RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Emocje zaklęte w kropce i kresce

Emotikony zmieniły sposób komunikowania (fot Pixabay)

Dwukropek i zamknięcie nawiasu – dwie zdawałoby banalne znaki a stanowią jeden z najważniejszych wyznaczników naszej cywilizacji. Są filarem współczesnej komunikacji, złożone razem dadzą uśmiech, który pojawia się w wiadomościach przekazywanych na całym świecie. Miliardach wiadomości. To oczywiście emotikon, najprostszy z bogatego zbioru zastępowania emocji znakami. Jego znaczenie jest tak wielkie, że 19 września ustanowiono Światowym Dniem Emotikona.

Nauka bez laptopów i smartfonów może być efektywniejsza

Dzięki zakazowi korzystania z urządzeń elektronicznych takich jak smartfony i laptopy podczas konwersatoriów duński wykładowca z uniwersytetu w...

zobacz więcej

Emotikony mają długą i niezwykle ciekawą historię. Wbrew pozorom nie są wytworem komunikacji cyfrowej. Powstały długo zanim Kim Kardashian dowiedziała się co to jest selfie. Mało tego, nikt nawet nie śnił wówczas o telefonach bezprzewodowych. Najwięksi wizjonerzy nie spodziewali się, że dzięki kombinacji znaków typograficznych będzie można przesyłać na ogromne odległości nie tylko podstawowe wiadomości, ale również emocje, nastroje i odczucia.

Wiemy dokładnie, kiedy po raz pierwszy użyto uśmiechniętej buźki w komunikacie, co do minuty. Do tego dojdziemy, ale nie ustalimy dat z przełomami poprzedzającymi to wydarzenie. Niektórzy chcą się doszukiwać pierwszego emotikona w ozdobie naczynia odnalezionego przez zespół archeologów Nicola Marchettiego z Uniwersytecie w Bolonii. Pochodzi ono z około 1700 roku przed naszą erą i zostało odnalezione na stanowisku archeologicznym w Karkamis na terenie dzisiejszej w Turcji.

Wdzięczny motyw

Artysta należący do kultury hetyckiej stworzył na naczyniu niezbyt udaną pod względem artystycznym twarz, ale z pewnością niezwykle wdzięczną. To co nas w nim najbardziej interesuje to fakt, że twórca ograniczył się do dwóch kropek podkreślonych łukiem, czyli naszej uśmiechniętej buźki. Warto też zwrócić uwagę, że naczynie jest okrągłe, ma też odstające ucho, co chyba nie pozostawia wątpliwości co do intencji dowcipnego rzemieślnika.

W Museo Arqueológico Nacional w Madrycie znajduje się również stela pochodząca z epoki brązu, w której zawarto motyw zatroskanej twarzy składającej się z kropek i łuków. O ile w przypadku hetyckiego artysty raczej uśmiech był efektem niedbalstwa, słabego kunsztu albo po prostu poczucia humoru, o tyle ten przedmiot zostal wykonany w konkretnym prymitywnym stylu. Tu trudno nam odgadnąć prawdziwe intencje twórcy.

Większość sześciolatków lepiej sobie radzi ze smartfonem niż z zawiązywaniem buta

Rodzice coraz wcześniej udostępniają dzieciom nowe technologie, w efekcie nawet 75 proc. sześciolatków sprawnie posługuje się nowymi technologiami,...

zobacz więcej

Pewność jeżeli chodzi o intencje możemy mieć w przypadku słowackiego notariusza, który znanym nam dobrze symbolem opatrzył dokument pochodzący z 1635 roku. Ján Ladislaides wyraził w nim zadowolenie ze stanu finansów miasta Trenczyn będącego wówczas częścią Imperium Habsburgów. Uśmiech umieścił obok swojego zamaszystego podpisu. Dokument jest obecnie chlubą Archiwum Państwowego w Trenczynie. Podpis z buźką złożył też na piśmie z 1741 roku Bernard, opat ze Zdziar nad Sazawą na terenie dzisiejszych Czech.

