RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Pucz w Mali, powtórka z 2012 r.?

Poprzedni pucz w Mali miał miejsce w marcu 2012 roku i przeszedł do historii jako jeden z najgłupszych w dziejach ludzkości (fot. Ali Ousmane Turi/Anadolu Agency via Getty Images)

Powody puczu w Mali, który miał miejsce 18 sierpnia, można zrozumieć, niemniej niesie on duże ryzyko dla dalszej destabilizacji i to nie tylko regionu Afryki Zachodniej. Problem w tym, że rozwój wypadków w tym, jakby się mogło wydawać, dość odległym kraju, może negatywnie wpływać na bezpieczeństwo Europy. Dlatego zresztą w 2013 r. doszło tam do francuskiej interwencji zbrojnej, która, co warto podkreślić, uratowała Mali przed całkowitym upadkiem.

Malijski pat

Bieda, korupcja, ucisk, terror, obca interwencja – czynniki te występujące w różnych konfiguracjach mogą, choć nie muszą, zdecydować o wystąpieniu...

zobacz więcej

Malijskie imperia

Historia lubi się powtarzać. Poprzedni pucz w Mali miał miejsce w marcu 2012 r. i przeszedł do historii jako jeden z najgłupszych w dziejach ludzkości. Jego lider kapitan Amadou Sanogo nie miał żadnego planu poza tym, że postanowił obalić demokratycznie wybranego, a zarazem skrajnie skorumpowanego prezydenta Amadou Toumani Toure, zresztą również byłego wojskowego.

Problemy Mali, z których ten kraj do dziś się nie wykaraskał, zaczęły się dwa miesiące wcześniej, ale ich korzenie sięgają właściwie zarania malijskiej, postkolonialnej państwowości. Mali to bowiem państwo sztuczne, podobnie jak zresztą niemal wszystkie postkolonialne twory. I nie zmienia tego faktu to, że ziemie te mają bardzo bogatą historię, której świadectwem są zresztą interesujące zabytki. Coś, z czym Afryka subsaharyjska raczej się nie kojarzy.

Pierwszy organizm państwowy na terenie dzisiejszego Mali powstał już w VII w. Było to Imperium Ghany, nie mające nawiasem mówiąc nic wspólnego z postkolonialną Ghaną. W XIII w. zostało ono podbite przez nowe państwo, tj. Imperium Mali, które słynęło ze swego bogactwa w całym świecie islamskim.

Mimowolny sukces Izraela

Nawiązanie oficjalnych stosunków przez Zjednoczone Emiraty Arabskie z Izraelem, do którego doszło na podstawie porozumienia zawartego 13 sierpnia,...

zobacz więcej

Wtedy też powstała charakterystyczna architektura, której najlepszym przykładem jest Wielki Meczet w Dżenne wpisany na światową listę UNESCO (choć obecna budowla jest właściwie efektem odbudowy mającej miejsce na początku XX w. a więc już we francuskim okresie kolonialnym).

W XV w. powstało kolejne państwo o nazwie Imperium Songhai, a w XVII w. na gruzach państwowości Songhai i Mali wyrosło Imperium Bamara, stworzone przez lud Bambara, dominujący we współczesnym Mali. Co ciekawe, aż do połowy XIX w. Bambara trwali przy tradycyjnych wierzeniach afrykańskich, a islam został im narzucony w wyniku dżihadu ogłoszonego w XIX w. przez plemię Fulani, które stworzyło ostatnie przedkolonialne państwo opierające się Francuzom aż do ostatniej dekady XIX w.

Czerwonoskórzy na północy

Tyle że opisana wyżej historia dotyczy w zasadzie południowej części dzisiejszego Mali, podczas gdy północna, zamieszkana przez wojowniczych Tuaregów, a także Maurów i Arabów, ma własne dzieje, częściowo wiążące te ziemie z historią Maroka.

Smok, który przyniósł szczęście

Wietnam to kraj niezwykłych ludzi, wspaniałych krajobrazów i przepysznej kuchni. Aż trudno uwierzyć, że na powierzchni niewiele większej od Polski...

zobacz więcej

Tuaregowie to lud berberyjski, a zatem w kategoriach afrykańskich nie są to „czarni”. W samym Mali określani są czasem „peau rouge” czyli „czerwona skóra”, w przeciwieństwie do Bambara, Songhai czy Fulani, którzy są „peau noir” czyli „czarna skóra”.

