RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Komu potrzebny jest Łukaszenka? Białoruski kryzys i dezinformacja

Dezinformacją jest twierdzenie, że Łukaszenka to gwarant suwerenności Białorusi (fot. Natalia Fedosenko\TASS via Getty Images)

Jeśli ktoś miał na Zachodzie złudzenia, że rządzący Białorusią przez 26 lat Alaksandr Łukaszenka w ostatnim czasie lawirował i że dla zachowania władzy gotów jest się dogadać nawet z Zachodem, to się przeliczył. Obecny kryzys unaocznił jednoznacznie, że Łukaszenka i jego reżim są związane na dobre i na złe z Rosją, zaś różne gesty i ruchy mające sugerować próby lawirowania między Zachodem a Wschodem były zgoła fałszywe. Przecież to on zsowietyzował społeczeństwo, zatrzymał największe inwestycje, prowadził do upadku białoruskiej kultury i języka, symboli narodowych.

Mąż Cichanouskiej przewieziony z Mińska do aresztu w Żodzino

Bloger Siarhiej Cichanouski, mąż kandydatki na prezydenta Białorusi Swiatłany Cichanouskiej, został we wtorek przewieziony z aresztu w Mińsku do...

zobacz więcej

Dezinformacyjne działania prowadzone są w przypadku Białorusi i reżimu Łukaszenki od lat. Bardzo długo były one nadzwyczaj skuteczne. W efekcie chyba wszyscy przyzwyczaili się, że Białoruś to taka „czarna dziura” w środki Europy.

Fakt, demokracji tam nie ma. Ale jest święty spokój. Jest dyktator – w mediach często przedstawiany jako dobrotliwy, taki nieco staroświecki i sowiecki Baćka, co zbiera ziemniaki w polu – ale jest stabilizacja; obywatele może i żyją na niskim poziomie, ale za to stabilnym.

Niby Białoruś ściśle zintegrowana z Rosją, ale też oficjalnie Łukaszenka się Kremlowi potrafi postawić. Na rosyjską bazę wojskową pełną gębą się nie zgodzi, o tanią ropę naftową potrafi się potargować. Czyli suwerenna Białoruś. Nawet jeśli tylko na papierze, bo faktycznie armia białoruska jest częścią sił rosyjskich, a terytorium białoruskie Rosjanie w razie konfliktu mogliby wykorzystywać jak swoje własne.

Ta faktyczna integracja Białorusi pod rządami Łukaszenki z Rosją oznacza, że głosy wzywające do utrzymania reżimu, bo tylko on może zatrzymać wchłonięcie Białorusi przez Rosję, a w obecnej sytuacji może zatrzymać interwencję Kremla, są z gruntu fałszywe. Jeśli chodzi o pierwszą część zdania: to właśnie Łukaszenka przez lata, od początku rządów, powoli wpychał Białoruś w objęcia Moskwy. Na początku dlatego, że miał ambicję wskoczenia z Mińska na fotel prezydenta zjednoczonej Rosji i Białorusi.

Białoruś: Dyrektor w MSZ poparł protesty i zrezygnował

MSZ Białorusi potwierdziło portalowi TUT.by, że dyrektor w resorcie spraw zagranicznych, odpowiedzialny m.in. za relacje z Polską, odszedł ze...

zobacz więcej

Za czasów niepopularnego Jelcyna Łukaszenka cieszył się faktycznie dużym poparciem Rosjan. Ale jednak przyszedł Putin. Łukaszenka zaczął demonstracyjnie okazywać rzekomą niezależność, ale uzależnienie gospodarcze było tak duże, że nie mógł sobie pozwolić, nawet gdyby chciał (a nie chciał), na zerwanie z Rosją i zwrot ku Zachodowi.

Zresztą jeśli o to chodzi, to próbował szukać „trzeciej drogi”. Chińskiej. Ale i to nie wypaliło. Pekin oczekuje takich warunków swego zaangażowania finansowego, że gdyby Łukaszenka się na to zgodził, to musiałby oddać większość swych najcenniejszych przedsiębiorstw w ręce chińskie.

A teraz część druga zdania, czyli kwestia możliwej interwencji rosyjskiej. Otóż dziś Łukaszenka nie jest wcale obrońcą szczątkowej choćby suwerenności Białorusi. Dziś to Łukaszenka jest jej wrogiem. Bo błaganie o pomoc Rosji oznacza jedno: jeśli przy wsparciu Moskwy jakimś cudem dyktator się obroni, to będzie już absolutnie marionetką w ręku Kremla. Osłabiony, skonfliktowany z Zachodem i społeczeństwem, trwający tylko dzięki brutalnej sile. Wymarzony prezydent dla Rosji, bo musiałby płacić za swe trwanie u władzy kolejnymi ustępstwami umacniającymi pełzającą inkorporację Białorusi przez Rosję.

