RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Nowa wojna o Górski Karabach rozpoczęta

Dzisiejszy atak Azerbejdżanu na Górski Karabach może okazać się najpoważniejszą od 1994 r. eskalacją tego trwającego już trzy dekady konfliktu (fot. PAP/EPA/ARMENIA DEFENCE MINISTRY PRESS SERVICE / HANDOUT)

Dzisiejszy atak Azerbejdżanu na Górski Karabach może okazać się najpoważniejszą od 1994 r. eskalacją tego trwającego już trzy dekady konfliktu. Działania Azerbejdżanu nie są jednak zaskoczeniem, gdyż w ostatnich tygodniach wiele wypowiedzi i działań władz tego kraju oraz sprzymierzonej z nim Turcji wskazywały na przygotowania do wojny. W tle jest również niejednoznaczna postawa Rosji.

Antygrecka noc kryształowa w Konstantynopolu

65 lat temu, w nocy z 6 na 7 września 1955 r., w Stambule rozpoczął się pogrom tamtejszej ludności greckiej. Mimo prześladowań oraz wymiany...

zobacz więcej

Korzenie konfliktu

Konflikt o Górski Karabach zaczął się jeszcze zanim rozpadł się ZSRR tj. w końcu lat 80-tych. Mieszkający tam Ormianie zaczęli wówczas organizować protesty i żądali od Moskwy zmiany mapy administracyjnej ZSRR poprzez odłączenie Autonomicznego Obwodu Górskiego Karabachu od Azerbejdżańskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej i przyłączenie go do Armeńskiej SRR. Gdy ZSRR przestał istnieć w 1991 r. i Azerbejdżan oraz Armenia ogłosiły niepodległość, Górski Karabach również to zrobił. Deklaracja niepodległości, a zarazem secesji Górskiego Karabachu, miała przy tym miejsce dwa dni po ogłoszeniu niepodległości przez Azerbejdżan, gdy jeszcze żadne państwo nie uznało tego aktu parlamentu w Baku. Dlatego Ormianie kwestionują prawo Azerbejdżanu do powoływania się na zasadę ochrony integralności terytorialnej, wskazując, że Górski Karabach nigdy nie był częścią niepodległego Azerbejdżanu i tamtejsza ludność miała takie samo prawo do samostanowienia jak ludność Azerbejdżanu ogłaszająca niezależność od Moskwy.

Korzenie konfliktu sięgają jednak początku lat dwudziestych XX w. Po I wojnie światowej i rewolucji bolszewickiej w Rosji na południowym Kaukazie powstały trzy republiki: Armenii, Gruzji i Azerbejdżanu. Powstanie Armenii zostało przy tym zagwarantowane w podpisanym w 1920 r. traktacie z Sevres, który określał też jej granice obejmujące zarówno ziemie należące przed I wojną do Imperium Osmańskiego jak i carskiej Rosji, w tym Górski Karabach, zwany przez Ormian Arcachem. Kraina ta należała do Królestwa Armenii do czasu jego rozpadu w 1045 r. Później istniały tam na wpół niezależne państwa ormiańskie, znane jako królestwo Arcachu i wreszcie księstwo Chaczenu. Od początku XVI w. podlegało ono szachom Persji, którzy w 1603 r. zlikwidowali je i rozpoczęli islamizację tego terenu. Perskie rządy skończyły się jednak 200 lat później, gdy tereny te podbiła Rosja. Pozwoliła ona też na powrót Ormian wysiedlanych wcześniej przez Persów.

Bolszewicko-turecki układ o przekazaniu Karabachu Azerom

Po I wojnie światowej Ormianie stanowili ponad 90 proc. mieszkańców Górskiego Karabachu. Sowieckie władze z Leninem i Stalinem na czele porozumiały się jednak z twórcą Republiki Tureckiej Kemalem Ataturkiem w sprawie podziału południowego Kaukazu i zgodnie z ich ustaleniami, po zajęciu Azerbejdżanu i Armenii przez Sowietów Górski Karabach został przyłączony jako okręg autonomiczny do nowo powstałej Azerbejdżańskiej SRR. W wyniku antyormiańskiej polityki władz sowieckiego Azerbejdżanu do 1991 r. odsetek Ormian w Górskim Karabachu zmniejszył się do 77 proc.

