RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Milczenie Tuska. Platforma idzie w rozsypkę?

Na milczenie Tuska można jednak spojrzeć szerzej. Najprawdopodobniej również on nie wie, co tak naprawdę wyłoni się z galimatiasu, jaki powstał w Platformie Obywatelskiej (fot. Mateusz Slodkowski/SOPA Images/LightRocket via Getty Images)

Zajrzałem na Twitter i rzecz sprawdziłem osobiście: ostatnia złośliwość Donalda Tuska pod adresem polityków PiS pochodzi z końca sierpnia 2020 r. Później są jeszcze ze trzy okolicznościowe ćwierknięcia – i nic. Choć wydawać by się mogło, że okazji do złośliwostek nie brakuje – bo ostatnie tygodnie dla Zjednoczonej Prawicy naprawdę nie były łatwe. I trudno uwierzyć, że ktoś taki jak Donald Tusk nie wykorzystałby okazji, by wbić w medialny chochoł rządzącej partii jedną, drugą i trzecią szpilę – niczym szaman w kukiełkę voodoo.

„Złudzenie”, „niełatwa sprawa”. Tusk o nowym pomyśle Trzaskowskiego

Jedną z przewag PiS nad opozycją jest ich solidarność z własną przeszłością – ocenia były premier Donald Tusk. W wywiadzie dla tygodnika „Polityka”...

zobacz więcej

Tusk jednak milczy. Milczy o bieżącej polskiej polityce, bo wie, że przy okazji usłyszałby wiele pytań o Sławomira Nowaka i jego interesy właśnie za czasów Donalda Tuska. Ktoś mógłby zapytać o ich dobrą, a nawet jeszcze lepszą znajomość. I o to, czy do Tuska nie docierały choćby pogłoski o tym, w jaki sposób „złoty chłopiec Platformy” robi swoje okołopolityczne interesy. I chyba trudno byłoby Tuskowi odpowiedzieć: nie wiem, nie widziałem, zarobiony jestem.

W przypadku Amber Gold i Michała Tuska jeszcze jakoś to wszystko uszło, bo pozycja byłego premiera wciąż była mocna. Ale politycy Platformy mają naprawdę sporego pecha – lata lecą, a ludzie jakoś nie chcą zapomnieć o minusach ich rządów. Co więcej: niemal każdym swoim działaniem liberalna opozycja potwierdza w oczach większości społeczeństwa opinię, że była fatalną władzą.

Na milczenie Tuska można jednak spojrzeć szerzej. Najprawdopodobniej również on nie wie, co tak naprawdę wyłoni się z galimatiasu, jaki powstał w Platformie Obywatelskiej. Owszem, część wyborców PO zawsze pozostanie przy tej partii, bo popiera ją nie dlatego, że wciąż wierzy w jej polityczną niewinność, ale właśnie dlatego, że jest partią „samych swoich”, co ładnie opisał Sławomir Neumann na słynnych taśmach z Tczewa. Jakiejś części elektoratu PO taka „filozofia polityki” nigdy nie przeszkadzała, nie przeszkadza i nie będzie przeszkadzać. Tyle że tego elektoratu już nie wystarczy, by Platforma mogła znów wrócić do władzy.

Powstanie KOD 2? Te same twarze, ale istotne zmiany na scenie politycznej

Platforma Obywatelska zapowiedziała, że już niedługo możemy poznać nową wersję ugrupowania. Zmienić mają się nawet logo i nazwa. W rozmowie z...

zobacz więcej

Nowa Solidarność Rafała Trzaskowskiego miała pomóc wyjść przynajmniej części platformerskiej elity z politycznego impasu. Ale im więcej nieczystości wylewa się do Wisły w Warszawie, tym mniejsza szansa na ucieczkę do przodu. Choć rzecz chyba nie tylko w kryzysie wizerunkowym, wywołanym kolejnymi awariami związanymi z „Czajką”. Ten kryzys, czy raczej następujące po sobie jedna po drugiej śmierdzące kryzysowe fale są katalizatorem pewnego głębszego problemu.

W czym rzecz? Otóż w Polsce bardzo trudno zmienić masowe emocje w organizacyjną strukturę. Trudno zmienić entuzjazm w coś głębszego i trwalszego. Choć czasem się udaje. Na przykład PiS-owi udało przetrwać się ciężkie lata, bo miał choćby Kluby „Gazety Polskiej” - to fakt, który podkreślają również niechętni rządzącej partii komentatorzy. Dla lewicowo-liberalnej opozycji czymś takim w przestrzeni społecznej miał być Komitet Obrony Demokracji. Ale wewnętrzne kłótnie w środowisku i wreszcie potężny kryzys wywołany przez Mateusza Kijowskiego właściwie zmiótł z ziemi cały potencjał KOD.

Nowa Solidarność nie ma za sobą żadnych zalążkowych choćby struktur w terenie. Wielki medialny spektakl czasów kampanii wyborczej, wzmocniony dzięki obrazkom z kilku wielkich miast, rządzonych przez samorządowców zaprzyjaźnionych z Trzaskowskim, okazał się dość iluzorycznym widowiskiem. Fala tych emocji już znacznie opadła i nie ma niczego, co może ją dziś wzmocnić. Więcej jeszcze: całkiem niedawno „Gazeta Wyborcza” opisywała, że właśnie w Warszawie, mieście Rafała Trzaskowskiego, Polska 2050 przejęła inicjatywę i powoli, ale systematycznie buduje własne struktury i siłę oddziaływania.

Platforma odwraca się do Tuska plecami. Potężny zgrzyt dawnych sojuszników

Rycerz na białym koniu został samotnym jeźdźcem. W najnowszym wywiadzie Rafał Trzaskowski ocenia, że Donald Tusk dziwnie się zachowuje. We...

zobacz więcej

Jak się wydaje, politycy Platformy, choć markują – jak zwykle – działania, biernie przyglądają się sytuacji. A raczej dwóm sytuacjom. Pierwsza to sprawa Nowaka. Druga: sytuacja w Warszawie. Te dwa tematy trzymają dziś Platformę w klinczu, nie pozwalając na krok w żadną stronę. Najwyraźniej, jak zwykle bywało w ostatnich latach, PO może liczyć jedynie na liberalne media, na nienawiść sporej części celebrytów względem PiS i na ewentualne błędy Zjednoczonej Prawicy, dotyczące choćby zarządzania pandemicznym kryzysem.

Czy to jednak zadziała? Nawet jeśli, to większą korzyść niż Platforma odnieść może inicjatywa Szymona Hołowni i - na drugim politycznym skrzydle - Konfederacja.

Donald Tusk musi mieć tego wszystkiego doskonałą świadomość. I jeszcze jedno: jeśli wcześniej nie za bardzo przejmował się głosami, że każda jego wypowiedź elektryzuje negatywny elektorat Platformy, to dziś najwyraźniej bardzo się tym przejął. Pewnie dlatego, że już nie chodzi tylko o Platformę, ale o jego własny wizerunek. Jeśli Tusk miał jeszcze choćby nikłe nadzieje, że na powrót ma szansę stać się ważnym graczem w politycznej grze na krajowym podwórku, to najpewniej właśnie je stracił.

I choć pewnie strasznie go korci, by wbić na Twitterze kolejną szpilę w PiS, to wie, że mógłby rozpętać lawinę komentarzy, po której byłoby tylko gorzej – i dla niego, i dla całej platformerskiej opozycji.

Zobacz więcej