RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Nowa odsłona wojny azersko-ormiańskiej. Spojrzenie z Polski chłodnym okiem [OPINIA]

Konflikt o Górski Karabach 27 września wkroczył w nowy etap, ale się tego dnia nie rozpoczął (fot. Sergei Bobylev\TASS via Getty Images)

Emocjonalne spojrzenie na obecną odsłonę konfliktu azersko-ormiańskiego tworzy fałszywy obraz „chrześcijańskiego narodu zagrożonego eksterminacją ze strony wojującego islamu, któremu to narodowi należy się nasza solidarność”. Rzeczywistość jest zaś bardziej skomplikowana, a interesy Polski odmienne niż te wynikające z wyżej zaprezentowanego sloganu. Publikujemy polemikę z artykułem Witolda Repetowicza: „Ormianie widzą, że Rosja ich nie wspiera".

Witold Repetowicz: Ormianie widzą, że Rosja ich nie wspiera

Po 10 dniach intensywnych starć azerbejdżańsko-armeńskich pojawiła się szansa, choć wciąż niewielka, na deeskalację. Jednym z powodów jest to, że...

zobacz więcej

Wojna nie zaczęła się wczoraj

Konflikt o Górski Karabach 27 września wkroczył w nowy etap, ale się tego dnia nie rozpoczął. Pomijając historię sprzed wcielenia tego obszaru do ZSRR, współczesne nam starcie rozpoczęło się w październiku 1987 r., kiedy to utworzony przez Ormian Komitet „Karabach” postawił sobie za cel przyłączenie istniejącego wówczas w ramach Azerbejdżańskiej SRR Górsko‑Karabaskiego Obwodu Autonomicznego (GKOA) do sowieckiej Armenii i przeprowadzenia w nim czystki etnicznej w postaci wysiedlenia stamtąd wszystkich Azerów. Między listopadem 1987 r. a grudniem 1988 r. w zamieszkach ormiańsko-azerskich zginęło 220 osób, a ponad 1150 zostało rannych.

7 grudnia 1988 r. Armenię nawiedziło trzęsienie ziemi, w wyniku którego zginęło 25 tys. osób. „Wszechmocna” władza sowiecka okazała się wobec tej katastrofy bezradna. Tragedia ta była dla Armenii silniejszym wstrząsem niż Czarnobyl dla Ukrainy. Zmusiła Ormian do samoorganizacji poza państwem sowieckim. Ta zaś, raz dokonana, wchłonęła także szersze cele narodowe niż doraźna pomoc po katastrofie. Przyłączenie Karabachu było jednym z nich.

W GKOA doszło do gwałtownych wystąpień miejscowej większości ormiańskiej przeciw mniejszości azerskiej, która zdając sobie sprawę z własnej słabości liczebnej, nie podjęła konfrontacji zbrojnej, ale uciekała się jedynie do pokojowych – nieskutecznych protestów. Azerscy uchodźcy z GKOA przesiedleni zostali do Sumgaitu we wschodnim Azerbejdżanie, gdzie w lutym 1988 r. doszło z kolei do pogromu miejscowych Ormian. Fala wzajemnych pogromów doprowadziła w następnych miesiącach do przemieszczenia się ok. 250 tys. ludzi - Azerów uciekających z Karabachu i Ormian z Azerbejdżanu.

Konflikt o Górski Karabach. „Obawiam się, że może się szybko nie skończyć”

Na sytuację w Górskim Karabachu patrzę ze smutkiem i obawą, iż konflikt może się rozlać – powiedział w TVP Info wiceminister spraw zagranicznych...

zobacz więcej

13 stycznia 1990 r. doszło do pogromu Ormian w Baku (kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych), a w dniach 19-20 stycznia po serii prowokacji sowieckich służb, do interwencji wojskowej i pacyfikacji miasta (132 zabitych Azerów - cywilów). Na tym etapie sporu Moskwa poparła Ormian. Półtora roku później Kreml, dążąc do utrzymania kontroli nad obu zwaśnionymi republikami w kwietniu—czerwcu 1991 r. przeprowadził z kolei wspólnie z azerbejdżańskim OMONem operację „Pierścień”, wysiedlając 19 wiosek ormiańskich w GOKA pod hasłem konfiskaty nielegalnej broni. Rozpad ZSRR w grudniu 1991 r. postawił niepodległe już Azerbejdżan i Armenię przeciw sobie.

