RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Taktyka salami po białorusku

Wojna pozycyjna – tak w ostatnich tygodniach można było określić konflikt reżimu Łukaszenki z protestującymi Białorusinami i opozycją (fot. PAP/EPA/STRINGER)

Alaksandr Łukaszenka, upewniwszy się co do wsparcia Kremla, przystąpił do realizacji planu zdławienia protestów. Reżim działa dwutorowo. Zmiany na stanowiskach szefów służb i prokuratury zapowiadają zaś zaostrzenie represji.

Adwokat Kalesnikawej: Założono jej worek na głowę i grożono śmiercią

Członkini opozycyjnej białoruskiej Rady Koordynacyjnej Maryja Kalesnikawa oświadczyła, że podczas próby deportowania z Białorusi na Ukrainę...

zobacz więcej

Wojna pozycyjna – tak w ostatnich tygodniach można było określić konflikt reżimu Łukaszenki z protestującymi Białorusinami i opozycją. Jednak widać już, że z każdym dniem władza poczyna sobie z demonstrantami coraz brutalniej. Na dużą skalę używa się lokalnej odmiany „zielonych ludzików”, prawdopodobnie funkcjonariuszy służb, działających w maskach i kombinezonach bez oznaczeń. Atakowane są już też kobiety. Stosunkowo biernie siły reżimu zachowują się tylko podczas wielkich niedzielnych manifestacji. Ale i wtedy, gdy już ludzie rozchodzą się po proteście, siłowicy uderzają w mniejsze, rozproszone grupy.

Ostatnie zmiany na kierowniczych stanowiskach w służbach i prokuraturze potwierdzają, że Łukaszenka będzie „dokręcał śrubę” przeciwnikom na ulicach, powoli ale systematycznie. Inaczej sprawa ma się z czołowymi postaciami obecnej opozycji. Powołanie Rady Koordynacyjnej sprawiło, że funkcjonariusze reżimu dostali gotową listę działaczy do eliminacji. Są dwie metody: albo zmuszenie do emigracji (szantażem, groźbami, czy wręcz fizyczną presją), albo wsadzenie do aresztu i postawienie zarzutów. Reżim preferuje pierwszą metodę, bo wtedy można takiego opozycjonistę dyskredytować w kontrolowanych mediach, zarzucając mu, że gdy jego zwolennicy na ulicach protestują, on/ona bryluje na europejskich salonach.

No i łatwiej jest mówić o zachodnim spisku i rzekomych działaniach destabilizujących Zachodu, jeśli czołowe postacie protestów przebywają na Litwie czy w Polsce.

Zmiany u siłowików

Trzeciego września Łukaszenka ogłosił zmiany na stanowiskach szefów ważnych struktur siłowych. Prezydent Białorusi mianował nowego szefa KGB i nowego sekretarza Rady Bezpieczeństwa. Dokładniej zaś dotychczasowy szef KGB Waler Wakulczyk zajął fotel sekretarza Rady Bezpieczeństwa. Z kolei jego miejsce zajął Iwan Tertel, dotychczasowy szef Komitetu Kontroli Państwowej (KGK) – ale mający bogate doświadczenia służby w armii i siłach pogranicznych KGB. Na czele KGK stanął na razie dotychczasowy zastępca Tertela, Wasil Hierasimou.

Każdy kolejny dzień zwłoki kompromituje Niemcy. Nord Stream 2 musi upaść

Próba otrucia Aleksieja Nawalnego i wspieranie przez Kreml reżimu Aleksandra Łukaszenki powinny spotkać się ze zdecydowaną reakcją Berlina. Ze...

zobacz więcej

Należy pamiętać przy tym, że Komitet Kontroli Państwowej to nie jest tylko odpowiednik polskiej NIK, z rozbudowanymi kompetencjami to de facto kolejna służba specjalna. Odpowiedzialna przede wszystkim za kontrolę nomenklatury. Tertel jest uważany z bliskiego rosyjskiej FSB, z kolei jego poprzednik Wakulczyk od wielu lat był przez Łukaszenkę oddelegowany do aparatu bezpieczeństwa w celu ograniczania tam wpływów rosyjskich.