Podzielona wyspa i jej gaz

W tegorocznym szczycie sezonu Cypr świeci pustkami, a znaczna część turystycznej infrastruktury pozostaje zamknięta w celu uniknięcia kosztów....

zobacz więcej

To co odróżnia secesją Górskiego Karabachu od innych ruchów separatystycznych w obrębie b. republik ZSRR (np. Naddniestrza, Abchazji czy Osetii Płd.) to nie tylko fakt, że żądania ponownego przyłączenia do Armenii zaczęły się długo przed rozpadem ZSRR, gdy jeszcze nikt tego nie przewidywał, ale również to, że postawa sił sowieckich w początkowym okresie walk była niejednoznaczna. W kwietniu i maju 1991 r. oddziały sowieckiej armii i OMON-u przeprowadziły bowiem tzw. Operację Kalco (Pierścień), polegającą na przymusowym wysiedleniu Ormian z kilkudziesięciu wiosek znajdujących się w północnej części Górskiego Karabachu.

Konflikt nie został zamrożony mimo rozejmu w 1994 r.

W chwili wybuchu wojny na pełną skalę w 1991 r. Ormianie byli stroną słabszą, niemniej Azerbejdżanowi nie udało się opanować większości terytorium Górskiego Karabachu. Z miasta Szusza, położonego na wysokim wzniesieniu, ostrzeliwali stolicę regionu Stepanakert, jednak w maju 1992 r. Ormianie zdobyli Szuszę, a w połowie 1993 r. przeszli do potężnej kontrofensywy, dzięki której opanowali niemal całe terytorium wcześniejszego Autonomicznego Obwodu Górskiego Karabachu, a także część przylegających do niego terenów, w tym tzw. korytarz laczinski, czyli wąski pas ziemi oddzielający wcześniej Górski Karabach od Armenii. Armia Azerbejdżanu była w rozsypce, a droga do Baku stała otworem dla sił ormiańskich. Wtedy jednak wmieszała się Rosja i wymusiła zawieszenie broni, które ogłoszone zostało w maju 1994 r.

W przeciwieństwie jednak do innych konfliktów na terenie b. ZSRR, wojna o Górski Karabach nie została zamrożona, a jedynie obniżona została jej intensywność. Wymiana ognia na linii zawieszenia broni stała się niemal codziennością, przy czym inicjowana była zwykle przez stronę azerską. Wynikało to z faktu, że Ormianie, w przeciwieństwie do Azerów, nie kontestowali status quo. Po ogłoszeniu rozejmu powstała też Mińska Grupa OBWE, której celem jest doprowadzenie do pokojowego uregulowania konfliktu. Póki co jest to jednak nierealne, gdyż Azerbejdżan odrzuca wszelkie opcje, które zakładają, że Górski Karabach pozostanie poza jego administracją. Takie zaś rozwiązanie jest nie do zaakceptowania przez mieszkańców Górskiego Karabachu, który w 2017 r. przyjął historyczną nazwę Republiki Arcachu. Kompromisem mogłoby być zwrócenie przez Górski Karabach terenów, wcześniej nienależących do Autonomicznego Obwodu w ramach Azerbejdżańskiej SRR, z wyjątkiem korytarza laczińskiego, który zapewnia połączenie z Armenią, w zamian za uznanie przez Azerbejdżan prawa ludności Arcachu do niepodległości lub połączenia się z Armenią. Baku taki wariant jednak zdecydowanie odrzuca.

Cylicyjscy Ormianie w Libanie

Choć wydawałoby się że Liban i Armenia leżą daleko od siebie to Ormianie mieszkają w tym lewantyńskim kraju cedrów już od wczesnego średniowiecza....

zobacz więcej

Znaczenie geopolityczne i emocjonalne

Górski Karabach jest zamieszkany przez zaledwie 150 tys. osób. Ma jednak ważne znaczenie geopolityczne, gdyż wraz z sąsiednim regionem Zangezoru blokuje połączenie Turcji z Azerbejdżanem. Z drugiej strony przedłuża też i to znacznie granicę armeńsko-irańską na rzece Araks. Dla Ormian jest to też bardzo ważne terytorium ze wzglądów historycznych. Znajdują się tu bowiem liczne, stare monastyry, w tym Gandzasar założony w 1238 r. przez książąt Chaczenu, który przez 400 lat był siedzibą ormiańskich katolikosów (najwyższych zwierzchników ormiańskiego kościoła apostolskiego). W pobliżu strefy buforowej znajdują się natomiast ruiny Tigranakertu, miasta zbudowanego w I w. p.n.e. przez jednego z najpotężniejszych władców Armenii tj. Tigrana Wielkiego.