Secesja Górskiego Karabachu, sojusz z Rosją, czystki etniczne i zwycięstwo Ormian

Górski Karabach w styczniu 1992 r. ogłosił niepodległość, co doprowadziło do wybuchu wojny ormiańsko-azerskiej. Armia Armenii zadała klęskę wojskom Azerbejdżanu i zajęła sporny obszar, dokonując czystki etnicznej w tym masakry cywilów azerskich w Xocalı (25-26 lutego 1992) – 613 zabitych w tym 106 kobiet i 83 dzieci. Współodpowiedzialnym za tę zbrodnię był także rosyjski 366. pułk piechoty zmotoryzowanej, biorący udział w ataku na Xocalı i zaopatrujący Ormian w broń i amunicję.

Zwrot Azerbejdżanu pod wodzą prezydenta Elczibeja ku Turcji, spowodował rosyjskie poparcie dla Armenii, której Rosja przekazała broń i sprzęt za ponad 1 mld USD (dziś budżet wojskowy Armenii, mimo że pochłania aż 3,8 proc. PKB, to tylko 412 mln USD).

Armenia jak feniks z popiołów

21 września Armenia obchodziła swoje święto niepodległości ustanowione na pamiątkę referendum zorganizowanego w 1991 r., w którym ponad 99 proc....

zobacz więcej

15 maja 1992 r. Armenia przystąpiła do sojuszu wojskowego z Rosją w ramach traktatu taszkienckiego. Wsparci przez Moskwę Ormianie pokonali Azerów w ofensywach z lutego i czerwca 1993 r., co doprowadziło do upadku Elczibeja, objęcia władzy przez Hejdara Alijewa (ojca obecnego prezydenta) i przystąpienia Azerbejdżanu do WNP, a zatem jego powrotu do strefy wpływów rosyjskich. W 24 września 1993 r. Azerbejdżan, chcąc uniknąć dalszych strat na rzecz sprzymierzonej z Moskwą Armenii, także przystąpił do traktatu taszkienckiego.

Dziel i rządź – schemat rosyjskiej rekonsolidacji przestrzeni postsowieckiej

Zwycięstwo Ormian oddało Azerbejdżan z powrotem pod wpływy Rosji. Schemat: 1) próba oderwania się od Moskwy; 2) wspierana przez Kreml secesja regionu; 3) powrót do rosyjskiej strefy wpływów – powtórzony był w tym czasie przez Rosję wobec Mołdawii (Naddniestrze i Gagauzja) oraz Gruzji (Abchazja i Osetia Południowa).

Konflikt ormiańsko-azerski był jego pierwszym poligonem. Moskwa, stosując zasadę „dziel i rządź”, stała się arbitrem w tlącym się sporze jako „sojusznik Armenii” i „strategiczny partner Azerbejdżanu”. Górski Karabach został „oczyszczony” z Azerów, Azerbejdżan zaś z Ormian.

Siły ormiańskie zajęły jednak nie tylko sporną prowincję, ale i obszar między nią a Armenią właściwą, jak też strefę buforową wokół niej, wyrzucając z tych obszarów ludność azerską. Armenia wraz z Karabachem i okupowanymi terenami oderwanymi od Azerbejdżanu stała się „najczystszym etnicznie” państwem na Kaukazie. Wojna wygasła w 1994 r. – nastąpił rozejm, ale pokoju nigdy nie zawarto. Odtąd dziennie notowano 20-30 przypadków jego naruszenia, a rocznie ginęło ok. 200 osób. Do intensywniejszych walk doszło jeszcze w 2016 r. i ostatnio w kwietniu i w lipcu 2020 r.

Azerowie i Ormianie protestują przed ambasadą w Warszawie

Przed ambasadą Azerbejdżanu zebrały się dwie grupy, obywateli Armenii i Azerbejdżanu. Przedstawiciele pierwszej z grup protestują przeciwko...

zobacz więcej

Gra w czworokącie: Azerbejdżan–Turcja-Armenia-Rosja

Azerbejdżan w 1999 r. - w okresie największego osłabienia Rosji pod koniec rządów Jelcyna, wystąpił z Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, w którą w międzyczasie przekształcił się układ taszkiencki, zerwał więc sojusz z Rosją i powtórnie zwrócił się ku Turcji. Armenia pozostaje w OUBZ sojusznikiem Rosji do dziś i gości na swym terytorium rosyjskie bazy wojskowe. Azerbejdżan pozbył się ostatniej w 2012 r. Prorosyjski zwrot w polityce tureckiej w 2016 r. znów zwiększył wpływy Rosji w Baku. Narastanie sprzeczności rosyjsko-tureckich w Syrii, Libii i na Cyprze obecnie zaś ponownie odwróciło tę tendencję.

