RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Norki vs. Niemcy. Ostatni mit futrzarzy zdemaskowany

Narracja o obronie rynku przed „niemieckimi spalarniami” to dla futrzarzy ostatnia deska ratunku. Jak widać, dość zbutwiała (fot. YouTube/Świat Rolnika)

„Jeśli zlikwidujemy hodowle zwierząt futerkowych, wzrośnie cena mięsa, a Polskę zaleją poubojowe odpady, za spalenie których trzeba będzie płacić niemieckim przedsiębiorcom” – przekonują hodowcy norek. Sprawdziliśmy to. Nie dość, że zwierzęta futerkowe zjadają mniej niż siódmą część całości produkowanych w Polsce ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego, to w 2019 r. hodowcy zwieźli na swoje fermy 13 tys. ton odpadów z zagranicy – pisze dla portalu tvp.info dziennikarz Wojciech Mucha.

Hodowcy polityków, czyli o co futrzarze walczą z Kaczyńskim

Złożony w Sejmie projekt zwany „piątką dla zwierząt” jest dowodem nie tylko na empatię Jarosława Kaczyńskiego, ale także na konsekwencję. Prezes...

zobacz więcej

Jednym z najczęściej podnoszonych argumentów za „trwaniem” hodowli norek i innych futerkowych jest ten, że owe zwierzęta przyczyniają się do utylizacji odpadów poubojowych, czyli pochodzących z produkcji mięsa. To prawda. Jednak skala tego procederu jest dalece mniejsza od mitów, którymi niczym norki odpadami karmią nas futrzarze, wspierające ich media i politycy. Co więcej, nie o wszystkich aspektach tej sprawy mówią, a w innych – kłamią.

Czym jest UPPZ?

W tym miejscu wytłumaczyć należy, że zwierzęta futerkowe, używając terminologii hodowców, są „skarmiane” głównie 3. kategorią Ubocznych Produktów Pochodzenia Zwierzęcego (UPPZ). To „najwyższa” kategoria. Takie produkty uboczne pochodzą ze zwierząt niewykazujących żadnych objawów chorobowych. Pozostałe to wysoce szkodliwa Kategoria 1 i Kategoria 2, zanieczyszczona ponad dopuszczalną normę, wykorzystywana w niewielkim stopniu. W Polsce w zeszłym roku powstało 2 mln 310 tys. ton UPPZ wszystkich kategorii. Ile tego znika w brzuchach norek?

Cóż. Hodowcy futerkowych od lat nie mogą się zdecydować. Co ciekawe, dopóki nie było to argumentem za trwaniem hodowli, przedstawiali zupełnie inne dane niż od momentu, gdy nad ich biznesem zawisło widmo likwidacji.

Przykładem może być ostatnia wypowiedź Moniki Przeworskiej, dyrektor tzw. Instytutu Gospodarki Rolnej (paraekspercka fundacja założona przez hodowców), która na antenie Radia Maryja przekonywała, że norki zjadają „750 tys. ton odpadów po produkcji mięsnej i rybnej”. Podobne liczby podawali politycy i dziennikarze, zapewne powołując się na IGR.

Co ciekawe, twierdzi tak nawet branża drobiarstwa, która w stanowisku polskiego sektora drobiarskiego wobec zapowiedzi zmian w ustawie o ochronie zwierząt stwierdza: „Jako branża drobiarska sprzeciwiamy się również wprowadzeniu do ustawy zakazu hodowli zwierząt futerkowych. Każdego roku około 700 tysięcy ton pozostałości produkcji drobiowej trafia na fermy zwierząt futerkowych”.

Czy to prawda? Nic podobnego.

„To nie są rolnicy. Kupują ziemię po to, żeby postawić fermę norek”

– Ferma, na której były zwierzęta, stoi w sąsiedztwie szkoły, kościoła, w samym centrum wsi. Kiedy była uruchamiana, nie wyobrażaliśmy sobie, że to...

zobacz więcej

Jak wynika z informacji, które otrzymaliśmy z Głównego Inspektoratu Weterynarii, w 2019 r. w żywieniu mięsożernych zwierząt futerkowych zużyto w Polsce 336 tys. ton ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego. To dwa razy mniej niż oficjalne deklaracje hodowców.

Podana liczba stanowi więc ok. 14,5 proc. wszystkich powstałych w Polsce w 2019 r. UPPZ. Co więcej, udział norek w utylizacji UPPZ spada. Jest o prawie 11 punktów procentowych mniejszy niż w 2015 r. i o wiele mniejszy niż w 2014 r., kiedy według samych hodowców było to aż 40 proc. Ma to min. związek z wzrostem produkcji mięsa, ale i z kryzysem w futrzarstwie. Nie przełożyło się to na wzrost cen w sklepach. W maju tego roku ceny drobiu były najniższe od 14 lat. Norki nie mają tu żadnego znaczenia.