Cichanouska publikuje kolejne nagranie. Wzywa do działania

Swiatłana Cichanouska, była kandydatka na prezydenta Białorusi, w kolejnym nagraniu umieszczonym w sieci, ponownie wzywa Białorusinów do działania.

zobacz więcej

Paradoksem jest, że Łukaszenka, który w końcówce kampanii grał jeszcze kartą rzekomej obrony Białorusi przed inspirowaną przez Rosję rewolucją (sprawa zatrzymania najemników rosyjskich), dziś prosi tę Rosję o pomoc w tłumieniu rewolucji – już tej inspirowanej przez wraży Zachód, z kluczową rolą (jak zwykle) sąsiednich Litwy i Polski. Dwie rozmowy telefoniczne (sobota i niedziela) wyraźnie roztrzęsionego Łukaszenki z Putinem służyć miały uzyskaniu przez prezydenta Białorusi obietnicy pomocy siłowej Kremla. Faktycznie jednak, ani jednej, ani drugiej stronie nie zależy na takim rozwiązaniu.

Obie strony chcą tylko wizją rosyjskich tanków w Mińsku czy Grodnie wystraszyć protestujących, a także Zachód. Oczywiście w tak napiętej sytuacji i przy ewentualnej desperacji Łukaszenki nie można wykluczyć jakichś prowokacji, które faktycznie wywołają duży przelew krwi – ale raz jeszcze należy podkreślić: obecność Łukaszenki nie jest tu czynnikiem zmniejszającym prawdopodobieństwo eskalacji, ale wręcz przeciwnie. Dziś to Łukaszenka u steru rządów jest największym niebezpieczeństwem dla bezpieczeństwa Białorusi i największym ryzykiem siłowej ingerencji Rosji.

„Doniesienia o ciężarówkach jadących na Białoruś przypominają obrazki z Ukrainy”

Doniesienia o kolumnach ciężarówek zmierzających w stronę białoruskiej granicy przypomina sytuację z 2014 roku, kiedy w internecie pojawiały się...

zobacz więcej

Pozorowana dywersyfikacja

Mimo to wciąż nie brakuje głosów, zarówno w Polsce, jak i Europie, że należy wspierać Łukaszenkę, a co najmniej zachowywać neutralność wobec konfliktu dyktator-społeczeństwo. To w dużym stopniu kontynuacja tego, co mówiono i pisano od dłuższego czasu o Łukaszence, przedstawiając go jako gwaranta ograniczonej, ale jednak niezależności Białorusi od Rosji.

Sam Łukaszenka dbał o taki wizerunek, bo było to dla niego korzystne w relacjach z Moskwą. Pokazywały to cykliczne konflikty prezydenta Białorusi z wielkim bratem. Ale co charakterystyczne, zawsze dotyczyło to kwestii ekonomicznych. Sprawy bezpieczeństwa i polityki zagranicznej (m.in. stosunku do NATO) zawsze były w takich sytuacjach na drugim planie. Bo i nigdy Łukaszenka nie zamierzał rozluźniać zawiązanego ścisło sojuszu wojskowego z Rosją. Nawet wtedy, gdy mówił, że nie chce rosyjskiej bazy lotniczej u siebie.

Należy przede wszystkim podkreślić, że do ostrzejszych sporów na linii Mińsk-Moskwa zaczęło dochodzić dopiero wtedy, gdy Rosjanie zaczęli przykręcać kurek z faktycznymi subsydiami dla białoruskiej gospodarki. I mówić Łukaszence, że mogą nadal utrzymywać socjalny system sąsiada, ale w zamian za postępy w integracji obu państw. Czyli de facto inkorporacji Białorusi przez Rosję.

Władze Grodna przeprosiły za bicie protestujących

Zgoda na mityngi w centrum miasta, przeprosiny za bicie – władze białoruskiego Grodna w specjalnym komunikacie zamieściły na swojej stronie...

zobacz więcej

Dla Łukaszenki zawsze najważniejsza była władza. Więc gdy zobaczył, że Rosjanie ograniczają wsparcie gospodarcze dla Białorusi, zaczął kreować się na obrońcę białoruskiej suwerenności przez imperialnymi zakusami Rosji.

Takiej narracji sprzyjały od 2014 r. wydarzenia na Ukrainie. I oto Łukaszenka nagle zaczął dostrzegać język i kulturę białoruską, zaczął dostrzegać zagrożenie rosyjskie w obszarze dezinformacji. Najpierw przez lata sprzyjał utrzymywaniu sowieckiej/rosyjskiej mentalności w różnych dziedzinach życia Białorusinów, a potem się dziwił, że te same rosyjskie media, którym zapewnił szeroką popularność wśród jego współobywateli, potrafią go ostro atakować. Oczywiście rozmowy z Łukaszenką miały wtedy sens.

I nie przypadkiem do Mińska polecieli John Bolton, a potem Mike Pompeo. Nie przypadkiem szef Rady Bezpieczeństwa Białorusi brał udział w konsultacjach z kolegami z tego samego szczebla z Polski i Ukrainy. Nie przypadkiem w czasie wojny naftowej Białorusi z Rosją, do białoruskich rafinerii trafiła ropa z Norwegii czy USA, via kraje bałtyckie, a zaawansowane były rozmowy ws. dostaw ropy na Białoruś poprzez polski Naftoport i rurociągi.

