RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Mimowolny sukces Izraela

Izrael z ZEA zyska zdecydowanie bardziej niż gdyby dokonał aneksji Zachodniego Brzegu (fot. Shutterstock/John Theodor)
Izrael z ZEA zyska zdecydowanie bardziej niż gdyby dokonał aneksji Zachodniego Brzegu (fot. Shutterstock/John Theodor)

Nawiązanie oficjalnych stosunków przez Zjednoczone Emiraty Arabskie z Izraelem, do którego doszło na podstawie porozumienia zawartego 13 sierpnia, to decyzja przełomowa, choć od dawna oczekiwana. Nie stałoby się to jednak gdyby Izrael zrealizował swoją zapowiedź aneksji Zachodniego Brzegu. Zjednoczone Emiraty Arabskie są obecnie trzecim krajem arabskim, który uznał Izrael i mogą stać się jego bardzo bliskim sojusznikiem.

Białorusini nie są gorsi od nas, zasługują na wolność

Wsparcie walki Białorusinów o wolność jest moralnym obowiązkiem Polaków, wynikającym z własnych doświadczeń naszego narodu i historycznych związków...

zobacz więcej

Plan B

Izrael na nawiązaniu relacji z ZEA zyska zdecydowanie bardziej niż gdyby dokonał aneksji Zachodniego Brzegu (precyzyjniej to znaczne jego części w tym graniczącej z Jordanią Doliny Jordanu). Można mieć jednak wątpliwości czy ten korzystny dla Izraela rozwój wydarzeń był świadomym wyborem czy też raczej mimowolnym rezultatem zbiegu niekorzystnych dla izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu okoliczności, swoistym planem B.

Warto przy tym przypomnieć, że aneksja Zachodniego Brzegu miała być konsekwencją tzw. planu pokojowego opracowanego przez zięcia prezydenta Donalda Trumpa tj. Jareda Kushnera. Szybko jednak stało się jasne, że nie doprowadzi to do pokoju, lecz wręcz przeciwnie wzburzy arabską ulicę i utrudni realizację planów zbliżenia między Izraelem a monarchiami Półwyspu Arabskiego.

Aneksja Zachodniego Brzegu nie była Izraelowi do niczego potrzebna gdyż nie cierpi on na przeludnienie i nie musi szukać nowych terenów osadniczych. Miała to być jednak demonstracja siły, pokazanie, że Izrael nie musi liczyć się z opinią innych państw oraz nie dopuści do realnej państwowości palestyńskiej. Problem w tym, że w samym Izraelu wielu widziało to zupełnie inaczej i choć partia Bennyego Gantza zgodziła się w umowie koalicyjnej z Likudem premiera Netanjahu na realizację aneksji to pozostawało kwestią otwartą kiedy to nastąpi i w jakim zakresie.

Ruchy militarne na Morzu Śródziemnym: odstraszanie czy przygotowania do wojny?

Po zapowiedzi Turcji dotyczącej rozpoczęcia odwiertów na cypryjskich i greckich wodach oraz przeprowadzenia manewrów floty wojennej u wybrzeży...

zobacz więcej

Aneksji nie będzie ?

Netanjahu chciał przeprowadzić aneksję w bardzo szerokim zakresie (30 % Zachodniego Brzegu) i to jeszcze w lipcu br. ale Gantz uzależniał to od uzgodnień z USA, które z kolei zaczęły się wycofywać z „zielonego światła”, gdy okazało się, że doprowadzi to do załamania relacji miedzy Izraelem a Jordanią. Jordański król Abdullah miałby w takim wypadku bardzo poważne problemy z liczną społecznością palestyńską zamieszkującą jego królestwo i dlatego odmówił nawet podjęcia jakichkolwiek rozmów z Izraelem na ten temat. W rezultacie pomysł aneksji w zasadzie upadł, choć oficjalnie został jedynie „odłożony”.

Oczywiście można wyobrazić sobie powrót do pomysłu aneksji ale co najmniej z dwóch powodów nie jest to kwestia najbliższej przyszłości. Po pierwsze z całą pewnością nie dojdzie do tego przed amerykańskimi wyborami prezydenckimi bo konsekwencje tego aktu mogłyby negatywnie wpłynąć na kampanię Donalda Trumpa, a Netanjahu wie, że Joe Biden i Demokraci będą mniej skłonni do udzielania mu poparcia (z tego samego powodu Netanjahu parł by aneksji dokonać w lipcu, czyli w relatywnie bezpiecznie odległym terminie od wyborów). Ponadto USA na tym etapie nie dadzą już zielonego światła, a Gantz nie zgodzi się na realizację tego planu wbrew Waszyngtonowi. Warto bowiem wspomnieć, że nawet największa proizraelska organizacja politycznego lobbingu w USA tj. AIPAC nie domagała się od powiązanych z nią kandydatów Demokratów do Senatu by wspierali plan aneksji. Trump zatem wie, że nic nie zyska na powrocie do tego pomysłu. Może natomiast stracić to co zyskał na dealu Izrael-ZEA.

Liban po eksplozji: zmiana systemu?

Tragiczny wybuch jaki miał miejsce w Bejrucie 4 sierpnia to kolejny kamyczek nie tyle do ogródka co potężnego sadu problemów zżerających piękny...

zobacz więcej

Zmienne sondaże

Drugim natomiast powodem jest to, że Zjednoczone Emiraty Arabskie zostałyby w ten sposób ośmieszone i mogłoby dojść do bardzo niekorzystnego dla obu stron regresu we wzajemnych stosunkach czyli zaprzepaszczenia historycznej korzyści jaką jest porozumienie z 13 sierpnia. Problem jednak polega na tym, że plan aneksji spowodował wystrzelenie słupków popularności Netanjahu i jego Likudu w górę. Nie wynikało to z absolutnej popularności tego pomysłu w Izraelu, lecz raczej polaryzacji opinii wokół tej sprawy.

