Jak trwoga, to... nie do Messiego? Barcelona nad przepaścią

Lionel Messi znów nie pomógł kolegom w trudnych chwilach. Czy wciąż będzie grał w Barcelonie? (fot. Getty Images)

Kończy się pewna era. Era, którą latem 2008 roku zapoczątkowało pojawienie się w Barcelonie Pepa Guardioli, a której kres obserwał z bliska w piątkowy wieczór Robert Lewandowski. Bayern upokorzył Katalończyków. Wymusił gruntowną przebudowę, której ofiarą może paść nawet hołubiony przez kibiców Leo Messi. Co dalej z wielką Barceloną?

Do przerwy 1:4. Nokaut, deklasacja, ale czy koniec świata? Zapytajcie kibiców Liverpoolu, których ulubieńcy odrobili trzybramkową stratę w finale Ligi Mistrzów z Milanem. Zapytajcie kibiców... Barcelony, która w 2017 roku wyeliminowała PSG, choć na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry potrzebowała do awansu trzech goli. Wtedy zespół „dźwignął” jednak Neymar: brał piłkę w niemal każdej akcji, zdobył dwie bramki, znacząco przyczyniając się do sukcesu, który śmiało nazwano „cudem na Camp Nou”.

Wątek Brazylijczyka nieprzypadkowy. Po jego odejściu, po zawieszeniu butów na kołek przez Xaviego i japońskiej emeryturze Andresa Iniesty, ciężar odpowiedzialności znów w stu procentach spoczął na barkach Lionela Messiego. Argentyńczyk to piłkarz wielki, nieszablonowy, być może najlepszy w historii. Im dalej w las, tym bardziej kwestionuje się jednak jego zdolności przywódcze. Obrazki z szatni Barcelony, udostępnione przez stację ESPN, zarejestrowane w przerwie meczu, zdają się potwierdzać, że gdy drużynie nie idzie, gdy sytuacja jest beznadziejna, Argentyńczyk nie będzie pierwszym, który doda otuchy: ani dobrym słowem...

...ani grą. Jak pokazują wyliczenia, udostępnione przez dziennikarzy „Marki”, porażki Barcelony w ważnych meczach na przestrzeni ostatnich lat dość jednoznacznie powiązane są ze słabszą dyspozycją Messiego. W jedenastu „pożegnalnych” meczach, Argentyńczyk strzelił zaledwie... dwa gole, nie dokładając przy tym choćby asysty. Statystyka co najmniej zatrważająca.

Bilans Messiego w „pożegnalnych” meczach/dwumeczach Barcelony:

2006/07: 2:2 – Liverpool, 0 goli, 0 asyst
2007/08: 0:1 – Manchester United, 0 goli, 0 asyst
2009/10: 2:3 – Inter, 0 goli, 0 asyst
2011/12: 2:3 – Chelsea, 0 goli, asysta (zmarnowany rzut karny)
2012/13: 0:7 – Bayern, 0 goli, 0 asyst
2013/14: 1:2 – Atletico, 0 goli, 0 asyst
2015/16: 2:3 – Atletico, 0 goli, 0 asyst
2016/17: 0:3 – Juventus, 0 goli, 0 asyst
2017/18: 4:4 – Roma, 0 goli, 0 asyst
2018/19: 3:4 – Liverpool, 2 gole, 0 asyst
2019/20: 2:8 – Bayern, 0 goli, 0 asyst

Messi, zwykle (pewnie słusznie) głaskany przez katalońskich kibiców i media, tym razem oberwał dość mocno. „Zawiódł, ale zawiodła cała drużyna. Najgorsze jest to, że jako kapitan nie wyszedł do dziennikarzy po tak haniebnej porażce. Pojawił się prezydent klubu, trener i niektórzy piłkarze, a ten, który powinien przemawiać w imieniu zespołu, wolał zachować milczenie. Nie stawił czoła porażce” – czytamy na łamach „Marki”.