Do SMS-ów przepełnionych uśmiechami było wciąż daleko, ale już w 1648 roku w wydanym w zbiorze wierszy „Hesperides” angielskiego poety Roberta Herricka znalazł się dobrze nam znany symbol. Wiersz „To Fortune” zawiera zwrot: „Tumble me down, and I will sit / Upon my ruins, (smiling yet:)”. Nie wiemy już niestety, co autor miał na myśli, ale jednym z prawdopodobnych wytłumaczeń jest celowe użycie humorystycznego elementu.

Zagadkę próbował rozwiązać krytyk literacki Levi Stahl. Swoje odkrycie zweryfikował w dwutomowym zbiorze poezji Herricka wydanym przez cenione wydawnictwo Oxford University Press. Tam również znalazł coś co my nazwalibyśmy emotikonem, więc o literówce, czy raczej typografikówce nie może być mowy.

Celowy zabieg?

Biografie Herricka przyznają, że słynął on z poczucia humoru, więc może faktycznie użył dwukropka i nawiasu celowo. Niestety, tego już nigdy nie rozwikłamy. Trzeba byłoby mieć bowiem dostęp do jego rękopisów, a tymi nie dysponujemy. Wyszperano wiec najstarsze wydanie wiersza i już XIX-wieczna edycja emotikona nie posiada. Może to jednak również dobrze znaczyć, że zecer uznał, że to pomyłka i samowolnie usunął symbol, który miał umieścić.

Magazyn „Puck” zaproponował cztery emotikony już w 1881 roku (fot. Wiki)

To sensacja. Znaleziono dobrze zachowane szczątki niedźwiedzia jaskiniowego

W Rosji znaleziono doskonale zachowane szczątki niedźwiedzia jaskiniowego z epoki lodowcowej. Niesamowitego odkrycia dokonali pasterze reniferów....

zobacz więcej

Swoją odpowiedź dał badacz literatury angielskiej prof. Alan Jacobs na swoim blogu na stronie „The New Atlantis”, choć niestety nie w pełni nas ona satysfakcjonuje. Jeżeli chodzi o Harricka przyznał, że brak rękopisów nie pozwala na dokładne określenie intencji poety. Z drugiej strony, historycy zwracają uwagę, że w dawnych wiekach zasady dotyczące języka i pisowni były umowne i płynne. Na usystematyzowanie ich trzeba było jeszcze poczekać.

„Interpunkcja generalnie nie była ustalona w XVII wieku, podobnie jak ortografia. Szekspir swoje nazwisko potrafił pisać na kilka różnych sposobów, nie było jednej obowiązującej pisowni. Herrick raczej także nie miał własnych interpunkcyjnych nawyków, a gdyby miał, nie mógłby oczekiwać od swoich wydawców by je podzielali” – ocenił rozsądnie prof. Jacobs.

Do dziś nierozwikłana zagadka dotyczy też transkrypcji przemówienia prezydenta Stanów Zjednoczonych Abrahama Lincolna, zamieszczonej w dzienniku „New York Times”. Użyto tam wymownego zapisu „(applause and laughter ;)” odnoszącego się do reakcji publiki na słowa polityka. Aplauz i śmiech są zrozumiałe, całość użyta w nawiasie – też, Lincoln przecież nie użył tych słów.

Średnik przed zamknięciem nawiasu już daje do zastanowienia. Czy to puszczenie oka przez redaktora gazety czy może błąd typograficzny? Formuła żartu pasowałaby do konwencji przemówienia, ale w tym przypadku również jesteśmy skazani na domysły. Możemy mieć też pobożne życzenie, żeby Dan Brown zajął się tymi słownymi zagadkami.

Naukowcy: Właściciele zwierząt chorują dwa razy rzadziej

Wszyscy wiemy, że opieka nad zwierzęciem rozwija empatię oraz niweluje poczucie osamotnienia. Pozytywny wpływ posiadania pupila wykracza wszelako...

zobacz więcej

73

Zagadki nie ma jeżeli chodzi o intencję magazynu „National Telegraphic Review and Operators Guide” z kwietnia 1857 roku. Zasugerowano bowiem użycie numer 73 w alfabecie Morse'a do wyrażania „miłości i pocałunków”, ale potem zmieniono to na „najserdeczniejsze pozdrowienia”, choć i to się nie przyjęło.

