RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Praworządność, Putin i inne zmartwienia

Unijna rezolucja głosi, że w Polsce wciąż pogarsza się stan praworządności (fot. PAP/EPA/OLIVIER HOSLET)

Kilka lat temu Unia Europejska upominaniem Polski miała zająć się 13 grudnia. Co ciekawe, jako niefortunne z uwagi na datę zablokowali to wówczas eurodeputowani z SLD. Tym razem dobrym dniem na krytyczną wobec naszego kraju rezolucję okazał się być 17 września. Dzień przez zagranicznych polityków najwyraźniej dość lubiany, wystarczy przypomnieć, że w swoim czasie tę właśnie datę Barack Obama wybrał na ogłoszenie rezygnacji z tarczy antyrakietowej w Polsce.

Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie praworządności w Polsce

Parlament Europejski przyjął rezolucję, zgodnie z którą w Polsce dochodzi do ciągłego pogarszania się stanu praworządności w Polsce.

zobacz więcej

Unijna rezolucja głosi, że w Polsce wciąż pogarsza się stan praworządności. Oczywiście, na swój sposób, europarlamentarzyści mają rację: gdy sąd zmniejsza wyrok gwałcicielowi nastoletniej dziewczynki, argumentując to tym, że ofiara nie krzyczała, trudno mówić o dobrej kondycji praworządności. Kiedy o ustawie lustracyjnej decyduje sędzia, występujący niejako we własnej sprawie jako były współpracownik komunistycznych służb wojskowych, jest to pogwałcenie wszelkich zasad. O wiele poważniejsze, niż sam wyrok stojący w sprzeczności z zapisami i duchem ustawy, wybielający, de facto, aparat przemocy totalitarnego państwa.

Ale nie to martwi zatroskanych parlamentarzystów z Brukseli. „Mamy to! Właśnie przegłosowaliśmy wstępne sprawozdanie o sytuacji w Polsce, w którym wzywamy Radę do wysłania polskiemu rządowi konkretnych zaleceń do spełnienia z DEADLINEM!” – świętuje na twitterze Robert Biedroń. Czyżby więc gonienie króliczka miało po wielu latach zakończyć się dogonieniem go? W ostatnich dniach pojawiły się informacje, z których wynika, że niektóre sprawy, wymagające dotąd jednomyślności, rozstrzygane mają być w Unii większością kwalifikowaną, co sprawia, że niektóre niekorzystne dla Polski czy Węgier propozycje rozwiązań mogłyby nabrać tempa. Kiedy nie tak dawno Unia powiązała fundusze z praworządnością, nasze władze bagatelizowały sprawę, uspokajając, że nie idzie za tym żadna definicja tego pojęcia, więc trudno będzie wykazać faktyczne zagrożenie jego desygnatu.

Ziobro: będziemy bronić polskiej racji stanu przed rozhisteryzowanymi elitami UE

– Będziemy twardo bronić polskich interesów i polskiej racji stanu w sporze z rozhisteryzowanymi elitami UE, które chciałyby narzucać nam swoją...

zobacz więcej

Okazuje się jednak coraz częściej, że biurokraci, silni poparciem politycznej większości, nie potrzebują ani definicji, ani nawet traktatów, władze i kompetencje, a coraz częściej również i kary przyznając i rozdzielając wyłącznie według własnego widzimisię. O ile przed ostatnimi wyborami do parlamentu można było mieć nadzieję, że wzrost znaczenia konserwatystów i eurorealistów umożliwi ponowne popchnięcie Unii w kierunku wymarzonym przez jej założycieli, kolejne miesiące tej kadencji obchodzą się z ta optymistyczną wizją nad wyraz brutalnie.

Rezolucja zwraca też uwagę na rzekome prześladowania osób LGBT, w tym na akcję policyjna z początku sierpnia. Odpowiednio sprofilowany przekaz wypływający z Polski dociera więc tam, gdzie ma dotrzeć i żyje własnym życiem, choćby krajowi łowcy fake-newsów dwoili się i troili, instytucje słały sprostowania, a policja udostępniała nagrania ze swoich kamer. Co więcej, chyba po raz pierwszy unijny dokument na tym szczeblu wyraża zaniepokojenie stanowiskiem Episkopatu Polski mówiącym o „terapii nawrócenia” dla przedstawicieli mniejszości seksualnych. Taka ingerencja już nie tylko w nasze prawo, lecz również sumienia, znalazła poparcie nie tylko Biedronia, lecz również wszystkich innych deputowanych Lewicy i Koalicji Obywatelskiej, choć już nie ludowców, którzy tym razem wstrzymali się od głosu

Jak zrozumieć praworządność. Wyjaśniamy, czy UE może zablokować wypłaty z budżetu

Nie ma bezpośredniego połączenia – tak po zakończonym we wtorek szczycie w Brukseli, premier Mateusz Morawiecki mówił o wiązaniu ze sobą kwestii...

zobacz więcej

Czy uzasadniony jest w tej sytuacji optymizm premiera Mateusza Morawieckiego, który odnosząc się do uchwały PE stwierdził, że nie jesteśmy obecnie w stanie żadnego znaczącego konfliktu z Unią Europejską, język rozmowy o Polsce zmienił się na lepsze i musimy jedynie przekonać ją do swojej wizji reformy wymiaru sprawiedliwości? O tym, że nie jest to prosta sprawa, przekonujemy się przecież kolejny raz, a z nierównym traktowaniem ze strony „starej Unii” spotykamy się w tej dziedzinie od dawna. To przecież podczas jednej z poprzednich dyskusji nad polską praworządnością mieliśmy okazję usłyszeć, że nie wystarczy, by Polska przyjęła skopiowane w skali 1:1 rozwiązania dotyczące sądownictwa, ponieważ jako kraj przez lata funkcjonujący poza kulturą demokratyczną zwyczajnie do wielu mechanizmów nie dorośliśmy.

