RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Waranasi – miasto indyjskiego Boga

Oblane blaskiem słońca schody, pałace, tarasy i świątynie robią niesamowite wrażenie (fot. Agnieszka Wasztyl)

Najświętsze miasto Indii i jedno z najstarszych na świecie. Waranasi od prawie trzech tysięcy lat jest dla hinduistów duchową stolicą. To tutaj każdego dnia sacrum miesza się z profanum, a życie ze śmiercią. Przez miasto przepływa święta rzeka Ganges i miliony wiernych marzą, by zostać skremowanymi nad jej brzegiem. Codziennie dokonuje się tu blisko 200 pogrzebów. A obok – jak gdyby nigdy nic – normalnie toczy się życie.

Turcja – zimowe szaleństwo u stóp Gór Pontyjskich [GALERIA]

Ośnieżone szczyty gór, zalane słońcem doliny, widoki jak z pocztówki i trzaskający mróz. To nie Austria w zimowej odsłonie, a tureckie Erzurum....

zobacz więcej

Dźwięk budzika wyrywa nas ze snu. Jest piąta rano, a za oknem powoli wstaje dzień. Przed hostelem czeka już nasz przewodnik. Ravi prowadzi nas wąskimi uliczkami starego miasta nad brzeg Gangesu. Po drodze mijamy bezpańskie psy, bezdomnych, świętych mężów i pielgrzymów, którzy nad rzekę udają się na bosaka. Wchodzimy do małej drewnianej łodzi i po chwili ruszamy w rejs. W oddali słychać pieśni i dzwonki. Spowite poranną mgłą Waranasi wygląda tajemniczo i trochę złowieszczo. Pielgrzymi i mieszkańcy dokonują w rzece rytualnych kąpieli. Modlą się, medytują i czekają na wschód słońca. Wokół panuje kojąca cisza, co jest miłą odmianą po głośnym i zatłoczonym centrum miasta. Hinduiści wierzą, że kąpiel w świętej rzece oczyszcza z grzechów popełnionych przez wszystkie wcielenia i leczy choroby. Zjeżdżają tu wyznawcy hinduizmu z całego kraju.

– Ganges to boska rzeka. Bóg Sziwa przeniósł ją na ziemię i stworzył Waranasi. Ganges jest naszą matką, jest życiem – podkreśla Santos, młody mieszkaniec Waranasi. - Wiesz, mam szczęście, że mieszkam w najświętszym mieście. Jestem za to wdzięczny. Nie mogłem trafić lepiej – zapewnia chłopak.

Przyglądam się kobietom kąpiącym się w kolorowych sari, uśmiechniętym mężczyznom i brykającym w wodzie dzieciom. Słońce właśnie wstało i od razu zrobiło się cieplej. Do moich uszu dochodzą mantry powtarzane przez medytujących na kamiennych schodach (ghatach) ludzi, pieśni wychwalające bogów i modlitwy. Oblane blaskiem słońca schody, pałace, tarasy i świątynie robią niesamowite wrażenie. Jest coś niezwykłego w tym miejscu. Coś, czego nie da się opisać słowami. Czas nagle przestaje płynąć. Wszystko wydaje się nieistotne i takie nierzeczywiste. Mistycyzm tego miejsca udziela się nam wszystkim. Kąpiący się wierni nie zwracają na nas w ogóle uwagi.

– Ravi, czy tym ludziom nie przeszkadza to, że im się przyglądamy? – pytam lekko zakłopotana, bo mam wrażenie jakbym podglądała ich przy porannej toalecie. – Wręcz przeciwnie – odpowiada z uśmiechem nasz przewodnik. – Jesteśmy zadowoleni, że inni mogą się dowiedzieć o Gangesie i naszych bogach.

Radżastan – kraina jak z Baśni tysiąca i jednej nocy

Bajkowe pałace, kolorowe bazary, słonie na ulicach i ogromne forty. Radżastan – najbardziej kolorowy stan Indii jest coraz chętniej odwiedzany...

zobacz więcej

Oprócz nas wzdłuż rzeki płynie na łodziach wielu turystów. Z całego świata. I wszyscy przyglądają się porannym rytuałom jak zahipnotyzowani. Za dnia bardzo wyraźnie widać jak brudny jest Ganges. To jedna z najbardziej zanieczyszczonych rzek świata. Mimo to hinduiści nie tylko w niej się kąpią, ale także piją z niej wodę i piorą ubrania. Nie odstraszają ich metale ciężkie, pływające śmieci, ludzkie prochy lub… resztki niedopalonych ciał… Tak, to wszystko można znaleźć w Gangesie. Dla Europejczyka jest to trudne do zrozumienia.

