RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Zaprzysiężenie Łukaszenki. Premier: Nie ma poparcia własnego narodu

Alaksandr Łukaszenka rządzi Białorusią od 1994 roku (fot. PAP/EPA/ANDREI STASEVICH / BELTA HANDOUT)

Na Białorusi odbyło się dzisiaj potajemne zaprzysiężenie Aleksandra Łukaszenki. To wydarzenie jedynie potwierdza, że Łukaszenka ma świadomość tego, co zrobił, fałszując wyniki wyborów – ocenił premier Mateusz Morawiecki.

„Wybory na Białorusi nie były wolne”. Niemcy, Litwa i Czechy nie uznają prezydentury Łukaszenki

Minister spraw zagranicznych Czech Tomasz Petrziczek napisał w środę na Twitterze, że inauguracja Alaksandra Łukaszenki jest nieprawomocna,...

zobacz więcej

W ocenie szefa polskiego rządu białoruski dyktator „ma świadomość, że nie ma poparcia własnego narodu”. „Agresja, której się dopuszcza wobec obywateli Białorusi jest niedopuszczalna” – napisał na Facebooku.

„Nasze stanowisko jest jasne: Białoruś musi być suwerenna, a niezbędnym warunkiem tego są uczciwe wybory, w których to Białorusini, a nie aparat represji, zdecydują o wyborze władz. Wybory, które nie są demokratyczne, nie mogą prowadzić do uznania kogokolwiek za prezydenta kraju” – podkreślił Morawiecki.

„Będziemy konsekwentnie popierać wszelkie działania na rzecz pomocy represjonowanym i powtórzenia wyborów na Białorusi w demokratycznej formule” – zapewnił premier.

Oświadczenia po zaprzysiężeniu Łukaszenki wydało kilka europejskich stolic, zgodnie wskazując, że nie ma on legitymacji do rządzenia. – Niemcy nie uznają Alaksandra Łukaszenki za prezydenta Białorusi mimo jego środowej inauguracji - oświadczył w środę rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert, cytowany przez agencję dpa.

W podobnym tonie brzmią komunikaty szwedzkiego i litewskiego rządu. Szefowa MSZ Szwecji Ann Linde oświadczyła na Twitterze, że „Alaksandr Łukaszenka stracił demokratyczną legitymację do rządzenia Białorusią. Wybory 9 sierpnia nie były ani wolne, ani uczciwe” – napisała. „Nadal będziemy pociągać go (Łukaszenkę) do odpowiedzialności za przemoc i represje wobec przeciwników politycznych i pokojowo zachowujących się demonstrantów” – zaznaczyła Linde.

Według oficjalnych danych w niedawnych wyborach prezydenckich ubiegający się o reelekcję Alaksandr Łukaszenka miał zdobyć 80,1 proc. głosów, a jego główna rywalka Swiatłana Cichanouska – 10,1 proc. głosów. Wielu Białorusinów uważa, że wyniki zostały sfałszowane. W kraju rozpoczęły się protesty, tłumione przez władze. Łukaszence grożą sankcje ze strony Unii Europejskiej. Interwencji zbrojnej nie wyklucza prezydent Rosji Władimir Putin.

źródło:
Zobacz więcej