RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Co ambasador wie o gazie, czyli Front Obrony Nord Stream 2

Uruchomienie Nord Stream 2 wpłynie na rynek gazu również w Polsce (fot. Reuters/Maxim Shemetov)

Już nie niemiecki, a europejski. A tak w ogóle, to o co tej Polsce chodzi? Niemcy nadal bronią projektu Nord Stream 2, także ustami ich nowego ambasadora w Warszawie.

Nord Stream 2. „Niemcy przestraszyli się twardych zapowiedzi z USA”

Media informują, że po ujawnieniu, iż Aleksiej Nawalny został otruty, Niemcy poważnie rozważają odpuszczenie budowy Nord Stream 2. – To tylko...

zobacz więcej

Najpierw był wywiad Arndta Freytaga von Loringhovena dla PAP, a dosłownie chwilę potem seria artykułów, które uznać można za rodzaj informacyjnej tarczy ochronnej dla tego, co mówił ambasador. Widać, że ta osłona – będąca jednocześnie krytyką interesów i stanowiska Polski – dotyczy kwestii historii i bezpieczeństwa energetycznego. A więc dwóch problemów najbardziej dzielących dziś Polskę i Niemcy.

Pomińmy teksty z „Politico” i „Krytyki Politycznej” dotyczące kwestii historycznych, poczucia winy, poczucia odpowiedzialności, generalnie rozliczenia z przeszłości, także jeśli mowa o Holokauście. Pojawiło się już wystarczająco dużo komentarzy i polemik obnażających intelektualną słabość tychże artykułów. Skupmy się na tym, jak Niemcy i ich unijni sojusznicy bronią Nord Stream 2: atakując Polskę. I nie chodzi tu tylko o artykuł w „Politico”, będący reakcją na decyzję UOKiK o nałożeniu rekordowej kary na spółki budujące gazociąg przez Bałtyk. Również tezy stawiane przez niemieckiego ambasadora w Polsce mają na celu podważenie polskich (i nie tylko polskich) argumentów przeciwko dokończeniu projektu Nord Stream 2.

Interpretacja dyplomatyczna?

Ambasador usłyszał dwa pytania. Pierwsze o poparcie Niemiec dla Nord Stream 2, drugie o to, jak to poparcie ma się do idei europejskiej solidarności. Odpowiedź Freytaga von Loringhovena, delikatnie mówiąc, jest zadziwiająca. Przede wszystkim ambasador unika odpowiedzi na zadane pytania, zaś przytaczane przez niego argumenty są mocno naciągane, jeśli nie po prostu fałszywe. Pobrzmiewa w nich retoryka używana od lat przez niemieckich obrońców Nord Stream 2.

Charakterystyczne, że na pierwszym miejscu ambasador podkreśla konieczność przestrzegania prawa i to, że „projekt podlega unijnej dyrektywie gazowej, na której nowelizację zgodziła się także Polska”. Tyle że spór o Nord Stream 2 ma charakter polityczno-ekonomiczny, nie prawny.

Zresztą należy też pamiętać, iż Berlin został właściwie zmuszony zgodzić się – po latach walk w gabinetach unijnych – na nowelizację dyrektywy gazowej umożliwiającą objęcie gazociągu z Rosji regulacjami tzw. trzeciego pakietu energetycznego. Na dodatek, gdy postanowienia te wpisywano do prawa RFN, niemieccy politycy zadbali o zapisy umożliwiające maksymalnie szeroką interpretację warunku ukończenia inwestycji.

Kreml się nie obawia, że Niemcy zablokują budowę Nord Stream 2

Władze Rosji nie widzą ryzyka zablokowania przez Niemcy budowy Nord Stream 2 – powiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Zapewnił, że przeważają...

zobacz więcej

Jeśli pierwszy argument Arndta Freytaga von Loringhovena to próba manipulacji, to drugi jest oczywistym fałszem. Zacytujmy go w całości: „Ponadto dywersyfikacja źródeł energii odpowiada celom Unii Energetycznej – to zresztą też polska inicjatywa”. Mówiąc krótko: Polacy sami tego chcieli, a teraz protestują.

