RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Gdy dyktator jest bogiem

Kim Dzong jest trzecim z dynastii komunistycznych dyktatorów (fot. PAP/EPA/KCNA)

Korea Północna to najbardziej odizolowany kraj na Ziemi. Przeniknięcie do niego jest sztuką, ucieczka zaś jeszcze większą. Nieliczni, którym się to udaje mówią o piekle komunistycznej dyktatury. Jak Yeonmi Park, która zdołała zbiec z matką i dała wgląd w życie w nieludzkim reżimie. Niewykluczone, że wkrótce może się on zmienić, coraz ciekawsze bowiem docierają informacje na temat stanu zdrowia Kim Dzong Una oraz zachowań jego siostry, która ma rządzić w jego zastępstwie.

Kim Dzong Un jednak nie śpiączce? Zwołał posiedzenie politbiura ws. koronawirusa

Zagraniczne twierdzą, że przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un znajduje się w stanie śpiączki. Agencja KCNA zapewniła, że z jego zdrowiem nie ma...

zobacz więcej

Yeonmi Park miała szczęście. W 2007 roku gdy miała zaledwie 13 lat uciekła z matką z Korei Północnej. Obecnie mieszka w Chicago i pracuje dla organizacji walczącej o prawa człowieka. Ścieżka zawodowa wydaje się być optymalna dla osoby, która doświadczyła życia w dyktaturze dynastii Kimów. W wywiadzie dla amerykańskiego „The Post” określiła egzystencję w ojczyźnie mianem „współczesnego holokaustu”.

Według Park w Korei Północnej nie są znane pojęcia miłości czy przyjaźni. Indoktrynacja społeczeństwa jest tak wielka, że miłość i uwielbienie są zarezerwowane wyłącznie dla obecnie panującego przywódcy kraju. Przyznała, że nawet rodzice nigdy nie powiedzieli jej, że ją kochają.

Jej wspomnienia z dzieciństwa to ludzie umierający z głodu na ulicy oraz braki w dostawach energii elektrycznej. Żyła w ciemności i zimnie, za to karmiona propagandą o nieomylności najwyższego przywódcy, kroczącej zwycięskim pochodem rewolucji oraz knowaniach krwiożerczych kapitalistów ze Stanów Zjednoczonych i ich podstępnych sługusów z Korei Południowej.

Modlitwa do dyktatora

– To, co trzeba wiedzieć o Korei Północnej to, że jest to kraj, który w żadnym wypadku nie przypomina państw jak Iran czy Kuba. Tam człowiek zdaje sobie sprawę, że dzieje się coś nieprawidłowego, że są izolowane i ludzie nie mogą czuć się bezpiecznie – tłumaczy. – Natomiast Korea Północna całkowicie odcięła się od świata, to dosłownie Królestwo Pustelnika. Gdy tam dorastałam nie wiedziałam, że jest tak izolowana, nie wiedziałam, że modlę się do dyktatora – wskazała uciekinierka.

Opowiedziała, że jako dziecko ona i jej siostra były uczone, iż Kim Dzong Il i jego syn Kim Dzong Un są bogami, którzy mają moc czytania w ludzkich myślach, przez co ludzie bali się nie tylko mówić, ale nawet myśleć źle o ówczesnym dyktatorze i jego następcy.

Dyktatorówna

Tajemnicze zniknięcie Kim Dzong Una wywołało falę spekulacji. Umarł, nie umarł, dogorywa w stanie wegetatywnym? Takie pytania zadawało sobie wielu...

zobacz więcej

Pranie mózgów zaczyna się od najwcześniejszych lat. W szkole dzieci są uczone liczenia na przykład „amerykańskich bękartów”. Są również zmuszane do uczestniczenia w „sesjach krytyki”, podczas których atakują swoich kolegów z klasy i szukają ich domniemanych win. Winą może być naturalnie wszystko – pomyłka w liczeniu, ale też niedostateczny entuzjazm w okazywaniu czci dynastii Kimów. W przypadku największych „przewinień” rodzina takiego dziecka może nawet trafić do obozu jako „wrogowie ludu”.

Cel takich zabiegów był oczywisty – sianie strachu, tworzenie podziałów i atmosfery braku zaufania oraz hodowanie przyszłych szpicli. – Nie mamy przyjaciół w Korei Północnej, tylko towarzyszy. W ogóle nie funkcjonuje idea przyjaźni – wyjaśniła Park.

Szpiegomania

Szpiegomania w KRLD jest posunięta do granic absurdu. Każdy obywatel znajduje się pod czujnym okiem inminbanjanga, przedstawiciela partii w bloku, który ma raportować wyższym instancjom o tym co robią mieszkańcy. Dobry inminbanjang powinien nawet wiedzieć, ile pałeczek do ryżu znajduje się w każdym mieszkaniu. Co ciekawe, nie jest to funkcja milicyjna, a partyjna. Takie zadania wyznacza się szeregowym członkom Partii Pracy Korei.

