RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

To skomplikowane. Polska polityka jesienią 2020

Jesień zaczyna się przemeblowaniem na politycznym podwórku (fot. PAP/Radek Pietruszka)

Tegoroczna jesień, jak się zdaje, to nie jest najlepsza pora roku dla polityków. Jeśli ktoś oczekiwał, że wybory prezydenckie przyniosą uspokojenie i tyleż samo pytań, co odpowiedzi, to pewnie czuje się rozczarowany. W polskiej polityce panuje spore zamieszanie, a pytań jest znacznie więcej niż odpowiedzi.

Requiem dla Zjednoczonej Prawicy?

Jeśli nieistniejąca już ponoć Zjednoczona Prawica odda Polskę w ręce liberalno-lewicowej opozycji, zaprzepaści wiele społecznych nadziei.

zobacz więcej

Zacznijmy od rządzących. Wśród zwolenników Zjednoczonej Prawicy panuje pogląd, że nowa umowa koalicyjna zażegnała kryzys między Prawem i Sprawiedliwością, Porozumieniem i Solidarną Polską. Odpowiedzieć można na to prosto – to skomplikowane.

Jak się zdaje, nowe rozdanie to ustępstwa po każdej stronie. Powstał pewnego rodzaju układ wzajemnego szachowania – przynajmniej w tym, co dotyczy koalicyjnych rozgrywek. Choćby zapowiadany nadzór Jarosława Kaczyńskiego nad Ministerstwem Sprawiedliwości kierowanym przez Zbigniewa Ziobrę pokazuje, jak szorstka panuje między tymi politykami przyjaźń.

Dalej: Jarosław Gowin pewnie nie czuje się najszczęśliwiej z resortem pracy, skoro plany miał ponoć znacznie ambitniejsze: połączenie w jedno resortu nauki i rozwoju. Z jego Porozumieniem pożegnała się również Jadwiga Emilewicz, jedna z najmłodszych i bodaj najbardziej merytorycznych osób wśród młodego pokolenia polskich polityków.

Mam sporo dystansu do jej zdecydowanie liberalnej wizji gospodarki, ale nie sposób zaprzeczyć, że rzetelnie zajmuje się powierzonymi sobie zadaniami. I ma wizję, zdecydowanie merytokratyczną, politycznej pracy. Jej rozstanie z Porozumieniem to dla Gowina spora, nie tylko wizerunkowa porażka.

Nowy przewodniczący klubu KO. Czy o tych wpadkach Tomczyk wolałby zapomnieć?

Poseł Cezary Tomczyk został wybrany w piątek na nowego szefa klubu Koalicji Obywatelskiej. Kim jest polityk, który zastąpił na tym stanowisku...

zobacz więcej

I wreszcie prezes PiS Jarosław Kaczyński. Część prawicowych publicystów jego zapowiadana wejście do rządu ocenia dobrze lub bardzo dobrze. Mam jednak pewne wątpliwości, czy lider rządzącej formacji rzeczywiście chciał tego kroku. Wejście do rządu będzie go nie tylko mocno absorbowało, będzie naprawdę pracochłonne, a w dodatku – bieżąca ocena prac rządu będzie od tego momentu znów wpływała na jego ocenę jako polityka w oczach milionów wyborców.

Dość łatwo jestem sobie w stanie wyobrazić argument przeciętnego wyborcy: skoro prezes jest w rządzie, niech coś z tym zrobi. Inna rzecz, że w tym momencie Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki będą musieli wypracować reguły wzajemnej współpracy w ramach jednego rządowego gabinetu. Wyzwań jest więc sporo – i to też w polityce jest ciekawe.

Przejdźmy do opozycji. Jeśli to, co działo się ostatnio w Zjednoczonej Prawicy, nazwiemy perturbacjami, to sytuację w obozie lewicowo-liberalnym wprost należy nazwać chaotyczną. Dla elektoratu opozycji nie płyną stamtąd żadne dobre wieści.

Bo trudno za jakiegoś wielkiego newsa, dodatkowo istotnie zmieniającego sytuację, uznać fakt, że Cezary Tomczyk został niedawno wybrany szefem klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej. Na marginesie: kto jeszcze nie czytał, powinien zapoznać się z tekstem portalu tvp.info pt. „Nowy przewodniczący klubu KO. Czy o tych wpadkach Tomczyk wolałby zapomnieć?”.