Zaiste, zadziwiająca jest ta interpretacja pojęcia „dywersyfikacja źródeł energii”. No gdyby pan ambasador powiedział, że dywersyfikacja szlaków dostaw energii – to jeszcze pewnie można by było dyskutować. Ale powiedział „dywersyfikacja źródeł energii”. Albo nie wie, o czym mówi, albo świadomie dezinformuje.

Nord Stream 2 nie służy absolutnie dywersyfikacji źródeł energii. Źródło jest wciąż to samo: Rosja. Nord Stream 2 służy za to walce z dywersyfikacją źródeł energii, bo zwiększa znacząco możliwości importu rosyjskiego gazu na rynek UE w sytuacji, gdy już teraz Rosja jest największym dostawcą gazu do Europy.

Nord Stream 2 wzmacnia pozycję Rosji na gazowym rynku unijnym, bo zmniejsza znacząco ryzyko dla Gazpromu wynikające z konieczności tranzytu surowca przez Ukrainę, Białoruś i Polskę. Ale też choćby Słowację czy Czechy i Węgry. Co oznacza po prostu ściślejszą współpracę Moskwy z Berlinem ponad głowami, a także na szkodę krajów Europy Środkowej i Wschodniej.

Idźmy dalej. Ambasador Niemiec mówi: „Ważne jest dla mnie, by podkreślić, że mój rząd bardzo angażuje się na rzecz przeciwdziałania ewentualnym politycznym konsekwencjom takiego europejskiego przedsięwzięcia (w końcu w budowie Nord Stream 2 uczestniczy ponad 100 europejskich firm), na przykład w odniesieniu do tranzytu przez Ukrainę. W ten sposób pokazujemy, że jesteśmy solidarni także z sąsiednimi krajami Unii Europejskiej”.

Premier o Nord Stream 2: Robienie interesów z Rosją to zbrodnia

Mordowanie oponentów politycznych to praktyka rodem z najgorszych dyktatur. Robienie interesów z takim krajem (z Rosją – red.), a Niemcy próbują...

zobacz więcej

Jak widać, Niemcy w końcu przyznają, że projekt ma polityczny wymiar i nie jest to czysto komercyjne przedsięwzięcie. Do tej pory – nie licząc odosobnionej wypowiedzi kanclerz Merkel w 2019 roku – Berlin trzymał się konsekwentnie stanowiska, że w Nord Stream 2 nie ma polityki.

Po drugie, uwagę należy zwrócić na „europejskie” akcenty w tej części wypowiedzi dyplomaty niemieckiego. Oto słyszymy, że to „europejskie przedsięwzięcie” i argument udziału w budowie „ponad 100 europejskich firm”. Cóż, pan ambasador chyba postanowił przypisać do gazociągu nawet producentów śrubek czy firmy zapewniające katering podczas budowy.

Tymczasem prawda jest taka, że jest to – patrząc od strony komercyjnej – przedsięwzięcie rosyjskie. Jak można nazwać europejskim projekt, którego udziałowcem w 100 proc. jest Gazprom?

Warto przy okazji przypomnieć, że to dzięki negatywnej opinii polskiego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (2016) w sprawie zgodności z prawem konkurencji transakcji objęcia udziałów w konsorcjum przez firmy z UE, zrezygnowały one z formalnego nabywania udziałów w spółce Nord Stream 2 AG. Obiecały za to współfinansować projekt. Są to Engie, Shell, ÖMV, Uniper, Wintershall DEA. Dwa ostatnie koncerny są z Niemiec, a jedną trzecią udziałów w Wintershall DEA mają Rosjanie, choć akurat nie ci z Gazpromu.

