Politolog: władze Białorusi mogą wybrać brutalny scenariusz

W piątek Alaksandr Łukaszenka zwołał naradę Rady Bezpieczeństwa, podczas której zapowiedział, że „nie pozwoli wywrócić Mińska do góry nogami” (fot. PAP/EPA/YAUHEN YERCHAK)

W obecnym kryzysie politycznym władze mogą wybrać brutalny scenariusz - powiedział w sobotę politolog Waler Karbalewicz. Jego zdaniem można to wywnioskować z ostatnich wystąpień Alaksandra Łukaszenki, który powtórzył, że ‘nie pozwoli wywrócić Mińska do góry nogami”.

MSW Białorusi: ponad tysiąc osób zatrzymanych

Podczas protestu na Białorusi wieczorem i w nocy zatrzymano ponad tysiąc osób; w Brześciu funkcjonariusze użyli broni palnej – podało ministerstwo...

zobacz więcej

– Pokojowy protest, który teraz trwa, to jest przerwa, czas równowagi. Władze zastanawiają się nad scenariuszem i mogą wybrać wariant siłowy. Słowa prezydenta sugerują, że właśnie ku niemu się skłaniają – ocenił politolog Waler Karbalewicz.

W piątek Alaksandr Łukaszenka zwołał naradę Rady Bezpieczeństwa, podczas której zapowiedział, że „nie pozwoli wywrócić Mińska do góry nogami”. Powtórzył, że protesty są organizowane zza granicy i „w pierwszych rzędach idą kryminaliści”.

Według Karbalewicza początkowo, brutalnie tłumiąc protesty powyborcze, władza działała „racjonalnie ze swojego punktu widzenia”. – To był plan, by brutalnością zdusić chęć do sprzeciwu, zastraszyć, zmusić do ustępstw – powiedział ekspert.

– W 2010 r. to zadziałało. W dzień wyborów demonstrantów rozpędzono i pobito. W poniedziałek już nikt praktycznie nie protestował. Teraz się to nie udało, bo władze dotknęły jakiegoś bolącego miejsca, przekroczyły jakiś próg bólu i cierpliwości u ludzi. To wywołało efekt odwrotny do pożądanego – zauważył politolog.

Von der Leyen: Sankcje dla naruszających prawa człowieka na Białorusi

Potrzebne są sankcje wobec tych ludzi, którzy naruszyli wartości demokratyczne lub naruszyli prawa człowieka na Białorusi – napisała na Twitterze...

zobacz więcej

Kluczowe, jak wskazał, jest to, że do protestu włączyli się pracownicy zakładów i instytucji państwowych. – Te tzw. kolektywy pracownicze to jest święta krowa białoruskiego modelu socjalnego, dlatego władze zrobiły krok do tyłu. Teraz myślą nad dalszą strategią – dodał Karbalewicz.

Ekspert zwraca uwagę, że dopóki na ulice nie wyszli robotnicy i pracownicy budżetówki, władze nie wychodziły do ludzi. – W ostatnich dniach widzimy ministrów, burmistrzów, a nawet premiera, którzy rozmawiają z protestującymi robotnikami – dodał.

Jego zdaniem władze „nie obawiają się buntu pracowników IT, ale robotników – jak najbardziej”. – To może być decydujący czynnik – ocenił.

– Sobota i niedziela będą kluczowe, by zrozumieć, w jakim kierunku będzie się rozwijać sytuacja. W poniedziałek mogą się zacząć strajki w zakładach, dlatego spodziewam się dość szybkich decyzji ze strony władz – powiedział analityk. W sobotę odbywa się pogrzeb demonstranta, który zginął w Mińsku. Na niedzielę oponenci prezydenta planują wielki marsz ulicami miasta.

– Trudno jest prognozować, będąc w trakcie tego procesu, jednak wczorajsza wypowiedź prezydenta sugeruje, że jest jednoznacznie nastawiony na scenariusz siłowy – ocenił Karbalewicz.

Jego zdaniem przy złym wariancie władze „mogą np. wprowadzić wojska wewnętrzne (MSW) do niektórych zakładów”. – Nie trzeba wyprowadzać czołgów na ulice, by zastraszyć ludzi – ocenił analityk, podkreślając, że jest to wyłącznie jego hipoteza.

źródło:
Zobacz więcej