Powiedz Kidawie, że już po sprawie

Kryzys Zjednoczonej Prawicy to jedno. Drugie – znaczny spadek poparcia dla Platformy Obywatelskiej.

zobacz więcej

Koalicja Obywatelska, czy ściślej Platforma Obywatelska, nie ma w zanadrzu żadnego game changera. Choć przepraszam: wielkim „zmieniaczem gry” jest były minister w rządzie Donalda Tuska i „złote dziecko” Platformy – Sławomir Nowak. Czy ściślej – game changerem jest afera z nim związana; jest naprawdę rozwojowa.

Media poinformowały właśnie, że CBA dokonało kolejnych zatrzymań w sprawie śledztwa związanego z Nowakiem. Chodzi o trzy osoby, w tym byłego prezesa PKN Orlen Dariusza Jacka K. oraz byłego członka zarządu spółek energetycznych Wojciecha T., związanego m.in. z PGE i Energą. Zatrzymani mieli wręczyć Nowakowi setki tysięcy zł łapówki.

Ktoś z sympatyków opozycji powie: mamy przecież Rafała Trzaskowskiego. Ale to już nie jest dobra wiadomość, odkąd jego pomysłowi na ruch polityczny mocnego figla spłatały rury odprowadzające nieczystości do „Czajki”. A choć kultowy song, śpiewany przez Jerzego Stuhra głosi, że „nie ma takiej rury, której nie można odetkać”, to ewidentnie z rurą Trzaskowski ma zdecydowanie jeszcze większy problem niż ze zmianą muzyki w klubie w „swoim mieście”. Mamy zresztą kolejną związaną z „Czajką” awarię – znów ścieki popłynęły do Wisły.

Wielka klęska małych ludzi

W najbliższy czwartek Andrzej Duda zostanie zaprzysiężony przed Zgromadzeniem Narodowym na drugą prezydencką kadencję. To jego wielki sukces. I...

zobacz więcej

I chyba nikt na serio nie wierzy, że przy takich problemach w Warszawie, które błyskawicznie polityczni konkurenci mogą wykorzystać przeciw Trzaskowskiemu, Nowa Solidarność jest możliwa. Bo o ile „wilanowski elektorat” zagłosuje na włodarza stolicy nawet, gdy ten sięga mu coraz głębiej do kieszeni, to jednak niemała część wyborców Trzaskowskiego zdążyła ochłonąć z emocji. I po prostu widzi, co się dzieje nad Wisłą. I w głównym nurcie Wisły. Nasi przodkowie w takich sytuacjach mówili: dopust Boży. Dziś młodzi mówią: shit happens.

Interesujące jest i to, że w tych realiach nie rośnie właśnie Szymonowi Hołowni. Więcej jeszcze: niedawny sondaż Social Changes dla wPolityce.pl pokazuje, że jego Polska 2050 traci na popularności – i to zanim jeszcze na dobre powstała.

Hołownia najprawdopodobniej zbyt szybko uwierzył, że dość łatwy do przejęcia będzie wahający się i rozczarowany lewicowo-liberalny elektorat. Taki, który jedną nóżką trochę jest po stronie parlamentarnej lewicy, drugą – po stronie Koalicji Obywatelskiej, a trzecią – po stronie PSL. Metafora nieco surrealistyczna, ale czy chybiona?

W każdym razie: wygląda na to, że dopóki stary, postkomunistyczny SLD-owski elektorat chodzi do urn, próba zjedzenia lewicowego kawałka tortu będzie dla polityków z takimi apetytami mocno utrudniona. A z naprawdę różnych przyczyn starzy towarzysze (i towarzyszki oczywiście też) wolą Czarzastego od Hołowni. I sondaże naprawdę dobrze to pokazują.

Jak państwo widzą – mamy w polityce spore zamieszanie tej jesieni. Czy to jednak powód do wielkiego smutku? Otóż nie, bo i tak najważniejsze na razie, żeby obrodziło w grzyby.

źródło:
Zobacz więcej