RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Groźby terrorystów zmusiły pracownicę „Charlie Hebdo” do ucieczki z mieszkania

Niedawno rozpoczęty proces wspólników zamachowców z 2015 roku Bret nazywa „historycznym i politycznym”, gdyż ataki te uderzyły w „serce laickości i wolności słowa, wartości których zawsze broni »Charlie Hebdo«” (fot. Alfonso Di Vincenzo/Pacific Press/LightRocket via Getty Images)

Terroryści wymusili ucieczkę z mieszkania pracownicy kadr francuskiego tygodnika satyrycznego „Charlie Hebdo”. Marika Bret powiedziała, że policja kazała jej w 10 minut opuścić mieszkanie z powodu „zagrożenia życia”.

„Nigdy nie przestaniemy”. „Charlie Hebdo” znów publikuje karykaturę Mahometa

Francuski tygodnik satyryczny „Charlie Hebdo” we wtorek zaprezentował okładkę swego najnowszego numeru, w którym ponownie publikuje karykatury...

zobacz więcej

W wywiadzie dla radia France Info Marika Bret, od pięciu lat żyjąca pod ochroną policyjną, powiedziała, że funkcjonariusze z jej obstawy „ze względów bezpieczeństwa” zabronili ujawniać szczegóły gróźb wobec niej skierowanych.

Bret jest świadkiem w toczącym się procesie oskarżonych o współudział w atakach terrorystycznych, w których ofiarą dżihadystów padli w styczniu 2015 r. w Paryżu redaktorzy „Charlie Hebdo”, klienci koszernego supermarketu i strażniczka miejska.

Podobnie jak liczni komentatorzy i politycy, Bret wzywa do prawdziwej i zdecydowanej reakcji, gdyż „to, co zdarzyło się 7, 8 i 9 stycznia 2015 r., zaczęło się o wiele wcześniej i wciąż idzie do przodu”.

– Tu nie chodzi o mnie, ale o pokazanie klimatu nienawiści, w jakim żyjemy i konsekwencji tego klimatu – zaznaczyła Bret.

W rozmowie z tygodnikiem „Le Point” kobieta tłumaczy, że „ujawnia swą »eksfiltrację«, by zaalarmować tych, którzy myślą, że tego rodzaju sprawy zdarzają się tylko innym”. „Aby wiedziano, że „jeśli »Charlie« wciąż jest »Charliem«, to dlatego, że ci, którzy go tworzą, płacą za to pozbawieniem swobody ruchu, ale mają nadzieję, że kiedyś odnajdą normalne życie” – mówi.

W Pakistanie spalono francuską flagę. Protesty przeciw „Charlie Hebdo”

Około stu osób demonstrowało w czwartek w Muzaffarabadzie na północy Pakistanu przeciw francuskiemu magazynowi satyrycznemu „Charlie Hebdo”, który...

zobacz więcej

Na pytanie, czy się boi, Marika Bret odpowiedziała przecząco. „Ale za to ogarnia mnie wściekłość” – podkreśliła. Tłumaczyła, że trudno jest zaakceptować wysiedlenie „ze swojej ostatniej przestrzeni spokoju”. „To dla wszystkich powinno być alarmem, sygnałem katastrofy rozgrywającej się wokół nas” – dodała.

Niedawno rozpoczęty proces wspólników zamachowców z 2015 r. kobieta określa „historycznym i politycznym”, bo ataki te uderzyły w „serce laickości i wolności słowa, wartości, których zawsze broni »Charlie Hebdo«”. Ubolewa, że społeczeństwo „nie akceptuje śmiechu, drwiny ani humoru, które są jak najbardziej pokojowym wyrazem myśli”.

„Do wściekłości doprowadzają mnie również liderzy skrajnej lewicy” – przyznała Bret, nawiązując do wypowiedzi szefa skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej Jean-Luca Melenchona. Tygodniki „Charlie Hebdo” i „Marianne” nazwał on „sługusami (radykalnie prawicowego tygodnika) »Valeurs actuelles«”.

Według niej „Melenchon nie jest jedyny” w „napędzaniu nienawiści”, gdyż wielu polityków, powodowanych klientelizmem „w sposób niegodny” stara się przypodobać potencjalnym wyborcom, „dostosowując narrację do ich wyznania i koloru skóry”.

źródło:
Zobacz więcej