Większymi wizjonerami byli redaktorzy satyrycznego amerykańskiego czasopisma „Puck”. W wydaniu z 30 marca 1881 roku wprost zaproponowali wykorzystywanie znaków typograficznych do tworzenia twarzy wyrażających emocje. Przygotowali cztery – nie zawahajmy się użyć słowa – emotikony. Wyrażały one szczęście, melancholię, obojętność oraz zdziwienie. Krok był w jak najbardziej dobrą stronę, ale twórcy postawili na orientację pionową, która wymuszała użycie aż czterech wierszy, a na taki misz masz wydawcy nie mogli sobie pozwolić. Albo po prostu nie chcieliby. Idea magazynu „Puck” pozostała więc w sferze anegdot.

Do dalszych eksperymentów typograficznych musimy przenieść się do Danii. W grudniu 1900 roku duński poeta i autor Johannes Jensen użył symboli smutnej i szczęśliwej twarzy w piśmie do wydawcy Ernsta Bojesena. Oczywiście wciąż były to tylko w fazie pojedynczych przypadków.

Pojawienie się uproszczonych twarzy w formie graficznej na skalę masową to już 1919 roku i naklejki na paragony wystawiane przez firmę Steam Roller Company Buffalo z Buffalo w amerykańskim stanie Nowy Jork. W tym przypadku twarze miały więcej szczegółów niż nasze poczciwe symbole w SMS-ach czy internetowych komunikatorach, posiadały więc nos, brwi, zmarszczki czy zęby.

Dzieci z dużych miast bez szans? Naukowcy sprawdzili, co sprzyja wzrostowi IQ

Według nowego badania przeprowadzonego w Belgii, dzieci wychowane w bardziej ekologicznym środowisku, w otoczeniu natury, mają wyższe IQ. Naukowcy...

zobacz więcej

Kolejnym przełomem było projekt grafika Harveya Rossa Balla z 1963 roku. Artysta został poproszony przez korporację ubezpieczeniową State Mutual Life Assurance Company z Worcester w stanie Massachusetts o stworzenie czegoś, co poprawi nastrój pracownikom, zwrócono bowiem uwagę na niskie morale w firmie po fuzji z Guarantee Mutual Company z Ohio.

10 minut pracy

Ball usiadł i w 10 minut narysował wypełnione żółtym kolorem koło z uśmiechniętą twarzą w środku. Swoją pracę wycenił na 45 dolarów. Za 10 minut pracy to przyzwoity zarobek, choć artysta nie zrozumiał jaka moc kryła się tymi kilkoma przyłożeniami ręki do papieru. Jego uśmiech jako znak graficzny stał się wkrótce przebojem trafiającym kubki, koszulki i wszelkie artykuły.

Buźkę spopularyzowali bracia Bernard i Murray Spain na początku lat 70. Opatentowali ją i żeby było jeszcze bardziej radośnie dołożyli do niej hasło „Have a happy day” (Miłego dnia). W ciągu trzech pierwszych lat zarobili na tym 350 milionów dolarów, co oznacza, że ani chybi codziennie rano po przebudzeniu na ich twarzach rysował się elegancki uśmiech jak z emotikona.

Tak ziściło się życzenie pisarza Władimira Nabokowa, który udzielił wywiadu dziennikowi „New York Times” w kwietniu 1969 roku. Alden Whitman spytał autora „Lolity”: „Jakby umieścił się pan pośród pisarzy współczesnych i tych z niedalekiej przeszłości?”. „Czasem sobie myślę, że powinien istnieć specjalny znak typograficzny dla uśmiechu – jakiś wklęsły znak, okrągły nawias na plecach, który chciałbym teraz prześledzić w odpowiedzi na twoje pytanie” – padła odpowiedź z głupia frant.

