RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Chaos w Kirgistanie. To (jeszcze) nie rewolucja

Opozycja, która dopiero co ogłosiła przejęcie władzy, jest mocno podzielona (fot. Reuters/Vladimir Pirogov)

W ciągu ostatnich 15 lat uliczne protesty obaliły dwóch prezydentów. Obecny prezydent Kirgistanu ma więc się czego obawiać. Ale opozycja, która dopiero co ogłosiła przejęcie władzy, jest mocno podzielona. Sytuacji z niepokojem przyglądają się dwaj zewnętrzni gracze: Rosja i Chiny.

Pucz w Kirgistanie. Opozycja ogłasza przejęcie władzy

Ludowa Rada Koordynacyjna, powołana przez kilka partii opozycyjnych w Kirgistanie, oświadczyła, że przejmuje uprawnienia państwowe i rozwiązuje...

zobacz więcej

Jedna z postsowieckich republik Azji Środkowej. Jeszcze w latach 90. XX w. uznawana za oazę stabilności w regionie. Kolejne rewolucje i rewolty, jakie wstrząsają co jakiś czas Kirgistanem od kilkunastu lat, nie zmieniają faktu, że to właśnie ten kraj jest najbardziej demokratycznym i pluralistycznym państwem w tej części Azji.

Relacjonując obecne wydarzenia, należy pamiętać o dwóch ważnych czynnikach cechujących Kirgistan. Po pierwsze czynnik zewnętrzny. Jako była sowiecka republika, Kirgistan pozostaje w strefie szczególnego zainteresowania Rosji. To głównie więzi wynikające z faktu sięgającego XIX wieku panowania Moskwy nad tym obszarem (aż do 1991 r.), ale też Kirgistan z racji swego położenia ma dla Rosji bardzo duże znaczenie strategiczne – stąd wielka baza wojskowa w Kant.

Od co najmniej dekady Moskwa ma jednak na tym terenie coraz poważniejszego rywala. Chiny wchodzą do Kirgistanu głównie ekonomicznie – kraj ten jest atrakcyjny z racji na położenie (stąd duże projekty infrastruktury komunikacyjnej w ramach Inicjatywy Pasa i Szlaku), ale też ma duże złoża cennych minerałów.

Drugi czynnik to podział kraju na dwie różniące się pod wieloma względami części. Z jednej strony to uprzemysłowiona i bardziej zrusyfikowana oraz świecka Północ, z drugiej strony rolnicze, islamskie, nastawione na współpracę gospodarczą z Chinami i zamieszkałe przez mniejszość uzbecką Południe.

Ten podział odgrywał kluczową rolę podczas dwóch rewolucji w 2005 i 2010 roku. Teraz w pewnym stopniu również – gdy zdecydowana większość opozycyjnych partii związana jest z Północą, zaś dotychczas rządząca elita i partie – z Południem.

Kirgistan ma nowego premiera. Poprzedni ustąpił po fali protestów

Sadyr Dżaparow, opozycyjny wobec dotychczasowego rządu Kirgistanu polityk, został powołany we wtorek przez parlament tego kraju na nowego premiera...

zobacz więcej

Ale to niejedyny powód obecnego wybuchu społecznego niezadowolenia. Oto bowiem zarysował się dużo mocniej, niż w przeszłości podział na „młodych” i „starych”. Młodsze pokolenie aktywistów i polityków chce odsunąć na dobre od władzy dotychczasowe skorumpowane elity. O ile ten pierwszy podział (Północ vs Południe) znalazł się na pierwszym planie w pierwszych dwóch dniach rewolty, to już w dniu trzecim swoją siłę zaczęli pokazywać „młodzi”.

Ale sytuacja jest niestabilna i zmienia się dosłownie z godziny na godzinę. Podczas gdy w Biszkeku trwają targi między kilkunastoma (!) partiami o podział władzy, na Południu wciąż trzyma się mocno dotychczasowa władza, czyli obóz prezydenta Dżeenbekowa i sprzymierzony z nim potężny klan Matraimowów.