Świat z niepokojem patrzy na rozwój północnokoreańskiego programu nuklearnego, ale dla samych mieszkańców nie stanowi to zagrożenia. Są nim natomiast fatalne warunki życia. Z danych Organizacji Narodów Zjednoczonych wynika, że ponad 10 milionów obywateli tego kraju, około 40 procent społeczeństwa, głoduje bądź oraz cierpi w wyniku poważnych ograniczeń w dostępie do żywności.

Doświadczyła tego także sama Park. W wywiadzie opisała, że dorastając musiała jeść owady, by przeżyć. Wskazała, że winnymi cierpień są Kimowie, którzy pozwolili, by ich rodacy umierali z głodu. Taki los spotkał jej wujka i babcię. – Widziało się wielu ludzi, którzy po prostu umierali. Widok ciał na ulicy był dla nas czymś normalnym. Nigdy nie myślałam, że jest to coś nadzwyczajnego – przekonywała.

Mieszkańcy Korei Północnej są poddawani praniu mózgu (fot. PAP/EPA/KCNA)

Korea Północna: Władze konfiskują psy. „Niektóre są sprzedawane do restauracji”

Dyktator Korei Północnej nakazał w stolicy kraju Pjongjangu konfiskatę psów domowych. Oficjalnie ma chodzić o zwalczanie „zachodniej dekadencji”....

zobacz więcej

– Odwiedziłam slumsy w Mumbaju, widziałam slumsy w innych krajach, ale żadne nie przypominają Korei Północnej, ponieważ głód w Korei Północnej jest czymś systematycznym, kontrolowanym przez władze, które zdecydowały, że należy morzyć mieszkańców głodem – dowodziła.

Miliardy na broń jądrową

– Korea Północna wydaje miliardy dolarów na program nuklearny. Gdyby władze przeznaczyły zaledwie 20 procent z tego, co wydają na broń jądrową, na jedzenie, na gospodarkę żywnościową, nikt w kraju nie musiałby umierać z głodu, ale reżim celowo sprawia, że ludzie są głodni – wskazała Park.

Kobieta opowiedziała również jak zdołała uciec z Korei Północnej. Razem z matką przeszły przez zamarzniętą rzekę Yalu, która stanowi część granicy między KRLD a Chinami. Po przekroczeniu Yalu matka Park została zgwałcona przez przemytników ludzi. Następnie obie zostały sprzedane pewnemu Chińczykowi, który zapłacił za nie niecałe 300 dolarów.

Jej starszej siostrze udało się uciec wcześniej i prędko jej nie odnalazły. Kobiety zdołały natomiast przeszmuglować przez granicę ich ojca i męża. Mężczyzna zmarł jednak wkrótce na raka. Dzięki pomocy chrześcijańskich misjonarzy Park i jej matce udało się zbiec do Mongolii, przekroczyć pustynie Gobi i dotrzeć do Korei Południowej, gdzie połączyły się z siostrą.

Park podjęła studia w Seulu, zaś w 2014 roku przeniosła się do Nowego Jorku. W Stanach Zjednoczonych zaangażowała się w informowanie opinii publicznej o nieludzkich warunkach życia w Korei Północnej oraz zbrodniach reżimu Kim Dzong Una.

Święto terroru. Jak Korea Północna buduje raj na Ziemi

Najważniejszymi świętami w północnokoreańskim kalendarzu są te związane w rocznicami wydarzeń – prawdziwych i zmyślonych – z życia komunistycznych...

zobacz więcej

Pod okiem bezpieki

Aktywistka wie, że północnokoreańska bezpieka śledzi jej poczynania i zdaje sobie sprawę, że naraża swoje bezpieczeństwo i nie tylko, bo również swoich bliskich. Wie, że kilkoro członków jej rodziny zaginęło, choć mogła to być również zemsta władz za to, że razem z matką śmiały uciec.

– Nie wiem, czy zostali zabici czy zesłani do obozów, więc w zasadzie wciąż nie jestem wolna. Nawet mimo tego, że przeszłam przez to wszystko, żeby zdobyć wolność, wciąż się nie uwolniłam od dyktatury – podkreśliła. Jednocześnie wymieniła Chiny jako kraj sponsorujący Koreę Północną i jej reżim.