Nord Stream 2. Wiceszef współrządzącej Niemcami CSU za wstrzymaniem budowy

Zastępca przewodniczącego bawarskiej CSU Manfred Weber jest za wstrzymaniem budowy gazociągu Nord Stream 2. – Celem jest skłonienie Rosji do...

zobacz więcej

W tej sytuacji mówienie o „europejskim” projekcie jest, delikatnie mówiąc, mocno naciągane. Ale wiadomo, dlaczego ambasador używa tego argumentu. Przypomina się reakcja Angeli Merkel po próbie zamordowania Aleksieja Nawalnego. Co powiedziała kanclerz, gdy znalazła się pod mocną presją niemieckich przeciwników Nord Stream 2 (także partyjnych kolegów)? Ano stwierdziła, że to tak naprawdę nie jest wyłącznie sprawa Niemców i decyzje powinno podejmować się w szerszym, „europejskim” gronie – i wskazała na planowany szczyt UE. Ten sam, który opóźnił się z powodu koronawirusa o tydzień, i który w końcu nie przyniósł efektów, jeśli chodzi o Nord Stream 2.

Ale Merkel i zwolennicy gazociągu zyskali na czasie. Jak widać, wciąż będą szermować argumentem, że to nie niemiecko-rosyjski projekt, ale „europejski”. Czyżby zapomnieli, że swego czasu w Moskwie ówczesny wicekanclerz, lider SPD Sigmar Gabriel, stwierdził podczas rozmowy z Putinem, że ta inwestycja ma „strategiczny charakter dla Niemiec” oraz zapowiedział walkę z Komisją Europejską w tej sprawie: „Realizacja projektu to nie tylko nasz interes, ale także innych państw. W efekcie najważniejszą rzeczą jest pozostawienie zagadnień prawnych z nim związanych w gestii władz niemieckich. Jeśli tak zrobimy, możemy ograniczyć interwencje z zewnątrz”?

Na końcu wypowiedzi ambasadora Niemiec dotyczącej Nord Stream 2 pojawia się wątek Ukrainy. Dyplomata twierdzi, że Berlin wykazuje solidarność wobec tego kraju, rzekomo próbując zapobiec negatywnym konsekwencjom budowy gazociągu przez Bałtyk dla kwestii tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę.

Niemcy nie przeanalizowali Nord Stream 2, bo wszystko policzono już… w Moskwie

Argumenty niemieckiego rządu za budową Nord Stream 2 zostały oparte o dane przekazywane przez zaangażowaną w inwestycję spółkę zależną od Gazpromu...

zobacz więcej

No więc uściślijmy kilka faktów. Po pierwsze, jeśli Ukraina – przynajmniej na kilka najbliższych lat – uchroniła się jeszcze przed zakręceniem gazowego kurka przez Moskwę, to nie dzięki Niemcom, ale dzięki Amerykanom. Nie dzięki Niemcom, ale wbrew ich stanowisku. Sankcje nałożone przez USA na spółki budujące gazociąg spowodowały zatrzymanie budowy Nord Stream 2 w grudniu 2019 roku, co zmusiło Gazprom do przedłużenia umowy tranzytowej z Ukrainą. Jeśli ktoś próbował zablokować te sankcje i z nimi wciąż walczy, to są właśnie Niemcy. Jak więc ambasador Niemiec może mówić, że jego kraj stara się uchronić Ukrainę przed negatywnymi skutkami Nord Stream 2?

Na początku kwietnia 2018 roku ówczesny prezydent Ukrainy Petro Poroszenko w wywiadzie dla „Handelsblatt” wezwał niemieckich polityków i biznesmenów do zmiany podejścia do Nord Stream 2, mówiąc, że gazociąg będzie „łapówką dla Niemiec od Rosji w zamian za lojalność”. Celem budowy gazociągu Nord Stream 2 jest podwojenie mocy przepustowych gazowej magistrali łączącej Rosję i Niemcy, biegnącej dnem Bałtyku z 55 mld m³ do 110 mld m³. Ale wcale nie oznaczać to będzie nagłego wzrostu eksportu gazu rosyjskiego do UE.