Cena głosu

Wybory do parlamentu odbyły się w niedzielę. Miażdżącą większość zdobyły ugrupowania prorządowe: Birimdik (Jedność) 24,9 proc. głosów, Mekenim Kyrgyzstan (Moja Ojczyzna Kirgistan) 24,7 proc., Kyrgyzstan 8,73 proc. Na czele Birimdik stoi brat prezydenta Sooronbaja Dżeenbekowa, Asyłbek Dżeenbekow. Mekenim Kyrgyzstan jest zaś sponsorowana przez klan Matraimowów.

Czwartym ugrupowaniem, które przekroczyło wymagany próg, i to o włos, była Butun Kyrgyzstan (Zjednoczony Kirgistan) – 7,13 proc. To jedyne opozycyjne ugrupowanie, które zgodnie z oficjalnymi wynikami weszło do nowego parlamentu. Ale ugrupowanie też reprezentujące Południe, tak jak trzy partie prorządowe.

Progu 7 proc. nie przekroczyła żadna partia z Północy. Na 16 startujących ugrupowań, tylko cztery weszły do parlamentu. Ale pozostałe 12 zebrało w sumie aż jedną trzecią oddanych głosów. Nic dziwnego, że nie pogodziły się z porażką – szczególnie, że były ku temu powody.

Szturm na rezydencję byłego prezydenta Kirgistanu. Dziesiątki rannych i jedna osoba zabita

Kirgistańskie siły specjalne przeprowadzają kolejny szturm na rezydencję byłego prezydenta Kirgistanu Ałmazbeka Atambajewa. Podczas pierwszego...

zobacz więcej

Zwolennicy Meken Yntymagy (Bezpieczeństwo Kraju) i Czong Kazat (Wielka Kampania) demonstrowali przed siedzibą Centralnej Komisji Wyborczej. Oświadczenia z wezwaniem do nie uznania wyniku wyborów wydały też partie: Ata-Meken (Ojczyzna), Reforma, Respublika, Zamandasz (Tymczasowo), Ordo (Horda) i Bir Bol (Być Razem). Wyniki poddała w wątpliwość nawet religijna Yyman Nuru (Promień Wiary).

W poniedziałek 5 października, ponad 1 tys. zwolenników pięciu partii (Reforma, Meken Yntymagy, Czong Kazat, Yyman Nuru, Ordo) zebrało się w Biszkeku. Wśród przemawiających byli weterani rewolty z kwietnia 2010 r., która obaliła ówczesnego prezydenta Kurmanbeka Bakijewa.

Z kolei zwolennicy Ata-Meken, Respublika, Bir Bol i Zamandasz, zgromadzili się przed operą w Biszkeku, po czym pomaszerowali na plac Ała-Too. Tam już zebrało się kilka tysięcy ludzi. Do wiecu dołączył lider partii Mekencził (Patriotyczna) Kamczybek Taszijew. Do demonstracji z udziałem setek ludzi doszło też w miastach Naryn i Tałas.

Demonstranci na Ała-Too rozbili jurty, zapowiadając, że nie odejdą, dopóki ich żądania nie zostaną spełnione. Tymczasem do partii, które nie weszły do parlamentu, dołączyła też Butun Kyrgyzstan. Mimo interwencji resortów siłowych (590 rannych, jedna ofiara śmiertelna) manifestujący wzięli szturmem siedziby prezydenta i parlamentu, ale też areszt śledczy Państwowego Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego.

Uwolniono wpływowych opozycyjnych polityków z byłym prezydentem Ałmazbekiem Atambajewem na czele. Atambajew został w 2019 r. skazany na 11 lat więzienia za korupcję. Wśród uwolnionych był też nacjonalistyczny polityk Sadyr Dżaparow, który w 2017 r. trafił za kraty na 11,5 roku za porwanie byłego gubernatora podczas protestów zwolenników nacjonalizacji kopalni złota Kumtor.

