RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Krwawa niedziela na Kaukazie. Co zrobią Rosja i Turcja?

Oto, jak wyglądał pierwszy dzień wojny (fot. PAP/EPA/AZERBAIJAN DEFENSE MINISTRY )

W niedzielę Azerbejdżan rozpoczął szeroko zakrojoną ofensywę na pozycje armeńskie, na co Armenia odpowiedziała powszechną mobilizacją. Obie strony ogłosiły stan wojenny. Tylko presja zewnętrzna może zapobiec regularnej wojnie dwóch państw. Oto, jak wyglądał pierwszy dzień wojny.

Nowa wojna o Górski Karabach rozpoczęta

Dzisiejszy atak Azerbejdżanu na Górski Karabach może okazać się najpoważniejszą od 1994 r. eskalacją tego trwającego już trzy dekady konfliktu....

zobacz więcej

Walki wybuchły w niedzielę rano wraz z ostrzelaniem przez azerbejdżańską armię wojskowych i cywilnych obiektów w Górskim Karabachu, w tym w jego stolicy Stepanakercie.

Władze enklawy informowały o ofiarach i rannych wśród ludności cywilnej po tym, jak Azerbejdżan miał użyć artylerii, systemów rakietowych Grad i dronów bojowych. Nie ma wątpliwości, że stroną, która zaczęła wojnę, był Azerbejdżan. Choć oczywiście on sam mówi co innego.

Ministerstwo obrony Azerbejdżanu podało, że to Armenia „przeprowadziła duże prowokacje” i ostrzelała ok. godz. 6.00 czasu polskiego pozycje azerbejdżańskiej armii i przygraniczne miejscowości. Według Baku byli tam zabici i ranni.

W odpowiedzi – jak mówi ministerstwo obrony Azerbejdżanu - rozpoczęło operację wojskową wzdłuż tzw. linii kontaktowej, czyli naszpikowanego minami pasa ziemi niczyjej, który oddziela siły wspierane przez Armenię od wojsk Azerbejdżanu w regionie.

Podzielona wyspa i jej gaz

W tegorocznym szczycie sezonu Cypr świeci pustkami, a znaczna część turystycznej infrastruktury pozostaje zamknięta w celu uniknięcia kosztów....

zobacz więcej

Straty, sukcesy i propaganda

Równolegle z działaniami zbrojnymi toczy się wojna informacyjna. Obie strony licytują się w rzekomych sukcesach, które trudno zweryfikować. Na przykład już w niedzielę rano resort obrony Armenii podał, że w odpowiedzi na atak armeńskie wojsko zestrzeliło dwa azerbejdżańskie śmigłowce i trzy drony.

Azerbejdżańskie ministerstwo obrony przyznało się do straty tylko jednego śmigłowca, którego załoga miała jednak przeżyć. Za to Azerowie chwalą się, że już w niedzielę rano zniszczyli wrogich 12 baterii przeciwlotniczych OSA. Resort obrony Armenii rozpowszechnia z kolei wideo, na którym – jak twierdzi – widać zniszczenie trzech azerbejdżańskich czołgów.

Około godz. 15 resort obrony Armenii ogłosił, że od rana wojsko armeńskie strąciło cztery śmigłowce wroga, około 15 dronów, zniszczyło 10 czołgów i jeden wóz bojowy piechoty. Niepotwierdzone informacje są też w przypadku strat ludzkich. W walkach zginęło w niedzielę 16 Ormian, a ponad 100 zostało rannych - poinformował Artur Sarkisjan, zastępca dowódcy armii separatystów. Nie jest jasne, czy chodzi o straty zarówno wśród żołnierzy, jak i cywilów.

Z kolei prokuratura generalna Azerbejdżanu poinformowała, że wskutek ostrzału Armenii zginęło pięć osób z tej samej rodziny. Wcześniej podawano, że rannych zostało 19 cywilów. Później prezydent Azerbejdżanu przyznał się do strat ludzkich w armii, ale nie podano żadnych liczb. Należy brać pod uwagę skalę dezinformacji i propagandy z obu stron – szczególnie gdy mowa o stratach zadanych wrogowi i własnych, jak też o przesunięciach linii frontu.

