RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Trump na wojnie z aborcyjnym lobby

Lewica dąży do tego, by aborcja była powszechnie uznana jako prawo człowieka (fot. Drew Angerer/Getty Images)

To prawda, że gospodarka i koronawirus zdominowały amerykańską debatę przed listopadowymi wyborami prezydenckimi w tym kraju. Nie oznacza to jednak, że zmarginalizowaniu uległy sprawy światopoglądowe. Zdecydowane stanowisko pro-life Donalda Trumpa rozbudza kolejne oczekiwania środowisk konserwatywnych. Zapowiedziane przez Republikanina nominowanie nowego sędziego Sądu Najwyższego, po śmierci sędzi Ruth Bader Ginsburg, może się okazać wielkim zwycięstwem ruchu pro-life.

Dzieciom, które przeżyły aborcję, należy się pomoc medyczna. Rozporządzenie Trumpa

Prezydent Donald Trump wydał 23 września rozporządzenie wykonawcze mające gwarantować opiekę medyczną niemowlętom, które przeżyły aborcję. Pełny...

zobacz więcej

Podczas niedawnego przemówienia na forum ONZ, amerykański prezydent zapewniał, że jego kraj zawsze będzie liderem w walce o prawa człowieka. Przypominał przy tym o zaangażowaniu swojej administracji w obronę wolności religijnej na całym świecie, zwalczaniu handlu ludźmi, dyskryminacji homoseksualizmy (w krajach muzułmańskich jest on karany śmiercią), a także ochronie życia nienarodzonych.

To, na co należy zwrócić uwagę, to fakt, że kolejny już raz Donald Trump mówił na arenie międzynarodowej o prawie do życia dzieci nienarodzonych. Podejmowanie tego tematu na forum ONZ ma dodatkowy ciężar, organizacja ta bowiem od lat promuje aborcję jako prawo człowieka, dąży do rozpowszechniania tego procederu i liberalizowania go – co oznacza więcej zabiegów przerywania ciąży i to w coraz późniejszym miesiącu życia nienarodzonego dziecka, za które powinno płacić państwo.

Słowa Trumpa były kontynuacją jego sporu z sekretarzem generalnym ONZ António Guterresem, który zapewnił środowiska lewicy światopoglądowej, że kierowa przez niego organizacja będzie walczyć z rządami, które będą ograniczać dostęp do aborcji. Odniósł się on w ten sposób do wcześniejszych słów amerykańskiego prezydenta, który zapowiedział kolejne wstrzymanie finansowania z budżetu państwa klinik aborcyjnych.

Trump w dużym stopniu zrealizował cele, które zapowiadał podczas swojej poprzedniej kampanii, gdy walcząc o prezydenturę starał się przekonać do siebie wyborców, dla których sprawy związane z wolnością religijną czy pro-life są kluczowe.

Jego administracja zrezygnowała m.in. z przekazywania prawie 9 miliardów dolarów na podmioty zagraniczne związane ze środowiskami aborcyjnymi.

Były doradca Trumpa: Biden nie szanuje Polski i Polaków

Joe Biden nie szanuje Polski i Polaków. On chce zakończyć ten dyskurs patriotyczny, chce wprowadzić rasizm w Stanach Zjednoczonych, chce wprowadzić...

zobacz więcej

Doszło do tego na bazie dyrektywy „Ochrona Życia w Ogólnoświatowej Pomocy Zdrowotnej” („Protecting Life in Global Health Assistance”) będącej rozszerzoną wersją tzw. Mexico City Policy, która została wprowadzona w 1984 roku przez Ronalda Reagana, na mocy której zakazywano finansowania zagranicznych organizacji pozarządowych, przeprowadzających lub promujących aborcję.

Decyzja administracji Trumpa została pochwalona przez m.in. przewodniczącego Komitetu ds. Obrony Życia Episkopatu USA, abp Josepha Naumann.