Oswoić śmierć

Kilku mężczyzn niesie nieboszczyka na bambusowych noszach. Zmarły owinięty jest od stóp do głów kolorowym całunem. Nie wiadomo czy jest to mężczyzna czy kobieta. Kondukt pogrzebowy przechodzi przez miasto i dociera do Manikarnika Ghat. To największy ghat krematoryjny w Indiach. Zanim ciało zostanie spalone najpierw jest myte w Gangesie i nacierane olejkami. Do spalenia jednego człowieka potrzeba 300 kg drewna. Najdroższe jest sandałowe, mogą sobie na nie pozwolić tylko najbogatsi. Dymy z palących się stosów widać z daleka. Nie chcę jednak podchodzić bliżej. W końcu to pogrzeb.

– Pielgrzymi z całego kraju przyjeżdżają tu by rozsypać w Gangesie prochy swoich bliskich. To pomaga im uwolnić się od karmy i reinkarnacji. Każdy wyznawca hinduizmu marzy, aby w taki sposób zakończyć swoje życie – podkreśla nasz przewodnik Ravi. Dlatego część schorowanych starszych ludzi specjalnie przeprowadza się do tego miasta i czeka na śmierć. Miejscowi wierzą, że ogień w Waranasi płonie nieprzerwanie od ponad trzech tysięcy lat. – Nie było jeszcze miasta, a już palono tu ludzi – zapewnia mężczyzna.

Przygotowaniem do kremacji zajmują się dalitowie, członkowie najniższej kasty. Pogrzeb prowadzi zazwyczaj najstarszy syn zmarłego lub kapłan. Ubrany jest na biało (kolor żałoby) i ma ogoloną głowę. Gdy ciało jest już na stosie prowadzący pogrzeb okrąża je kilka razy i podpala. Następnie uderza prętem w czaszkę zmarłego i ją rozbija. W ten sposób dusza zostaje uwolniona. Ciało spala się około 4-7 godzin. Nikt nie płacze i nie zawodzi, bo dla hinduistów śmierć jest wyzwoleniem. Po pogrzebie rodzina nieboszczyka modli się przez kilka dni o jego szczęśliwe nowe życie i codziennie przez ten czas składa bogom w ofierze miskę ryżu.

Agnieszka Wasztyl: Powitanie Arktyki

Rzędy drewnianych domów, zasypane białym puchem doliny, ośnieżone góry i widoki jak z pocztówki. 350 km za kołem podbiegunowym w otoczeniu...

zobacz więcej

– Dziennie dokonuje się tu ponad 200 kremacji. Stosy płoną całą dobę. Ludzi, których nie stać na pogrzeb tutaj dokonują kremacji w innych miastach, a rodziny przywożą ich prochy i rozsypują w Gangesie. Bogatsi przywożą ciała bliskich z całych Indii. Jesteśmy oswojeni ze śmiercią – podkreśla Rahul Agrwal, właściciel jednego z hosteli w Waranasi.

Nie wszyscy jednak mogą zostać skremowani. Ci, którzy nie potrzebują oczyszczenia wrzucani są po śmierci do rzeki. Na stosie nie spłoną m.in. święci mężowie, małe dzieci, kobiety w ciąży czy osoby ugryzione przez kobrę (święte zwierze boga Sziwy). Zaszczytu spalenia z kolei nie dostąpią np. osoby chore na trąd.

Ogień dla bogów

Wieczorami nad brzegiem Gangesu odbywa się prastary, hinduistyczny rytuał. Rzece ofiaruje się ogień, a wierni modlą się za zmarłych. Na scenie kilku młodych mężczyzn trzyma w dłoniach świeczniki, kadzidła i dzwoneczki. Kapłani wykonują taniec z ogniem skierowany w cztery strony świata. W tle słychać modlitwy i muzykę. W taki sposób hinduiści oddają cześć matce Ganges i bogu Sziwie. Żegnają kolejny dzień, proszą o spełnienie próśb i błogosławią wszechświat. Zaciera się granica między światem rzeczywistym i duchowym. W oddali płoną stosy.