Prężny demograficznie i bogaty w ropę naftową Azerbejdżan od 1994 r. spotężniał, Armenia zaś zbiedniała i skurczyła się ludnościowo. Załamanie się cen ropy naftowej, pogłębione przez COVID-19, podkopało jednak stabilność gospodarczą Baku i pogorszyło nastroje społeczne w Azerbejdżanie. Rewolucja na Białorusi uświadomiła zaś Alijewowi, że bunt ulicy może zagrozić i jego władzy. Zwycięska wojna o utracone, okupowane przez Ormian ziemie znakomicie służyłaby zaś jej stabilizacji.

Turcja ma podobnie motywy wewnętrzne. Przeżywa problemy gospodarcze i skierowanie uwagi opinii publicznej na sytuację „bratniego Azerbejdżanu” - jego wsparcie w konflikcie z Ormianami oraz redukcja wpływów Rosji na Kaukazie wzmocniłyby autorytet Erdogana.

Zwrot ku Rosji z 2016 r. wyczerpał swój potencjał korzyści, a wycofanie przez USA poparcia dla Kurdów w 2019 r. usunęło główne źródło spięć w relacjach Ankara-Waszyngton, pchających Turcję ku Rosji, nasiliło zatem rywalizację Turków w wyżej wymienionych rejonach (Syria, Libia, Cypr) z tradycyjnym wrogiem – Rosją, na dodatek sprzymierzoną z innym tradycyjnym wrogiem – Iranem. Zmuszenie Rosji do „rozciągnięcia linii” poprzez odmrożenie konfliktu o Górski Karabach leży w interesie Turcji.

Cylicyjscy Ormianie w Libanie

Choć wydawałoby się że Liban i Armenia leżą daleko od siebie to Ormianie mieszkają w tym lewantyńskim kraju cedrów już od wczesnego średniowiecza....

zobacz więcej

Armenia wygrawszy wojnę lat 1992-1994 i będąc świadoma swej narastającej słabości wobec Azerbejdżanu jest krajem „sytym”. Zagrabiła terytoria sąsiada. Kolejnych nie zdobędzie. Jej celem jest zatem zachowanie status quo. Nie ma nic do wygrania na wznowieniu walk. Z pewnością więc nie ona je obecnie zainicjowała. Ostudziły się też jej relacje z Rosją.

Rewolucja, która w 2018 r. odsunęła od władzy w Armenii lojalny wobec Kremla „klan karabachski” i wyniosła do władzy Nikola Paszyniana, wprowadziła nieufność między Moskwą a Erywaniem. Armenia wciśnięta między Azerbejdżan i Turcję, z pamięcią o ludobójstwie Ormian z lat 1915-1917, jest jednak jedynym szczerym sojusznikiem Rosji na Kaukazie.

Mit groźby powtórzenia eksterminacji narodu gra tę rolę, którą gra w Izraelu pamięć o Holokauście. Ktokolwiek zatem będzie rządził w Erywaniu i jakkolwiek będzie wobec Ormian zachowywała się Moskwa (lojalnie czy też nie), są oni skazani na sojusz z Kremlem. Innej siły zdolnej do interwencji wojskowej po stronie Ormian nie ma i nie będzie. Paszynian to wie i już dwukrotnie dzwonił do Putina z prośbą o wsparcie.

„Kolejny przykład dezinformacji”. Armenia zaprzecza, że ostrzelała miasta w Azerbejdżanie

Władze Azerbejdżanu podały, że miasto Mingeczaur w środkowej części kraju stało się w niedzielę celem ataku rakietowego. Ministerstwo obrony...

zobacz więcej

Rosja została zaskoczona eskalacją konfliktu, która utrudnia jej kontrolę nad obiema zwaśnionymi stronami. Dotąd sprzedawała broń tak Azerom, jak i Ormianom i tanim kosztem umacniała swe wpływy w obu państwach, zmuszając je do zabiegania o swe poparcie w obawie, by nie udzieliła go konkurentowi. Ofensywa azerska złamała ten system rosyjskiego panowania.

