RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Tomaszewski: Mam nadzieję, że Brzęczek to zrozumie

Piotr Zieliński (w środku) zagrał przeciwko Holendrom poniżej oczekiwań (fot. PAP/Piotr Nowak )
Piotr Zieliński (w środku) zagrał przeciwko Holendrom poniżej oczekiwań (fot. PAP/Piotr Nowak )

– Pozytywem tego meczu jest to, że zanosi się na to, iż Jerzy Brzęczek do lamusa odłożył poszukiwania nowego ustawienia. Na mecz z Holandią wyszliśmy schematem jak za najlepszych czasów Adama Nawałki. Do czasu Euro powinniśmy to doskonalić – powiedział w rozmowie z portalem tvp.info Jan Tomaszewski.

Liga Narodów. Polska gra z Holandią [RELACJA]

Nie udało się. W meczu pierwszej kolejki Ligi Narodów Polska przegrała wyjazdowe spotkanie z Holandią 0:1. Jedynego gola strzelił w 61. minucie...

zobacz więcej

Reprezentacyjne granie wróciło do świata żywych po 10-miesięcznej przerwie. Jak podobał się panu mecz Polaków z Holendrami?
Za grę defensywną dałbym czwórkę. Pamiętajmy, że rywalizowaliśmy z jedną z najlepszych drużyn globu, a mimo tego nie pozwoliliśmy na stworzenie wielu sytuacji. Gdyby nie błąd w ustawieniu linii spalonego być może udałoby nam się zagrać na zero z tyłu.

Zawinił Bartosz Bereszyński. Prawy obrońca, który znów grał z lewej strony.
Widać gołym okiem, że cierpi na boisku. Dziwię się, że Brzęczek nie wystawi na tej pozycji Rybusa, który jest nominalnym lewym obrońcą. W obwodzie był też Karbownik, który też po tej stronie boiska biega w Legii. Na pozór wydaje się, że między prawą a lewą stroną nie ma wielkiej różnicy, a tak naprawdę jest ona kolosalna. I wychodzi to właśnie w takich momentach, kiedy piłkarz traci w prosty sposób orientację.

Orientacji też brakowało w grze ofensywnej. Dlaczego nie potrafiliśmy konstruować akcji?
Za grę do przodu należy nam się dwója. Ale trzeba też pamiętać, że wynikało to z tego, iż zespół Holendrów był świetnie skonstruowaną maszyną. Każdy wiedział, jak ma się poruszać na boisku, kiedy podejść wyżej, kiedy się cofnąć. U nas było sporo chaosu, gdy próbowaliśmy rozgrywać atak. Zwłaszcza w akcjach oskrzydlających, kiedy obrońcy nie zawsze wiedzieli, czy mają się podłączyć, czy asekurować obronę.

Polska bez Lewandowskiego. Jak radziliśmy sobie bez naszego napastnika?

Bez Lewandowskiego ani rusz? Do takiego wniosku można dojść, kiedy prześledzi się mecze reprezentacji Polski, w których nie wystąpił najlepszy...

zobacz więcej

Kadrze Brzęczka brakuje zgrania?
Tak i wypracowanych automatyzmów. Nie potrafiliśmy szybko wyjść z akcją, bo piłkarze nie mają schematów, w który sektor boiska mają pobiec. A muszą mieć to tak wyryte w pamięci, że nawet obudzeni o północy będą wiedzieć, jak się zachować, gdy przejmujemy piłkę w lewym narożniku własnej połowy czy w środkowej strefie.

Piątkowy mecz utwierdził nas też w przekonaniu, że bez Roberta Lewandowskiego nie za bardzo potrafimy zagrozić rywalom.
Bardzo dobrze, że Roberta nie było. Drużyna musi być gotowa, żeby poradzić sobie bez niego, bo przecież może się zdarzyć tak, że Lewandowski złapie kontuzje i nie pomoże nam podczas mistrzostw Europy. Wiadomo, że z nim byłoby nam dużo łatwiej. Robert jeśli nie strzeliłby gola, to cały czas absorbowałby obrońców. A to tworzyłoby miejsce dla innych.

W meczach, kiedy nie układała nam się gra Lewandowski często szukał gry, wychodził na pozycję. Przeciwko Holandii wiele osób w takiej roli widziało Piotra Zielińskiego.
Znowu rozczarował, zagrał bez wyrazu i jest to poważny problem. Praktycznie na każdej pozycji selekcjoner ma mniejsze lub większe pole manewru. Poza pozycją Zielińskiego.

Najsmutniejszym wnioskiem z meczu w Amsterdamie jest chyba to, że najlepszym polskim zawodnikiem był bramkarz.
Zgadzam się. To też udowadnia nam, że trzeba skończyć z pozorną rywalizacją w naszej bramce. Mam wielki szacunek do Łukasza Fabiańskiego, ale to Wojciech Szczęsny powinien być bezapelacyjnie numerem. On broni w Juventusie, gdzie ma możliwość trenowania z najlepszymi zawodnikami świata, z Cristiano Ronaldo na czele.

Niezwykle ważne jest też to, żeby Brzęczek wreszcie ustalił hierarchię. Nie może tak być – jak w minionych latach – że wiosną bronił Fabiański, a jesienią Szczęsny. Nie tędy droga, bo znów kłania się brak automatyzmów. Obaj mają zupełnie inne charaktery, inaczej komunikują się z obrońcami, a to też jest istotne. Ten brak schematów bardzo rzucał się w oczy, gdy Szczęsny był zmuszony wybijać piłkę gdzieś przed siebie. W Lidze Mistrzów nie widzieliśmy takich zagrań, bo bramkarz mógł spokojnie rozegrać akcję z wychodzącymi na pozycję obrońcami.

źródło:
Zobacz więcej