Przywódca Górskiego Karabachu: Straciliśmy część terytorium

Przywódca Górskiego Karabachu Arajik Harutiunian potwierdził w niedzielę, że wojska Azerbejdżanu w wyniku nowych walk przejęły część terytorium...

zobacz więcej

Wszak podczas ostatniej tak poważnej eskalacji konfliktu w kwietniu 2016 roku Baku mówiło, że azerbejdżańska armia weszła w głąb terytorium przeciwnika na setki kilometrów, a potem okazało się, że zajęła ledwie dwa wzniesienia.

Armia Azerbejdżanu poinformowała o rozpoczęciu ofensywy w kierunku terenów wokół miast Terter i Agdam, których część znajduje się pod kontrolą Górskiego Karabachu. To na północy teatru działań wojennych.

Resort obrony pochwalił się zajęciem sześciu wsi oraz szeregu strategicznych wzniesień w rejonach Fuzuli i Dżabrail. To dwa z siedmiu okupowanych przez Ormian od lat 90. XX w. rejonów należących do Azerbejdżanu. Oba leżą na skrajnie południowym odcinku frontu, przy granicy z Iranem. Doniesienia te zdementował resort obrony Armenii.

Przywódca Górskiego Karabachu Arajik Harutiunian potwierdził jednak w niedzielę wieczorem, że wojska wroga przejęły część terytorium enklawy. Sekretarz generalny rady bezpieczeństwa narodowego samozwańczego państewka Samuel Babajan też powiedział mediom, że Azerowi zajęli kilka pozycji armeńskich, ale że można je odbić.

Polak o wybuchu w Bejrucie: Szklane drzwi leciały jak gilotyna

„Gdy usłyszałem drugi świst krzyknąłem, żeby się chować i wepchnąłem moją dziewczynę do komórki na zapleczu. Wtedy tuż przed moją twarzą...

zobacz więcej

Pod wieczór resort obrony Azerbejdżanu ogłosił, że garnizon Martakertu, najbardziej na północ wysuniętego miasta Górskiego Karabachu, otrzymał propozycję kapitulacji. Jeśli to prawda – a należy traktować takie doniesienia z wielką ostrożnością – to by znaczyło, że Azerom udało się opanować pasmo górskie Murowdag oddzielające Górski Karabach od Armenii oraz wziąć pod kontrolę ogniową strategiczną drogę łączącą armeński Wardenis z karabaskim Martakertem. Oczywiście strona armeńska zaprzeczyła tym informacjom.

Harutiunian wprowadził stan wojenny w Górskim Karabachu i ogłosił powszechną mobilizację wszystkich mężczyzn powyżej 18 lat. Premier Nikol Paszynian poinformował niedługo potem o wprowadzeniu także w Armenii stanu wojennego i powszechnej mobilizacji. – Armeński naród jest gotów do wojny – powiedział Paszynian w siedmiominutowym orędziu do narodu.

Zasugerował, że Erywań może zdecydować się uznać oficjalnie niepodległość Górskiego Karabachu. Dotychczas tego Armenia nie zrobiła, choć Karabach jest ściśle z nią związany. Azerbejdżan ogłosił w odpowiedzi, że nie ma potrzeby mobilizacji wojskowej w związku z eskalacją napięcia wokół Karabachu, gdyż jego armia jest w pełnym składzie. Za to prezydent Ilham Alijew podpisał dekret o wprowadzeniu stanu wojennego na całym terytorium kraju.

Stan wojenny zaczął obowiązywać od północy z niedzieli na poniedziałek. W części miast, m.in. Baku, wprowadzona została godzina policyjna. Ograniczono dostęp do Internetu, „aby zapobiec zmasowanym prowokacjom ze strony Armenii”.

Konflikt o Górski Karabach. Są informacje o rannych i ofiarach śmiertelnych

W walkach z siłami Azerbejdżanu w Górskim Karabachu zginęło w niedzielę 16 Ormian, a ponad 100 zostało rannych – poinformował Artur Sarkisjan,...

zobacz więcej

Zewnętrzni gracze

Już w połowie lipca doszło do poważnych starć azerbejdżańsko-armeńskich, ale na północ od Karabachu. Zginęło wtedy co najmniej 17 osób. Po tamtej eskalacji Moskwa znacznie zwiększyła dostawy uzbrojenia do Armenii, co wywołało ostrą reakcję Azerbejdżanu.

