RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Niemcy grożą, proszą, kuszą. USA pozostają niewzruszone w sprawie Nord Stream 2

Berlin wykorzystuje Komisję Europejską do krytyki sankcji USA wobec Nord Stream 2 (fot. Krisztian Bocsi/Bloomberg via Getty Images)

Od kilku miesięcy Nord Stream 2 nie urósł ani o metr. Strach przed amerykańskimi sankcjami przyniósł efekt. Zachodnie firmy wycofały się z realizacji tego przedsięwzięcia. Rosjanie wciąż jednak zapewniają, że uda im się dokończyć budowę gazociągu. Wiele wskazuje jednak, że Gazprom wykonuje jedynie działania pozorowane, chcąc wykazać się przed Kremlem. Niemcy zaś z jednej strony oburzają się na Waszyngton i wykorzystują Komisję Europejską, by pomogła im w realizacji swoich egoistycznych celów, z drugiej zaś starają się udobruchać Amerykanów wizją zakupu ich LNG.

Bundeswehra wciąż na zakręcie. Mało reform, dużo ekstremistów

Niemiecka klasa polityczna ostro skrytykowała decyzję USA o wycofaniu z ich kraju części swoich żołnierzy. Wypowiedzi jej przedstawicieli często...

zobacz więcej

Wykorzystując swoje wpływy w Unii Europejskiej, Niemcy na tyle silnie naciskają na Komisję Europejską, że ta, chociaż wcześniej wyrażała się krytycznie wobec NS2, teraz broni stanowiska Berlina. Ten bowiem obawia się, że gazociąg nie zostanie ukończony w związku z groźbą nałożenia na firmy go budujące amerykańskich sankcji.

KE wyraziła w czwartek swój sprzeciw wobec, jak to ujęła, „nakładania przez państwa trzecie sankcji na unijne przedsiębiorstwa”. W swoim stanowisku zasugerowała również, że budowa gazociągu jest projektem respektującym zasady unijne i nie wspomina słowem, że tak wiele rządów państw członkowskich wypowiadało się o nim negatywnie.

Instytucja ta oceniła również, że jest to działanie wpisujące się w „szerszy, niepokojący trend”, dając jako przykład sankcje USA bądź ich groźby wobec europejskich firm działających w Iranie i na Kubie.

W ten sposób KE podżyrowała słowa, które padły przed dwoma dniami w Moskwie z ust szefa niemieckiej dyplomacji Heiko Maas, który po rozmowach z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem podkreślił, że wybór źródeł energii jest suwerenną decyzją Niemiec i że żaden kraj „nie ma prawa dyktować Europie polityki energetycznej, używając gróźb”.

W ten sposób – pełen hipokryzji – niemiecki minister zasugerował, że jest to projekt europejski, który cieszy się akceptacją wszystkich w UE, chociaż w rzeczywistości dawno która inicjatywa nie wywoływała tylu kontrowersji i sporów. Postawił przy tym znak równa się pomiędzy interesami Niemiec a interesami Europy.

Ze słowami Massa zgodził się Ławrow, podkreślając, że mamy do czynienia z „bezprecedensowymi naciskami” ze strony Stanów Zjednoczonych. Zapewnił przy tym, że NS2 to inicjatywa „wyłącznie komercyjna”, co od lat głosi Berlin, wbrew głosom sprzeciwu przede wszystkim Europy Środkowo-Wschodniej i dotychczasowej praktyki Kremla. Rosja wielokrotnie wykorzystywała bowiem pozycję monopolisty do stosowania szantaży i nacisków politycznych. Nasi zachodni sąsiedzi wolą jednak udawać, że o tym nigdy nie słyszeli.

Wbrew rosyjskim obietnicom dokończenia budowy gazociągu, widać, że sprawa ta bardzo się skomplikowała, a wizja amerykańskich sankcji, wzmocniona przez bezpośrednie interwencje zza oceanu, przynosi efekty.

Wracają rozmowy o Kosowie. Absurd goni absurd

Od ostatnich rozmów przedstawicieli Serbii i Kosowa pod auspicjami Unii Europejskiej upłynęły prawie dwa lata. KE liczy, że niedzielne spotkanie...

zobacz więcej

Prezes współfinansującej budowę gazociągu NS2 niemieckiej spółki energetycznej Uniper - Andreas Schierenbeck przyznał właśnie, że możliwe jest niedokończenie tej inicjatywy i trzeba będzie umorzyć zaciągnięte na jej realizację pożyczki. W najnowszym raporcie spółki użyto sformułowania, że NS2 to „istotne pojedyncze ryzyko”.