W tej zmianie kadrowej nie ma nic dziwnego, potwierdza ona rosnącą zależność Łukaszenki od Moskwy. Wszak już od co najmniej 18 sierpnia w Mińsku lądują samoloty specjalne FSB. Stopniowe zaostrzanie represji i coraz większa brutalność służb i OMON też może wskazywać, że rosyjscy „doradcy” odgrywają dziś ważne role w białoruskiej bezpiece. Zmiana na stanowisku szefa KGB wskazuje, że Łukaszenka, po pierwsze, planuje zaostrzenie represji, po drugie zaś, oczekuje jeszcze ściślejszej kontroli nad nomenklaturą i wielkimi zakładami przemysłowymi. Tertel ma w tym zakresie doświadczenie jako niedawny szef Komitetu Kontroli Państwowej (KGK), a zarazem wcześniejszy wieloletni wysoki rangą funkcjonariusz bezpieki.

Jednak same ściganie i zatrzymywanie przeciwników reżimu nie wystarczy do skutecznego stłumienia protestów. Trzeba jeszcze tych zatrzymanych odpowiednio ukarać. I tu jest rola prokuratury oraz sądów. Głównie prokuratury, bo sędziowie skażą surowo, tylko oskarżenie musi zażądać odpowiednio wysokiego wymiaru kary. Łukaszenka mianował 9 września Andreja Szwieda na nowego prokuratora generalnego. Zastąpił on sprawującego tę funkcję już od dziewięciu lat Alaksandra Kaniuka. Nikt nie ukrywa, że chodzi o zaostrzenie działań represyjnych prokuratorów. Przedstawiając 10 września pracownikom prokuratury generalnej nowego szefa Łukaszenka oznajmił, że dotychczasowe działania ich instytucji nie były zadowalające.

- Wy powinniście nie tylko oceniać z punktu widzenia prawa poczynania organizatorów i agitatorów, ale przedsięwziąć silniejsze, ostrzejsze środki reagowania prokuratorskiego na podobne działania – grzmiał prezydent.

Tak będzie, o czym zapewnił go pochodzące ze wschodniej Białorusi 47-letni Szwied. - Zmobilizujemy i zmusimy wszystkich, którzy mają obowiązek zajmować się tymi kwestiami: wszystkie organy państwowe, wszystkich urzędników, by zwartym frontem zapewnili spokój i praworządność w naszym kraju – mówił nowy prokurator generalny. - Przejawy przemocy, ekstremizmu i naruszenia porządku publicznego powinny być duszone w zarodku – oświadczył Szwied.

Łukaszenka: Nie odejdę tak po prostu

– Tylko ja mogę teraz obronić Białorusinów – powiedział w rozmowie z rosyjskimi dziennikarzami prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka....

zobacz więcej

Należy się spodziewać jeszcze brutalniejszych działań prawnych wobec opozycjonistów. Ze śledztwem ws. Rady Koordynacyjnej na czele. Prokuratura uznała jej powołanie za próbę przejęcia władzy w kraju. Wraz ze zmianą na czele prokuratury generalnej pojawiła się informacja, że za podejrzanych w postępowaniu karnym ws. wzywania do przejęcia władzy uznano co najmniej dwoje członków prezydium Rady – Maryję Kalesnikawą i Maksima Znaka.

Taktyka salami

Z każdym kolejnym weekendem, gdy tradycyjnie ma miejsce największa mobilizacja ludzi i na ulice wychodzą dziesiątki tysięcy osób (jak 6 września w Mińsku ok. 100 000 i ok. 10 000 w Grodnie), władza staje się coraz brutalniejsza. Reżim nie może sobie jednak pozwolić na próby siłowego rozproszenia tak dużych protestów, jak w niedziele. Unika też takiej brutalności jak w pierwszych dniach po wyborach, bo to tylko zmobilizowało Białorusinów do wyjścia na ulice. Uderza się w mniejsze grupy demonstrantów i zatrzymuje ich, na ogół gdy już duże manifestacje są zakończone i ludzie się rozchodzą. Jednocześnie jednak reżim coraz ostrzej poczyna sobie z kierownictwem opozycji. Stosując znaną jeszcze z czasów zimnej wojny praktykę stopniowego niszczenia kierownictwa demokratycznych przeciwników (taktyka salami).