W ciągu ostatniego miesiąca Rosjanie przerzucili nawet około 1 tys. ton amunicji i uzbrojenia – co wywołało wściekłość Alijewa. Nie tylko na Moskwę, ale też Gruzję, która miała pozwalać na tranzyt. Jednak kilka dni temu doszło do spotkania szefów MSZ Gruzji i Azerbejdżanu, na którym wyjaśniono wszelkie problemy, także te dotyczące kwestii granicznych.

Na efekty nie trzeba było długo czekać – Gruzja przestała przepuszczać przez swe terytorium wojskowe transporty rosyjskie do Armenii. Azerom raczej też nie spodobało się ćwiczenie przez Rosjan desantu morskiego na wybrzeżu Morza Kaspijskiego… Zresztą w tych ćwiczeniach Kaukaz 2020 udział brały oddziały armeńskie. Baku wysłało tylko obserwatorów.

Azerbejdżan zaatakował osady w Górskim Karabachu

Premier Armenii Nikol Paszynian poinformował w niedzielę rano, że siły sąsiedniego Azerbejdżanu zaatakowały osady cywilne w regionie Górskiego...

zobacz więcej

Rosji zależy jednak na zachowaniu poprawnych stosunków z Azerbejdżanem, przy jednoczesnym strategicznym sojuszu z Armenią. Wojna temu nie sprzyja. Na dodatek Kreml ma teraz na głowie inny poważny problem, czyli kryzys na Białorusi.

Obecne starcia na Kaukazie to najpoważniejszy test dla polityki Moskwy w tym regionie od wielu lat. Już w niedzielę Władimir Putin rozmawiał telefonicznie z Paszynianem, ale nie było ze strony Rosji jednoznacznego poparcia Armenii i opowiedzenia się po stronie sojusznika.

Armenia nie może też oczekiwać odsieczy ze strony wojskowego paktu, do którego należy, czyli Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ). Z prostej przyczyny. Co prawda działa tam coś w rodzaju natowskiego artykułu 5., tyle że z zastrzeżeniem, że te gwarancje nie obejmują Górskiego Karabachu i siedmiu sąsiednich rejonów okupowanych przez Armenię. Putin wezwał do przerwania działań wojennych.

O tym samym mówił Siergiej Ławrow, który w niedzielę najpierw rozmawiał telefonicznie z szefem dyplomacji Armenii, a potem z ministrem spraw zagranicznych Azerbejdżanu. Rosja zapowiedziała, że wraz z krajami mińskiej grupy OBWE będzie podejmować działania mediacyjne w konflikcie.

Górski Karabach w ogniu. „Nie ma gwarancji, że za miesiąc znów nie dojdzie do eskalacji”

Konflikt między Armenią a Azerbejdżanem o Górski Karabach przypomian sinusoidę. Ostatnio znów mieliśmy wzrost napięcia i doszło do eskalacji, z...

zobacz więcej

Mińska grupa OBWE powstała w 1992 r., dwa lata przed zawarciem rozejmu i od tamtej pory jej zadaniem ma być doprowadzenie do pokojowego uregulowania konfliktu. W skład grupy wchodzą Azerbejdżan, Armenia, Białoruś, Niemcy, Włochy, Szwecja, Finlandia i Turcja. Współprzewodniczącymi grupy są Rosja, Francja i USA.

Przedstawiciele NATO i OBWE głębokie zaniepokojenie eskalacją napięcia pomiędzy Armenią a Azerbejdżanem w Górskim Karabachu. Szef Rady Europejskiej Charles Michel wezwał siły azerbejdżańskie i wspieranych przez Armenię separatystów w regionie Górskiego Karabachu do zakończenia działań wojennych. W tym samym duchu wypowiedziały się władze Francji, które wezwały obie strony do zakończenia wrogich działań i podjęcia dialogu.

O zakończenie konfliktu po niedzielnych starciach między Armenią a Azerbejdżanem zaapelował Iran. Rzecznik MSZ zapowiedział gotowość Teheranu do pomocy w doprowadzeniu do zawieszenia broni. Właściwie niemal wszyscy wzywają strony do wstrzymania walki. Jest jednak wyjątek. To Turcja, która w ostatnich miesiącach zaangażowała się w konflikt w stopniu wcześniej niespotykanym.