W sfinansowaniu wynoszących 9,5 mld kosztów budowy NS2 uczestniczyły poza Uniperem cztery inne zachodnie spółki energetyczne - austriacka OMV, niemiecka Wintershall DEA, francuska Engie i Royal Dutch Shell. Włączenie ich w budowę gazociągu było celowym działaniem Moskwy, która chciała w ten sposób powiązać swoje interesy z zachodnimi i w ten sposób je chronić. To się jednak ostatecznie nie udało. Widmo amerykańskich restrykcji przegnało bowiem zagraniczne firmy z placu budowy.

Okazało się bowiem, że Waszyngton nie będzie obawiał się rozczarowania zarówno tych firm, jak i przede wszystkim rządów krajów, z których się wywodzą. Pod koniec zeszłego roku amerykański prezydent Donald Trump zalegalizował karanie sankcjami spółek uczestniczących w budowie NS2, uznając, że jest to zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA oraz dla bezpieczeństwa energetycznego Europy.

Reakcja była natychmiastowa. Szwajcarska firma Allseas, która układała rury NS2 na dnie morskim wycofała się z inicjatywy. Jej dzieło miały dokończyć rosyjskie statki, ale wciąż nawet nie zaczęły i nie wiadomo czy w ogóle zaczną.

Co prawda, NS2 jest gotowy w 94 procentach, ale od grudnia nie są przy nim prowadzone żadne prace. To jednak wciąż nie przeszkadza stronie rosyjskiej głosić, że budowa zostanie zakończona.

Niemcy również nie przestają w to wierzyć. Wciąż liczą, że uda im się przekonać Amerykanów, by jednak odstąpili od sankcji. Szef MSZ Niemiec Heiko Maas poinformował na początku tygodnia, że w rozmowie telefonicznej z sekretarzem stanu USA Mike'iem Pompeo skrytykował list trzech senatorów USA do właściciela niemieckiego portu Sassnitz, w którym grozili mu karami za wspieranie budowy NS2.

USA budują koalicję przeciwko Chinom. Berlin i Paryż chcieliby pozostać z boku

Stany Zjednoczone apelują do Zachodu o utworzenie frontu sprzeciwu wobec agresywnej polityce Chin. Unijni urzędnicy - Berlin i Paryż - wciąż...

zobacz więcej

O tym jednak, jaki jest obecnie stosunek USA do Niemiec najlepiej świadczy fakt, że podczas niedawnej wizyty Pompeo po Europie na rozpisce znalazły się Austria, Czechy, Polska i Słowenia. Kraj nad Łabą został ominięty.

W liście, który tak uraził Massa, republikańscy senatorzy Ted Cruz, Tom Cotton i Ron Johnson ostrzegli spółkę Port Promowy Sassnitz, że jej działalność w kontekście NS2 może skończyć się nałożeniem na nią kar.

W przystani promowej Mukran, w bałtyckim porcie Sassnitz na Rugii, znajduje się rosyjski statek Akademik Czerski, który wraz z inną rosyjską jednostką – barką Fortuna - ma dokończyć układanie na dnie Bałtyku rur NS2. Te zaś są również zmagazynowane w Mukran.

Senatorowie nie pozostawiają wątpliwości, że ich pismo nie jest blefem czy rutynowym straszakiem. Podkreślają, że NS2 jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa USA, a także, że „administracja, Kongres i obie partie zjednoczyły się w wysiłkach mających zapewnić, że gazociąg pozostanie nieukończony i że zagrożenia nie staną się rzeczywistością”.

Ta jedność po stronie amerykańskiej osłabia jakiekolwiek działania niemieckie czy rosyjskie mające na celu jej podzielenie czy osłabienie. Pokazuje też determinację i konkretny cel – NS2 ma nie zostać wybudowany.

Kary są mocne - m.in. zakaz wjazdu do Stanów Zjednoczonych operatorów i udziałowców portu, a także zamrożenie znajdującego się pod jurysdykcją tego kraju majątku spółki. Warto podkreślić, że 90 procent udziału w tym porcie ma samo miasto, a 10 procent kraj związkowy Meklemburgia-Pomorze Przednie.