Konflikt o Górski Karabach ma też oczywiście swój kontekst regionalny. Azerowie jako naród tureckojęzyczny wspierani są przez Turcję, natomiast Armenia należy do stworzonego przez Rosję sojuszu o nazwie Organizacja Układu o Zbiorowym Bezpieczeństwie, a na jej terytorium znajduje się baza rosyjska. Wystarczy jednak rzut oka na mapę, by zrozumieć, że Armenia nie ma alternatywy dla swojej polityki zagranicznej i obronnej. Poza Turcją i Azerbejdżanem graniczy bowiem jeszcze tylko z Iranem i Gruzją. Z tą ostatnią ma napięte relacje i poza tym poprzez ten kraj ma znów dostęp tylko do Rosji. Iran pozostaje przychylnie neutralny wobec Armenii z przyczyn historycznych ale z całą pewnością nie może ona liczyć na aktywne wsparcie militarne z jego strony.

Podwójna gra Rosji

Tymczasem Rosja, choć na podstawie Układu o Zbiorowym Bezpieczeństwie zobowiązana jest do obrony Armenii w przypadku agresji na nią, ma świetne relacje z Azerbejdżanem. W kwietniu 2016 r. doszło do największej (przed dzisiejszą) eskalacji konfliktu i mieszkańcy Karabachu ze zdziwieniem i złością zobaczyli, że Azerowie strzelają do nich rosyjskimi rakietami. Okazało się wówczas, że 70 proc. azerskiego uzbrojenia pochodzi z Rosji. Po zakończeniu tej „wojny czterodniowej” Ormianie wymusili jednak na Rosji przekazanie im m.in. pocisków balistycznych Iskander oraz systemu obrony przeciwlotniczej S-300.

Ksiądz Waldemar Cisło: „Wspólnota międzynarodowa musi pomóc Libanowi!”

12 ton środków chemicznych, a także leki oraz upominki dla dzieci przywiózł w piątek polski samolot wojskowy do Bejrutu. To pomoc zebrana przez...

zobacz więcej

Nie ulega jednak wątpliwości, że utrzymywanie Armenii i Arcachu w stałym stanie zagrożenia ze strony Azerbejdżanu i Turcji jest dla Rosji korzystne. Co więcej jest dla niej kluczem dla stałej obecności na południowym Kaukazie. Od 2016 r. bowiem wzrasta krytyka Rosji w Armenii, która jeszcze bardziej się nasiliła po rewolucji w 2018 r., gdy odsunięto skorumpowane i zarazem mocno prorosyjskie władze. Nowy premier Nikol Paszynian miał jednak świadomość tego, że jeśli Rosja uzna, iż traci wpływy w Armenii i że ta za bardzo zwraca się ku Europie lub Ameryce, to Moskwa doprowadzi do nowej wojny tak, by Armenia zmuszona była prosić ją o mediację. Nikt w Armenii nie ma bowiem złudzeń, że ani USA ani UE nie przyjdą im wówczas z pomocą, a jedynie ograniczą się do wydawania oświadczeń.

Dużym zagrożeniem dla Ormian okazała się pogłębiająca się współpraca turecko-rosyjska. Z tym związana jest też poprzednia eskalacja, która miała miejsce w lipcu tego roku, gdy doszło do starć w rejonie Tawusz w północnej Armenii. W kilkudniowych walkach, w których Azerbejdżan masowo używał izraelskich dronów typu kamikadze, zginęło wówczas 12 żołnierzy azerskich (w tym wysoko postawiony generał) oraz 6 żołnierzy armeńskich. Armenia ogłosiła wówczas zwycięstwo, gdyż udało się jej zestrzelić kilkanaście izraelskich dronów na wyposażeniu Azerbejdżanu, a także doprowadzić do przesunięcia punktów kontroli na górze Karadasz.

Turcja murem za Azerbejdżanem


Kluczowe znaczenie miało jednak to, że atak nastąpił na terytorium Armenii a nie Górskiego Karabachu. Armenia zwróciła się wówczas z wnioskiem o pilne zwołanie posiedzenia Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, ale został on zignorowany. Podczas gdy Rosja nie garnęła się do pomocy Ormianom mimo, że jest do tego zobligowana, Turcja stanęła murem za Azerbejdżanem i wkrótce potem zorganizowała wspólne manewry na terenie tej republiki. Turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan zaczął też otwarcie grozić Armenii, a incydenty na linii zawieszenia broni w sierpniu i wrześniu zaczęły się mnożyć. 20 września prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew zaatakował natomiast armeńskiego premiera Nikola Paszyniana i stwierdził, że negocjacje nie mają sensu, otwarcie sugerując, iż wznowienie działań wojennych to kwestia dni. W tym samym czasie mnożyły się też informacje o tym, że Turcja przerzuca do Azerbejdżanu syryjskich dżihadystów z brygady Sultan Murad i innych oddziałów znanych z popełnianych zbrodni. Potwierdzały to źródła syryjskie, kurdyjskie i ormiańskie.