Powołanie Rady Koordynacyjnej musiało wywołać reakcję władz – które wzięły od razu na celownik członków tego ciała. Reżim dąży do sparaliżowania działania Rady, zmuszając jej członków do emigracji lub po prostu stawiając im zarzuty i wsadzając do aresztu. Jako pierwszą, jeszcze przed powołaniem Rady Koordynacyjnej, z kraju wyrzucono Swiatłanę Cichanouską. Co było tym łatwiejsze, że Łukaszenka ma zakładnika: w areszcie siedzi jej mąż Siarhiej. 2 września do Polski wyjechał Paweł Łatuszka.

Zaginęła białoruska opozycjonistka. Londyn i Berlin zaniepokojone

Wielka Brytania i Niemcy wyraziły zaniepokojenie zaginięciem jednej z liderek białoruskich protestów Maryi Kalesnikawej. Rząd w Londynie...

zobacz więcej

Trzy dni później na granicy polskiej białoruskie służby porzuciły Wolhę Kawalkową. 7 września służby porwały Maryję Kalesnikawą i dwóch innych ważnych członków Rady Koordynacyjnej. Tych ostatnich zmuszono do emigracji na Ukrainę, a Kalesnikawa niemal w ostatniej chwili niszcząc swój paszport uniknęła przymusowej emigracji, ale za to trafiła do aresztu z zarzutem próby nielegalnego przejęcia władzy w kraju. 9 września w ręce reżimu wpadł też Maksim Znak. Co oznacza, że według stanu na 9 września z siedmioosobowego prezydium Rady Koordynacyjnej na wolności i w kraju pozostaje już tylko noblistka Swiatłana Aleksijewicz. Pozostali albo siedzą w areszcie, albo na wymuszonej emigracji. Ta przymusowa emigracja jest na rękę Łukaszence, który może oskarżać swych przeciwników, że są marionetkami w ręku Zachodu, działając z Wilna, Warszawy czy Kijowa.

Skończyły się bowiem czasy, gdy Łukaszenka flirtował z Zachodem czy Ukrainą. Teraz stawia jednoznacznie na Moskwę, a to oznacza, że musi być bardziej antyzachodni niż sam Putin. Tym bardziej, że 3 września wśród demonstrantów pojawiły się hasła „Jesteśmy Białorusinami, a nie rosyjską prowincją” czy „Putin, z kim trzymasz?”. To musi niepokoić Kreml, zwłaszcza, że było to w tym samym dniu, w którym wizytę w Mińsku złożył premier Michaił Miszustin w towarzystwie dwóch wicepremierów i pięciu ministrów (m.in. energetyki oraz przemysłu i handlu).

To było przygotowanie nowych porozumień białorusko-rosyjskich. Wszystko wskazuje na to, że Rosja zapewni Białorusi dalsze faktyczne subsydia, choćby w postaci preferencyjnych cen ropy i gazu, w zamian zaś Łukaszenka przestanie blokować integrację obu państw – de facto dalsze uzależnienie Białorusi od Rosji. W dniu wizyty Miszustina Łukaszenka oskarżył Ukrainę o wspieranie demonstracji na Białorusi. Dzień wcześniej Siergiej Ławrow mówi – nie przedstawiając cienia dowodu – że „200 ukraińskich neonazistów” działa na Białorusi. Kreml osiągnął swój cel: Łukaszenka jest już zależny tylko od Rosji i skłócony ze wszystkimi pozostałymi sąsiadami.