I znów można by ten argument rozważyć (a następnie odrzucić, przypominając, jaką historię własną mają nasi najsurowsi nauczyciele), gdyby nie absurdalne rozwiązanie tego problemu, polegające na przyznaniu znajdującej się poza wszelką społeczną kontrolą władzy elicie prawniczej ukształtowanej w PRL, a więc beneficjentom dawnego systemu i jego wychowankom. Osobom pokroju przywołanego już sędziego Józefa Iwulskiego, biorącego udział w procesach politycznych w stanie wojennym.

Premier Morawiecki przedstawi „Plan Marshalla” dla Białorusi

Wszystkim politykom niezależnie od reprezentowanego środowiska chodzi o suwerenność Białorusi; możemy różnić się w szczegółach, ale cel nadrzędny...

zobacz więcej

Premier Morawiecki na Litwie rozmawia tymczasem o Białorusi, dla której mamy pomysły zbieżne z najlepszą, według mnie, koncepcją stopniowego budowania wpływów wśród tamtejszych elit. Przy okazji widzimy też zbliżenie naszego kraju z Litwą, co również można uznać za wartość dodaną tej, ogólnie rzecz biorąc, niepokojącej sytuacji. Wilno i Warszawa mówią właściwie jednym głosem, a do Polski przenosi się sztab Cichaouskiej, co unieważnia niedawne narzekania opozycji, że to Litwa, nie Polska uważana jest za partnera numer jeden opozycji białoruskiej, tak, jakby występowało tu jakieś współzawodnictwo.

Z drugiej jednak strony nie widać żadnego przesilenia na ulicach Mińska i innych miejscowości Białorusi, coraz bardziej widać jednak, że Łukaszenka gotów jest niedrogo oddać się w ręce Kremla, za cenę zgody na pobyt u siebie nowych oddziałów rosyjskich żołnierzy i przyszłe oddanie potężnemu sąsiadom udziałów w lokalnym przemyśle jako spłaty zaciąganego dziś zadłużenia. Białoruski przywódca otwiera się więc na Rosję, zamyka natomiast, w sensie dosłownym, na Polskę i Litwę, w ograniczonym stopniu również na Ukrainę. Unia tymczasem wzywa do zablokowania budowy prawie już gotowego Nord Stream 2, choć przyczyną tego stanowiska jest otrucie Aleksieja Nawalnego.

„Cześć, tu Nawalny”. Opozycjonista pierwszy raz od tygodni... na Instagramie

Zdjęcie rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego z berlińskiego szpitala pojawiło się na instagramowym koncie aktywisty. „Cześć, tu Nawalny...

zobacz więcej

Kiedy jednak Rosja rozpycha się coraz bardziej i coraz bliżej granic Polski, więc i Unii, przewodnicząca PE sama roi o nowym superpaństwie. Jak pamiętamy z czasów naszej akcesji, sprawy obyczajowe miały pozostać w gestii państw członkowskich. Tymczasem w niedawnym przemówieniu na temat przyszłości UE, obok nakreślenia jej roli i miejsca w czasach kryzysu towarzyszącego pandemii, obowiązkowych punktów o cyfryzacji, kryzysie migracyjnym czy dekarbonizacji, pojawił się również wątek walki z przestępstwami z nienawiści, w której nie byłoby nic złego, gdyby nie kryła się w nim zapowiedź narzucenia wszystkim krajom UE konieczności administracyjnego uznania rozwiązań państw najbardziej liberalnych, przede wszystkich małżeństw osób tej samej płci. Trudno przewidzieć, jak zareagują na to państwa Europy Wschodniej, które wchodząc do UE umawiały się jednak na coś innego. Możemy spodziewać się więc kolejnych tarć w samej Unii, co w chwili, gdy Rosja podchodzi pod granice, nie jest może najlepszym momentem, pokazuje jednak, jakie kto ma priorytety.

Na to wszystko nakłada się bardzo dynamiczna sytuacja w Polsce, kwestia, kto będzie musiał (i czy będzie chciał) dawać odpór nowym zagrożeniom, pozostaje otwarta. Niespodziewanie mocna skala konfliktu w Zjednoczonej Prawicy, brak opozycji zdolnej do działania innego, niż przygotowanie zabawnego ogłoszenia dla posłów chcących opuścić klub koalicji (autorstwa posła Sośnierza) i, jak zawsze, nieobecny Rafał Trzaskowski, chowający się przed listonoszami z kolejnymi pismami od ekspertów… Być może w przyszłym tygodniu będzie można napisać spokojną analizę nowej sytuacji, w jakiej znalazła się nasza polityka, być może też okaże się, że jest to jednak sytuacja stara. Rok 2020, który już dawno zapisał sobie miejsce w historii, jeszcze się nie skończył, przed nami trzy i pół miesiąca pełnych nie zawsze przyjemnych niespodzianek.

źródło:
Zobacz więcej