RAPORT

Wojna na Ukrainie

Biznes ponad wszystko. Sympatycy Rosji nie trzeźwieją

Głównym zmartwieniem naszej polityki jest możliwość ściślejszego związania naszego sąsiada z Rosją (fot. Host photo agency/Ramil Sitdikov via REUTERS)
Głównym zmartwieniem naszej polityki jest możliwość ściślejszego związania naszego sąsiada z Rosją (fot. Host photo agency/Ramil Sitdikov via REUTERS)

Kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, można było zaobserwować proces szybkiego trzeźwienia z prorosyjskich sympatii polityków Platformy Obywatelskiej. Przez pewien czas można było nawet uwierzyć, że podobne zjawisko dotyka polityków państw starej Unii. Interesy Niemiec stały się chwilowo mniej niż dotychczas zbieżne z interesami Rosji, wydawało się więc, że działania zmierzające do uniezależnienia naszego kraju od Moskwy wreszcie zyskają akceptację zarówno sił politycznych na miejscu, jak i naszych unijnych partnerów. Interesy to jednak interesy. Ostatnie dni pokazują, że nie jest to tak oczywiste, jak kilka lat temu. Jeśli w ogóle kiedykolwiek było to naprawdę oczywiste.

Białoruś, czyli lina rozciągnięta między upodmiotowieniem a geopolityką

Pośród setek opinii publicystów i polityków, jakie padły w ciągu ostatnich trzech tygodni, charakteryzujących wydarzenia na Białorusi, jedynie...

zobacz więcej

Sytuacja na Białorusi zaprząta naszą uwagę od sierpnia, argumenty za i przeciw wspieraniu tamtejszej opozycji zostały już wielokrotnie omówione. Głównym zmartwieniem naszej polityki jest możliwość ściślejszego związania naszego sąsiada z Rosją, w wersji najgorszej wręcz połączenia się obu państw w jeden organizm. Skala społecznego sprzeciwu u naszych sąsiadów zapewne finalnie zniechęci otoczenie Putina do dokonania takiego „wrogiego przejęcia”, zwłaszcza że nie mamy przecież do czynienia z opozycją antyrosyjską, ta przez kolejne kadencje Łukaszenki traciła na Białorusi na znaczeniu.

Dzisiejszy bunt wymierzony jest w coraz bardziej oderwanego od rzeczywiści i obywateli przywódcę, a nie geopolitykę Mińska ostatnich 26 już lat. Nie należy spodziewać się więc, by ewentualna nowa, demokratyczna Białoruś zerwała więzi z Moskwą, nawet jeśli jej elity czuć będą większą niż obecna władza sympatię do Polski. Co więcej, być może tyle właśnie powinno nam wystarczyć. Białoruś kontynuująca politykę dobrych relacji z Rosją, równocześnie jednak otwarta na interesy z Polską, pozostająca pod wpływem polskiej kultury i przekazu medialnego, westernizująca się w sposób naturalny może okazać się dla nas dobrą inwestycją długoterminową. Procentującą w miarę osłabienia i rozkładu neoimperialnej Rosji i wzrostu naszej pozycji w Europie, a przy najpomyślniejszym rozwoju wypadków, również Międzymorzu.

Wydaje się, że w ostatnich dniach idziemy w tym właśnie kierunku, budując dobre relacje poziome z ludźmi i środowiskami, które być może wkrótce tworzyć będą nowe białoruskie elity.

Podejście Europy do Białorusi jest zupełnie inne. Niektórzy zapewne planują powtórkę eksperymentu przeprowadzonemu lata temu na Polsce z udziałem naszych elit i ekspertów, przy dezorientacji wymęczonego komunizmem i jego upadkiem społeczeństwa. Terapia szokowa, wyprzedaż i likwidacja państwowego majątku, szybki zysk dla nielicznych przy pauperyzacji ogółu społeczeństwa, wszystko zaś przedstawione jako nieuchronny koszt demokratyzacji i „gonienia Zachodu”.

Taktyka salami po białorusku

Alaksandr Łukaszenka, upewniwszy się co do wsparcia Kremla, przystąpił do realizacji planu zdławienia protestów. Reżim działa dwutorowo. Zmiany na...

zobacz więcej

Ten sposób myślenia najlepiej pokazuje tweet Leszka Balcerowicza, napisany jeszcze w sierpniu, tuż po wyborach prezydenckich zmanipulowanych przez Łukaszenkę. Oczywiście nie wymierzony w samego prezydenta Białorusi, a w znienawidzony PiS. „W socjalizmie niemal wszystko było państwowe. To skazywało społeczeństwo na zacofanie i dyktaturę. Odejście od socjalizmu musi więc oznaczać prywatyzację gospodarki. Ale dla narodowo-socjalistycznych hakerów to <>. Ich wzorem jest de facto Białoruś Łukaszenki.”