Rewolucja w Kirgistanie? Demonstranci wdarli się do budynku parlamentu

Demonstranci, kwestionujący wyniki niedzielnych wyborów parlamentarnych w Kirgistanie, wdarli się we wtorek rano czasu lokalnego w stolicy kraju,...

zobacz więcej

Aby opanować sytuację, prezydent Dżeenbekow ogłosił, że w celu uniknięcia wojny domowej zabronił używać broni wobec protestujących. Centralna Komisja Wyborcza anulowała zaś wyniki wyborów. Pojawiły się pogłoski, że prezydent schronił się w swej rodzinnej prowincji Osz na południu kraju (w rzeczywistości pozostał w stolicy w nieznanym miejscu).

Opozycyjne partie 6 października powołały Ludową Radę Koordynacyjną i wybrały na jej przewodniczącego lidera Butun Kyrgyzstan, Adachana Madumarowa. Rada mianowała Omurbeka Suwanalijewa na kuratora Rady Bezpieczeństwa, dopóki nie zostanie powołany nowy rząd. Na p.o. ministra spraw wewnętrznych mianowano Kursana Asanowa, który w 2019 r. został wyrzucony ze stanowiska wiceszefa MSW „za zdradę interesów policji kirgiskiej”. W terenie też zaczęto masowo wymieniać szefów lokalnych władz, choćby merów Biszkeku i Osz.

Ale same partie opozycji rywalizują ze sobą o to, kto uzyska najwięcej w nowej władzy, a jednocześnie panuje chaos i nie wiadomo, czy wskazani przez opozycje urzędnicy faktycznie są w stanie przejmować władzę.

Skalę chaosu, jaki opanował Biszkek 6 października, obrazuje krótka historia z nowym prokuratorem generalnym. Oto Ałmambet Szykmamatow, niedawny kandydat w wyborach z ramienia partii Bir Bol, poinformował media, że został p.o. prokuratora generalnego.

Były prezydent Kirgistanu aresztowany po szturmie sił specjalnych na jego rezydencję

Były prezydent Kirgistanu Ałmazbek Atambajew, który podczas szturmu sił specjalnych na jego rezydencję oddał się w ręce policji, został aresztowany...

zobacz więcej

Nikt nie miał zielonego pojęcia, kto dał mu prawo do takiej deklaracji. Więc bardzo szybko tłum ruszył w stronę biura prokuratora generalnego, by „wyjaśnić” sprawę rzekomej nominacji dla Szykmamatowa. Ten zareagował błyskawicznie, znów zwracając się do mediów:

– Chcę wyjaśnić tę sprawę. Nikt nie mianował mnie prokuratorem generalnym, nie byłem prokuratorem generalnym. Ja tylko odwiedziłem biuro prokuratora generalnego – zapewnił działacz opozycji. Ogłoszono, że to stanowisko przypadnie kandydatowi innej partii opozycyjnej Chon Kazat, Syimykowi Żapykejewowi.

Próżnia władzy

Tymczasem rezygnację złożyli dotychczasowy szef rządu Kubatbek Boronow, szereg ministrów, jak też przewodniczący parlamentu Dastan Dżumabekow. Opozycja postanowiła szybko mianować swojego premiera i przewodniczącego Rady Najwyższej. I wtedy pojawił się problem.

6 października zebrał się parlament (ten stary, oczywiście). Tyle że w dwóch różnych miejscach. 120-osobowa Rada Najwyższa podzieliła się. Jedna grupa spotkała się w hotelu Dostuk, druga w Domu Kina. Ale i tu, i tam nie było kworum (61 deputowanych).

Pytanie więc, co z legalnością wyboru nowego przewodniczącego parlamentu Myktybeka Abdyłdajewa, a jeszcze bardziej zmianą szefa rządu. W hotelu Dostuk wybrano bowiem Sadyra Dżaparowowa, dopiero co uwolnionego z więzienia przez demonstrantów i błyskawicznie uniewinnionego przez sąd.

Rosja i Białoruś wystawiły listy gończe za Cichanouską

List gończy za byłą kandydatką na prezydenta Białorusi Swiatłaną Cichanouską został wystawiony na Białorusi, ale będzie obowiązywał także w Rosji –...

zobacz więcej

Dżaparow, który wystąpił późnym wieczorem 6 października w telewizji, przekazał, że zaproponuje reformę konstytucyjną przed przeprowadzeniem wyborów prezydenckich i parlamentarnych za dwa do trzech miesięcy. Sęk w tym, że personalne decyzje podjęte przez liderów opozycji 6 października nie wszystkim się spodobały. I nie chodzi tylko o poprzednią ekipę rządzącą.