Białoruś, czyli lina rozciągnięta między upodmiotowieniem a geopolityką

Pośród setek opinii publicystów i polityków, jakie padły w ciągu ostatnich trzech tygodni, charakteryzujących wydarzenia na Białorusi, jedynie...

zobacz więcej

Plan Łukaszenki (i Kremla)

Represje represjami, ale Moskwa postawiła Łukaszence wyraźny warunek: trzeba wygasić obecne protesty. Więc równolegle z atakami na opozycję i coraz większą presją na demonstrantów reżim musi wyjść z czymś konstruktywnym. Jak to bywa w takich reżimach, najwygodniej zaproponować reformy. W przypadku Łukaszenki chodzi o takie reformy i tak długi proces ich wprowadzania, by mógł dalej rządzić mimo oczywistych fałszerstw wyborczych. Opozycji udało się dotrzeć do oryginalnych protokołów głosowania w wyborach 9 sierpnia z 1310 komisji (na łączną sumę 5 767). Co ważne, to komisje z różnych punktów we wszystkich regionach Białorusi, a więc dające dość reprezentatywne dane. Wynika z nich frekwencja na poziomie 32,2 proc. oraz zwycięstwo Cichanouskiej – 81 proc.

Co by potwierdzało dość powszechną opinię zaraz po ogłoszeniu oficjalnych wyników, że proporcje się zgadzają, tylko należy zamienić Łukaszenkę z Cichanouską. Bo oficjalnie to dotychczasowy prezydent dostał 80,8 proc. Uwagę też zwraca dużo wyższa frekwencja w Mińsku, obwodzie mińskim i obwodzie grodzieńskim niż w graniczących z Rosją obwodach homelskim i mohylewskim. Przy ogólnej frekwencji i wyniku Cichanouskiej oznacza to, że tradycyjny elektorat Łukaszenki po prostu nie poszedł głosować, a elektorat niepodległościowy i chcący zmian bardzo się zmobilizował.

Biorąc pod uwagę odrzucenie oficjalnych wyników wyborów przez opozycję, Zachód i Ukrainę, Łukaszenka musi znaleźć wyjście z tej sytuacji. Podpowiedzieli mu je Rosjanie jeszcze w sierpniu: reforma konstytucyjna. 9 września w wywiadzie dla mediów rosyjskich Łukaszenka znów nawiązał do planów reformy konstytucyjnej, ale zastrzegł, że Białoruś powinna mieć silnego prezydenta. Łukaszenka powiedział, że opozycja powinna mieć formę partii politycznych, a te są tylko na papierze, więc „opozycji nie ma”.

Premier Morawiecki: Apeluję do władz Białorusi o uwolnienie opozycjonistów

Premier Mateusz Morawiecki zaapelował do władz Białorusi o uwolnienie bezprawnie przetrzymywanych i przesłuchiwanych przedstawicieli opozycji....

zobacz więcej

Rosyjskie media podają, że władze Białorusi przedstawiły Rosji i OBWE plan wyjścia z politycznego kryzysu. Przewiduje on – pisze portal RBK – że do 2022 roku w konstytucji Białorusi będą wniesione poprawki osłabiające władzę prezydenta na korzyść rządu i parlamentu. Następnie odbędą się przedterminowe wybory prezydenckie i parlamentarne. Już 28 sierpnia w Wiedniu odbyło się specjalne posiedzenie rady stałej OBWE poświęcone sytuacji na Białorusi. Wystąpił na nim przedstawiciel Mińska, przekonując, że reforma konstytucyjna to jedyny sposób, żeby przeprowadzić przedterminowe wybory prezydenckie, skoro w tych 9 sierpnia wygrał Łukaszenka. Zapewniał przy tym, że reforma ustawy zasadniczej umożliwi liberalizację systemu politycznego Białorusi, zwiększy rolę partii, zmieni prawodawstwo wyborcze.

Poprawki do konstytucji miałyby być przyjęte w drodze referendum. Mińsk zapewnia, że już nawet gotowy jest projekt poprawek do konstytucji, przygotowany przez sędziów Sądu Konstytucyjnego. Na temat „reformy konstytucyjnej” rozmawiali 2 września szefowie dyplomacji Rosji i Białorusi. Łukaszenka już nieraz dawał do zrozumienia, że dopuszcza przedterminowe wybory na Białorusi - ale tylko po przeprowadzeniu reformy konstytucyjnej.

Zobacz więcej