RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Sprawa Abu Huzayfy: kompromitacja służb czy skandal dziennikarski?

Kanadyjskie służby specjalne aresztowały w ubiegłym tygodniu Abu Huzajfę al-Kanadiego, który dwa lata temu wystąpił w nominowanym do Pulitzera podcaście New York Timesa „Caliphate” (fot. The Asahi Shimbun via Getty Images)

Kanadyjskie służby specjalne aresztowały w zeszłym tygodniu Abu Huzajfę al-Kanadiego, który dwa lata temu wystąpił w nominowanym do nagrody Pulitzera podcaście New York Timesa „Caliphate”. Twierdził on wówczas, że w 2014 r. wstąpił w szeregi Państwa Islamskiego i wykonał dwie egzekucje na więźniach tej terrorystycznej organizacji. Władze kanadyjskie oskarżyły go jednak o zmyślenie całej historii. Może się to więc okazać wielką kompromitacją dziennikarską lub służb specjalnych.

Nowa wojna o Górski Karabach rozpoczęta

Dzisiejszy atak Azerbejdżanu na Górski Karabach może okazać się najpoważniejszą od 1994 r. eskalacją tego trwającego już trzy dekady konfliktu....

zobacz więcej

Kariera domniemanego kata

Domniemany „Abu Huzayfa al-Kanadi” to w rzeczywistości 25-letni Shehroze Chaudhry, urodzony w Toronto syn sprzedawcy kebabów, który do Kanady wyemigrował z Pakistanu. Młody Chaudhry wrócił jednak na jakiś czas do ojczyzny swoich rodziców, by pobierać nauki w tamtejszej szkole koranicznej.

Jak sam twierdzi, w 2014 r. zainspirowało go wezwanie Państwa Islamskiego, którego lider Abubakr al-Baghdadi, ogłosił się wówczas kalifem. Chaudhry wyjechał więc z Pakistanu do Syrii, wstąpił w szeregi tej terrorystycznej organizacji i przybrał imię Abu Huzayfa al-Kanadi.

Gdy w 2016 r. wrócił do Kanady, natrafiła na niego znana dziennikarka „New York Timesa” Rukmini Callimachi, autorka wielu materiałów dotyczących Państwa Islamskiego (choć już wcześniej budząca czasem kontrowersje). Chaudhry stał się głównym bohaterem jej hitu „Caliphate”, opublikowanego później przez NYT.

To 10-częściowa opowieść o tym, czym był samozwańczy kalifat i ludzie, którzy w nim służyli. Dokument ten uzyskał świetne recenzje i był podstawą wielu analiz, choć już w momencie jego powstania pojawiły się pewne wątpliwości co do wiarygodności centralnego bohatera. Teraz zaś kanadyjskie służby specjalne twierdzą, że wszystko zostało zmyślone.

Gdyby okazało się to prawdą, byłby to jeden z największych skandali w świecie dziennikarskim. Rukmini Callimachi odbija jednak piłeczkę i sugeruje nieudolność służb kanadyjskich. To z kolei musiałoby skutkować politycznym skandalem w Kanadzie, którego efektem powinna być dymisja rządu Justina Trudeau.

Cylicyjscy Ormianie w Libanie

Choć wydawałoby się że Liban i Armenia leżą daleko od siebie to Ormianie mieszkają w tym lewantyńskim kraju cedrów już od wczesnego średniowiecza....

zobacz więcej

Co innego w NYT, co innego w CBC

Callimachi przeprowadziła z Chaudhrym szereg rozmów na przestrzeni aż 1,5 roku, przy czym pierwsza z nich odbyła się kilka miesięcy po rzekomym powrocie „Abu Huzayfy” z Syrii. Miał być on wówczas przekonany, że służby się nim nie interesują i że nic mu nie grozi w związku z jego działalnością w służbie „kalifatu”. Jednocześnie miał mówić o dręczących go wyrzutach sumienia i nieprzespanych nocach.

