RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Karnkowski: Tylko jedna Białoruś

W ostatnich dniach mamy do czynienia z rozwojem wydarzeń, w którym Polsce może przypaść dość istotna rola (fot. Omar Marques/Getty Images)

Na długo przed wyborami prezydenckimi na Białorusi można było zorientować się, że tym razem nie będziemy mieli do czynienia z kolejnym niemal bezproblemowym przedłużeniem mandatu Aleksandra Łukaszenki. Coraz trudniejsze relacje z Rosją, wzrastające poparcie dla nowych sił opozycyjnych i, co być może naważniejsze, narastające osamotnienie i pogubienie samego dyktatora – to wszystko składało się na bardzo niepokojący obraz. W ostatnich dniach mamy do czynienia z rozwojem wydarzeń, w którym Polsce może przypaść dość istotna rola. Część naszych polityków woli jednak snuć niczym nieuprawnione analogie do sytuacji u naszych sąsiadów.

„Do rana wypuścimy wszystkich” – noc oczekiwania pod aresztem w Mińsku Białoruskim

– Do 6 rano wypuścimy wszystkich zatrzymanych – powiedział wiceminister spraw wewnętrznych Alaksandr Barsukau, który ok godz. 1 w nocy przyjechał...

zobacz więcej

Sugerowanie, że po wyborach prezydenckich nasze kraje znalazły się, w gruncie rzeczy, w podobnej sytuacji, nie jest może tak skrajnym nadużyciem, jak lubiane przez niektórych porównanie do Korei Północnej.

Porównanie mające wyjątkowy smak, gdy pisane jest z bezpiecznego domu, z własnego komputera, wrzucone do internetu bez obawy, że za chwilę stracimy pracę i mieszkanie, a pobyt w obozie pracy uprzyjemni nam towarzystwo całej rodziny, z dziećmi włącznie. Białoruś zdecydowanie nie jest Koreą Północną, nie jest też jednak Polską.

Co więcej, nie byłaby nią nawet wtedy, gdyby wszystkie co do jednego zarzuty wobec przeprowadzenia u nas ostatnich wyborów znalazłyby niekwestionowane i dające się przeliczyć na głosy potwierdzenie.

Nie aresztowano u nas żadnego z kontrkandydatów mających szansę na wygraną z Andrzejem Dudą. („No, jeszcze by tego brakowało!” – mógłby w tym momencie zakrzyknąć w świętym oburzeniu sympatyzujący z opozycją czytelnik, skoro jednak czyni się jakieś mocne porównania, warto poszukać na nie argumentów lub kontrargumentów).

Czterej zatrzymani na Białorusi Polacy są już na wolności

Areszty na Białorusi opuścili wszyscy czterej Polacy zatrzymani w Mińsku podczas rozpędzania przez milicyjny OMON powyborczych demonstracji...

zobacz więcej

Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia wystartowali w wyborach. Wiktor Babaryka i Jurij Cerkała, uważani za poważnych kontrkandydatów Łukaszenki – już nie.

Rafał Trzaskowski nie zastąpił Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w roli najpoważniejszego kandydata opozycji dlatego, że Kidawę aresztowano, ale dlatego, że w czasie największego lęku przed pandemią koronawirusa zawiesiła ona właściwie kampanię wyborczą, zaliczając dramatyczny spadek w sondażach.

Swietłana Hieorhijeuna Cichanouska w wyścigu do białoruskiej prezydentury zastąpiła uwięzionego męża, który tuż przed pozbawieniem wolności zdobywał w niezależnych badaniach poparcie ponad połowy wyborców. Wcześniej podobne wyniki uzyskiwał także Babaryka. A Łukaszenka? Jeśli miński przywódca śledził sondaże inne, niż oficjalne, rządowe, nie było mu zapewne do śmiechu na widok jednocyfrowych wskazań respondentów.

