RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Kierowca furgonetki pro-life do Trzaskowskiego: Mamy dokumenty. Idziemy na policję

To z tego miejsca przed ratuszem odholowano furgonetkę Fundacji Pro-Prawo do Życia (fot. www.stronazycia.pl)

Jan Bienias jeździ furgonetką Fundacji Pro-Prawo do Życia od niemal 2 lat. W rozmowie z portalem tvp.info przyznaje, że widział już wiele, ale głośny atak działaczy LGBT w Warszawie był najbrutalniejszym, jakiego doświadczył. – To Michał Sz. nas zatrzymał i nakręcał wszystkich zebranych przeciwko mnie i koledze – mówi. Przedstawia także swoją wersję ostatnich wydarzeń sprzed warszawskiego ratusza, gdy straż miejska usunęła zaparkowane przez pro-liferów auto. – Byliśmy popychani i naruszano naszą nietykalność cielesną. Trzaskowski rozbił naszą pikietę – mówi Bienias.

Wagina jako Najświętszy Sakrament. „Michał Sz. tak promował treści antykatolickie”

Z „szacunkiem” i „tolerancją” na ustach Michał Sz. od dawna miał angażować się w niszczenie pojazdów pro-life czy atakowanie świętych dla katolików...

zobacz więcej

W ostatnich dniach Fundacja Pro-Prawo do Życia zorganizowała pikietę przed ratuszem w Warszawie. Podkreślano, że tylko w ciągu 2 lat prezydentury Rafał Trzaskowski przeznaczył na dofinansowanie organizacji LGBT około 7 mln złotych. – Trzaskowski rozbił naszą pikietę, a straż miejska miała polecenie odholowania naszego auta. Byliśmy popychani i naruszano naszą nietykalność cielesną. Mamy już przygotowane dokumenty w tej sprawie. Idziemy na policję – mówi nam Jan Bienias.

Przekonuje, że prezydent Warszawy „kłamie, bo codziennie mówi co innego”. – Jednego dnia rozbił naszą pikietę, a następnego nagrał wideo, w którym przekonywał, że wolność obywateli nie może być ograniczana. Na naszej pikiecie nagłaśnialiśmy, że jako prezydent Warszawy wspiera środowiska LGBT. Sam doskonale wie, że to robi, ale teraz nagle nie podoba mu się, że publicznie o tym mówimy – ocenia nasz rozmówca.



Pro-lajfer zdradza, czego najbardziej boją się napastnicy

Posłanki mówiły o „łapance” policji. Jest wniosek o ich ukaranie

Maciej Świrski z Reduty Dobrego Imienia domaga się ukarania Joanny Scheuring-Wielgus oraz Urszuli Zielińskiej. Relacjonując działania policji...

zobacz więcej

W rozmowie z portalem tvp.info kierowca furgonetki pro-life mówi także o ataku, jakiego aktywiści LGBT dopuścili się w czerwcu na ulicy Wilczej w Warszawie. Podkreśla, że on siedział wówczas za kierownicą, a miejsce pasażera zajmował jego kolega – Łukasz. To ten drugi mężczyzna miał wysiąść, żeby zwrócić się do rozgniewanej grupy z apelem, by pozwolili im spokojnie przejechać. Wtedy – jak mówi nasz rozmówca – został zaatakowany.

– Najpierw wyzywali nas słownie, potem rozcinali plandeki, przecinali opony i zamalowywali szyby sprejami. Jeden człowiek wyłamał lusterko. Jednak wszystko zaczęło się od Michała Sz., bo to on nas zatrzymał i nakręcał wszystkich zebranych przeciwko mnie i koledze – mówi Jan Bienias. Ocenia, że aktywista znany jako „Margot” był prowodyrem.

Gdy jeden z działaczy zaatakował pana Łukasza, Michał Sz. miał podbiec i wspólnie z napastnikiem szarpać poszkodowanego, dusić, a ostatecznie rzucić na ziemię.