List wzbudził wściekłość wszystkich partii w niemieckim parlamencie. Pojawiły się ponownie pomysły, by odpowiedzieć retorsjami. Ale nic nie wskazuje, by Berlin, oprócz rytualnego obrażania się na USA i Trumpa, zrobił coś więcej. Tym bardziej, że nasi zachodni sąsiedzi również muszą uważać, by nie przedobrzyć w prowadzeniu „wojenek” z Waszyngtonem, by nie narazić swojego eksportu do Ameryki.

Hiszpania traci resztki turystów. Kolejne kraje zapalają czerwone światło

Niedługo trwał względny epidemiczny spokój w Hiszpanii. Znów, wraz z gwałtownym wzrostem zakażeń, wracają obostrzenia i nakazy. Zagranicznych...

zobacz więcej

To, że fortuna odwróciła się od NS2 widać gołym okiem. Co więcej, przed tygodniem rosyjska firma MRTS, dzierżawiąca wspomnianą barkę Fortuna od firmy zarejestrowanej w Luksemburgu, poinformowała, że nie będzie uczestniczyć w układaniu rur dla NS2.

Pod koniec lipca Akademik Czerski, którego właścicielem był Samarski Ciepłowniczy Fundusz Majątkowy (STIF), spółka podporządkowana Gazpromowi, zniknął z dokumentów koncernu, a sam STIF przestał figurować w wykazie podmiotów powiązanych z Gazpromem. Eksperci oceniają, że Rosjanie chcą w ten sposób ukryć Akademika Czerskiego przed sankcjami.

Czy im się to uda, pokaże przyszłość. Jednak wciąż Gazpromowi nie udaje się znaleźć nikogo w Europie, kto zgodziłby się ubezpieczyć, w obawie przed restrykcjami, jednostki układające rurociąg i ich operacje w wodach duńskich.

Cześć analityków uznaje, że obecne działania Gazpromu, który stara się przy pomocy rosyjskich jednostek dokończyć budowę NS2 są jedynie działaniami pozorowanymi, w celu uniknięcia „gniewu” Kremla. Rosyjska spółka wie bowiem, że nie uniknie sankcji, nawet jeśli będzie się starała jak najszybciej dokończyć budowę gazociągu.

Jakby tego było mało, NS2 kolejny raz skrytykowali również ekolodzy. Tym razem organizacja Niemiecka Pomoc Środowiskowa (DUH) złożyła w sądzie w Greifswaldzie w Meklemburgii-Pomorzu Przednim pozew z żądaniem anulowania zgody na użytkowanie NS2 z powodu – jak przekonuje - emisji powodującego globalne ocieplenie metanu.

Trump miał autostradę do reelekcji. Teraz ma mocno pod górkę

Przed wybuchem pandemii koronawirusa Donald Trump mógł ze spokojem przyglądać się walce o partyjną nominację u Demokratów i czekać na listopadowe...

zobacz więcej

Jak nie udaje się groźbą, to próbuje się też prośbą. Na początku sierpnia niemiecki minister gospodarki Peter Altmaier, wyrażając nadzieję na złagodzenie sporu z USA wokół NS2, przekonywał, że to dzięki działaniom jego kraju udawało się przez lata zabezpieczyć tranzyt gazu z Rosji przez Ukrainę i wskazywał, że w północnej części kraju będą budowane terminale LNG przyjmujące także transporty z USA. W ten sposób Berlin jasno wskazuje, że Waszyngton „nie straci” na NS2.

Niemcy jednak nie rozumieją, że Stanom Zjednoczonym nie chodzi jedynie o zarobek, ale także o to, by pieniądze z surowców nie szły do kieszeni Putina i jego ludzi na Kremlu. Amerykańscy politycy wielokrotnie podkreślali, że za te pieniądze będzie kupowana broń, będzie prowadzona propaganda, będzie nakręcana agresja wobec całej Europy, ze szczególnym uwzględnieniem jej środkowo-wschodniej części.

Nie ma co liczyć, że Niemcy będą się tym przejmować. Berlin patrzy jedynie na wyniki swojej gospodarki, a kwestie bezpieczeństwa europejskiego są dla niego sprawą drugorzędną, gdyż nie obawia się Rosji, z którą mu się od lat, pomimo różnych zawirowań, dobrze współpracuje. To zaś sprawia, że jedynie determinacja przeciwników agresywnej polityki Kremla w regionie, wspieranych przez USA, może pokrzyżować plany Berlina i Moskwy.

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej