RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Polityczna burza. Ambasador USA przekroczyła normy konwencji wiedeńskiej?

Georgette Mosbacher (fot. Attila Husejnow/SOPA Images via Getty Images)

Ambasador Stanów Zjednoczonych Georgette Mosbacher skrytykowała Polskę za politykę wobec środowisk LGBT. – Jej wypowiedzi są niedopuszczalne i nie do przyjęcia. W sposób obcesowy ingerują w nasze wewnętrzne sprawy – mówi portalowi tvp.info Arkadiusz Mularczyk, przewodniczący zespołu parlamentarnego Polska-USA. Zaznacza, że zachowanie Mosbacher wykracza tym samym poza normy przyjęte w konwencji wiedeńskiej.

Sobolewski o Mosbacher: Na miejscu Trumpa podziękowałbym za taką pomoc

Na miejscu prezydenta Donalda Trumpa szybko podziękowałbym za pomoc ambasador Mosbacher – tak Krzysztof Sobolewski z PiS odniósł się do wypowiedzi...

zobacz więcej

„W kwestii LBGT jesteście po złej stronie historii” – oświadczyła ambasador USA Georgette Mosbacher, odnosząc się do listu kilkudziesięciu ambasadorów nt. zakresu praw mniejszości seksualnych w Polsce. Oceniła, że szanuje religię katolicką, ale w każdym kraju powinien dokonywać się „postęp”. Zaznaczyła, że brak szerszych przywilejów dla LGBT wpływa również na amerykańskie decyzje dyplomatyczne i militarne wobec Polski.

– Jako szef parlamentarnej grupy przyjaźni polsko-amerykańskiej muszę powiedzieć, że jestem zdumiony sformułowaniami, które padły. Pani Mosbacher przekroczyła granice mandatu dyplomaty i ambasadora. Tematy, które podjęła i sformułowania, których użyła przekraczają normy wynikające z konwencji wiedeńskiej – mówi portalowi tvp.info Arkadiusz Mularczyk.

Artykuł  41 konwencji o stosunkach dyplomatycznych jasno wskazuje bowiem, że ambasadorowie mają obowiązek nie mieszać się do spraw wewnętrznych danego państwa.

Poseł PiS ocenia, że relacje Warszawy z Waszyngtonem opierają się przede wszystkim na wspólnocie interesów gospodarczych i geopolitycznych. Czy po słowach Georgette Mosbacher stosunki obu państw się pogorszą? – Na pewno jedna wypowiedź tego nie zmieni. Nie zniszczy czegoś, co dobrze funkcjonuje. Takie słowa nie są jednak potrzebne, bo psują dobry klimat współpracy – ocenia Mularczyk.

Polityk uważa, że stwierdzenia, którymi posłużyła się Mosbacher, są „niedopuszczalne i nie do przyjęcia”. – W sposób obcesowy ingerują w nasze wewnętrzne sprawy – komentuje.

Widmo katastrofy w Konfederacji? Politolog: To wywołałoby szereg ograniczeń

Konfederacja może stracić rocznie niemal 7 mln zł z subwencji. Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej działacze partii przekonywali jednak, że...

zobacz więcej

Przypomnijmy, że w rozmowie z portalem wp.pl ambasador USA przekonywała także, iż „wielu kongresmanów w USA jest zaangażowanych w sprawy LGBT”. – Te kwestie łączą Donalda Trumpa i Joe Bidena – dodała.

Arkadiusza Mularczyka pytamy więc, czy faktycznie reprezentanci Republikanów i Demokratów mają zbieżne stanowiska w kwestii środowisk lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych.

– Nie chciałbym komentować relacji Donalda Trumpa i Joe Bidena do środowisk LGBT. Chciałbym raczej wskazać, że nie ma najmniejszych podstaw, aby dyplomata wypowiadał się na temat naszych wewnętrznych spraw. W Polsce nie stało się nic, co podważałoby stosowanie zasad tolerancji wobec kogokolwiek – przekonuje nasz rozmówca.

Dodaje, że lewicowe środowiska robią ostatnio wiele, by za pomocą fake newsów „zniesławić nasz kraj”. W tym celu rozsiewają nieprawdziwe plotki o rzekomych „strefach wolnych od LGBT” i sugerują ograniczanie praw mniejszości seksualnych.

– Szkoda, że dyplomaci niektórych krajów nie dostrzegają gry ze strony tych środowisk i dają się wmanipulować w toczące się przeciwko Polsce akcje. Pani Mosbacher chyba nie do końca rozumie, co się dzieje w sprawie środowisk LGBT w Polsce. Nie jesteśmy krajem, który w jakikolwiek sposób dyskryminowałby mniejszości seksualne. Niektórym grupom zależy jednak, aby tak nas przedstawiać, a w przypadku pani ambasador wyszedł niestety jej brak doświadczenia politycznego – ocenia.

źródło:
Zobacz więcej