Co ciekawe, mimo okropnych doświadczeń, jest wdzięczna, że urodziła się w Korei Północnej. – Gdybym nie urodziła się w tym opresyjnym systemie i totalnej ciemności, nie wiem, czy zobaczyłabym tu światło. Myślę, że ludzie w USA nie widzą światła, tylko dostrzegają ciemność, a dla mnie jest tu dużo jasności – zaznaczyła. – Jestem ogromnie wdzięczna, że doświadczyłam życia w kraju, który jest jak inna planeta – dodała.

Park przekazała również, że jej źródła w Pjongjangu informują, iż wbrew doniesieniom mediów Kim Dzong Un nie zapadł w śpiączkę. Dyktator ma żyć i czuć się dobrze. W sprawie stanu zdrowia dyktatora pojawiają się sprzeczne informacje. Chang Song-min, były doradca byłego prezydenta Korei Południowej Kima Dae-junga twierdzi, że przywódca KRLD zapadł w śpiączkę, a władzę w kraju ma sprawować de facto jego siostra Kim Jo Dzong.

Próżnia polityczna?

Pod koniec sierpnia dyplomata oświadczył w rozmowie z południowokoreańskimi mediami, że choć Kim Dzong Un jest w śpiączce, to „jego życie się nie skończyło”. Przekonywał również, że ponieważ nie wypracowano precyzyjnych zasad sukcesji, rządy w kraju przejęła Kim Jo Dzong, aby wypełnić powstałą próżnię.

Karuzela zbrodni

Próby traktowania Kim Dzong Una po ojcowsku przez prezydenta USA Donalda Trumpa nie przyniosły żadnego rezultatu. Można odnieść wrażenie, że...

zobacz więcej

Warto zwrócić uwagę, że to kolejne doniesienia o złym stanie zdrowia dyktatora, jakie pojawiły się w ostatnich miesiącach. W kwietniu południowokoreańskie media podały, że Kim został poddany operacji serca, mało tego, miała ona zakończyć się jakimś niepowodzeniem.

Właśnie to – argumentowano – było przyczyną braku przywódcy podczas obchodów urodzin jego dziadka Kim Ir Sena, jednego z najważniejszych bóstw w północnokoreańskim panteonie. Po trzech tygodniach Kim Dzong Un sam uciął spekulacje, pojawiając się publicznie. Złożył wówczas wizytę w fabryce nawozów w Pjongjangu.

Niestety, społeczność międzynarodowa nie ma bezpośredniego wglądu w to, co dzieje się w Korei Północnej. Możemy posiłkować się tylko informacjami z drugiej ręki. Te zgodnie potwierdzają stale rosnącą rolę Kim Jo Dzong w aparacie władzy. Ministerstwo Obrony Korei Południowej, a więc dobrze poinformowana instytucja, wskazała, że stanęła ona na czele Departamentu Organizacji i Przywództwa Partii Pracy Korei.

Sznurki władzy

Organ ten należy do najważniejszych instytucji w całym kraju. Tak jak PKK rządzi krajem w sposób absolutny, tak ten departament nadzoruje całą partię. Kim Jo Dzong ma mieć więc pieczę między innymi nad indoktrynacją ideologiczną oraz monitorowaniem około trzech milionów członków partii.

Kim Jo Dzong ma również mieć nadzór nad innymi kluczowymi działaniami Korei Północnej, czyli kontaktach ze Stanami Zjednoczonymi oraz sąsiadem z południowej części Półwyspu Koreańskiego. Zmianę kursu już widać. Dowodem było wysadzenie w powietrze budynku łącznikowego w Kaesong na granicy między obiema Koreami.

Kim Dzong Un miał scedować część władzy na siostrę (fot. PAP/EPA/KCNA)

Półroczny kurs na dyktatorową. Kim jest żona Kima?

Ostatnia niespodziewana wizyta Kim Dzong Una w Pekinie daje realną perspektywę uspokojenia sytuacji na Półwyspie Koreańskim i obniżenia rosnącego...

zobacz więcej

Budynek miał być symbolem pokojowego dialogu między sąsiadami rozgraniczonymi przez 38. Równoleżnik. Pjongjangowi nie zależy jednak na symbolach. Natychmiast zapowiedziano powrót wojska na opuszczone kilkanaście miesięcy temu tereny graniczne. Na ulice stolicy Korei Północnej wysłano natomiast wiece, podczas których krzyczano między innymi pod adresem Południa: „Zabić ich wszystkich!”.

Widać w tym wszystkim rękę samej Kim Jo Dzong, która już wcześniej groziła Seulowi. „Czuję, że najwyższy czas zerwać kontakty z władzami Korei Południowej” – napisała Kim Jo Dzong w oświadczeniu. „Wkrótce podejmiemy kolejne działania. Korzystając z upoważnienia, nadanego mi przez Najwyższego Przywódcę, naszą Partię i państwo, wydałam polecenie departamentowi odpowiedzialnemu za relacje z wrogiem, aby przeprowadzić kolejną akcję. Wkrótce będzie można zobaczyć tragiczny obraz kompletnie zniszczonego, bezużytecznego wspólnego biura łącznikowego północ-południe” – napisała w oświadczeniu.

