tego wydarzenia. Jakie...

zobacz więcej

Tymczasem Trzaskowski przekładał start swojego ruchu, a na jego głowę spadały kolejne nieszczęścia. Przy drugiej awarii „Czajki” trudno już szukać winnych gdzie indziej, niż w ratuszu, który zlekceważył wszystkie prośby i zalecenia fachowców, zapewne kierując się nie tylko hasłem „jakoś to będzie”, lecz i przekonaniem, że gdy prezydent miasta stanie się prezydentem państwa, takimi drobiazgami, jak dziurawa oczyszczalnia będzie się już martwił ktoś inny, niechby to był nawet komisarz z PiS. Jak wiemy, stało się inaczej i inaugurację ruchu Rafał Trzaskowski przełożył, by zajmować się Warszawą.

Praktyka tego „zajmowania się” tez była zresztą dość specyficzna, wystarczy przypomnieć sobie zwołaną z inicjatywy samego prezydenta Radę Warszawy, poświęconą awarii, na której Trzaskowski w ogóle się nie pojawił. Jego nieobecność, zwłaszcza podczas kolejnych sesji rady, stała się symbolem jego podejścia do zarządzania miastem. To wciąż podoba się wpatrzonym w niego mieszkańcom, jednak wcześniej czy później doprowadzi do kolejnej politycznej katastrofy. Lub tylko rozminięcia się ze swoim czasem.

„Nowa Solidarność” wystartować ma finalnie 17 października. Już wiemy, że będzie to start w cieniu Covid-19 i kolejnych rekordowych zakażeń, inauguracja w czerwonej strefie, bez tłumów, bez show, więc i bez energii, która miała ponieść Trzaskowskiego ku nowej politycznej przygodzie, a może i przyszłym triumfom. Nie będzie więc ludzkiego, uskrzydlającego tła, nie będzie też chyba pomysłu, skoro Trzaskowski zapowiada, że ze swoimi sympatykami szukać będzie tego, co wszystkich łączy, a przecież powinien zacząć od znalezienia tego czegoś i łączenia wokół tego tajemniczego, nieznanego jeszcze przesłania.

Tyle, że kolejna fala epidemii to zły moment na polityczne świętowanie. Nazwisko lidera ruchu pojawia się ostatnio głównie w negatywnym kontekście, jeśli nie jest to nawet „Czajka”, która znów zrzuca ścieki do Wisły. Wróciliśmy więc do punktu wyjścia. Słychać też o kolejnych podwyżkach, jakie mieszkańcom funduje ratusz, tym razem za parkowanie i (kolejny raz) za wywóz śmieci.

Nowy sondaż fatalny dla Trzaskowskiego. Twitter rozbawiony jego deklaracją

Rafał Trzaskowski oświadczył, że w jego zwolennikach jest „olbrzymia energia” i za dwa tygodnie wystartuje z nowym projektem. Internet zalały wtedy...

zobacz więcej

Co więcej, ta ostatnia podwyżka powiązana jest ze zużyciem wody, de facto zachęca więc mieszkańców do ograniczenia korzystania z wody, a więc higieny, w czasach zagrożenia Covid-19, gdy mycie rąk staje się według lekarzy jednym z warunków przetrwania. Radni warszawskiej opozycji wspominają coś o nadchodzącym kolejnym kryzysie śmieciowym, co również nie nastraja zbyt optymistycznie. Gdy trzeba sięgnąć do kieszeni warszawiaków, nie patrzy się jednak, czy były w niej czyste czy niemyte ręce, zaś w razie narzekania winą obarczy się rząd.

W takich warunkach pomysł na ruch, do którego zresztą ponoć, co widać po wstępnej liczbie deklaracji uczestnictwa, nie garną się wcale tłumy, to tylko ucieczka do przodu, w całkowitą niewiadomą. Co więcej zdaje się, że nikt nie będzie o niej nawet mówił, bo poza pandemią zainteresowanie skupi się co najwyżej na zatrzymaniu Romana Giertycha i nawet nikt inaczej niż w żartach nie powie, że ta głośna akcja CBA miała odwrócić uwagę od inauguracji „Nowej Solidarności”. Być może jesteśmy świadkami największego marnotrawstwa społecznej energii w dziejach naszej polityki. W zarządzaniu emocjami Trzaskowski okazuje się być równie słaby, jak w zarządzaniu stolicą.

źródło:
Zobacz więcej