RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Radżastan – kraina jak z Baśni tysiąca i jednej nocy

Radżastan – najbardziej kolorowy stan Indii jest coraz chętniej odwiedzany przez turystów (fot.Agnieszka Wasztyl)

Bajkowe pałace, kolorowe bazary, słonie na ulicach i ogromne forty. Radżastan – najbardziej kolorowy stan Indii jest coraz chętniej odwiedzany przez turystów. Region zachwyca intensywnością barw i tradycyjną muzyką, a legendy o skarbach maharadżów mocno oddziałują na zmysły. Sercem Radżastanu są urokliwe, klimatyczne miasta. Jest tu także znacznie czyściej i ciszej niż w zatłoczonej, brudnej stolicy - Nowym Delhi.

Smok, który przyniósł szczęście

Wietnam to kraj niezwykłych ludzi, wspaniałych krajobrazów i przepysznej kuchni. Aż trudno uwierzyć, że na powierzchni niewiele większej od Polski...

zobacz więcej

Śpiewy i dźwięk bębnów słychać już z daleka. Mężczyźni w turbanach i kobiety w bajecznie kolorowych sari klaszczą w rytm muzyki. Roztańczony ślubny korowód idzie ulicami Udajpuru wstrzymując ruch samochodów. Z przodu tej barwnej parady jedzie platforma z głośną indyjską muzyką. Tłum porusza się niespiesznie. W korowodzie oprócz ludzi idą przystrojone wielbłądy. Jest radośnie i głośno. W końcu dociera pan młody. Przystojny Hindus wygląda jakby ktoś wyciągnął go z „Baśni tysiąca i jednej nocy”. Jedzie do wybranki swego serca niczym książę na pięknie wystrojonym białym koniu. Tak nakazuje tradycja, choć podobno zdarza się, że młodzi mężczyźni zamiast konia wybierają nowoczesny samochód. Patrzymy na pochód jak urzeczeni. Przez chwilę zapominamy, że jesteśmy w XXI wieku. Można zanurzyć się w mistycznej, odległej baśniowej krainie i śnić na jawie o królewskich ceremoniach, malowanych słoniach i skarbach maharadżów. To wspaniałe, że mimo globalizacji, w Indiach zachowują się tak piękne – egzotyczne dla nas - tradycje, którym Hindusi wierni są od wieków.

Orientalna muzyka i regionalne tańce mocno oddziałują na wyobraźnię. W Udajpurze jak magnes przyciąga turystów Bagore Ki Haveli – dawna rezydencja królewska. Można tu zobaczyć tańce z różnych części Radżastanu, które zabierają słuchaczy w głąb indyjskiej duszy i tradycji. Ogień, bębny, choreografia sprawiają, że człowiek może na chwilę przenieść się do innego świata i kompletnie się w nim zatracić. To z Radżastanu Cyganie ruszyli w świat i tu korzenie ma hiszpańskie flamenco.

Udajpur w przewodnikach określany jest najbardziej romantycznym miastem Radżastanu, Miastem Jezior lub po prostu Białym Miastem ze względu na białe elewacje budynków. Domy ozdobione są malowidłami lokalnych artystów. Kolorowe obrazy nawiązują do symboli religijnych i scen życia codziennego. Muszę przyznać, że robią wrażenie. Jedną z wizytówek miasta jest siedemnastowieczna hinduistyczna świątynia Jagdish, poświęcona bogu Wisznu, z wykutymi w kamieniu rzeźbami. Z kolei ulubionym miejscem spotkań mieszkańców jest jezioro Pichola. Hindusi piorą w nim ubrania, kąpią się, a nad jego brzegami grają w karty i dyskutują. Wsiadamy do łodzi, by zobaczyć to urokliwe miasto od strony wody. Wygląda jeszcze lepiej niż z lądu. Monumentalny budynek Pałacu Miejskiego teraz widoczny jest w całej okazałości.

– To największy pałac maharadżów w całym Radżastanie. Budowano go przez 400 lat i ostatecznie budynek został ukończony w XVI wieku – mówi mi przewodnik Suresh Chandra Vaishnav. Wcześniej zwiedzaliśmy wnętrza tego pałacu. Wrażenie na nas zrobiły bogato udekorowane sale, kolorowe witraże i małe okienka, z których rozpościera się fantastyczny widok na miasto… To ogromny kompleks, a przechadzając się korytarzami można wyobrazić sobie, jak przed wiekami spacerowały tędy córki i żony maharadżów. Płyniemy przez jezioro, a promienie słońca rozświetlają białe budynki miasta. W tle widoczne są góry Aravalli. Na środku akwenu stoi kolejny pałac – w przeszłości rezydencja lokalnych władców – w któym dziś mieści się luksusowy hotel.

Po zwiedzaniu i zjedzeniu pysznych lokalnych dań idziemy zrelaksować się na tarasie widokowym jednej z restauracji. Zamawiam moją ulubioną masala chai – tradycyjną, aromatyczną indyjską herbatę - i spoglądam na Udajpur. Nie dochodzą do mnie klaksony samochodów i uliczny gwar. Jest to błoga chwila relaksu po intensywnym dniu. Jutro ruszamy dalej.

Bangkok – Miasto Buddy i Aniołów

Hałaśliwe skutery i tuk-tuki pędzą przez szerokie ulice nie zważając na przechodniów. Zapach jedzenia z ulicznych garkuchni sprawia, że człowiek od...

zobacz więcej

Ranakpur – architektoniczny klejnot Indii

Droga z Udajpuru do Ranakpuru wiedzie przez góry i małe miejscowości. Jest dziko, zielono i spokojnie. Po drodze gdzieniegdzie beztrosko harcują małpy. Po około 2 godzinach docieramy na miejsce. 4 dżinijskie świątynie wybudowane z białego marmuru robią wrażenie. Największa z nich – ku czci Adinatha – składa się z 1444 misternie wyrzeźbionych kolumn. Znajduje się w niej 29 pomieszczeń i 80 kopuł. Według przekazów budowę świątyni - zgodnie z boską wizją - nakazał w XV wieku lokalny przedsiębiorca. Jest to jeden z najważniejszych kompleksów świątynnych tej religii nie tylko w Radżastanie, ale i w całym kraju.

– Ranakpur jest jednym z moich ulubionych miejsc w Indiach. Dla wielu to obowiązkowy punkt zwiedzania. Często zabieram tu turystów. Świątynie są unikatem – uważa przewodnik i właściciel agencji turystycznej Himmat Singh.

Zgadzam się z przewodnikiem. Jest to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc kultu jakie widziałam. Największa i najpiękniejsza świątynia, nazywana jest Świątynią o Czterech Twarzach, gdyż otwiera się na cztery strony świata. Znajdują się w niej figurki dżinijskich nauczycieli i figury słoni. Jestem zauroczona. Spaceruję między kolumnami, podziwiam majstersztyk budowniczych i nie chcę wychodzić na zewnątrz. Pozostałe świątynie choć ładne, to nie są już tak okazałe. Znajduje się wśród nich niewielka Świątynia Słońca.

Na świecie dżinizm wyznaje około 5 mln wiernych, z czego zdecydowana większość mieszka w Indiach.

Hanoi – niezwykła stolica Wietnamu

Kolorowe lampiony wyglądają w stolicy Wietnamu zjawiskowo. Na ulicach Starego Miasta drobni sklepikarze handlują pod gołym niebem, czym tylko się...

zobacz więcej

Najświętsze miasto Radżastanu

Do Pushkaru jedziemy rozklekotanym autobusem. Jesteśmy jedynymi turystami i ściągamy na siebie wszystkie spojrzenia. Niektórzy Hindusi mają taki wyraz twarzy jakby po raz pierwszy w życiu widzieli Europejczyków. Zresztą, może tak też jest. Obok mnie siada sympatyczny młody chłopak. Danish jest pracownikiem administracji państwowej. Do Pushkaru jedzie odwiedzić swoją siostrę. Przed nami siedzą jego mama i ciocia. – Skąd jesteś? – zagaduje nieśmiało – Z Polski – odpowiadam. Chłopak myśli przez chwilę, ale widzę, że nazwa kraju niewiele mu mówi. – To w Europie- dodaję. Danish od razu się ożywia – A Europa. Unia Europejska? To już wiem – stwierdza z zadowoleniem.