Siódmego października tysiące ludzi znów wyszły na ulice. Tym razem żądając od spierających się liderów partii opozycyjnych oddania władzy „czystemu” pokoleniu polityków. Wśród postulatów znalazło się postawienie na czele rządu 29-letniego biznesmena związanego z partią Aka-Teken, Tileka Toktogazijewa.

Ludzie nie chcą Dżaparowa, którego późnym wieczorem 6 października na premiera wybrał parlament – tyle, że bez kworum, więc i tak decyzja nie była prawomocna. Zresztą na wieść o wyborze Dżaparowa tłum szturmem wziął hotel, gdzie obradowali deputowani, a sam „premier” salwował się ucieczką przez tylne drzwi.

Tymczasem Toktogazijew zapowiada lustrację całej klasy politycznej. – Ustanowimy nowy rząd młodych profesjonalistów. Wezwiemy wszystkich młodych Kirgizów pozostających za granicą do powrotu do kraju – zapowiada 29-latek.

Estonia wezwała na konsultacje swojego ambasadora na Białorusi

Estonia wezwała na konsultacje swojego ambasadora z Białorusi. Wcześniej podobnie postąpiły też Polska i Litwa. To efekt kryzysu politycznego po...

zobacz więcej

I całkiem trafnie diagnozuje problem Kirgistanu od wielu lat: „rewolucje są przeprowadzane przez młodych ludzi, którzy poświęcają swe życie dla zmian, podczas gdy u władzy wciąż pozostają starzy skorumpowani politycy”. Pod presją ludzi 7 października Ludowa Rada Koordynacyjna oświadczyła, że nie uznaje tymczasowego gabinetu Dżaparowa, przejmuje wszystkie kompetencje państwa i rozwiązuje parlament. Odrzuciła też, rzecz jasna, nominację Abdyłdajewa na nowego przewodniczącego parlamentu.

Kryzys w obozie dotychczasowej opozycji odpowiada odsuniętemu (pytanie, czy skutecznie) od władzy obozowi. Prezydent Dżeenbekow ponownie wezwał do rozmów wszystkich sił politycznych, oferując mediację. Obóz prezydencki największe wpływy posiada na Południu. Na centralnym placu Osz, drugiego największego miasta kraju, zebrały się tłumy wyczekujące na rozwój wydarzeń. Co ważne, jako jeden z pierwszych, do zebranych przemawiał brat prezydenta, Asyłbek Dżeenbekow.

Dotychczasowy mer Osz Taałajbek Sarybaszow, który 6 października miał zrezygnować, następnego dnia powiedział, że nie zamierza odchodzić. Tymczasem do Osz wrócił z emigracji mer tego miasta w latach 2010-13 Melisbek Myrzakmatow.

To tylko doleje oliwy do ognia. To on był współodpowiedzialnym krwawych zamieszek na tle etnicznym w 2010 r., w których zginęło około 400 miejscowych Uzbeków. Cieszący się dużą popularnością wśród nacjonalistycznie nastrojonej kirgiskiej ludności Południa Myrzakmatow opowiedział się po stronie prezydenta, przeciwko opozycji, która „chce tylko zniszczyć kraj”.

Jak wyjść z chaosu?

Sytuacja zmienia się dosłownie z godziny na godzinę. Można mówić o próżni władzy w Kirgistanie. Od kiedy 6 października demonstranci zajęli Biały Dom (siedziba prezydenta), nikt nie wie, gdzie jest prezydent i członkowie rządu. Aby była kontynuacja – zgodna z prawem – zebrać miał się parlament by dokonać zmian personalnych, przede wszystkim zatwierdzić nowy rząd.

Do tego momentu kompetencje rządu przyjęła na siebie Ludowa Rada Koordynacyjna – co, rzecz jasna, jest niezgodne z obowiązującym prawem. Tymczasem przez dwa kolejne dni w parlamencie nie udało się uzyskać kworum.

źródło:
Zobacz więcej