W państwach autorytarnych trudno jest oszacować realne poparcie dla przywódców. Zapewne najczęściej jest ono mniejsze, niż sami chcieliby to przyznać, równocześnie jednak większe, niż chciałaby opozycja. Przynajmniej do czasu.

„Biorę odpowiedzialność i składam przeprosiny za obrażenia przypadkowych ludzi podczas protestów”

Szef MSW Białorusi Juryj Karajeu powiedział w czwartek, że bierze na siebie odpowiedzialność i przeprasza za obrażenia, których podczas protestów...

zobacz więcej

Sondaże, znakomite najpierw dla Babaryki, a później Cichanouskich, lecz także brak prawdziwej kampanii Aleksandra Łukaszenki, spotykającego się tylko z siłownikami i czynownikami podczas objazdu kraju, wskazywać mogły, że czas tej zmiany właśnie nadchodzi.

Skala społecznego niezadowolenia, która najwyraźniej Łukaszenkę przerosła, potwierdza to również. To nie są już izolowane protesty grupek opozycjonistów, a powszechny, rozlewający się od stolicy do małych miejscowości, od ulic do wielkich fabryk, protest.

Polski rząd od początku tego wybuchu niezadowolenia i tłumiącej go państwowej przemocy, próbuje być rzecznikiem praw białoruskiego społeczeństwa, dobijając się w jego imieniu do właściwie niemal całkowicie obojętnego świata. Zauważa to nawet, choć niechętnie i z trudnościami, Donald Tusk, jednak niektórzy patrzą na to zupełnie inaczej.

„Bardzo dziękuję rządowi PiS i PAD za to, że wzywa Łukaszenkę, aby przestrzegał rządów prawa, nie używał policji przeciw społeczeństwu i nie fałszował wyborów. I za to, że prosi UE o solidarne działanie, w tym wprowadzenie sankcji wobec reżimu. To postawa godna szacunku” – ironizuje na Twitterze Magdalena Adamowicz. Jej wpis to właściwe same słowa - klucze, lista oskarżeń jakie, nie tylko ostatnio, opozycja formułuje wobec Prawa i Sprawiedliwości. Wzbogacona jeszcze o tak miły jej postulat unijnych sankcji.

Wszystkie te poręczne, atrakcyjne i zbyt daleko idące porównania zawsze maja skutki uboczne, które używającym ich politykom są jednak całkowicie obojętne. To relatywizacja zła, czynionego przez ich zagranicznych, bardziej skutecznych kolegów.

Szczerski: będą kolejne rozmowy prezydenta Dudy w sprawie Białorusi

Kolejne rozmowy prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie Białorusi będą miały miejsce w najbliższych dniach, w tym w piątek – przekazał w czwartek na...

zobacz więcej

Jej wpis to właściwe same słowa klucze, lista oskarżeń, jakie, nie tylko ostatnio, opozycja formułuje wobec Prawa i Sprawiedliwości. Wzbogacona jeszcze o tak miły jej postulat unijnych sankcji.

Wszystkie te poręczne, atrakcyjne i zbyt daleko idące porównania zawsze maja skutki uboczne, które używającym ich politykom są jednak całkowicie obojętne. To relatywizacja zła, czynionego przez ich zagranicznych, bardziej skutecznych kolegów.

W Polsce nie brak dziś grup, skorych do radykalnych protestów, głośnych i widowiskowych, nawet jeśli niezbyt licznych. Jeśli wynik wyborów został przez polską ulicę przyjęty o wiele spokojniej, niż przez część celebrytów i sympatyzujących z opozycja internautów, zwłaszcza bardzo młodych, znaczy to, że większość Polaków go akceptuje. Nawet jeśli nie byli wyborcami Andrzeja Dudy.

Protesty wyborcze ograniczyły się do skarg do Sądu Najwyższego, bynajmniej nie w rekordowej przecież liczbie. Skala społecznych emocji na Białorusi, gdzie najmniejszy opór wobec władzy grozi o wiele poważniejszymi konsekwencjami, wskazuje, że poczucie wyborczego fałszerstwa jest tam powszechne i łączy mińskich opozycjonistów z o wiele pokorniejszymi dotąd pracownikami wielkich fabryk i mieszkańcami prowincji.