Ciocia chłopaka zainteresowana nową znajomością siostrzeńca zaprasza nas do siebie na kolację. Niestety tym razem musimy odmówić. – Kiedyś przyjadę do Polski – mówi Danish. – Podróżujesz czasem? – próbuję podtrzymać rozmowę. – Tak, ostatnio byliśmy w Arabii Saudyjskiej. Bardzo mi się tam podobało. Musisz tam pojechać – podkreśla. To akurat chyba jeden z ostatnich krajów, który chciałabym zobaczyć – śmieję się w duchu.

Do Pushkaru dojeżdżamy późnym wieczorem. Na ulicach nie ma żywego ducha. Miasto śpi. Po ulicach wałęsają się jedynie bezpańskie psy i wychudzone krowy. Mam wrażenie, jakbym znalazła się w jakiejś wymarłej krainie.

Stambuł – Turcja w miniaturze

Orientalny, wielokulturowy, pachnący przyprawami, niezwykle barwny i pełen kontrastów. Położony na dwóch kontynentach Stambuł oszołamia wielkością,...

zobacz więcej

– Witamy w Pushkarze – wita nas sympatyczny właściciel hotelu. Młody Hindus zaleca wczesną pobudkę, bo modlitwy nad jeziorem zaczynają się już o 7 rano.

Pushkar to najświętsze miasto Radżastanu. Jest niewielkie, trochę zaniedbane, ale z ogromnym potencjałem. Za dnia miasteczko tętni życiem. W Pushkarze – podobnie jak w Varanasi (Waranasi) – dokonuje się rytualnych kąpieli. Hinduiści wierzą, że woda z jeziora zmywa z nich grzechy, które nazbierali przez wszystkie wcielenia, a także uzdrawia.

Aby wejść na kamienne schody trzeba ściągnąć buty. Nie jesteśmy zachwyceni tym pomysłem, bo ghaty są brudne – tak samo zresztą jak woda. Ale co zrobić. Posłusznie zdejmujemy obuwie. Legenda głosi, że święte jezioro stworzył bóg Brahma z płatków kwiatów. Wchodzimy na schody i od razu zaczepia nas kapłan - albo przebieraniec. Daje nam do dłoni płatki kwiatów, każe powtarzać słowa modlitwy i prosi o imiona osób, za które chcemy się pomodlić. Mężczyzna modli się w ekspresowym tempie. Następnie nakazuje wrzucenie kwiatów do wody i umycie rąk w jeziorze. Na końcu udziela nam błogosławieństwa i czerwonym proszkiem robi ślad na czole. Domaga się także zapłaty.

- Od wieków modlimy się tu o zdrowie, pomyślność, szczęście w miłości i w biznesie – podkreśla Batuk, mieszkaniec Pushkaru.

W mieście znajduje się jedyna w Indiach świątynia Brahmy. Pushkar jest niezwykły, choć jego piękno trzeba odkrywać powoli. Na każdym kroku można trafić na małe miejsca kultu. Jest tu aż 400 maleńkich świątyń. Wiele zlokalizowanych jest w okolicach jeziora. Na mnie duże wrażenie zrobiła skikhijska świątynia Gurdwara Singh Sabha. Piękna biała budowla widoczna była z daleka. A przed nią gromadka roześmianych dzieci podbiegała do nas prosząc o selfie.

„Afryka mnie zmieniła”

Od ponad 10 lat podróżuje z mężem na własną rękę. Karolina Ropelewska-Perek, autorka bloga „Carola Travels The World”, do tej pory odwiedziła już...

zobacz więcej

Niebieskie Miasto i polski artysta

Do Jodhpuru jedziemy 6 godzin. Lokalny autobus wypełniony jest po brzegi. W środku miejsca siedzące, jak i leżanki. Nie ma numerowanych siedzeń. Kierowca każe nam usiąść z tyłu. Hindusi pospiesznie zwalniają nam miejsce. Słabo mówią po angielsku, ale są nas bardzo ciekawi i co jakiś czas próbują zagadywać. W autobusie jedzie czteroosobowa rodzina z dwojgiem dzieci w wieku 7 i 5 lat. Chłopcy nie wyglądają na swój wiek. Matka dzieci jest bardzo zmartwiona. Młodszy syn ma problem z oczami i jadą właśnie do szpitala w Jodhpurze. Dla nich 6 godzin jazdy to tyle co nic. - To przecież blisko – mówi kobieta. Mój towarzysz podróży zwalnia jej miejsce. Dziewczyna jest niezwykle zaskoczona i trochę skrępowana. Mąż kobiety już dawno usiadł gdzieś w środku autokaru i wdał się w pogawędkę z innymi mężczyznami. Kompletnie nie zwracał uwagi na nią i na dzieci.

