RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Ciało bohaterskiego Polaka z Holandii już w kraju. Ogromna suma na koncie zbiórki

Polak zginął w Holandii (fot. Robin Utrecht/SOPA Images/LightRocket via Getty Images)

340 tys. euro, czyli niemal 1,5 mln złotych zebrano już dla żony i dzieci Polaka, który zginął w Holandii. Mężczyzna zmarł ratując trójkę podopiecznych niemieckich turystów. Teraz organizatorka zbiórki prowadzonej dla rodziny ofiary przekazała nowe informacje.

Holendrzy poruszeni czynem bohatera z Polski. Zebrali ogromną sumę pieniędzy

37-latek z Polski utonął w Holandii po tym, jak uratował życie trójki obcych dzieci. Sam osierocił jednak trójkę własnych (2, 10 i 12 lat). O...

zobacz więcej

37-latek z Polski utonął w Holandii. Wcześniej uratował życie trójki obcych sobie dzieci. Sam osierocił troje własnych (2, 10 i 12 lat). O bohaterskim czynie naszego rodaka pisały holenderskie media, a jedna z osób postanowiła zorganizować internetową zbiórkę. 

Martina Janasz z Hagi wyznaczyła cel zbiórki na 35 tys. euro, ale bardzo szybko okazało się, że ostateczna kwota będzie znacznie wyższa.

„Chciałbym przekazać aktualne informacje na temat zbierania funduszy. Ciało Marcina właśnie dotarło do Polski i wkrótce odbędzie się pogrzeb” – poinformowała w najnowszym wpisie. Dodała, że analizuje, czy możliwe jest przekazanie pieniędzy rodzinie Polaka tak, by nie musieli oni płacić wysokich podatków.

„W imieniu Moniki (żony Marcina) bardzo dziękuję za wszelkie wsparcie i darowizny” – wskazała. Podkreśliła, że partnerka 37-latka wciąż bardzo przeżywa utratę męża, ale jest również ogromnie wdzięczna za okazaną jej pomoc.

W sumie pieniądze wpłaciło już ponad 17 tysięcy osób, a kwota przekroczyła 340 tys. euro. Początkowym celem była pomoc rodzinie w opłaceniu kosztownego transportu ciała do Polski.

Uznano, że zginął podczas protestów w Mińsku. Jednak żyje

35-letni Jewgienij Zaiczkin, który miał stracić życie podczas wczorajszych protestów w Mińsku, żyje – informuje agencja Reutera. Mężczyzna był...

zobacz więcej

Do tragedii doszło 2 sierpnia na plaży w holenderskim Julianadorp. Polak siedząc nad morzem rozmawiał z żoną przez telefon. W pewnym momencie zdał sobie sprawę, że w wodzie zaczynają tonąć dzieci. Wtedy przerwał rozmowę i ruszył im na ratunek. Kilka godzin później pani Monika otrzymała telefon z Holandii, że jej mąż nie żyje.

Lokalne media informowały wtedy, że wyłącznie dzięki akcji Polaka dzieci niemieckich turystów bezpiecznie wydostały się na brzeg. Sam mężczyzna zniknął jednak w wodzie. Jego bliscy twierdzili potem, że 37-latek był w dobrej formie, a jednak fale okazały się bezwzględne.

Gdy ruszyła akcja poszukiwawcza, włączono w nią m.in. łodzie ratunkowe Królewskiej Morskiej Służby Ratowniczej, jednostki Holenderskiej Brygady Ratunkowej, helikopter SAR i samoloty Straży Przybrzeżnej.

Ratownicy szukali Polaka z wody i z powietrza. W trakcie poszukiwań morze samo wyrzuciło jednak ciało 37-latka na brzeg. Mężczyznę przewieziono do szpitala, ale mimo reanimacji nie udało się go uratować.

– Oddałby życie za trójkę swoich dzieci – powiedziała teściowa pana Marcina. – Zrobił to teraz dla trojga innych dzieci – dodała.

źródło:
Zobacz więcej