Rolę lidera przejął na moment Gerard Pique. Obrońca Barcelony nie szczędził ostrych słów pod adresem swoim i kolegów. – Zagraliśmy tragiczny mecz, czujemy się bardzo źle. Jest nam wstyd. Nie można walczyć w ten sposób w Europie, nie ma też większej nadziei, że może być lepiej. Klub potrzebuje zmian. Nie mówię o piłkarzach czy trenerach. Mówię o zmianach strukturalnych, bo to nie pierwszy czy drugi raz, gdy kompromitujemy się na tym poziomie. Jeśli ma przyjść jakaś świeża krew, jestem pierwszym, który może odejść. Sięgneliśmy dna – komentował gorzko.

Jeszcze w trakcie spotkania było jasne, że Quique Setien, który w trakcie sezonu zastąpił Ernesto Valverde na stanowisku trenera, pożegna się z zespołem. Były szkoleniowiec m.in. Betisu Sewilla zupełnie nie poradził sobie z zadaniem, jakie czekało na niego na Camp Nou. Najpierw wypuścił z rąk mistrzostwo Hiszpanii, przegrywając po drodze z Realem w Madrycie (0:2), a na koniec krótkiej przygody zafundował kibicom „najgorszą noc w historii klubu”, jak piszą hiszpańskie media.

Co dalej? W Barcelonie już rozmawiają o następcach. Najpoważniejszymi kandydatami wydają się Argentyńczyk Mauricio Pochettino (były trener Tottenhamu, który doprowadził „Koguty” do finału Ligi Mistrzów w poprzednim sezonie), Ronald Koeman (jeden z wiernych wyznawców filozofii Johanna Cryuffa) i – to ponoc faworyt szatni – Xavi Hernandez, wieloletni filar środka pola Blaugrany, który miałby być dla klubu tym, kim dwanaście lat temu był Pep Guardiola.

Prezes Bartomeu podziękował też dyrektorowi sportowemu, Erikowi Abidalowi, który w ostatnich latach dość nieudolnie wzmacniał zespół, a przy tym popadł w konflikt z Messim.

***

Barcelona wraca do stanu z sezonu 2007/2008. Bez tytułu, bez trenera, z piłkarzami, którzy zdają się być zmęczeni swoją obecnością, pozbawieni „iskry”. Teraz, nie ma co do tego wątpliwości, sytuacja jest jednak znacznie trudniejsza.

Przede wszystkim: świat ucieka. Na horyzoncie nie widać nowego Guardioli, nie ma Iniesty, Xaviego, a Messi nie ma już dwudziestu kilku lat. Gdyby problemów było mało, wobec pandemii koronawirusa (przez którą „uciekło” ponad 300 milionów euro) i braku zysków ze sprzedaży piłkarzy, w kasie Barcelony nie ma dość pieniędzy, by przeprowadzać rewolucję z prawdziwego zdarzenia.

I choć Messi wielokrotnie zapewniał, że Barcelona jest jego domem i skończy karierę w tym właśnie klubie, niewykluczone, że będzie zmuszony do zmiany planów. Kluby z Chin, USA, ale i europejscy giganci coraz śmielej pukają do bram prezesa katalońskiego klubu. Madryckie Radio COPE donosi, że i sam Argentyńczyk ma dość obecnej sytuacji i jeśli nie dojdzie do gruntownych zmian, będzie prosił o zgodę na odejście. To byłaby dla Barcelony prawdziwa tragedia, do której nikt nie chce dopuścić. „Skoro z nim w składzie przegrali 2:8, jak źle byłoby bez Messiego?” - pytają dziennikarze. Coraz więcej kibiców, biorąc pod uwagę przeciętny występ Argentyńczyka, ma wątpliwości, czy na pewno wynik byłby dużo gorszy...

Jedno jest pewne: po jednym z najgorszych wieczorów w historii Barcelony, czas na jedno z najciekawszych okienek transferowych.

źródło:
Zobacz więcej