Atutem emotikonów jest ich prostota (fot. Pexels)

Przełom w ładowaniu? Radioaktywna bateria z diamentów może działać tysiące lat

Mogą pracować setki, a nawet tysiące lat bez ładowania baterii, nie ma konieczności wieczornego ładowania urządzeń albo regularnej wymiany...

zobacz więcej

Prymitywy emotikonowe już funkcjonowały i wkrótce nadszedł moment, który na zawsze zmienił nasz sposób komunikowania się. Znamy nawet dokładną datę – 12 września 1982 roku, godzina 11.44. Wówczas dr Scott Fahlman, informatyk z Carnegie Mellon University, wysłał e-mail zawierający prosty uśmiech składający się z dwukropka, myślnika i nawiasu.

„19-Sep-82 11:44 Scott E Fahlman :-) From: Scott E Fahlman I propose that the following character sequence for joke markers: :-) Read it sideways. Actually, it is probably more economical to mark things that are NOT jokes, given current trends. For this, use :-(”.

Takiej treści była wysłana wiadomość, wygrzebana dopiero 10 września 2002 roku przez Jeffa Bairda. Fahlman zasugerował używanie symbolu :-) podkreślającego żart oraz przeciwnego – :-(. Jak dziś przyznaje, sam nie używa emotikonów. – To było 10 minut mojego życia. Stworzyłem wirusa, który rozprzestrzenia się dłużej niż Covid-19. To był kiepski żart – powiedział w lipcu w wywiadzie dla „Daily Beast”.

Dwa znaki

Żart faktycznie zasługuje na dwukropek i zamknięty nawias. Nie oceniajmy jednak Fahlmana zbyt ostro, opisał bowiem wstęp do współczesnego świata szybkiego wysyłania wiadomości tekstowych. Na dobre jego idea zaczęła być wcielana w życie dopiero na przełomie wieków wraz z rozwojem komunikatorów internetowych, gdy nie trzeba było mozolnie klecić emaila, można było przekaz wyrażający emocje ograniczyć do dwóch prostych i zrozumiałych znaków.

Implanty z jedwabnych dysków twardych to już nie science fiction

Badacze ze Stanów Zjednoczonych i Chin stworzyli dysk twardy wykorzystujący białka jedwabiu. Urządzenie może przechowywać do 64 gigabajtów danych...

zobacz więcej

W Polsce – co dla wielu może wydawać się prehistorią a dla innych nostalgicznym powrotem do dawnych czasów – największą popularnością cieszyły się IRC oraz Gadu Gadu. Równolegle emotikony zaczęły gościć w telefonach komórkowych i jej komunikacji poprzez SMS. Dziś miliardy ludzi na całym świecie nie wyobrażają sobie życia bez takich symboli, których liczba rozrosła się niemiłosiernie, co tylko tłumaczy jak duże jest na nie zapotrzebowanie.

W czasach błyskawicznego przepływu informacji emotikony są ekonomiczną koniecznością, ale nie brakuje krytyków. Jonathan Jones ocenił na łamach brytyjskiego dziennika „The Guardian”, że powrót do języka ikon, podobnego do egipskich hieroglifów, jest krokiem wstecz w ewolucji języka i społeczeństwa. Wyraził obawę o ograniczenie możliwości komunikacyjnych oraz zatracenia abstrakcyjności języka pisanego, na którą pozwalał alfabet.

Częściowo można się zgodzić z taką argumentacją. Upraszczanie komunikacji może mieć negatywny wpływ na rozwój emocjonalny człowieka. Z drugiej strony emotikony są znakiem czasów. Czymś nieodwracalnym i niezastąpionym, może do czasu aż informacje nie będą powszechnie przekazywane między ludźmi poprzez telepatię.

Narzekać można również na polski zwrot emotikon. Słowo powstało z połączenia angielskich słów emotion oraz icon – emocja i ikona. Dlatego w języku polski powinna to być emotikona. Język jest jednak tak bezlitosny, że raz przyjętej formy, choćby była błędna, tak łatwo nie da się wyrugować :/

Pisząc artykuł korzystałem między innymi z artykułu w magazynie „Focus” i dzienniku „The Guardian”

źródło:
Zobacz więcej