Jodhpur to jedno z moich ulubionych miejsc w Indiach. Słynne Niebieskie Miasto niedaleko pustyni Thar było na mojej liście już od dawna. Nie wiadomo skąd wziął się taki kolor budynków. Teorii jest wiele. Jedna z nich zakłada, że bramini chcieli odróżnić się od reszty społeczeństwa i zaczęli malować swoje domy na niebiesko – co z czasem podchwycili mieszkańcy. Według drugiej hipotezy, kolor nieba odbija promienie słońca, przez co w domach jest chłodniej. Latem słupki rtęci przekraczają 40 stopni Celsjusza.

Nasz hotel znajduje się pod samym Fortem Meherangarh. Jest to jedna z największych fortec w całych Indiach. I najpiękniejsza jaką widziałam. Wybudowano ją na skałach w XV wieku. Ogromna twierdza góruje nad okolicą. W środku fortu znajdują się luksusowe pałace, w których dawniej mieszkali maharadżowie i świątynia Chamunda Devi. Blisko fortu znajduje się kolejny piękny budynek – zbudowane z białego marmuru mauzoleum Jaswant Thada.

- Radżastan przez wieki był trudno dostępny. Góry, pustynia i ukształtowanie terenu utrudniały dostęp wrogom. Region stanowił bezpieczne miejsce dla maharadżów, czyli lokalnych władców – wyjaśnia przewodnik turystyczny Tamal Nagwani.

Maharadżowie byli miłośnikami dobrej muzyki i sztuki. Chętnie otaczali się artystami. W jodhpurskim pałacu Umaid Bhawan obrazy dla maharadży przez 3 lata malował Polak Stefan Norblin. Jego dzieła można podziwiać w jednej z sal. Pałac robi wrażenie, podobno jest to jedna z największych na świecie prywatnych rezydencji. Okolica także wydaje się luksusowa. Budują się tu wille zamożnych mieszkańców.

Przy Wieży Zegarowej w centrum miasta próbujemy lokalnych specjałów. Tuk-tuki pędzą przez miasto jak szalone, nie zważając na przechodniów. Zmęczeni i pełni wrażeń wracamy do hotelu. Na dachu znajduje się restauracja i nasz pokój. Widok na miasto zachwycający. Menedżerem hotelu jest Asif. Ma zaledwie 20 lat, choć wygląda na więcej. Chłopak jest praktykującym muzułmaninem. Nie pali, nie pije alkoholu i modli się pięć razy dziennie. Wstaje skoro świt - nieważne, że czasem pracuje do późnych godzin nocnych. Dyscyplina godna podziwu.

- W Jodhpurze jest więcej hinduistów czy muzułmanów? - pytam zaciekawiona - Mniej więcej po równo - odpowiada chłopak. - Żyjecie ze sobą w zgodzie? - dopytuję, bo w Indiach nierzadko wybuchają zamieszki na tle religijnym. - Tak, jak najbardziej. Musimy. Indie to ogromny kraj, który składa się z wielu odrębnych państewek, a każde jest inne. Występuje tu wiele religii. Musimy się dogadywać. – mówi poważnie.

Podczas mojego pobytu w Indiach przy niektórych świątyniach stała straż. W Radżastanie tego nie widziałam, ale już na przykład w Waranasi był to powszechny widok.