Powód jest prosty: Rosja w najbliższym okresie nie będzie miała nowych źródeł surowca dla Europy. To oznacza, że gaz pompowany dwiema nowym nitkami gazociągu bałtyckiego nie popłynie inną trasą eksportu, już istniejącą. W projekcie Nord Stream 2, podobnie jak w przypadku Nord Stream, chodzi o uniezależnienie się Rosji od tranzytu gazu przez Ukrainę w warunkach rosnącej konsumpcji tego surowca w Europie. Przekierowanie strumienia eksportu rosyjskiego gazu z Ukrainy na Bałtyk oznaczać będzie dla Kijowa straty finansowe rzędu ponad 2 mld dolarów rocznie (tyle wpływa do budżetu z tytułu opłaty tranzytowej). Ale za to Niemcy dostaną jeszcze tańszy gaz. Gdzie ta solidarność, o której wspomina ambasador?

Znów ta Polska...

Zaraz po publikacji wywiadu z ambasadorem pojawił się w „Politico” artykuł pt. „Poland hits Gazprom with the world’s largest competition fine”. Można w nim było przeczytać, że Bruksela jest zaskoczona (w domyśle niezadowolona) tym, że „Polska nałożyła na Gazprom karę w niespotykanej dotąd na świecie wysokości”. Gdyby ocenić ten tekst jednym słowem, to byłoby to słowo „foch”. Oburzenie na Warszawę, że nie uprzedziła Brukseli i że „od dawna próbuje na różne sposoby utrudniać życie rosyjskiemu gigantowi”. Przypominają się dyżurne zarzuty, że Polska psuje z premedytacją relacje Europy z Rosją.

Nord Stream 2. Testament Stasi i KGB

Niemcy mają podobno coraz więcej wątpliwości, czy kontynuować projekt Nord Stream 2 wspólnie z Rosją. Powód? Zamach na Aleksieja Nawalnego. Nigdy...

zobacz więcej

I ten artykuł, pisany z punktu widzenia Brukseli, ma tak naprawdę wiele wspólnego z zadziwiająco niespójnymi i fałszywymi wypowiedziami ambasadora Niemiec na temat Nord Stream 2. Ale jeszcze ciekawiej wygląda podsumowanie tego tekstu w tłumaczeniu zamieszczonym przez Onet. „To jawnie polityczny cios w interesy Rosji, kraju, który Polska od lat podejrzewa o próby odzyskania kontroli nad dawną sowiecką strefą wpływów w Europie Wschodniej” – pisze Onet. „Gazprom zamierza odwołać się od decyzji, która jego zdaniem ma silny wydźwięk polityczny” – czytamy w kolejnym punkcie. Wychodzi na to, że Polska uwzięła się na Rosję i z politycznej motywacji chce zablokować Nord Stream 2, na dodatek – o zgrozo – bez konsultacji z Brukselą. A tak naprawdę to chodzi pewnie o to, że nie z Berlinem.

Oczywiście mamy tu też próby bagatelizowania przez Politico i za nim Onet zagrożenia ze strony Nord Stream 2. Autorzy dziwią się ostrej decyzji Polski, która swoją polityką przecież – jak wskazują – zmniejsza uzależnienie od importu gazu z Rosji, więc Nord Stream 2 nie jest już takim zagrożeniem. No właśnie jest. Jego budowa uderza w polskie wysiłki dywersyfikacyjne.

Dziwić się można zdziwieniu autorów, czy też może raczej unijnych urzędników, że Polska nie raczyła uprzedzić o zamiarze nałożenia gigantycznej kary. Po pierwsze, informowanie o tym Brukseli byłoby równoznaczne z uprzedzeniem Moskwy i Gazpromu. Rosjanie mają naprawdę mocno rozbudowaną sieć lobbystów i informatorów w unijnych instytucjach centralnych.