Odpady przyjechały z Zimbabwe

Warto wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Mimo deklaracji hodowców zwierząt futerkowych, że „w naturalny sposób dbają o polskie środowisko”, to jednocześnie w 2019 r. sprowadzili z zagranicy ponad 13 tys. ton odpadów, które wykorzystali do żywienia i produkcji karm.

Odpady w większości przyjechały do Polski z Unii Europejskiej, ale nie tylko. Główny Inspektorat Weterynarii nie ma szczegółowych danych za zeszły rok, jednak w 2016 r. na liście krajów, z których przyjechały do nas odpady, były m.in. takie państwa jak Rosja, Indie, Tajlandia, Australia, Nowa Zelandia, Namibia czy Zimbabwe.

HSI o ustawie PiS: Odmieni na lepsze życie milionów zwierząt

Dzień głosowań przejdzie do historii prawnej ochrony zwierząt w Polsce. Jeszcze nigdy zakaz hodowli zwierząt na futro nie był tak blisko – mówi Iga...

zobacz więcej

Wyolbrzymienie roli zwierząt futerkowych jako swoistych „odkurzaczy” jest celowe. To jedyny racjonalnie wyglądający argument za utrzymaniem hodowli. Jest to dodatkowo wsparte grą na strachu przed „niemieckimi spalarniami”, jak definiują hodowcy przemysł utylizacyjny:

– W Polsce nie toczy się spór o norki, tylko o tę karmę. Bo to są produkty uboczne pochodzenia zwierzęcego, który powstaje przy produkcji drobiu, ryb, ale też zboża. Takie odpady się utylizuje w zakładach, gdzie 90 proc. stanowi udział niemiecki – mówił Szczepan Wójcik, jeden z najważniejszych hodowców norek w Polsce.

I dodawał:

– Więc taka ubojnia ma dwie możliwości: albo sprzedaje te odpady hodowcom zwierząt futerkowych i na tym zarabia pieniądze, albo płaci za utylizację. Czyli na dobrą sprawę można powiedzieć, że hodowla norek jest najbardziej ekologiczną formą pozbywania się tych odpadów – zaznaczył.

„Dyscyplina głosowania ws. ustawy o ochronie zwierząt dotyczy też senatorów PiS”

Dyscyplina głosowania w sprawie ustawy o ochronie zwierząt dotyczy również senackiej części klubu PiS. Będzie to dla nas kolejny test lojalności,...

zobacz więcej

UPPZ to łakomy kąsek

To, co mówi Wójcik, nie są prawdą. Pomijając fakt, że najbardziej ekologiczną formą utylizacji jest kompostowanie, to z informacji, jakie uzyskałem w Związku Pracowników Przemysłu Utylizacyjnego, firmy utylizacyjne płacą ubojniom za odpady.

– Surowiec pochodzący z produkcji zwierzęcej to intratny produkt, musimy za niego płacić, podobnie jak fermy norek – mówią przedstawiciele Związku.

Słowa przedstawicieli ZPPU potwierdza raport o branży utylizacyjnej, zamieszczony w branżowym piśmie „Polskie Mięso” z 2016 r.

„Obecnie zdecydowana większość ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego to dobrej jakości surowiec, za który branża utylizacyjna w celu ich odzyskania musi płacić. Zakłady tego sektora za np. 1 kg ich produktów ubocznych płaca od 12 do 18 proc. cen skupu drobiu rzeźnego. W ten sposób nie tylko deklaratoryjnie uczestniczy w dynamicznym rozwoju branży drobiarskiej w Polsce. Branża utylizacyjna współpracuje również z producentami karmy dla zwierząt towarzyszących” – czytamy w raporcie.

Produkty uboczne wykorzystuje się także przy produkcji np. nawozów.

„Piątka dla zwierząt”: Sejm przyjął nowelę ustawy o ochronie zwierząt

W piątek nad ranem Sejm RP uchwalił nowelę ustawy o ochronie zwierząt, która m.in. zakazuje hodowli zwierząt na futra i wprowadza ograniczenia...

zobacz więcej

Podobnie twierdzi zresztą sam Główny Inspektorat Weterynarii. I choć GIW w rozmowie z nami stwierdził, że „organy Inspekcji Weterynaryjnej nie nadzorują kwestii dotyczących rozliczeń finansowych między wytwórcami oraz odbiorcami ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego”, to w przesłanej do korespondencji czytamy, że:

„Surowiec kat. 3 wysokiej jakości stanowi wartościowy produkt służący do wytwarzania karm dla zwierząt domowych (np. psy, koty) oraz przetworzonych białek zwierzęcych (PAP) stosowanych w żywieniu niektórych zwierząt gospodarskich. Tak więc należy uznać, że taki towar posiada określoną wartość rynkową oraz jest kupowany przez producentów ww. pasz”.

Co więcej, GIW zaznacza, że koszty transportu i utylizacji padłych zwierząt gospodarskich z gatunków konie, bydło, owce, kozy oraz trzoda chlewna (stanowiących kat. 1 lub kat. 2) są…. finansowane z budżetu państwa.

„Środki za wykonanie ww. usług są przekazywane przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa określonym podmiotom sektora utylizacyjnego, z którymi ww. Agencja posiada podpisane umowy na wykonanie takich usług” – czytamy w korespondencji.

Brudziński ostrzega wahających się kolegów z PiS. „Nie wyginajcie się, bo skończycie jak LPR”

Jeżeli nasi koalicjani chcą mieć głos decydujący w Sejmie, to niech wygrają wybory tak jak Jarosław Kaczyński – napisał na Twitterze europoseł PiS...

zobacz więcej

A co się spala?

Wróćmy jednak do mitycznych „niemieckich spalarni”. Postanowiłem sprawdzić, jaka część UPPZ kategorii 2 i 3 została zutylizowana w 2019 r. w procesie spalania, a jaka została powtórnie przetworzona. Okazuje się, że w zeszłym roku w przedsiębiorstwach prowadzących działalność w zakresie spalania UPPZ spalono zaledwie… 80 tys. ton UPPZ wszystkich trzech kategorii (przypomnijmy – całość to 2,31 mln ton).

Nie może więc być mowy o żadnej „hegemonii spalarni” i zagrożeniu z ich strony. Niezależnie czy miałyby być to firmy z polskim, czy obcym kapitałem. Nie muszą więc martwić się posłowie Konfederacji, jak poseł Michał Urbaniak, który jeszcze niedawno wskazywał, że „ktoś prawdopodobnie zarobi” na likwidacji ferm i wskazał na niemieckie firmy utylizacyjne.

Tym bardziej, że jak zauważa w serwisie salon24.pl bloger Środowiskowiec, „według raportu Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej w branży odpadowej firmy z kapitałem zagranicznym stanowią zaledwie 0,49 proc. ogółu firm”. Nie ma więc mowy o „niemieckiej dominacji”. To prawda.

Prezes Fundacji Viva: popieramy projekt PiS dot. ochrony zwierząt

Popieramy projekt PiS dotyczący ochrony zwierząt; deklarujemy pomoc w jego procedowaniu, dlatego że fundacje takie jak nasza w codziennej pracy...

zobacz więcej

Powtórzmy:
w 2019 r. w Polsce powstało 2,31 mln ton surowych ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego (UPPZ) nieprzeznaczonych do spożycia przez ludzi.

W żywieniu mięsożernych zwierząt futerkowych zużyto w tym czasie 336 tys. ton UPPZ, a więc 14,5 proc. wszystkich powstałych w Polsce w tym czasie. Był to w większości surowiec wysokiego gatunku, który jest pożądany na rynku m.in. w produkcji karm dla zwierząt domowych.

W zeszłym roku w przedsiębiorstwach prowadzących działalność w zakresie spalania UPPZ spalono 80 tys. ton UPPZ z całości produkcji tych produktów.

Jednocześnie hodowcy przywieźli do Polski 13 tys. ton UPPZ (z Unii Europejskiej i spoza niej).

Skoro dane Głównego Inspektoratu Weterynarii i samej branży mówią wyraźnie, że problem jest nieporównywalny z przedstawianym, to po co manipulacje? Cóż, ludzie zajmujący się ubojem futerkowych i pozyskiwaniem z nich skór doskonale wiedzą, że ich biznes jest nie tylko nieakceptowalny przez większość Polaków.

Część posłów klubu PiS przeciw ustawie prozwierzęcej. Fogiel: Ubolewam

Ubolewam, że niektórzy posłowie klubu PiS głosowali za odrzuceniem w pierwszym czytaniu projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt – ocenił...

zobacz więcej

Dane pokazują dodatkowo, że w przypadku tej branży zachodzi tradycyjna dla III RP „prywatyzacja zysków z uspołecznieniem strat” – poza dochodami dla samych hodowców zyski dla Skarbu Państwa są śladowe – ostatni raport Zachodniego Ośrodka Badań Społecznych i Ekonomicznych cytowany przez „Business Insider” podaje, że polska branża hodowli zwierząt futerkowych odpowiada za: 0,08 proc. PKB; 0,16 proc. polskiego eksportu; jej udział w finansach publicznych (podatkach i składkach) wynosi 0,014 proc. W odniesieniu do rynku pracy stanowi 0,03-0,06 proc.

Na to nakładają się problemy – drastyczny spadek cen ziemi w okolicach ferm, protesty mieszkańców, zanieczyszczenie środowiska, zagrożenie dla rodzimych gatunków zwierząt czy ogólna uciążliwość tego procederu. Wreszcie niesamowite cierpienie samych futerkowych, nieporównywalne z propagandowymi obrazkami serwowanymi przez hodowców.

Wszystko uzupełniają opinie samych Polaków, z których zdecydowana większość chce likwidacji takich ferm. Narracja o obronie rynku przed „niemieckimi spalarniami” to dla futrzarzy ostatnia deska ratunku. Jak widać, dość zbutwiała.

źródło:
Zobacz więcej