Moskwa formalnie zobowiązana jest do pomocy Armenii jako sojusznikowi z OUBZ, ale układ ten nie obejmuje Górskiego Karabachu i okupowanych przez Ormian terenów azerskich, które wszak w sensie prawnym nie są częścią Armenii. W Armenii właściwej walki zaś się nie toczą. (Doniesienia z frontu są narzędziem wojny propagandowej obu stron i jako takie są mało wiarygodne. Wojska azerskie z pewnością jednak nie wkroczyły nigdzie na terytorium Armenii).

Kreml zaangażowany wojskowo na Ukrainie, w Syrii, nieformalnie w Libii (po przeciwnej stronie niż Turcja, ale po tej samej co Francja) i zagrożony problemami na Białorusi i w Kirgistanie, nie pragnie zaś otwierania nowego frontu na Kaukazie.

Rosja ciężko dotknięta kryzysem na rynku ropy naftowej i gazu ziemnego, mająca poważne problemy wizerunkowe na Zachodzie po otruciu Nawalnego, walcząca o utrzymanie projektu Nord Stream 2, nie chce płacić zwiększonych kosztów swej dominacji na Kaukazie. Szybka pacyfikacja konfliktu i powrót do stanu sprzed 27 września lub zbliżonego leży więc w jej interesie, podobnie jak w interesie Armenii.

Akcja zbrojna Azerbejdżanu, wspieranego materiałowo i politycznie przez Turcję, burzy więc kalkulacje moskiewskie. W razie dalszej eskalacji (zagrożenia Stepanakertu lub terytorium Armenii właściwej) Rosja musiałaby albo wystąpić zbrojnie po stronie Armenii i zapłacić tego koszty finansowe i polityczne w relacjach z Azerbejdżanem, Turcją i Zachodem, albo podważyć swą wiarygodność jako hegemon OUBZ przez opuszczenie sojuszniczej Armenii. Tania dominacja rosyjska na Kaukazie dobiegłaby końca.

Prezydent Azerbejdżanu: władze Armenii muszą przedstawić plan opuszczenia Górskiego Karabachu

Prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew zażądał w niedzielę od władz Armenii opracowania harmonogramu wycofania sił z Górskiego Karabachu. Zapowiedział...

zobacz więcej

Odrzućmy kilka mitów

Kto jest agresorem? Azerbejdżan zapewne za wiedzą, a może i inspiracją turecką podjął próbę odzyskania kontroli nad swoim terytorium, do której ma prawo, potwierdzone czterema rezolucjami Rady Bezpieczeństwa ONZ z 1993 r. i Rezolucją Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 2008 r. Wojska azerbejdżańskie w żadnym momencie nie operowały na terytorium Armenii, przeciwnie działają wyłącznie na obszarze prawnie uznawanym przez wszystkie państwa świata (oczywiście z wyjątkiem Armenii) za część Azerbejdżanu. W tej sytuacji sformułowania o azerskiej agresji są nie na miejscu. Ukraina odbijając Donbas i Krym nie dokonywałaby wszak agresji na Rosję, tylko wyzwalałaby swe terytoria.

Ormianom nie grozi eksterminacja. Azerbejdżan nie jest w stanie podbić Armenii ani zapewne nawet zdobyć Stepanakertu. Bieżący konflikt zakończy się więc w momencie, gdy Alijew uzna, że zdobycze terytorialne są dostatecznie duże, by usatysfakcjonować azerską opinię publiczną, a jemu dać wieniec zwycięzcy lub gdy Rosja zagrozi otwartą interwencją zbrojną na rzecz Ormian.

To nie jest wojna wyznaniowa Konflikt o Górski Karabach ma charakter etniczny, nie wyznaniowy. Azerowie są wprawdzie muzułmanami, ale po 70 latach narzuconego przez Moskwę komunizmu bardzo umiarkowanymi. Są w większości szyitami, wspieranymi przez sunnickich Turków jako „etniczni krewni”, a nie jako „bracia w wierze”. Wszędzie indziej sunnici i szyici zabijają się bezlitośnie, czego Syria i Irak są bieżącym przykładem.