„Leszek już szykuje neoliberalny zamach stanu w Białorusi. Marzy mu się powtórka z Polski i roku 1989, gdy na plecach robotników inteligencja doszła do władzy i zaorała polski przemysł, stocznie, sektor badawczy, kulturę, uniwersytety i usługi publiczne. Niedoczekanie!” – podsumował sprawę Jan Śpiewak, oczywiście bardzo mocno skrytykowany za ten wpis przez sympatyków Platformy Obywatelskiej.

Drugie dominujące podejście „starej Europy” to przeświadczenie, że w sprawie Białorusi trzeba rozmawiać z Putinem i jego ludźmi, co zresztą ma miejsce od początku obecnych niepokojów. Reszta, w tym rozmowy z Cichanouską, to tylko pusty gest.

Brutalne potwierdzenie tego stwierdzenia znaleźć można było w rozmowie Polskiego Radia 24 z rzecznikiem „Solidarności” Markiem Lewandowskim, poświęconej głównie wizycie na Białorusi szefa związku, Piotra Dudy. „Solidarność” próbuje wysyłać tamtejszym związkowcom pomoc rzeczową, co jest blokowane przez lokalne władze, prowadzi również zbiórkę środków dla protestujących robotników, wreszcie stara się ich walką zainteresować inne centrale związkowe. I tu napotyka, jak na razie, na mur obojętności. „Wypadałoby oczekiwać, że wszyscy teraz, tak jak pomagali nam, ruszą z pomocą Białorusi.

Tymczasem szczególnie europejskie związki zawodowe szybko reagują na tzw. łamanie praworządności, sprawy klimatyczne, a zupełnie ignorują to, na co powinny reagować od razu, jeszcze szybciej od nas” – mówił Lewandowski – „Zadeklarowaliśmy, że będziemy naciskać na europejskie związki zawodowe, by ruszyły się wreszcie do konkretnej pomocy”. Jednak na utworzony przez „Solidarność” specjalny fundusz na wpłaty od związkowców dla związkowców, poza milionem dolarów od Polaków, nie wpłynęły jak na razie żadne inne środki.

Berlin bezsilny wobec Moskwy. Otrucie Nawalnego kolejnym policzkiem dla Niemców

Postawa Niemiec wobec Rosji sprawia, że można mieć uzasadnione obawy, czy w czasie sprawowania przez ten kraj prezydencji, UE będzie potrafiła...

zobacz więcej

Polityka rządu polskiego wobec Białorusi spotyka się z uznaniem nawet ze strony krytycznej wobec wszystkich innych jego działań opozycji. Jeśli jednak ktoś próbowałby na tej podstawie wywnioskować, że przynajmniej w kwestii maksymalnego uniezależnienia się od Rosjan panuje u nas pełna zgoda, z błędu wyprowadzi go ciągły sprzeciw opozycji wobec przekopu Mierzei Wiślanej. Ta drobna (co również jest zresztą argumentem niektórych krytyków) ingerencja w kawałek lądu, blokujący dostęp części naszych nadbałtyckich miejscowości do pełnego morza, pozwoli polskim jednostkom omijać należącą do Rosji Cieśninę Pilawską.

Dziś o zgodę Rosjan występować musi każdy polski statek chcący dostać się przez nią do Bałtyku, w czym swój udział ma zresztą Donald Tusk, który w 2009 zrzekł się części naszych praw wynikających z prawa międzynarodowego na rzecz Rosji. Co ciekawe, sama idea przekopu, podjęta w pierwszej kadencji PiS, przez Platformę została porzucona, choć za jej rządów prowadzono wciąż ekspertyzy wykazujące, że jest to inwestycja opłacalna dla Polski. Kiedy PiS do swoich planów wrócił, działo się to już w nowej rzeczywistości, po aneksji Krymu, a więc wtedy, gdy Rosjanami i Putinem straszyli już nawet ci, którzy chwilę wcześniej widzieli w nim „naszego człowieka w Moskwie”, stojącego na czele państwa gotowego wchodzić do Unii Europejskiej i NATO – i to bynajmniej nie w znaczeniu wejścia zbrojnych oddziałów. Jednak inwestycja mająca na celu wyrwanie Moskwie tego kawałka naszej gospodarczej i politycznej suwerenności wciąż budzi ten sam sprzeciw, poza ubieraniem troski o jej interes w szatki ekologii nie zmieniło się nic.

Nawet w ostatnich dniach, gdy wszyscy tak bardzo martwią się, by Białoruś nie wpadła na dobre w ręce Putina, głos w sprawie Mierzei zabierały Sylwia Spurek i Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein. Pierwsza mówi o „patologicznej inwestycji” i narzeka, że Unia Europejska, jakoby „zaniepokojona”, nie jest w stanie natychmiast jej przerwać. Druga idzie jeszcze dalej, rozpowszechniając zdementowane od razu przez polski rząd fake-newsy o tym, że unijny komisarz przekopem zainteresować planuje… TSUE. Tą samą instytucją straszy też Spurek, mówiąc, że tematu nie planuje odpuścić. I tak wysłannicy polskiej opozycji, rzekomo w polskim interesie, stoją na straży monopolu rosyjskich portów w Cieśninie Pilawskiej. Białoruś ma być od Putina niezależna, Polska, jak się okazuje, nie musi.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej