RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Wstyd w Warszawie. Azerowie pogonili Legię z pucharów

Legioniści byli w czwartek tylko tłem dla mistrzów Azerbejdżanu (fot. PAP/Piotr Nowak)

Tego nie spodziewali się nawet najwięksi pesymiści. Legioniści w haniebnym stylu przegrali na własnym stadionie z Karabachem Agdam (0:3) i stracili szansę na awans do fazy grupowej Ligi Europy.

Udało się! Lech Poznań w Lidze Europy

Wielkie emocje i szczęśliwe zakończenie. Grający w końcówce w dziesiątkę Lech Poznań pokonał w wyjazdowym meczu Charleroi 2:1 i awansował do fazy...

zobacz więcej

Za Aleksandara Vukovicia Legioniści zdobyli w czerwcu kolejne mistrzostwo Polski. W nie najlepszym stylu, po kilku słabszych meczach, ale udało im się utrzymać przewagę nad Lechem i Piastem. Dariusz Mioduski, właściciel klubu, nie próżnował: szybko przeprowadził kilka wartościowych transferów, sprowadzając na Łazienkowską m.in. Artura Boruca, Bartosza Kapustkę czy Josipa Juranovicia, nie sprzedając przy tym żadnego z ważnych graczy. Marzenie: Liga Mistrzów. Cel minimum: faza grupowa Ligi Europy.

Z głową w chmurach piłkarze z Warszawy przestali chodzić bardzo szybko. Ze snu o Lidze Mistrzów wybudził ich Henning Berg, który przyjechał do stolicy ze swoją Omonią Nikozja i bez większych problemów wytrącił mistrzom Polski wszelkie argumenty. Co bardziej niepokojące, w ciągu kilku kolejnych tygodni przy Łazienkowskiej wygrywały też Jagiellonia Białystok (2:1) i Górnik Zabrze (3:1). Załamani stylem (a właściwie jego brakiem) i taktyczną niemocą drużyny prowadzonej przez Vukovicia, kibice domagali się zwolnienia Serba. I się doczekali.

Na białym koniu do siedziby klubu wparował Czesław Michniewicz, nad którym sympatycy futbolu rozpływają się od kilku miesięcy, bo z reprezentacji Polski do lat 21 uczynił liczącą się na świecie siłę. Czym? Taktyką, organizacją, solidną defensywą – wszystkim tym, czego brakowało Legii pod batutą lubianego przez piłkarzy „Vuko”.

Przed Legią i Czesławem Michniewiczem jeszcze sporo pracy... (fot. PAP/Piotr Nowak)

Pewnym sygnałem, że Michniewicz nie jest żadnym czarodziejem, był mecz z kosowską Dritą w III rundzie eliminacji Ligi Europy. Rywal był to jednak tak słaby, że nawet ospała, wyraźnie pozbawiona błysku Legia była w stanie pokonać go „na stojąco” 2:0. Prawdziwym testem miał być dopiero Karabach – mistrz Azerbejdżanu, zespół może nie wybitny, ale co najmniej solidny, który od lat z różnym skutkiem ociera się o mniejsze i większe sukcesy w Europie.

Testu Legia nie zdała. Michniewicz zaryzykował ze składem, zostawił na ławce trzech kluczowych piłkarzy (Luquinhas, Paweł Wszołek, Michał Karbownik), pokombinował z taktyką i... przegrał. Przegrał z kretesem. Nie można oczywiście winić wyłącznie trenera, bo koniec końców to piłkarze biegali po boisku przez 90 minut, ale przez nieco ponad tydzień nie zrobił niczego, by grę mistrzów Polski odmienić. Wręcz przeciwnie: było jeszcze gorzej niż za powszechnie krytykowanego Vukovicia. Dramat. Tego – bez cienia przesady – długimi fragmentami po prostu nie dało się oglądać.

A goście z Azerbejdżanu czuli się jak u siebie. O ile w pierwszej połowie Legionistów trzymał jeszcze przy życiu Boruc (jedyny, do którego za ostatnich kilka tygodni nie można mieć pretensji), o tyle druga część spotkania to był już prawdziwy koncert piłkarzy Karabachu. Zaczęli go w 50. minucie, gdy szybki Owusu wywalczył piłkę na lewym skrzydle i oddał do lepiej ustawionego Patricka Andrade. Poprawili niedługo później: Abdellah Zoubir zabawił się w polu karnym, pięknym dryblingiem minął Juranovicia, kopiąc pod nogami Boruca. Wynik w 70. minucie, po świetnej zespołowej akcji, ustalił Filip Ozobic. 0:3, u siebie, z mistrzem Azerbejdżanu. To, niestety, nie był tylko zły sen.

Przed Legią i Michniewiczem trudny czas. Drużyna jest w wyraźnym dołku, brakuje jej liderów, brakuje pozytywnych impulsów, trudno wskazać jakiekolwiek jasne punkty. Czas, znów, skupić się na Ekstraklasie.

Legia Warszawa – Karabach Agdam 0:3
Bramki: Andrade 50’, Zoubir 62’, Ozobic 70’

Legia: Boruc – Mladenović, Jędrzejczyk, Lewczuk, Juranović – Slisz, Antolić (Luquinhas 63’), Kapustka (Karbownik 66’) – Valencia – Lopes (Wszołek 56’), Pekhart
Karabach: Makhammadaliev – Medvedev, Huseynov, Medina, Huseynov – Matic, Qarayev – Andrade – Zoubir (Emreli 63’), Ozobic (Romero 75’), Owusu (Jafarguilyev 84’)

źródło:
Zobacz więcej