Armenia jak feniks z popiołów

21 września Armenia obchodziła swoje święto niepodległości ustanowione na pamiątkę referendum zorganizowanego w 1991 r., w którym ponad 99 proc....

zobacz więcej

Kilka dni przed azerskim atakiem doszło też do rozmowy rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa z przewodniczącym azerskiego parlamentu, po którym azerskie media podały, że Ławrow opowiedział się za przywróceniem kontroli Azerbejdżanu nad terenami wokół Górskiego Karabachu, w tym korytarzem laczinskim, przywróceniem łączności miedzy Karabachem a Azerbejdżanem i wprowadzeniem do Górskiego Karabachu rosyjskich „sił pokojowych”. Takie rozwiązanie oznaczałoby wbicie przez Rosję noża w plecy Ormianom, gdyż Karabach zostałby odcięty od Armenii i zdany na łaskę i niełaskę rosyjskich „mirotworców”. Dla Azerbejdżanu byłby to sukces, gdyż formalnie odzyskaliby oni kontrolę nad tym regionem. Z kolei Rosjanie nie tylko mieliby Ormian w garści ale zyskaliby dodatkową kartę przetargową w targach z Turkami.

Czy Rosja wesprze Armenię?

Tyle, że nic nie wskazuje na to by Ormianie chcieli się na to zgodzić. Gdy w sierpniu byłem w Armenii i Arcachu, wielu Ormian mówiło mi, że nie ufają Rosjanom i że już wcześniej Moskwa proponowała wprowadzenie do Karabachu swoich „mirotworców” ale Ormianie się na to nie zgodzili, bojąc się, że Rosja ich później zdradzi. Warto przy tym dodać, że o ile Rosja ma obowiązek przyjścia z pomocą Armenii w razie zagrożenia to nie dotyczy to Karabachu. Republika Arcach nie jest bowiem częścią Armenii i formalnie nie jest nawet przez nią uznawana.

Ormianie deklarują, że jeśli Turcja się do wojny nie wmiesza, to odeprą inwazję azerską mimo znacznej dysproporcji potencjałów militarnych na niekorzyść Ormian. Póki co zarówno Arcach, jak i Armenia ogłosiły powszechną mobilizację. Turcja natomiast od razu wsparła Azerbejdżan, a azersko-turecka propaganda próbuje narzucić narrację, że to Armenia zaatakowała. Jest to jednak całkowicie niewiarygodne zważywszy, że od pierwszych chwil starć na miejscu były już gotowe media azerskie i tureckie. Ponadto zarówno Armenia, jak i Arcach wezwały do przerwania działań zbrojnych i nie mają żadnego interesu w ich prowadzeniu w obecnej sytuacji. Reakcja Rosji znów jest niemrawa.

Otwartym pozostaje póki co pytanie czy dzisiejsze starcia przekształcą się w wojnę na pełną skalę i czy ograniczą się do terytorium Arcachu czy też obejmą również Armenię. W tym drugim wypadku Rosja zobowiązana byłaby do przyjścia z pomocą Armenii. Niektórzy Ormianie mówili mi, że jeżeli tego nie zrobi, zwłaszcza jeśli Turcja również zaatakuje Armenię, to będzie oznaczać koniec rosyjskiej bazy w Armenii, a co za tym idzie rosyjskich wpływów na południowym Kaukazie. Dla Ormian sojusz z Rosją jest bowiem pozbawiony wartości, jeśli nie mogą na nią liczyć w chwili agresji. Z drugiej strony Rosja nie ma najmniejszej ochoty psuć sobie relacji z Azerbejdżanem i Turcją, zatem zapewne będzie naciskać na Ormian, by zaakceptowali niekorzystny dla nich „kompromis”. Znaczenie Karabachu dla Ormian powoduje jednak, że jest to póki co mało realne by coś takiego zaakceptowali. Wiele jednak zależy też od postawy Europy i USA i tego czy wywrą na Turcję nacisk by nie wspierała agresji na Armenię i Górski Karabach.

źródło:
Zobacz więcej