Tuaregowie jako jedni z ostatnich podporządkowali się Francuzom i było to już na początku XX w. Gdy więc zaledwie pół wieku później zaczęła się dekolonializacja, to nie chcieli stać się częścią postkoloniolnego Mali i już w latach 1962-64 wybuchła ich pierwsza, nieudana rebelia.

Pierwsze demokratyczne wybory odbyły się w Mali w 1991 r., czyli 30 lat po dekolonializacji. I wkrótce potem doszło do nowej rebelii Tuaregów, znów nieudanej. Wielu z nich opuściło następnie Mali i znalazło schronienie u Muamara Kadafiego. Mali było to na rękę, zresztą również dostawało wsparcie od libijskiego dyktatora, który w ten sposób dość skutecznie budował sobie pozycję afrykańskiego przywódcy. W Mali kwitła też demokracja, odbywały się regularnie wybory i dochodziło do pokojowego przekazywania władzy.

Wszystko byłoby więc pięknie, gdyby nie to, że po pierwsze wraz z demokracją kwitła korupcja, po drugie – frekwencja w wyborach była katastrofalnie niska (czym nikt zdawał się nie przejmować), a po trzecie w Bamako rządzili Bambara, a problemy relacji plemiennych czekały na odpowiedni moment, by wybuchnąć. A ten nastąpił w 2011 r.

Ropa i gaz, Rosja i Turcja. Gra o kaukaski korytarz

Przez długie lata układ był jasny. Armenię popiera Rosja, Azerbejdżan Turcja. Jednak prawdziwe interesy Moskwy i Ankary są dużo bardziej złożone,...

zobacz więcej

Kokainowy prezydent

W pierwszych demokratycznych wyborach prezydenckich w Mali wzięło udział zaledwie nieco ponad 20 proc. uprawnionych. Później było tylko nieco lepiej. Natomiast prezydent Amadou Toumani Toure był oskarżany o czerpanie zysków z porwań europejskich turystów na Saharze.

Teoretycznie był mediatorem w ich uwalnianiu ale zważywszy, że jego łącznikiem z Al Kaidą był Ijad ag Ghali, późniejszy lider dżihadystycznej organizacji Ansar Dine, a obecnie powiązanej z Al Kaidą JNIM (Nusrat al Islam), to pojawiają się wątpliwości, zwłaszcza, że jednocześnie Al Kaida używała północnego Mali jako bezpiecznego schronienia i zaplecza do dokonywania ataków w sąsiednich Algierii, Mauretanii i Nigrze.

A to nie wszystko, bo na Amadou Toumani Toure ciążyły również zarzuty powiązań z przemytem południowoamerykańskiej kokainy. Szlak wiódł z Kolumbii przez zachodnioafrykańskie porty, Mali oraz Saharę do Morza Śródziemnego i dalej do Włoch.

Mafia, kartele i Al Kaida, wreszcie zachodnioafrykańscy przywódcy, świetnie się dogadywali, gdy chodziło o grube pieniądze, więc szlak ten, choć okrężny, okazał się bardziej opłacalny. Sprawa jednak się wydała, gdy w listopadzie 2009 r. na Saharze rozbił się Boeing 727 (Air Cocaine) przewożący 10 ton kokainy.

Liban po eksplozji: zmiana systemu?

Tragiczny wybuch jaki miał miejsce w Bejrucie 4 sierpnia to kolejny kamyczek nie tyle do ogródka co potężnego sadu problemów zżerających piękny...

zobacz więcej

W 2011 r. międzynarodowa koalicja postanowiła jednak wprowadzić demokrację do Libii i obaliła Muammara Kadafiego. Jednym ze skutków tego zdarzenia było to, że Tuaregowie wrócili do Mali i w styczniu 2012 r. rozpoczęła się nowa rebelia. Ruch Narodowy Wyzwolenia Azawadu (MNLA) proklamował na północy powstanie niepodległego państwa o nazwie Azawad. Dwa miesiące później kapitan Amadou Sanogo postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i obalił Amadou Toumani Toure. Niby nie było po kim płakać, tyle że w krytycznej sytuacji, gdy Mali jak nigdy potrzebne było wsparcie zagraniczne, Sanogo dokonując puczu doprowadził do potępienia i izolacji międzynarodowej nowej władzy.

W dodatku sytuacja na północy zaczęła się komplikować, bo MNLA wyrosła dżihadystyczna konkurencja w postaci Ansar Dine, wspomnianego Ijada ag Ghali i innych powiązanych z AL Kaidą grup. Natomiast malijskie wojsko, zamiast ruszyć na północ, walczyć z dżihadystami i separatystami (lub z nimi negocjować) zajmowało się wymuszaniem łapówek na checkpointach.

Widziałem to na własne oczy, gdyż w tym czasie podróżowałem autobusem ze stolicy Mauretanii Nuakszot do stolicy Mali Bamako. Podróż trwała trzy doby, a autobus pełny był obywateli kilkunastu państw afrykańskich.

Ruchy militarne na Morzu Śródziemnym: odstraszanie czy przygotowania do wojny?

Po zapowiedzi Turcji dotyczącej rozpoczęcia odwiertów na cypryjskich i greckich wodach oraz przeprowadzenia manewrów floty wojennej u wybrzeży...

zobacz więcej

Junta bez pomysłu

Sam Sanogo bardzo szybko dał się poznać jako ostatnia niedojda i zamiast rządzić twardą ręką, jak przystało na puczystę, przyjął postawę defensywną. O jego wątpliwych walorach intelektualnych świadczą też jego dalsze losy. Pod naciskiem wspólnoty państw zachodnioafrykańskich (ECOWAS) oraz Francji już po niespełna miesiącu zgodził się na stworzenie tymczasowego rządu cywilnego, który miał w ciągu roku doprowadzić do nowych wyborów.

Te odbyły się w lipcu i sierpniu 2013 r. i w ich wyniku do władzy doszedł Ibrahim Boubakar Keita. Jeszcze w sierpniu 2013 r. kapitan Sanogo dostał promocję do stopnia czterogwiazdkowego generała, a już trzy miesiące później siedział za kratkami.

Nim jednak doszło do wyborów, w końcu 2012 r. zwycięscy na północy dżihadysci pod wodzą Ijada ag Ghali ruszyli na Bamako. Tego już było za wiele dla Francji, która w tym regionie ma ogromne interesy. Organizm państwowy tworzony przez dżihadystów w Mali do złudzenia przypominał bowiem to, co dwa lata później zbudowało Państwo Islamskie w Iraku i Syrii.

Armenia – życie na linii frontu

Pełna serpentyn droga pnie się ostro w górę od zakrętu w miejscowości Kayan, gdzie niegdyś można było wjechać z Armenii do Azerbejdżanem. By...

zobacz więcej

Rozpoczęła się więc operacja Serwal, która rozbiła dżihadystów, ale ich nie dobiła. Francuzi po roku przemianowali operację na Barkhane i trwa ona do dziś.

W ostatnich latach dżihadystom udało się przegrupować, stworzyć nowy twór o nazwie Nusrat al-Islam (JNIM) i zintensyfikować ataki. Mali nie poradziło sobie też z tuareskimi separatystami. W lutym 2015 r. podpisano wprawdzie w Algierze porozumienie o zawieszeniu broni, ale nie rozwiązywało ono żadnych problemów stanowiących przyczyny rebelii z 2012 r. (i wcześniejszych).

Powtórka z rozrywki?

Mali wróciło więc w pewnym sensie na swoje dawne tory, choć niestety tylko w negatywnym aspekcie. Czasy, gdy kraj ten, mający bardzo dużo do zaoferowania odwiedzającym, przyciągał ambitniejszych turystów, minął bowiem bezpowrotnie.

Tzw. Kraina Dogonów, ciągnąca się u podnóża niezwykle malowniczego Uskoku Bandiagary (potężnego klifu) przestała się kojarzyć z mitem o długouchych przybyszach z Syriusza, a zaczęła z wzajemnymi masakrami między Dogonami (rzekomo owymi kosmitami) a Fulanimi, czyli pasterskim ludem znanym już w XIX w. z zamiłowania do dżihadu (o czym wspominałem już wcześniej).

Hagia Sophia – symbol pognębienia Europy

Decyzja o tym, że Kościół Mądrości Bożej (Hagia Sophia) znów stanie się meczetem, ma ogromne znaczenie symboliczne. Również jej motywy są jasne, a...

zobacz więcej

Na dawne tory wróciło natomiast to, że Ibrahim Boubakar Keita okazał się godnym następcą Amadou Toumani Toure jako skorumpowany kacyk. W dodatku, podobnie jak jego poprzednik, zaczął robić deale z dżihadystami i innymi bandytami z północy.