Ogromne zaufanie

Zwraca uwagę użycie czasownika w pierwszej osobie oraz nadana plenipotencja. Oznacza to, że może ona podejmować indywidualnie najważniejsze decyzje, czyli cieszy się ogromnym zaufaniem Kim Dzong Una. W zasadzie jest ona jedyną osobą, której ufa. Nie można tego powiedzieć o reszcie jego rodzeństwa. Jeden starszy brat, miłośnik Erica Claptona Kim Jong Czol został odsunięty na boczny tor, zaś drugi – Kim Dzong Nam – zamordowany, najpewniej z rozkazu „Drogiego Szanownego Przywódcy”.

Kim Jo Dzong jest z Kim Dzong Unem najbliżej od czasów dzieciństwa. W 1996 roku dziewczynka została wysłana do Szwajcarii, gdzie podjęła incognito naukę w publicznej szkole Liebefeld-Steinhölzli w Köniz niedaleko Berna. Później dołączył do niej Kim Dzong Un. Wprawdzie rodzeństwo żyło z wujem i ciotką, do tego otoczone ochroniarzami i opiekunami, to jednak przebywanie tak długo w obcym kraju bardzo ich zbliżyło.

Gdy jej starszy brat zdobył pełnię władzy, Kim Jo Dzong doradzała mu w sprawach propagandowych i budowała jego własny kult jednostki na wzór ich dziadka Kim Ir Sena. Ocenia się, że to ona namówiła brata do zmiany wyglądu, żeby również fizycznie upodobnić go do założyciela KRLD.

Wielki Brat patrzy. Ponura rzeczywistość Korei Północnej

Bezwzględny totalitarny reżim czy tylko chwiejący się bezduszny system tuż przed upadkiem? Jaki jest stan dyktatury w Korei Północnej to obecnie...

zobacz więcej

Zbiegły były północnokoreański dyplomata Thae Jong Ho opowiedział, że Kim Jo Dzong była odpowiedzialna za wszystkie większe publiczne obchody w kraju, łącznie z paradami, czyli oczkiem w głowie każdego szanującego się dyktatora. Miała ona również przekonać brata, żeby zaczął się publicznie uśmiechać. Miał przybrać rolę człowieka przystępnego, takiego co to radośnie poinstruuje w fabryce obuwia jak należy zelować buty albo przejedzie się kolejką w parku rozrywki.

Druga osoba w państwie

Narodowa Agencja Wywiadowcza Korei Południowej wskazała, że to sam Kim Dzong Un miał zrobić z młodszej siostry drugą osobę w państwie. „Kim Dzong Un utrzymuje swoją niepodważalną pozycję w Korei Południowej i ma ostatnie słowo w każdej sprawie. Przekazał jednak część swojej władzy innym osobom” – napisano w oświadczeniu cytowanym przez BBC, z którym najpierw zapoznano deputowanych południowokoreańskiego parlamentu.

Wywiad ustalił, że decyzja przywódcy wynikała z jego potrzeby „zmniejszenia poziomu stresu” oraz ograniczenia odpowiedzialności Kima przy ewentualnych potknięciach reżimu. To drugie oznacza paradoksalnie wzmocnienie pozycji dyktatora. Jego chwała nie będzie zachwiana w przypadku kolejnych porażek czy niedociągnięć reżimu, a takich jest bez liku, inaczej osoby takie jak Yeonmi Park nie decydowałyby się na ucieczkę.

Południowokoreańskie media odnotowują jednak, że ostatnio sama Kim Jo Dzong zniknęła. Nie widziano jej publicznie, to znaczy państwowe media nie pokazywały jej od 27 lipca. Stała wówczas obok brata, który przekazywał dowódcom wojskowym pamiątkowe pistolety z okazji 67. rocznicy podpisania porozumienia kończącego Wojnę Koreańską.

Dziennik „Choson Ilbo” ocenia, że ma to na celu ucięcie spekulacji, jakoby zdobyła ostatnio znacznie większą władzę. A może po prostu sama zdecydowała się pozostać w cieniu, żeby nie okazywać zbytniej pożądliwości władzy. Jak zwrócił uwagę w „Cesarzu” Ryszard Kapuściński: „Na szczytach nigdy nie jest ciepło. Wieją lodowate wichry, każdy stoi skulony i musi pilnować się, żeby sąsiad nie strącił go w przepaść”.

źródło:
Zobacz więcej