Babisz i Morawiecki o sytuacji na Białorusi. Premier Czech chce powtórzenia wyborów

Premier Czech Andrej Babisz poinformował na Twitterze, że rozmawiał z premierem Mateuszem Morawieckim. Politycy opowiedzieli m.in. się za pilną...

zobacz więcej

Łukaszenko walczy o życie, najwyraźniej nie tylko w politycznej przenośni i gotów jest posunąć się do wszystkiego, jednak eskalacja przemocy idzie w parze z utratą społecznych aktywów, z częścią mundurowych włącznie.

W Polsce Andrzej Duda zdobył ponad 50 proc. głosów oddanych przez więcej niż 10 mln obywateli. Na Białorusi można odnieść wrażenie, że prezydenta poparli już tylko wysoko postawieni urzędnicy czy dyrektorzy zakładów, może służby mundurowe, ale trudno być pewnym nawet administracji państwowej, z której elit wywodzi się choćby Cerkała.

Dyktator nie mógł być pewien nawet poparcia Moskwy, która zapewne dziś niespecjalnie rozpacza z powodu eskalacji sytuacji. Wszystko na to wskazuje, że prawdziwy wynik wyborczy Aleksandra Łukaszenki mógł być, nie tylko dla niego samego, olbrzymim zaskoczeniem. Dla niego oczywiście na minus.

Aleksander Łukaszenko po ogłoszeniu jego miażdżącego (musiało przecież być miażdżące!) zwycięstwa nie zaprosił Swietłany Cichanouskiej do swojej siedziby. Andrzej Duda nie wysłał naprzeciw składającym wyborczy protest sztabowcom Rafała Trzaskowskiego kilku smutnych funkcjonariuszy. Trzaskowski nie jest przez nikogo zmuszany do emigracji, dlatego może do woli narażać się raz protestującym spod znaku LGBT, a raz narodowcom, w ten dziwny sposób ni to zaczynając, ni to wygaszając swoją kolejną kampanię wyborczą.

Bili i znęcali się psychicznie. Relacja Polaka zwolnionego z białoruskiego aresztu

Przepełnione cele w aresztach, brak jedzenia i bicie zatrzymanych. Tak opisują pobyt w aresztach i na posterunkach milicji Białorusini. Podczas...

zobacz więcej

Cichanouska nie swoim głosem i cudzymi słowami apeluje do swoich sympatyków o spokój i opuszcza kraj, zaszantażowana zapewne bezpieczeństwem już nie swoim czy męża, lecz dzieci.

„Mińsk, Warszawa – wspólna sprawa. W ostatnich dniach chyba bardziej niż kiedykolwiek. Dość już brutalności władzy i nachalnej propagandy! Pełna solidarność z walczącymi o wolność, godność, normalność!” – pisze Trzaskowski na Twitterze, by zaraz później zabronić środowisku narodowców zorganizowania demonstracji. Wspólna sprawa? Chyba nie o taki kontekst prezydentowi Trzaskowskiemu chodziło.

Sytuacja Białorusinów nie jest godna pozazdroszczenia. Czy jednak powinna być wykorzystywana przez naszych polityków, którzy, ciesząc się pełnią swobód, próbują kreować się na ofiary równie bezwzględnego reżimu? Jak bardzo jest to absurdalne, jak daleko z Warszawy do Mińska – zobaczyć można choćby zderzając losy i działania przeciwników władz tam i tu.

Zamiast krzyczeć o drugiej Białorusi, patrzmy uważnie, co dzieje się na tej pierwszej. Zwłaszcza, że w obojętnym świecie nie ma oprócz nas zbyt wielu obserwatorów.

źródło:
Zobacz więcej