To właśnie miało go zmotywować do szczerych zwierzeń w rozmowie z dziennikarką. W kalifacie miał wstąpić do tamtejszej policji i wykonać dwie publiczne egzekucje – w jednym wypadku wbijając więźniowi nóż w serce, a za drugim razem strzelając innemu w tył głowy. Po tej drugiej egzekucji miał zacząć nabierać wątpliwości i w końcu zdecydować się na powrót, rozczarowany brutalnością Państwa Islamskiego.

Problem w tym, że zanim „Caliphate” się ukazał, Chaudhry udzielił również wywiadu kanadyjskiej telewizji CBC, w którym wyraźnie stwierdził, że żadnych egzekucji nie przeprowadzał, a jedynie był ich świadkiem. Wywiad w CBC ukazał się we wrześniu 2017 r., a podcast „NYT” – dokładnie pół roku później. Callimachi zignorowała jednak tę sprzeczność, choć teraz podkreśla, że wiarygodność Chaudhry’ego była omówiona w części VI jej podcastu. Tyle że skoncentrowano się tam na nieścisłościach w linii czasowej opowieści Abu Huzayfy i niezgodnościach z pieczątkami w jego paszporcie. Ponadto końcowa konkluzja dziennikarki NYT była taka, że Chaudhry nie mógł zmyślić swojej historii. Kwestii tego, czy był katem „kalifatu”, też nie podważono.

Wątpliwości zignorowane, by osiągnąć sukces?


Podcast NYT wzbudził natomiast zaniepokojenie dziennikarza CBC Nazima Baksha, który przeprowadzał wcześniej wywiad z domniemanym Abu Huzayfą. Zażądał on wyjaśnień, na co Chaudhry miał wybuchnąć płaczem i zarzekać się, że nie okłamał CBC, ale „NYT”. Twierdził, że po przyjeździe do Kanady miał zwidy i plątała mu się rzeczywistość, co spowodowało, że wyobrażał sobie, że był katem. Deklarował też gotowość do przejścia badań na poligrafie.

Armenia jak feniks z popiołów

21 września Armenia obchodziła swoje święto niepodległości ustanowione na pamiątkę referendum zorganizowanego w 1991 r., w którym ponad 99 proc....

zobacz więcej

Rukmini Callimachi miała jednak zupełnie inne wyjaśnienie, którym tłumaczyła to, że opowieści „Abu Huzayfy” o tym, jak wykonywał egzekucje, zostały nadane mimo wywiadu z CBC. Według dziennikarki „NYT” po pierwszych rozmowach z nią u bohatera jej reportażu pojawili się przedstawiciele kanadyjskich służb specjalnych i dlatego zaczął on umniejszać swoją rolę, by uniknąć odpowiedzialności.

Krytycy Rukmini Callimachi podkreślają jednak, że bez tego elementu cały podcast nie zdobyłby takiej popularności i dlatego podważanie go nie było w interesie autorki. Ponadto Callimachi i „NYT” uczynili z Abu Huzayfy centralną postać nie tylko samego podcastu, ale i jego kampanii promocyjnej, więc nie mogą teraz odrzucać zarzutów twierdzeniem, że w części szóstej debatowano nad pewnymi niezgodnościami i wiarygodnością Abu Huzayfy.

Callimachi była przy tym w ogniu krytyki już wcześniej, m.in. gdy wywiozła z Iraku ogromną ilość dokumentów Państwa Islamskiego, które znalazła gdy towarzyszyła armii irackiej w operacjach. Dokumenty te ostatecznie zostały zwrócone Irakowi.

Fortel kanadyjskich służb?

Jeśli rzeczywiście okaże się, że Abu Huzayfa zmyślił całą swoją historię, będzie to gigantyczna kompromitacja „New York Timesa”, a przede wszystkim Rukmini Callimachi, której dalsza kariera dziennikarska w takim wypadku może stanąć pod znakiem zapytania. Na razie jednak autorka podcastu odbija piłeczkę, sugerując nieudolność kanadyjskich służb specjalnych. Według niej nigdy nie próbowały one weryfikować jakichkolwiek informacji na miejscu w Syrii. Dotyczy to w szczególności problemu obywateli kanadyjskich wziętych do niewoli przez Kurdów w toku walk z Państwem Islamskim. Callimachi sugeruje przy tym, że sprawa „Abu Huzayfy” spowodowała rezygnację władz kanadyjskich z planu sprowadzenia tych więźniów do Kanady, gdyż pokazała jak wielkim problemem będzie postawienie ich w stan oskarżenia.

Callimachi wysunęła więc dość oryginalną teorię na temat przyczyn postawienia takiego a nie innego zarzutu Shehroze Chaudhryemu. Według niej możliwe, że służby nie mogąc zdobyć dostatecznych dowodów przeciwko Chaudhryemu (samo przyznanie się w mediach nie jest wystarczające), mogą chcieć doprowadzić do takiej sytuacji, że aby odrzucić obecne oskarżenie, wykaże on, że jest rzeczywiście zbrodniarzem.

Antygrecka noc kryształowa w Konstantynopolu

65 lat temu, w nocy z 6 na 7 września 1955 r., w Stambule rozpoczął się pogrom tamtejszej ludności greckiej. Mimo prześladowań oraz wymiany...

zobacz więcej

Chodzi bowiem o pewien paradoks związany z domniemaniem niewinności w tym wypadku. Jeśli jest on oskarżony o to, że zmyślił swoją historię, to jego niewinność oznacza, że nie zmyślił, a skoro nie zmyślił, to znaczy, że prawdą jest to, co mówił w podcaście, a zatem jest winny zbrodni popełnionych w szeregach Państwa Islamskiego.

Kompromitacja kanadyjskich władz?

Być może jednak linia obrony będzie zupełnie inna. Oskarżenie jest bowiem precedensowe i opiera się na analogii do fałszywego alarmu bombowego. Chaudhry zmyślając swoją historię miał wzbudzić lęk, że terroryści tacy jak on, którzy dokonywali potwornych rzeczy w służbie „kalifatu”, spokojnie chodzą sobie na wolności. Podcast wywołał zresztą burzę polityczną i żądania ze strony konserwatywnej opozycji pod adresem rządu Justina Trudeau o wyjaśnienia, dlaczego tak groźny terrorysta nie jest o nic oskarżony i chodzi bez problemów na wolności. Zwłaszcza, że „Abu Huzayfa” w poczuciu bezkarności zaczął wypełniać swój profil w mediach społecznościowych dżihadystycznymi treściami. Niewykluczone jednak, że zamiast twierdzić, że cała historia nie jest zmyślona, obrona skoncentruje się na podważaniu analogii do fałszywego alarmu bombowego.

To, jaki będzie przebieg procesu i jego ostateczny rezultat, może okazać się przełomowe i to być może nie tylko w Kanadzie, choć warto pamiętać o różnicach w systemach prawnych. Niemniej, przy braku możliwości udowodnienia winy w sprawie o terroryzm, postawienie zarzutu „zmyślania” jest nie tylko pójściem na skróty i dorwaniem winnego w stylu Al Capone (którego zamknięto wszak za niepłacenie podatków, a nie kierowanie mafią), ale również jakimś sposobem na walkę z propagandą terrorystyczną. Osoby publikujące takie treści mogą bowiem być oskarżane o to, że zmyślają w celu zastraszenia społeczeństwa.

Oczywiście wcale nie musi się to tak skończyć. Jeśli bowiem sąd uzna, że brak podstaw do zarzucenia oskarżonemu zmyślania, to będzie to z kolei kompromitacja służb Kanady i rządu Justina Trudeau. Pokaże bowiem bezradność wobec terrorystów powracających z Syrii i Iraku.

Takich terrorystów pozostających na wolności, nawiasem mówiąc, w Europie są najprawdopodobniej tysiące. Jedno nie ulega wątpliwości: sprawa jest zagmatwana i rozwojowa.

źródło:
Zobacz więcej