Dla Netanjahu, który musiał przejść przez trzy kolejne wybory w bardzo krótkim czasie (powtarzane ze względu na pat w Knesecie) by utrzymać pozycję premiera, była to gwiazdka z nieba. Tyle, że gwiazdka zgasła wraz z niezrealizowaniem owego planu. Likud w ostatnich wyborach (marzec 2020) uzyskał 34 mandaty w 120 osobowym Knesecie, a w czerwcu mógł już liczyć na 41, natomiast według najnowszego sondażu liczba ta spadła do 27. Tyle, że głównym beneficjentem tych zmian sondażowych nie jest centrolewicowa opozycja czy też partia Gantza (ta straciła najwięcej) ale radykalnie prawicowa Yamina b. ministra obrony Naftali Bennetta, który w sprawie palestyńskiej prezentuje brak gotowości na jakikolwiek kompromis. Yamina ma obecnie 5 mandatów a według ostatniego sondażu może liczyć na 18. Koalicja Likudu i Yaminy może zatem oznaczać powrót pomysłu aneksji ale nowe wybory nie muszą się odbyć wcześniej niż w maju 2023 r. (choć oczywiście mogą).

Iran – Chiny: koło ratunkowe czy pętla na szyję?

Iran planuje podpisanie umowy o współpracy strategicznej z Chinami na okres 25 lat. Obejmowałaby ona zarówno kwestie inwestycyjne i handlowe, w tym...

zobacz więcej

Za ZEA pójdą następni?

Wiele będzie zależeć od tego czy deal z Emiratami będzie równie korzystny dla Likudu co dla Izraela. Wydaje się to być póki co otwartą kwestią. Natomiast z całą pewnością jest to sukces dla samego Donalda Trumpa, który od dawna dążył do doprowadzenia do tej normalizacji. Może być on jeszcze większy jeśli za Emiratami podążą inne kraje. Póki co mówi się o Bahrajnie i Omanie. Nie ulega wątpliwości, że Arabia Saudyjska również chciałaby pójść tą drogą ale w jej wypadku mogłoby to na tym etapie wywołać większe komplikacje ze względu na formalną i od dawna kwestionowaną pozycję tego państwa jako lidera świata muzułmańskiego oraz potencjalne problemy wewnętrzne ze strony islamskich radykałów pałających nienawiścią nie tyle do Izraela co do Żydów w ogóle.

Nie ulega natomiast wątpliwości, że zarówno dla Arabii Saudyjskiej jak i Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz innych monarchii Półwyspu Arabskiego sprawa palestyńska od dawna jest już pozbawiona znaczenia. Tyle, że muszą one zachować pozory, gdyż ich regionalni przeciwnicy z Turcją i Iranem na czele wykorzystują zbliżenie tych państw z Izraelem do podburzania arabskiej ulicy.

Dlatego w czerwcu ambasador Emiratów w USA Jusef al-Otaiba opublikował bezprecedensowy artykuł w izraelskim dzienniku Yedioth Ahronoth, w którym z jednej strony przestrzegł Izrael przed dokonaniem aneksji, a z drugiej zasygnalizował, że jeśli do tego nie dojdzie to ZEA jest gotowa do pełnej normalizacji wzajemnych stosunków i podkreślił, że miałoby to ogromne obopólne korzyści. Zbliżenie planowane było od dawna. Służyć temu miała m.in. tzw. konferencja bliskowschodnia, która odbyła się w Warszawie w lutym 2019 r. Okazało się jednak, że było wówczas na to za wcześnie.

Armenia – życie na linii frontu

Pełna serpentyn droga pnie się ostro w górę od zakrętu w miejscowości Kayan, gdzie niegdyś można było wjechać z Armenii do Azerbejdżanem. By...

zobacz więcej

Przeciwko Iranowi i Turcji

Porozumienie ZEA z Izraelem to bowiem nie tylko normalizacja ale wręcz sojusz. Oba państwa mają dwóch wspólnych przeciwników w regionie: Iran i Turcję. To pierwsze państwo postrzegane jest przez Izrael jako główny wróg i największe zagrożenie (Iran przy tym odwzajemnia to uczucie traktując Izrael jako tzw. „małego Szatana” w odróżnieniu od „wielkiego Szatana” czyli USA). Emiraty mają natomiast nieco bardziej złożony stosunek do Iranu. Z jednej strony, będąc sojusznikiem Arabii Saudyjskiej i współliderem sunnickich państw arabskich Półwyspu Arabskiego, ich interesy polityczne na wielu płaszczyznach kolidują z Iranem.

Z drugiej jednak strony Dubaj łączą z Iranem ogromne relacje handlowe i to mimo sankcji. ZEA obawiały się też, iż staną się celem irańskich działań odwetowych jeśli zbyt mocno wkroczą na ścieżkę otwartej konfrontacji. Dlatego ZEA po cichu podtrzymywały z Iranem kanał kontaktowy, a w krytycznym momencie pandemii udzieliły temu państwu istotnej pomocy, w odpowiedzi na co zresztą Teheran zadeklarował, że tego nie zapomni. Normalizacja relacji ZEA z Izraelem z całą pewnością jednak wpłynie na stygmatyzację Emiratów przez Teheran, tyle że wejście izraelskich firm i banków na rynki emirackie może zniwelować ewentualne straty jeśli Irańczycy zaczną się wycofywać z Dubaju (co zresztą wcale nie jest oczywiste).

źródło:
Zobacz więcej