Perły Macedonii Północnej

Antyczne miasta, gościnni ludzie, przepyszna kuchnia i wielokulturowa tradycja. Macedonia Północna dla wielu jest kwintesencją Bałkanów. To tu...

zobacz więcej

Różowe Miasto i Bursztynowy Fort

Stolica Radżastanu – Jaipur, choć liczy ponad 3 miliony mieszkańców, to nie sprawia wrażenia wielkiej metropolii. Może dlatego, że kilka dni wcześniej byliśmy w głośnym i zatłoczonym Nowym Delhi. Jaipur nazywany jest Różowym Miastem ze względu na elewacje budynków pomalowanych na ten kolor. Choć dla mnie na wielu fasadach farba przypominała kolor pomarańczowy.

Naszym celem jest Pałac Wiatrów (Hawa Mahal) – piękny osiemnastowieczny budynek z witrażami i maleńkimi okienkami. Nocą jest fantazyjnie podświetlony – jak zresztą wszystkie zabytki w mieście. Wewnątrz pałacu jest jeszcze piękniej. Budynek został zbudowany na rozkaz maharadży dla jego żon i konkubin, które nie mogły wychodzić na zewnątrz. Ich piękno było przeznaczone tylko dla władcy. Kobiety tylko zza okien mogły obserwować świat. Niedaleko Pałacu Wiatrów znajduje się Jantar Mantar - obserwatorium astronomiczne wybudowane w XVIII wieku z kamiennymi znakami zodiaku i największym na świecie zegarem słonecznym. Jego średnica ma 27 metrów. Obiekt znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Astronomowie zajmowali się tu nie tylko obserwacją gwiazd, układami planet, ale także astrologią i przepowiadaniem pogody.

Po wypiciu wybornej masala chai zmierzamy w kierunku Muzeum Alberta, które mieści się w okazałym pałacu. Ten piękny budynek został zbudowany w XIX wieku dla brytyjskiego króla Edwarda VII (Alberta Edwarda), który odwiedził Jaipur. Do pałacu prowadzi szeroka reprezentacyjna, zadbana aleja. Pędzą po niej nie tylko samochody i tuk-tuki, ale wśród uczestników ruchu drogowego są także słonie.

Wizytówką Radżastanu są forty. Najczęściej odwiedzanym przez turystów jest Amber (Amer) Fort, który znajduje się kilkanaście kilometrów za Jaipurem. Łapiemy tuk-tuka i ruszamy do tego słynnego Bursztynowego Fortu. Po drodze zatrzymujemy się na chwilę przy Pałacu na Wodzie. Po szybkim zrobieniu zdjęć z Hindusami proszącymi o selfie jedziemy dalej do Amber Fortu. Ogromną twierdzę budowano przez 150 lat. Oddano ją do użytku w 1727 roku. Na dziedziniec można wjechać na pięknie ubranych słoniach, z których korzystają turyści – nieświadomi w jaki sposób odbywa się tresura tych biednych zwierząt. Amber Fort robi wrażenie. Mozaiki, rzeźby, lustrzane sufity i piękny ogród. Tu w przeszłości znajdowała się stolica Radżputów - indyjskich wojowników z rodów rycerskich. Niedaleko Fortu Amber znajdują się jeszcze dwie okazałe fortece: Fort Jaigarh i Fort Nahargarh – przy którym beztrosko hasają małpy. Do centrum Jaipuru schodzimy już pieszo. Powoli zapada noc, a widok na miasto jest imponujący. Oświetlone uliczki, migocące z daleka światła budynków, kolorowe neony wyglądają magicznie. Pełni wrażeń wracamy do hotelu, by odpocząć przed kolejną podróżą…

Radżastan to stan wielu kontrastów - tak jak i całe Indie. Luksusowe wille zamożnych Hindusów, bogate pałace maharadżów i ekskluzywne restauracje kontrastują z prostym życiem mieszkańców. Lokalna ludność jest pozytywnie nastawiona do turystów. Ludzie są pomocni, serdeczni i mimo biedy – uśmiechnięci. Jest tu ciszej niż np. w Nowym Delhi czy Agrze. I znacznie czyściej. A do tego liczba zabytków, historycznych fortów, bajkowych pałaców może przyprawić o zawrót głowy. Radżastan rozbudził mój apetyt na Indie. Na pewno kiedyś jeszcze wrócę do tego pięknego kraju, by odkryć pozostałe stany.

źródło:
Zobacz więcej