RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Robaki i stare szkielety

Najnowsze badania szczątków Europejczyków zmarłych miedzy VII a XVII wiekiem wskazują, że i u nas był kiedyś raj dla pasożytów (fot. Shutterstock/ Rattiya Thongdumhyu)

Dziś najpowszechniejsze robaki zakażają ok. 1,5 mld ludzi na świecie. Endemiczne są jednak tylko w tzw. Trzecim Świecie, gdyż Pierwszy Świat rzadko już ogląda pojawy masowe glisty ludzkiej, włosogłówki czy tasiemców i przywr. Najnowsze badania szczątków Europejczyków zmarłych miedzy VII a XVII wiekiem wskazują, że i u nas był kiedyś raj dla pasożytów. Jak się udało to zmienić? – pytają badacze walczący dziś z tymi „lekceważonymi chorobami tropikalnymi”.

„Pije” alkohol, chodzi, będzie zapylał – owadzi robot

Na łamach „Science Robotics” uczeni z University of Southern California stworzyli robota-owada. Ma jedynie 88 miligramów, „żyje” na koszt...

zobacz więcej

Wielu z nas rodziców to zrobiło, nieprawdaż? Dzieci wróciły z wakacji, więc dostały środki na odrobaczanie, ich rzeczy z obozów i kolonii (od trampek po bieliznę) zostały wraz z plecakiem wrzucone do pralki, ich paznokcie zostały przycięte i przestały być wypełnione wakacyjnym czarnoziemem czy piachem z plaży.

Czym odrobaczone? Podstawowych szkół jest dwie. Jedna ufa medycynie „chemicznej”, która w kwestii zwalczania pasożytów ma się czym popisać od lat 60. XX wieku. Druga ufa ziołom – i tu rekomendowanych i dostępnych w aptekach preparatów zawierających m. in. pestki z dyni, olej z czarnuszki czy sok z orzecha włoskiego (warto uważać z nimi, jeśli się jest alergikiem na orzechy, pyłek leszczyny etc.) jest na rynku niemało.

Robimy to, gdyż wiemy, czy to z lekcji biologii w szkole, gdzie nas wręcz dręczono nieraz bardzo skomplikowanymi cyklami rozwojowymi niezliczonych robaków pasożytniczych, czy to od własnych mam i babć, że nawet owsiki mieć jest niezdrowo. Pasożyty mogą doprowadzić człowieka do śmierci, zdolne są bowiem np. umiejscowić się w nich i dewastować kluczowe dla życia organy, jak mózg czy serce.

Nawet jednak jeśli nie dopuści się aż do tak tragicznego rozwoju sytuacji oraz gdy są to z natury mało groźne np. owsiki, pasożyty są chorobotwórcze zwłaszcza u dzieci. Stają się źródłem stanów zapalnych i quasi-alergicznych (pasożyty są zwalczane przez to samo „ramię” naszego układu odporności, które mamy dla zwalczania robaków, czyli związane z immunoglobulinami klasy E), anemii, biegunek, moczenia nocnego, zaburzeń snu etc. Nie bez kozery płazińce i obleńce w człowieku i innych zwierzętach obecne są określane jako pasożyty – z definicji szkodzą nam i nas wykańczają.

Placebo czy nie placebo?

Czy granulki z cukru albo kapsułki z suszonym burakiem działają tylko wtedy, gdy nie mamy pojęcia, że to nie żaden bezcenny lek? Czy istnieje jakiś...

zobacz więcej

Żyjąc w świecie powszechnego dostępu do środków odrobaczających, ale i bieżącej czystej wody, kanalizacji, środków higieny oraz edukacji zdrowotnej, nasze rokroczne powakacyjne „odrobaczanko” traktujemy dość, jak by to ujęła dzisiejsza młodzież, „lajtowo”. Jest bowiem jasne (dla każdego, kto jednak w szkole zgłębił owe cykle rozwojowe), że o ile nie żywimy się surowym mięsem czy rybami nie wiadomo skąd czy też nie mamy kontaktu z ziemią czy wodą zabrudzoną ludzkimi czy zwierzęcymi, np. psimi odchodami, nasza szansa na zapasożycenie jest niemal żadna.

Najbardziej powszechne są robaki, których jaja są obecne w glebie i zakażają nas bez żywicieli pośrednich – to one zbierają owe półtoramiliardowe żniwo tu i teraz zakażonych, przy czym „tu” oznacza Afrykę Subsaharyjską, Meksyk, Amerykę Południową, Azję Południowo- Wschodnią, kraje Półwyspu Indyjskiego z okolicą. Najczęściej występującymi tam groźnymi dla życia i zdrowia gatunkami tych pasożytów są glisty (rodzaj Ascaris) i włosogłówka (Trichuris trichiur). Z kolei wśród tych zakażających przez żywność i mających skomplikowany cykl rozwojowy najczęstsze są płazińce z rodzaju tasiemiec (Taenia) i bruzdogłowiec szeroki (Diphyllobothrium latum).

Dość tej łaciny, choć teraz wraz z badaczami z Uniwersytetu Oxfordzkiego pod kierunkiem zoologa Adriana L. Smitha odwiedzimy cmentarze, na których po łacinie jeszcze modlono się nad zmarłymi. Są rozsiane po Europie (Niemcy, Czechy, Wielka Brytania), a pochowani tam ludzie zmarli w latach 680-1700 po Chrystusie.

Ta przedziwna wyprawa badawcza, sprawozdana na łamach czasopisma naukowego „PLOS Neglected Tropical Diseases”, miała dostarczyć próbek ziemi wygrzebanej z miednic ekshumowanych szkieletów. Zakłada się bowiem, że podczas rozkładu, o ile szczątki nie zostaną przemieszczone, to, co było w jelitach – a zatem także ewentualnie jaja pasożytów – zostanie w obszarze miednicy.