– Długo nie wiedziałem, o co chodziło, że gdy przewrócili Łukasza i zaczął do nich podchodzić jakiś postronny chłopak, oni nagle wszyscy odskoczyli. To było dziwne i nie wiedziałem, z czego wynika. Ale ostatnio słuchałem nagrania Michała Sz. w sieci. Raportując swoim mocodawcom, jak wyglądał napad na furgonetkę wspomniał, czego się obawiali. Chodzi o to, że oni faktycznie zawsze boją się, że ktoś ze świadków włączy się w bójkę i ich zaatakuje – mówi nasz rozmówca.

Ocenia, że napastnicy są odważni, bo wiedzą, że działacze pro-life nie mogą ich tknąć. Bienias uważa, że gdyby nawet w obronie własnej użył siły, działacze LGBT z pewnością wyrwaliby to z kontekstu, nagrali i opowiedzieli całemu światu jako historię o ataku na mniejszość seksualną.

– Potem na nagraniach wygląda to wręcz głupio, ale my nie możemy się nawet bronić i oni na tym bazują. Boją się z kolei osób postronnych – słyszymy.

„Janek, ktoś mógł mi nagle wpakować nóż”

Dziennikarz wyrzucony za poglądy ws. LGBT? Komentarz szefa Rady Mediów Narodowych

– W sposób oczywisty jest to naruszenie wielu wartości, które przyświecają niezależnemu dziennikarstwu. Mnie jednak w wydaniu tego środowiska...

zobacz więcej

W rozmowie z portalem tvp.info kierowca furgonetki mówi, że ataki na auto fundacji mają miejsce regularnie. Nawet w ostatnich dniach – opowiada – gdy jechał furgonetką, nagle ktoś rzucił w nią kamieniem. Inna z osób zagrodziła mu drogę, twierdząc, że publiczne pokazywanie napisów na pojeździe fundacji jest zabronione. Ustąpiła dopiero, gdy mężczyzna stanowczo zapewnił, że jeśli wezwie policję, to ona będzie miała kłopoty i zapłaci mandat, bo jako jedyna narusza prawo w tej sytuacji.

W ostatnim czasie – wg naszego rozmówcy – działacze LGBT pozwalają sobie niestety na coraz więcej. – Gdy po ataku na ulicy Wilczej Łukasz się podniósł, powiedział do mnie: „Janek przecież jak tam leżałem ktoś mógł mi nagle wpakować nóż”. Osobiście uważam, że Łukasz powinien wtedy użyć gazu. To nie tylko środek obezwładniający. Ma też w sobie farbę, więc policja szybciej mogłaby potem namierzyć tych delikwentów. Gdy są w grupie, czują się mocni, ale są też niebezpieczni. Nagrania z kamer pokazały, że mieli ze sobą nóż. To nie żarty – podkreśla.

Jan Bienias uważa, że działacze LGBT nie rozumieją, jaki jest cel działalności Fundacji Pro-Prawo do Życia. W jego ocenie aktywiści uważają, że kampania pro-lajferów jest skierowana do grup skrajnie lewicowych. Przekonuje jednak, że jest wręcz przeciwnie.

– Nasza kampania ma trafiać do normalnych Polaków. My wiemy, że tamtych osób już nie zmienimy. Oni są ideologicznie opracowani i musiałby się stać cud, żeby zmienili swoje życie. My zwracamy się więc do zwykłych obywateli – komentuje.

Jak mówi, na furgonetce, którą jeździ obecnie, są informacje o edukacji seksualnej, której wprowadzenia chce ONZ. Jest w nich mowa o masturbacji 4-latków czy rozmowach z 6-latkami na temat wyrażania zgody na seks.

– Gdy pokazaliśmy takie przekazy przed warszawskim ratuszem oskarżono nas o kłamstwo. A kłamią ci, którzy uważają, że Marcin Sz. to kobieta. Nam zależy jedynie na rozmowach z osobami, które widzą nasze auto po raz pierwszy i pytają: „O co chodzi”. Wtedy bierzemy nasz informator, tłumaczymy, a większość spokojnie słucha. „Aha, nie wiedziałem. Muszę się nad tym zastanowić” – odpowiadają i odchodzą. Wszystko odbywa się kulturalnie, spokojnie i taki jest nasz cel. Zależy nam, by każdy miał wiedzę i mógł decydować we własnym sumieniu – zapewnia Bienias.

źródło:
Zobacz więcej