To wszystko miało sens, bo zawsze gdy dochodzi do różnic między Kremlem a jego sojusznikami, należy próbować wykorzystać sytuację. Trzeba pamiętać, że taka intensyfikacja dyplomatycznych i ekonomicznych kontaktów Zachodu z Łukaszenką skutkowała łagodzeniem polityki wewnętrznej reżimu, z korzyścią dla zwykłych obywateli.

Białoruś: Miał odmówić udziału w fałszerstwie wyborczym. Nie żyje

Nie żyje członek komisji wyborczej w wyborach prezydenckich, dyrektor muzeum w Wołkowysku na Białorusi. 29-latek miał odmawiać podpisania protokołu...

zobacz więcej

Dziś jednak próby wspierania Łukaszenki czy nawet zachowywania neutralności, by mu nie zaszkodzić, z punktu widzenia Zachodu należy uznać za strategicznie bezcelowe. Dlaczego? Dlatego, że Łukaszenka u władzy oznacza dziś dalszą destabilizację i wzrost ryzyka krwawych starć. Dlatego, że Łukaszenka u władzy oznacza wzrost wpływów rosyjskich – jeśli dyktator przetrwa, to będzie swą władzę opierał w dużej mierze na rosyjskich bagnetach i na rosyjskich subsydiach.

Dużo niewiadomych

Dezinformacją jest twierdzenie, że Łukaszenka to gwarant suwerenności Białorusi. Dezinformacją jest też pojawiająca się opinia, że upadek reżimu oznaczać będzie zwrot Białorusi ku Europie i zerwanie z Rosją.

W rzeczywistości wciąż nie wiadomo, kto mógłby być następcą Łukaszenki i jaki miałby realizować program. Tutaj mamy zupełny chaos i brak wyrazistych liderów opozycji. Cichanouska jest tylko symbolem i absolutnie nie spełnia wymogów bycia przywódcą nowej białoruskiej większości.

Co więcej, nie do końca wiadomo, jakie powiązania z Rosją ma jej mąż – uwięziony przez Łukaszenkę popularny bloger. W takiej sytuacji Moskwa może zagrać na scenariusz, w którym faworytem do objęcia schedy po Łukaszence byłby człowiek nieformalnie będący jej kandydatem.

Okruchy białoruskie. Czy Cichanouska wróci na fotel lidera opozycji?

Wiele wskazuje na to, że rozpoczęty tydzień temu marsz społeczeństwa Białorusi do wolności i niezależności jest już nie do zatrzymania, a...

zobacz więcej

Być może byłby to siedzący za kratami Babaryka (wcześniej przez lata w Biełgazprombanku), a może Cepkała, który zbiegł do Moskwy, a potem Kijowa. Tutaj należy zachować szczególną ostrożność, by nie dopuścić do sytuacji, że jednego wasala Rosji zastąpi inny. Tyle że ten inny będzie miał już legitymację społeczną i glejt Zachodu.

Można w tym miejscu zaznaczyć, że np. w Mołdawii Moskwie udało się przejąć kontrolę nad państwem z pomocą UE i USA, które ochoczo najpierw obaliły wspólnie z Moskwą oligarchę Plahotnica, by krótko potem dowiedzieć się, że prozachodnia koalicja wylądowała w opozycji, a pełnię władzy ma obóz promoskiewski.

Destabilizacja sytuacji na Białorusi – szczególnie, gdyby doszło do krwawych starć – jest, rzecz jasna, powodem do niepokoju dla sąsiadów, w tym Polski. Ale też należy podkreślić, że ta obecna rewolucja otwiera nowe możliwości działania dla RP.

Kryzys reżimu Łukaszenki. Rosja chce to wykorzystać

W ciągu ostatniego roku w Mińsku pojawili się doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA i szef amerykańskiej dyplomacji. Uzgodniono też import ropy...

zobacz więcej

Jaka jest bowiem różnica między dyktaturą Łukaszenki a jej możliwym demontażem? Przy tej pierwszej polskie wpływy na Białorusi były znikome. Obecna rewolucja otwiera przed Warszawą nowe duże możliwości stania się ważnym graczem. Należy jednak wyciągnąć wnioski z polskiego zaangażowanie na Ukrainie w 2014 r. Ostatecznie nic to nam nie dało, a kluczowym partnerem dla Kijowa stały się Niemcy.

Teraz polska dyplomacja działa jednak samodzielnie i jest szansa na konkretne zyski. Interesem RP jest wspieranie białoruskiego narodu i jego dążenia do wolności – bo to, wcześniej czy później, będzie oznaczało zwrócenie się Białorusinów ku Europie, ku Zachodowi. Dlaczego? Bo wolność jest na Zachodzie, nie na Wschodzie – a to, co się teraz dzieje, otworzy oczy jeszcze większej liczbie Białorusinów na to, co jest dobre dla nich i dla ich dzieci.

źródło:
Zobacz więcej