Górski Karabach w ogniu. Kanada wstrzymuje dostawy broni do Turcji

Szef kanadyjskiego MSZ Francois-Philippe Champagne poinformował o wstrzymaniu eksportu kanadyjskiego uzbrojenia do Turcji. Jak stwierdził, ma to...

zobacz więcej

Sprawiedliwość dziejowa nie może być rozsądnym celem polityki zagranicznej żadnego państwa. Ormianie byli na Kaukazie „od zawsze”. Turcy i Azerowie przybyli tam w X-XI w. i do XX w. zagarnęli spore części historycznej Armenii. Nic z tego dla obecnej polityki nie wynika, chyba że logicznie uznamy, że Anglosasi powinni zostawić Anglię Walijczykom, a sami powrócić na Jutlandię, bo stamtąd przybyli.

Prawdą jest, że granice Azerbejdżańskiej SRR i Armeńskiej SRR wyznaczone zostały przez Stalina. Z tego jednak także nic obecnie nie wynika. Stalin zdecydował wszak o granicach w Europie od Finlandii po Armenię, Polski nie wykluczając. Mogą się one nie podobać, ale jedyną metodą ich przesuwania jest wojna. Ormianie zdecydowali się na tę metodę w latach 1992-1994 i teraz płacą tego cenę. Orężnie zajęli sporne ziemie i od oręża mogą je stracić. Takie są reguły tej gry.

Wnioski dla Polski i odrzucenie fałszywych analogii

Polska i Turcja jako państwa członkowskie NATO znajdują się w prawnie wiążącym je sojuszu wojskowym. Podobnie Rosja i Armenia są sojusznikami w ramach OUBZ. Eskalacja konfliktu w Górskim Karabachu sprzeczna jest z interesem Rosji – wrogiej Polsce i dokonującej agresji na sąsiadów (Ukrainę, Gruzję, Mołdawię).

Polska nie ma potrzeby głębszego politycznego angażowania się w konflikt na Kaukazie, ale w żadnym wypadku nie ma też interesu w popieraniu tam sojusznika Rosji i w redukowaniu kosztów rosyjskiej tam dominacji. Konfliktowanie się w tym celu z sojuszniczą Turcją byłoby zaś już zupełną aberracją.

Górski Karabach: już 158 naszych żołnierzy zginęło w walkach z Azerbejdżanem

Ministerstwo obrony Górskiego Karabachu, separatystycznej ormiańskiej enklawy w Azerbejdżanie, poinformowało w piątek, że o 54, do 158, wzrosła...

zobacz więcej

Rywalizacja rosyjsko-turecka na Kaukazie leży w interesie Polski, zużywa bowiem zasoby Rosji i zawraca Turcję z powrotem ku Zachodowi. Odpychanie jej byłoby działaniem nieroztropnym. To potężny 82-milionowy kraj o najliczniejszej i najbitniejszej armii w europejskiej części NATO.

W interesie Polski nie leży także podważanie zasady nienaruszalności granic. Uznawanie integralności terytorialnej Azerbejdżanu według stanu określonego w prawie międzynarodowym jest wymogiem polskiej racji stanu. Bez tego, jakże moglibyśmy protestować przeciw rosyjskim zaborom terytoriów sąsiednich państw?

Przywoływanie jako kontrargumentu przykładu Kosowa jest błędem. Albania nie uderzyła na Serbię i nie oderwała od niej tej prowincji. Nie zarządza nią. Nie okupuje strefy buforowej wokół niej. Secesję spowodowało zaś prześladowanie przez Serbów ludności albańskiej, podczas gdy w Górskim Karabachu było odwrotnie, to Ormianie dokonali czystki etnicznej na Azerach.

Pamiętając zatem zarówno o wkładzie kulturowym licznych Ormian polskich w naszą historię, jak i o licznych przykładach tureckiego wsparcia dla Polski w najczarniejszym okresie naszej niewoli narodowej, sentymenty na obu kierunkach należy uwzględniać właśnie sentymentalnie. Polityka państwowa musi zaś być efektem kalkulacji. Ta zaś nakazuje nam nieantagonizowanie Turcji, niepopieranie Rosji i stanie na straży zasady nienaruszalności granic.

Artykuł jest polemiką z artykułem Witolda Repetowicza.

źródło:
Zobacz więcej