Szczepienia przeciw grypie w dobie COVID-19

Ministerstwo Zdrowia i GIS oraz oczywiście WHO i amerykańskie oraz europejskie CDC rekomendują w roku pandemii jak najszersze szczepienia...

zobacz więcej

Teraz wystarczy zrobić stosowne analizy genetyczne owych próbek, aby znaleźć – z dokładnością identyfikacji do gatunku – DNA właściwe pasożytom, a znajdujące się w ich jajach. Trzeba też – bo kto tam widział jakiś gen, nieprawdaż? – jednak owe jaja zobaczyć pod mikroskopem, co pozwala je zidentyfikować do poziomu rodzaju pasożyta, mają bowiem różne wielkości i kształty – od piłki do rugby po piłkę plażową.

Badacze, których bez kozery można by nazwać parazytoarcheologami, próbowali analizując w ten sposób aż 589 szczątków ludzkich z siedmiu cmentarzy znaleźć odpowiedź na pytanie, jak bardzo zapasożyceni byli w przeszłości Europejczycy. A gdzieś z tyłu głowy i takie: jak nam się udało „ogarnąć temat” walki z pasożytami znacznie wcześniej, niż wprowadzono do użycia masowo medykamenty likwidujące robaczyce?

Tu trzeba wiedzieć jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze, jaja pasożytów były odnajdywane podczas badań archeologicznych. I to tak znamiennych, jak „mumii” najsłynniejszego pra-Europejczyka Ötziego, którego zarażone poważnie włosogłówką szczątki przechował lodowiec w Tyrolu, a także króla Ryszarda III, ostatniego z Plantagenetów, poległego w bitwie pod Bosworth w 1485 r., co zakończyło Wojnę Róż między walczącymi o tron Anglii Lancasterami i Yorkami.

Nie wiedziano jednak do tej pory, jak statystycznie powszechnie Europejczycy bywali w przeszłości zapasożyceni. Może byliśmy i jesteśmy jakoś genetycznie odporniejsi na robaki, niż dzisiejsi mieszkańcy Trzeciego Świata?

Czy małpa nauczyła(by) się czytać i pisać?

Nasz rodzaj, czyli homo, ma już 2 mln lat. Nasza cywilizacja, jeśli przyjąć, że zaczęła się w neolitycznym sanktuarium Goebekli tepe (Turcja) –...

zobacz więcej

Po drugie zaś, WHO wdraża na terenach endemicznych dla robaczyc strategie mające na celu ograniczenie tego niebezpiecznego zjawiska. Te rekomendacje mówią np. o konieczności podawania leków odrobaczających dzieciom szkolnym w jak największym odsetku – nawet 75 proc. wszystkich uczniów.

I zasadniczo to się robi, a jednak skutki nie są imponujące. Brakuje sił i środków na inne elementy, przede wszystkim dostęp do czystej wody i kanalizacji. Z masowym zapasożyceniem udało się dotąd wygrać takim krajom azjatyckim, jak Japonia czy Korea Południowa, gdzie jednak powszechnej chemioterapii robaczyc towarzyszyła edukacja dotycząca higieny odżywiania i głębokie zmiany infrastrukturalne.

Wyniki uzyskane przez zoologów z Oksfordu wskazują, że w tysiącleciu pomiędzy wiekiem VII a XVII byliśmy w Europie zapasożyceni w stopniu porównywalnym z dzisiejszą Afryką Środkową. Jaja glisty i włosogłówki zostały znalezione we wszystkich przebadanych lokalizacjach cmentarnych, a tasiemców i bruzdogłowca w czterech z nich.

Na podstawie analiz daje się wymodelować częstość zakażenia powszechnymi obleńcami przenoszonymi przez glebę na 1,5 do 25,6 proc. dla włosogłówki i 9,3–42,9 proc. dla rodzaju Ascaris. Na niektórych cmentarzyskach dało się zaobserwować przewagę zakażeń obleńcami u dzieci i młodzieży. Natomiast dla płazińców, którymi zakażamy się z żywnością, częstość zakażeń w średniowiecznej Europie wynosiła 1 do niemal 10 proc.

Rybka broni swej wewnętrznej równowagi

Co zagraża naszej wewnętrznej równowadze i jak nasz mózg ustala sobie, że zarządzanemu przez niego organizmowi jest za chłodno, za głodno albo...

zobacz więcej

Dało się także określić różnorodność genetyczną znalezionych włosogłówek i okazało się, że na jednym cmentarzu dawało się zanotować różnorodność tych pasożytów, ale nieporównywalnie niższą niż we wcześniej zanalizowanych osadach ze średniowiecznych latryn.

Pasożyty te zatem żyły w nas, wyniszczały nas i ewoluowały sobie raczej nie niepokojone, jak to ma miejsce dziś w Azji Południowej. Nie byliśmy zatem żadną odporniejszą czy mniej zarobaczoną populacją ze względu na jakiś czynnik geograficzny czy genetyczny, odróżniający nas od dzisiejszych krajów o znacznie słabszym rozwoju gospodarczym.

Środki przeciwpasożytnicze zaś działają dziś u nas skuteczniej niż w Afryce Subsaharyjskiej, gdyż stosujemy je także masowo u zwierząt, a powszechny dostęp do czystej wody, kanalizacji i edukacji wypchnął robaki do narożnika. Tam, gdzie już może je dosięgnąć raz do roku po wakacjach albendazol, flubendazol czy inny pyrantel.

Historia jest nauczycielką życia. Także życia bez trapiących nas powszechnie jeszcze 200 lat temu robaków.

źródło:
Zobacz więcej