Armenia jak feniks z popiołów

21 września Armenia obchodziła swoje święto niepodległości ustanowione na pamiątkę referendum zorganizowanego w 1991 r., w którym ponad 99 proc....

zobacz więcej

Ankara oświadczyła w niedzielę, że Armenia musi natychmiast zaprzestać wrogich działań wobec Azerbejdżanu. Turcja, która nie utrzymuje z Erywaniem stosunków dyplomatycznych, potępiła Armenię za „prowokacje wymierzone w Azerbejdżan”.

Minister obrony gen. Hulusi Akar dodał, że w sporze tym Ankara poprze Baku „wszystkimi swoimi zasobami”. „Wzywam cały świat, aby stanął po stronie Azerbejdżanu w jego walce z inwazją i okrucieństwem” - napisał na Twitterze prezydent Recep Tayyip Erdogan.

Dodał, że Turcja „jeszcze w większym stopniu będzie okazywać swoją solidarność z Baku”. Warto pamiętać, że już po lipcowych walkach na północnym odcinku granicy armeńsko-azerbejdżańskiej w Azerbejdżanie przeprowadzono duże manewry wspólnie z Turkami. Po tych manewrach część sił tureckich nie wróciła do baz w kraju. Na przykład w bazie w Gandży w centralnym Azerbejdżanie stacjonuje sześć tureckich F-16, które swoimi lotami wzdłuż granicy wyraźnie denerwują Ormian.

Jeszcze więcej Turków ma stacjonować w Nachiczewaniu, azerbejdżańskiej enklawie oddzielonej od głównego terytorium państwa terytorium Armenii. Pojawiły się doniesienia, że po stronie Azerbejdżanu walczą bojownicy z Syrii, z formacji protureckich.

Premier Armenii Nikol Paszynian zaapelował do wspólnoty międzynarodowej o gwarancje, że Turcja, sojusznik Azerbejdżanu, nie włączy się w konflikt. Także w rozmowie z Putinem Paszynian podkreślał szczególnie niedopuszczalność zaangażowania w konflikt sił „spoza regionu”. Miał oczywiście na myśli Turcję.

Kontrolowany kryzys w ZP? Pora na wyraźny komunikat dla wyborców

Trzeba przyznać, że jak na zapowiedziane trzy lata spokoju (w które, co łatwo sprawdzić, niespecjalnie wierzyłem), politycy Zjednoczonej Prawicy...

zobacz więcej

Wiele wskazuje na to, że Turcy doskonale znali plany Alijewa. Niektórzy obserwatorzy zagraniczni spodziewali się tej wojny już od tygodnia. W górach w Górskim Karabachu zaczął padać śnieg i powoli zamyka się pogodowe okno możliwości. Ale ataku można było się spodziewać także dlatego, że przez cały poprzedzający go tydzień Baku stopniowo nakręcało wojenną retorykę i oskarżenia wobec Armenii, by mieć potem podstawy do usprawiedliwienia ofensywy. 19 września Alijew oświadczył, że Armenia gotuje się do nowej dużej wojny.

21 września Baku ogłosiło, że z rąk armeńskich zginął na granicy żołnierz azerbejdżański. 24 września MSZ Azerbejdżanu opublikowało listę „prowokacji” Armenii od kiedy premierem tego kraju został w 2018 r. Paszynian. 25 września Alijew zażądał od Armenii przedstawienia kalendarium wycofania sił zbrojnych z Karabachu i otaczających go terytoriów.

Nie wiadomo do końca, jakie są cele Azerbejdżanu. Już udało mu się uzyskać znaczne zdobycze terytorialne, więc Alijew mógłby ogłosić zwycięstwo i stopniowo wygasić ofensywę. Ale jednak prezydent zapowiada publicznie dążenie do odzyskania całości spornego terytorium.

Skala walk może być większa niż w 2016 roku, gdy doszło do najpoważniejszej eskalacji konfliktu od 1994 roku (tzw. wojna kwietniowa). Kluczowe znaczenie dla dalszego rozwoju sytuacji może mieć to, co zostanie ustalone (lub nie) na linii Moskwa – Ankara. Ławrow rozmawiał już o sytuacji w Karabachu z szefem MSZ Turcji. Wydaje się jednak, że ważniejsze będą tu kontakty ministrów obrony: Hulusiego Akara i Siergieja Szojgu.

źródło:
Zobacz więcej