Od paru miesięcy toczyły się też negocjacje z JNIM, których efektem ubocznym okazały się starcia miedzy tą strukturą a Państwem Islamskim, które również pojawiło się na tym terenie.

Teoretycznie mogłoby się wydawać, że to dobrze, że dwie grupy terrorystyczne wzięły się za łby ale nie w warunkach malijskich, gdzie rykoszetem obrywali cywile.

W dodatku wiele wskazywało na to, że celem była rywalizacja o to, kto się dogada z władzami w Bamako i podzieli lukratywnymi interesami, takimi jak przemyt migrantów przez Saharę do Europy czy narkotyków w dokładnie tym samym kierunku. I tu dochodzimy do tego, że Mali wcale aż tak odległe od naszego kontynentu nie jest.

Hipokryzja ECOWAS

Zatem wojsko znów, podobnie jak w 2012 r., usunęło skorumpowanego lidera, robiącego podejrzane interesy z dżihadystami na północy. I znów zrobiło to w chwili, gdy sytuacja na północy Mali jest krytyczna i może dojść do eskalacji.

Wilk z Kuala Lumpur

Mądry złodziej buchnie jakąś cenną miniaturkę ze średniowiecza, figurkę z terakoty albo tanagrę, powiedzmy, i przeszmalcuje do drugiego obszaru...

zobacz więcej

Warto podać przy tym przykład sąsiedniego pańśtwa Burkina Faso, gdzie obalenie długoletniego dyktatora Blaise’a Compaorego doprowadziło do daleko idącej destabilizacji kraju i utraty faktycznej kontroli nad jego częściami na rzecz dżihadystów.

Czy pułkownik Assimi Goita, lider obecnej junty, nie będzie takim głupcem i nieudacznikiem jak kapitan Amadou Sanogo, to się dopiero okaże. Na razie, podobnie jak osiem lat temu, mamy do czynienia ze zgodnym potępieniem puczu przez ECOWAS i społeczność międzynarodową. Z drugiej jednak strony, junta ogłosiła, że zamierza trwać u władzy przez trzy lata, a nie po trzech tygodniach oddawać ją cywilom. Najwyraźniej malijscy wojskowi czegoś się nauczyli, pytanie tylko, czy dla dobra Mali, czy swojego własnego.

Zachodnia Afryka jest stosunkowo demokratyczna w porównaniu z innymi częściami Afryki, Problem jednak tkwi w słowie „stosunkowo”. Np. lider Togo Faure Gnassingbe odziedziczył władzę po swoim ojcu, który przejął ją w wyniku puczu w 1967 r.

Stambuł – Turcja w miniaturze

Orientalny, wielokulturowy, pachnący przyprawami, niezwykle barwny i pełen kontrastów. Położony na dwóch kontynentach Stambuł oszołamia wielkością,...

zobacz więcej

Z kolei lider Wybrzeża Kości Słoniowej Alassane Ouattara postanowił zostać prezydentem na trzecią kadencję wbrew obowiązującym w jego kraju zasadom. Lider Nigerii Muhammadu Buhari, choć został wybrany w wyborach, to wcześniej też organizował pucz i kierował juntą. A stojący na czele delegacji ECOWAS były prezydent Nigerii Goodluck Jonathan bawił się na weselu krewniaczki, gdy Boko Haram organizowało najpotworniejszą masakrę na północy.

Gdy więc tacy liderzy biorą się za obronę demokracji, to hipokryzją śmierdzi na kilometr. Nie wszystko jednak ładnie pachnie i po stronie przeciwników obalonego prezydenta. Jednym z liderów trwających od czerwca protestów był bowiem Mahmoud Dicko, radykalny duchowny salaficki, mający bliskie relacje z dżihadystami Ijada ag Ghali. Co prawda po puczu ogłosił, że wycofuje się z polityki, ale w Mali nic teraz nie jest zbyt pewne. Pojawiły się też zresztą słuchy, że za puczem mogą stać inne państwa, pragnące wyrugować wpływy Francji. Tymczasem dalsza obecność wojskowa Francji w Mali jest konieczna.

źródło:
Zobacz więcej