– Kiedyś takie ceremonie odbywały się tylko w świątyniach. Ale pewnego dnia postanowiono, że warto wyjść z nimi do ludzi. Tym bardziej, że jest duże zainteresowanie – podkreśla Ravi. Rzeczywiście podczas ceremonii tłumy. Nie tylko Hindusów, ale także turystów. Obok sceny można dostrzec małe ołtarzyki. Na rzece wierni puszczają kwiatowe lampiony – jest to ofiara dla Gangesu. Mistyka, tajemniczość i duchowość. Dla turystów jest to niezwykle barwna uroczystość. Dla wyznawców hinduizmu, to czas refleksji i modlitwy.

Perły Macedonii Północnej

Antyczne miasta, gościnni ludzie, przepyszna kuchnia i wielokulturowa tradycja. Macedonia Północna dla wielu jest kwintesencją Bałkanów. To tu...

zobacz więcej

– Waranasi daje nam nadzieję i pozytywną energię. To miasto boga , a on dla nas jest bardzo ważny. Sziwa stworzył cały świat. Wszystko się z niego wywodzi. Inni bogowie są jego inkarnacją – tłumaczy Rahul Agrwal.

Nad brzegiem Gangesu i na starym mieście można natknąć się na małe miejsca kultu, a także świątynie. Do najważniejszych należą m.in. Bharat Mata, Świątynia Małp i Złota Świątynia.

Indie w miniaturze

W Waranasi duchowość przeplata się z codziennością. Obok palących się zwłok bezdomne zwierzęta piją wodę z rzeki. Po dachach budynków skaczą małpy, a święte krowy leniwie spacerują wąskimi uliczkami. Wieczorami po zakończeniu uroczystości młodzież gra na ghatach w badmintona lub w piłkę. Palące się stosy widoczne są z daleka, ale tu nikt nie zwraca już na nie uwagi. Są codziennym obrazem, częścią tego miasta. Refleksji i nostalgiom towarzyszy radość z życia młodych ludzi, którzy jak gdyby nigdy nic bawią się na całego lub randkują. A obok nich pod kocami śpią nędzarze lub święci mężowie. Ci ostatni są traktowani z największym szacunkiem.

– Prawdziwy święty mąż (sadhu) nigdy nie weźmie od ciebie pieniędzy. Za jałmużnę oczywiście podziękuje, ale nie będzie się jej domagał. Przebierańcy mogą próbować cię naciągnąć – ostrzega nasz przewodnik Ravi. Rzeczywiście nad kamiennych schodach aż roi się od kapłanów, którzy rzecz jasna za opłatą ofiarują swoje błogosławieństwo. Omijamy ich szerokim łukiem. Wchodzimy w wąską, niepozorną uliczkę, oddaloną od hałaśliwego centrum. Na podwyższeniu ubrany w pomarańczową szatę siedzi sadhu. Święty mąż jest tak zaczytany w wedach i skupiony na modlitwach, że początkowo nas nawet nie zauważa.

Agnieszka Wasztyl: Zapraszam do Rygi

Secesyjne kamienice, średniowieczne uliczki, miłość do kotów i serdeczni mieszkańcy. Taka jest Ryga - łotewska stolica. Kiedyś był tu jeden z...

zobacz więcej

Chyba żadne miasto w tym kraju nie wzbudza tylu skrajnych emocji co Waranasi. Jest zatłoczone, brudne i głośne. Chaos, dźwięk klaksonów i ogromne korki mogą przytłaczać. Waranasi jednak mocno oddziałuje na zmysły i rozpala wyobraźnię podróżników.

– Bałam się tu przyjechać. Nie wiedziałam czy to, co zobaczę nie wywoła u mnie szoku kulturowego. Ale nie żałuję, że tu jestem. Nigdy nie widziałam czegoś takiego – mówi mi Agata, młoda turystka spod Katowic, która w Indiach spędza dwa tygodnie. - Miasto jest jedyne w swoim rodzaju, jakby nie z tego świata – dodaje jej koleżanka.

Mówi się, że kto nie był w Waranasi, ten nie widział prawdziwych Indii. I chyba faktycznie coś w tym jest. Miasto zachwyca i jednocześnie przeraża, ale jest niezwykle wciągające i na swój sposób fascynujące. A już na pewno – inne niż wszystkie…

źródło:
Zobacz więcej