Krasnodębski o Nord Stream 2: Ucierpi na tym wiarygodność Niemiec

Europoseł PiS prof. Zdzisław Krasnodębski ocenił w rozmowie z portalem wPolityce.pl, że jeśli budowa gazociągu Nord Stream 2 nie zostanie...

zobacz więcej

Po drugie, sami autorzy artykułu wspominają, że w 2018 roku „Komisja Europejska nie zdołała nałożyć na Gazprom kary w przełomowej sprawie antymonopolowej dotyczącej nadużywania dominującej pozycji na unijnym rynku gazu”. UOKiK miał więc pełne podstawy by nie liczyć na wsparcie Brukseli w tej sprawie, wręcz przeciwnie.

Czytamy, że decyzja polskiego urzędu antymonopolowego to „zdecydowanie polityczny cios w interesy Rosji, kraju, który wszystkie kolejne polskie rządy, niezależnie od afiliacji politycznych, podejrzewały o próby odzyskania kontroli nad jej dawną strefą wpływów w Europie Wschodniej”. Tak, oczywiście, jest to cios w interesy Rosji, choć mający też uzasadnione podstawy ekonomiczne. Nie chodzi tylko o polityczną walkę Warszawy z próbami ekspansji rosyjskiej w naszej części Europy.

Ciekawsze jest zdanie, że „wyrok jest także po części wymierzony w Brukselę, która nie została nawet poinformowana o tej decyzji”. Co przemawia za stwierdzeniem, że to wyrok po części wymierzony w Brukselę? No właśnie, wygląda na to, że jedyny powód, by mówić o jakimś antyunijnym wydźwięku tej decyzji UOKiK, to właśnie fakt, że Polacy nie raczyli wcześniej o tym informować Brukseli. Ciekawe, czy niemiecki regulator, podejmując decyzje ws. Nord Stream 2 czy OPAL, też uprzedzał Brukselę i się z nią konsultował?

W „Politico” czytamy, że argumentacja UOKiK na rzecz nałożenia kary na Gazprom i zachodnie spółki finansujące projekt, jest „czymś zupełnie nowym” dla „czterech ekspertów w dziedzinie konkurencji”. Jeden z nich miał nawet uznać – zakładamy, że w rozmowie z „Politico” - że ta polska argumentacja jest „naciągana”. Szkoda więc, że autorzy tekstu nie przytaczają konkretnych argumentów owych ekspertów, i nawet nie podają ich nazwisk. Oprócz jednego: „Aleksandra Stawickiego, specjalisty w dziedzinie przepisów dotyczących konkurencji w warszawskiej kancelarii WKB”. Tyle że jego akurat opinia jest wyważona i ostrożna i na pewno nie uzasadnia negatywnego tonu artykułu.

„Trzeba natychmiast wstrzymać budowę Nord Stream 2”

Szef komisji spraw zagranicznych niemieckiego Bundestagu Norbert Roettgen (CDU) wezwał do natychmiastowego wstrzymania budowy gazociągu Nord Stream...

zobacz więcej

Autorzy artykułu wskazują na zmniejszającą się zależność Polski od dostawy rosyjskiego, dodając, że „ta gazowa niezależność może podważyć argumentację UOKiK, że Nord Stream 2 stanowi zagrożenie dla polskiego rynku gazowego”. „Politico” powołuje się przy tym na raport na temat wpływu projektu na europejskie rynki gazu. Raport, podkreślmy, zlecony przez Nord Stream 2 AG. To chyba więc jasne, że raport prezentuje wnioski korzystne dla projektu.

„Nie jest zatem oczywiste, dlaczego uruchomienie Nord Stream 2 miałoby mieć negatywny wpływ na bezpieczeństwo dostaw gazu w Polsce” - i taki argument, zaznaczają autorzy tekstu, „na pewno zostanie podniesiony, kiedy rosyjski koncern będzie się odwoływał od decyzji UOKiK”. Zanim przejdziemy do kwestii tego, czy Nord Stream 2 zagraża Polsce, czy nie, zwróćmy uwagę na kluczowy element orzeczenia UOKiK, powód nałożenia obecnej kary.

Otóż Gazprom i jego zachodni partnerzy – zdaniem polskiego urzędu – nie zastosowali się do decyzji UOKiK z 2016 roku uznającej za naruszenie prawa antymonopolowego możliwość objęcia przez europejskie spółki udziałów w konsorcjum budującym gazociąg. Postępowanie, którego zakończyło nałożenie rekordowych kar, rozpoczęło się już w maju 2018 roku.

Jak czytamy w uzasadnieniu przedstawionym teraz przez Urząd, „spółki nigdy nie zrezygnowały z zamiaru dokonania koncentracji, ale zrealizowały go w innej formie”. Nie objęły formalnie udziałów w spółce, ale podpisały umowę z Rosjanami dotyczącymi udziału w finansowaniu projektu. Krótko mówiąc, zdaniem UOKiK, spółki te zdecydowały się obejść przepisy, co i tak oznacza złamanie przepisów dotyczących konkurencji. Podsumowując, po pierwsze, kara nałożona została za naruszenie wcześniejszych postanowień UOKiK.

Nord Stream 2 w stanie „głębokiej śpiączki” po sprawie otrucia Nawalnego

„Le Figaro” pisze, że projekt budowy gazociągu Nord Stream 2 pomiędzy Rosją a Niemcami znajduje się w stanie „głębokiej śpiączki”. Francuski...

zobacz więcej

Przejdźmy do kwestii pod tytułem „czy Nord Stream 2 zagraża Polsce?”. UOKiK we wspomnianym uzasadnieniu do nałożenia kary pisze, że realizacja projektu „może skutkować poważnymi konsekwencjami dla gospodarki Polski i Unii Europejskiej, w szczególności poprzez terytorialne ograniczenia w dostawach gazu ziemnego oraz wzrost cen gazu dla odbiorców finalnych, w szczególności polskich konsumentów. Wysokie koszty realizacji przedsięwzięcia mogą bowiem zostać zrekompensowane wyższymi rachunkami płaconymi przez polskich odbiorców gazu ziemnego, zaś pozycja negocjacyjna głównego uczestnika konsorcjum, tj. Gazpromu, znacząco wzrośnie tak względem Polski, jak i pozostałych Państw Członkowskich Unii Europejskiej.

W efekcie na realizacji przedsięwzięcia ucierpiałaby nie tylko konkurencja na rynku, ale również konsumenci”. Autorzy artykułu w „Politico”, za Gazpromem, twierdzą, że Polska tak dalece uniezależniła się od gazu rosyjskiego, że Nord Stream 2 nie ma znaczenia dla jej bezpieczeństwa.

No to zwróćmy uwagę na dwa elementy z oświadczenia UOKiK. Po pierwsze, zagrożenie „terytorialnymi ograniczeniami w dostawach gazu ziemnego”. Po drugie, zagrożenie „wzrostem cen gazu dla odbiorców finalnych”. W tym pierwszym chodzi o możliwość odcinania dostaw surowca z Rosji.

Nawet jeśli Polska będzie bezpieczna, to niekoniecznie inne kraje regionu. Mając bezpośrednie połączenie z Niemcami, Gazprom może po prostu zakręcać kurek odbiorcom w Europie Środkowej i Wschodniej nie narażając bezpieczeństwa dostaw na Zachód. A drugie zagrożenie? Związane z ceną gazu?


Otóż uruchomienie Nord Stream 2, a więc znaczące zwiększenie ilości gazu rosyjskiego w Niemczech, które chcą być hubem dla Europy Środkowej, wpłynęłoby w znaczący sposób na rynek gazowy w regionie, a więc i w Polsce. Nie można mówić, że skoro Polska otwiera się na nowe źródła dostaw gazu i zmniejsza dostawy ze źródła rosyjskiego, to oznacza, że uruchomienie Nord Stream 2 nie miałoby wpływu na naszą sytuację. Polski rynek gazowy, jak każdy inny zresztą, nie działa w izolacji.

źródło:
Zobacz więcej