„Aborcja jest pogwałceniem najbardziej podstawowego prawa człowieka, a mianowicie prawa do życia. Może też ona spowodować głębokie poranienie matki tak emocjonalne jak i fizyczne. Amerykanie dostrzegają tę niesprawiedliwość i przytłaczająca większość z nich sprzeciwia się przekazywaniu pieniędzy pochodzących z podatków organizacjom, które są bardziej zaangażowane w promowanie aborcji niż świadczenie usług zdrowotnych” – stwierdził abp Naumann.

Temat aborcji jest jednym z głównych pól sporu miedzy Donaldem Trumpem i Joe Bidenem, którego Republikanin oskarżył nie tylko o bycie zwolennikiem liberalizacji prawa aborcyjnego, ale też aborcji poterminowej, którą określił jako „egzekucję dziecka”.

Prawdą jest, że Biden sam siebie określa jako przeciwnika aborcji, ale… nie będzie jej ani zakazywał ani ograniczał, wprost przeciwnie, wiele wskazuje, że może oficjalnie pozostawać „bierny” w tej sprawie, jednak, podobnie jak większość przedstawicieli Partii Demokratycznej, będzie się opowiadał za niegraniczoną aborcją na koszt podatnika.

Próbkę tego pokazał w zeszłym roku, gdy przeciwstawił się poprawce Hyde'a, która zakazywała bezpośredniego finansowania federalnego dla większości przypadków aborcji.

Antifa i Ku Klux Klan organizacjami terrorystycznymi

Ubiegający się o reelekcję prezydent USA Donald Trump przedstawił swój wyborczy program dla Afroamerykanów. Oprócz postulatów gospodarczych jest w...

zobacz więcej

Patrząc również na ludzi, jakimi otacza się Biden – poprzez nieformalny pakt zawarty na czas wyborów ze skrajną lewicą, czy na to, kogo wybrał na ewentualną funkcję wiceprezydenta – skrajnie lewicową Kamalę Harris, można założyć, że jeśli dojdzie do władzy, to takie organizacje jak Planned Parenthood zyskają na tym finansowo.

Prawdą jest też, że Trump wcześniej określał się jako zwolennik aborcji. Jednak w okresie przed poprzednimi wyborami poinformował, że zmienił na ten temat zdanie, a czas jego prezydentury zwolennicy pro-life oceniają jako pozytywny dla sprawy obrony życia.

Kolejnym z przykładów wypełnienia przez niego zobowiązań przedwyborczych było m.in. pozbawienie finansowania organizacji proaborcyjnych z rządowego programu Title X, polegającego na wspieraniu niezamożnych rodzin w procesie planowania rodziny. W ten sposób Planned Parenthood straci 60 milionów dolarów uzyskiwanych do tej pory z funduszy publicznych.

To jednak nie koniec – na początku września Trump w liście do zwolenników obrony życia zapowiedział on, że będzie dążył m.in. do pełnego zaprzestania finansowania z pieniędzy podatników przemysłu aborcyjnego, którego przykładem jest właśnie Planned Parenthood. Zobowiązał się on także do pokonania obstrukcji Demokratów w Kongresie, aby ostatecznie uchwalić ustawodawstwo zakazujące późnej aborcji i finansowania jej przez podatników. „Zmuszanie podatników do płacenia za aborcje to odrażające stanowisko, które trzeba pokonać przy urnie wyborczej” - czytamy w liście prezydenta USA.

Wybory prezydenckie USA: Orban poparł Trumpa

Premier Węgier Viktor Orban wyraził poparcie dla Donalda Trumpa w listopadowych wyborach prezydenckich w USA. Stwierdził, że jego rywale Demokraci...

zobacz więcej

Trump wzbudził również niedawno wściekłość lewicy, gdy podczas wirtualnego Narodowego Katolickiego Śniadania Modlitewnego ogłosił rozporządzenie wykonawcze, które gwarantuje opiekę medyczną niemowlętom, które przeżyły aborcję. Do tej pory, gdy pomimo próby usunięcia ciąży urodziły się one żywe, były pozbawione opieki medycznej.

Wcześniej rozporządzenie „Born Alive” było poruszone wiele razy w kongresie, ale nigdy nie stało się obowiązującym prawem, ze względu na sprzeciw Demokratów w zdominowanej przez nich Izbie Reprezentantów.

Prawdziwym wydarzeniem był też jego udział i przemówienie podczas corocznego „Marszu dla Życia” w Waszyngtonie. Nie zrobił tego do tej pory żaden z urzędujących prezydentów. - Nienarodzone dzieci nigdy nie miały silniejszego obrońcy w Białym Domu – deklarował Donald Trump. Te słowa znajdują mocne potwierdzenie w rzeczywistości.

Nie ma się więc co dziwić, że wśród wyborców, dla których kwestie światopoglądowe są kluczowe, postawa Trumpa zyskuje szacunek. Widzą bowiem, że realizuje on swoje obietnice. To zaś sprawia, że ta część wyborców jest w dużym stopniu gotowa również i w listopadzie oddać na niego głos.

Tym bardziej, że jedna z największych zmian w kontekście walki z aborcją może zajść jeszcze przed samymi wyborami. Po tym, jak kilka dni temu umarła sędzia Sądu Najwyższego, 87-letnia Ruth Bader Ginsburg, Trump zapowiedział, że jeszcze w sobotę (17 czasu lokalnego) ogłosi nazwisko jej następcy.

Republikanie przekonują, że mają w Senacie potrzebną większość, by zatwierdzić kandydata Trumpa przed wyborami prezydenckimi 3 listopada, przeciwko czemu protestują Demokraci.

Jeśli wybierze on na to stanowisko konserwatystę – to zmieni w ten sposób układ sił w SN i dzięki temu z obecnego remisu 5 do 5 z progresywistami, do których do niedawna należała Ginsburg, może się to zmienić na korzyść konserwatystów.

Próba otrucia Trumpa? Przejęto paczkę z toksyczną substancją

Amerykańskie służby przejęły zaadresowaną do prezydenta Donalda Trumpa paczkę z toksyczną rycyną – informuje portal amerykańskiej stacji CNN....

zobacz więcej

Oznacza to, że Sąd Najwyższy będzie w stanie obalić wyrok w sprawie Roe kontra Wade co pozwoli, by o kwestii aborcji znów decydować mogły legislatury stanowe. To zaś sprawia, że przynajmniej w części stanów aborcja może zostać całkowicie zakazana.

Na to zaś latami czekały środowiska pro-life.

Dotychczasowe działania Trumpa popiera, jak wskazują badania przeprowadzone przez RealClear Opinion Research, większość amerykańskich katolików, których, oprócz kwestii aborcji (76 proc. z nich popiera znaczne ograniczenia dotyczące usuwania ciąży), martwi wzrost przemocy wobec współwyznawców.

Z badań wynika, że niepokoją się oni również wzrastającą liczbą przypadków ataków na kościoły, a także antychrześcijańskimi hasłami wznoszonymi podczas antyrasistowskich protestów, które w wielu przypadkach przemieniają się w zamieszki.

Sondaże wskazują również na ich niepokój związany z niszczeniem pomników świętych i bohaterów narodowych, a także spaleniem Biblii przez protestujących w Portland i wezwaniem do niszczenia wizerunków przedstawiających Jezusa Chrystusa jako „białego Europejczyka”.

W ostatnim czasie Trump niweluje różnicę punktową do Bidena. Wpływ na to ma m.in. jego zdecydowane występowanie przeciwko politycznej poprawności – i to zarówno w sprawach politycznych, jak i światopoglądowych.

Zmiana w amerykańskim Sądzie Najwyższym na korzyść konserwatystów może się okazać przełomem, który zmieni postrzeganie życia i praw nienarodzonych nie tylko w USA, ale i na całym świecie.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej