RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Polsko-polska wojna o Hungarikę

14 sierpnia Hungarica zagra w stołecznym Centrum Sztuki Współczesnej (fot. Facebook/Hungarica)

Zaplanowany na obchody stulecia Bitwy Warszawskiej i zapowiadający się na muzyczne wydarzenie sezonu koncert „Free World. Wolny Świat 1920-2020” sam zmienił się w bitwę o kulturę. Wszystko za sprawą… uwielbianych w Polsce węgierskich muzyków.

Stulecie Bitwy Warszawskiej. Na PGE Narodowym powstaną okopy

Na płycie boiska stadionu PGE Narodowego w Warszawie zostanie wybudowana ogromna scena; powstaną też okopy, w których rekonstruktorzy wcielą się w...

zobacz więcej

Uporządkujmy fakty: 14 sierpnia, w przeddzień setnej rocznicy Bitwy Warszawskiej, w stołecznym Centrum Sztuki Współczesnej odbędzie się koncert „Free World. Wolny Świat 1920-2020”. Na dziś wiadomo tyle. Tylko tyle, bo jak się okazało, z udziału w koncercie zrezygnowali niektórzy artyści: popularny raper Kękę i nie mniej znane zespoły: Luxtorpeda i Maleo Reagge Rockers.

Nie wyjdą na scenę

W opublikowanych oświadczeniach przez muzyków oświadczeniach czytamy, że ich decyzja była spowodowana przede wszystkim tym, że na koncercie ma wystąpić również węgierski zespół rockowy Hungarica, o czym mieli nie wiedzieć. Muzycy bojkotujący koncert zwracają uwagę także na takie kwestie, jak brak podpisanych umów, nieskonsultowany plakat czy „groźba upolitycznienia imprezy”. I choć teoretycznie można tę wersję uznać za prawdziwą, to z naszych ustaleń wynika, że to dopiero „Gazeta Wyborcza” pisząc o tym, że Hungarica „romansuje z nazistami”, przypomniała artystom, że w CSW nie powinni się pokazywać.

Skąd taki wniosek? Decyzja o zorganizowaniu koncertu zapadła w czerwcu 2020 r. To dość krótki okres jak na organizację podobnego wydarzenia. Nie ma się jednak co dziwić – zmieniająca się wciąż rzeczywistość pandemii sprzyja bardziej odwoływaniu imprez niż ich organizacji.

Ale już 10 lipca Centrum Sztuki Współczesnej poprosiło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego o wsparcie, pisząc:

„Wykonawcy, których zaprosimy do współpracy: Luxtorpeda, Apteka, Hemp Gru, Maleo Reggae Rockers, Hungarica, Kiev Office, Druga Fala, Evtis”. I choć nie ma tu jeszcze ostatecznej listy (brak min. rapera Kękę), a skład artystów ostatecznie się zmienił, to widać doskonale, że organizatorzy od samego początku planowali zaprosić Węgrów i trudno sobie wyobrazić, by pozostali wykonawcy o tym nie wiedzieli.

Co więcej program obchodów setnej rocznicy Bitwy Warszawskiej został podany do wiadomości na konferencji prasowej 27 lipca. Samo CSW promowało swoje wydarzenie m.in. w serwisie Facebook, w końcu ubiegłego tygodnia. Przez cały ten czas żaden z artystów, którzy ostatecznie zrezygnowali z udziału, nie wnosił sprzeciwu.

Wszystko zmieniło się po artykule „Gazety Wyborczej” z 3 sierpnia. Wówczas to ukazał się tekst pt. „Idole neofaszystów zagrają w CSW. Zespół Hungarica na koncercie z okazji stulecia Bitwy Warszawskiej”. W internecie rozpętała się burza, po której wspomniani artyści postanowili odwołać swój udział.

„Bitwa Warszawska jedną z najważniejszych w dziejach polskiej wojskowości i świata”

W Ossowie i Radzyminie odbędą się we wtorek uroczystości, upamiętniające rocznicę zwycięstwa polskich wojsk nad bolszewikami w trwającej od 13 do...

zobacz więcej

Bratanki od muzyki

Dlaczego „Wyborcza” (a za nią inne media) piszą tak o muzykach z Węgier? By zrozumieć kontrowersje wokół zespołu Hungarica, trzeba prześledzić jego historię, a także sposób, w jaki jest on odbierany w Polsce.

W „Gazecie Wyborczej” zespół Hungarica przedstawiony jest jako „reprezentanci narodowego węgierskiego rocka”, co jest prawdą. Jednak większą część opisu zajmują informacje, że Hungarica występowała na wiecach nacjonalistycznej węgierskiej partii Jobbik (dziś raczej liberalnej). Mrożący krew w żyłach opis tej partii ma oczywiście na celu „przyklejenie” jej wizerunku do zespołu. Skąd więc jego popularność w Polsce?

Hungarica koncertuje w Polsce od 2010 r., nie tylko podczas wydarzeń patriotycznych.

W 2013 r. muzycy zorganizowali w Budapeszcie koncert pod hasłem przyjaźni polsko-węgierskiej, a w 2015 r. jako pierwszy zespół w historii węgierskiej muzyki rozrywkowej wydali polskojęzyczny album pt. „Przybądź, wolności”. Sukces krążka sprawił, że w 2016 r. ukazał się podwójny album pt. „Ojczyzna i Wierność”, na którym znalazła się autorska aranżacja „Roty” oraz muzyczna wersja wiersza „Armia siedmiogrodzka”, Sándora Petőfiego, jednego z najwybitniejszych węgierskich poetów.

W 2015 r. odbyło się tournée, w ramach którego muzycy zagrali w Warszawie, Krakowie, Środzie Śląskiej, Wrocławiu i Świdniku, a w 2016 r. – w Katowicach, Krakowie i Wrocławiu. W tym samym roku Hungarica zagrała podczas VIII Festiwalu Filmowego Niezależni, Niezłomni, Wyklęci, a 11 listopada – podczas Marszu Niepodległości. To zresztą nie wszystkie daty i miejsca. Trzeba przy tym zauważyć, że z wielu imprez lewicy udało się odwołać koncert Hungariki w 2018 r., kiedy to zespół miał wystąpić podczas Patriotycznej Pielgrzymki Kibiców na Jasną Górę.

Protesty miały miejsce także w ubiegłym roku, kiedy przeciwko koncertowi Hungariki w Kielcach protestował m.in. KOD, Obywatele RP, a także politycy PO, SLD, Razem i Wiosny. I choć prezydent Kielc Bogdan Wenta chciał odwołania imprezy, ten ostatecznie się odbył po tym, jak patronatem objął go Mirosław Gębski, kielecki starosta z PiS. Wówczas zarzutami były te mówiące o występach Hungariki na wiecach Jobbiku.

O samej Hungarice opowiada nam także Jacek Adamczyk, dziennikarz muzyczny, inicjator festiwalu „Metalmania” i menadżer, który współpracował z takimi artystami, jak KAT, Grzegorz Skawiński, Mateo Colon, Złe Psy czy właśnie Hungarica, której przedstawicielem na Polskę był w latach 2012-18.

– Znam ten zespół zawodowo i prywatnie. Z Norbertem Mentesem (lider kapeli – red.) jesteśmy przyjaciółmi. Wiem doskonale, że ten człowiek jest autentycznie zafascynowany Polską i relacjami polsko-węgierskimi. To on jest wyrocznią w Hungarice, a muzycznie to legenda – założyciel zespołu Moby Dick – istniejącej od 1980 r. legendy węgierskiej sceny rockowej, który można porównać do naszego KATA – prekursora polskiego heavy metalu. To fajni, ciepli ludzie i nigdy nie wyczułem z ich strony fascynacji żadnymi radykalnymi ideologiami – mówi w rozmowie z portalem tvp.info.

Adamczyk zwraca uwagę, że cała sprawa przypomina mu sytuację z 2012 r., kiedy to Radio Opole odmówiło polskiemu zespołowi Złe Psy emisji utworu „Urodziłem się w Polsce”, uznając go za nacjonalistyczny, lub tę, gdy w 2014 r. Program III Polskiego Radia odmówił Pawłowi Kukizowi emisji singla z jego płyty „Zakazane piosenki”.

– Uważam, że tą nagonką Hungarice w Polsce robi się krzywdę – dodaje.

Rusza portal internetowy poświęcony wojnie polsko-bolszewickiej

Archiwum Akt Nowych uruchamia portal internetowy 1920.gov.pl. Specjalny serwis będzie poświęcony wojnie polsko-bolszewickiej, a jego najważniejszą...

zobacz więcej

A gdyby Węgrzy zagrali dla KOD-u?

Jakby komuś tego było mało, warto spojrzeć, co o węgierskiej scenie narodowego rocka mówi Krzysztof Varga. Ten pół-Węgier, pół-Polak, pisarz, dziennikarz i... publicysta „Gazety Wyborczej”, tak pisał na łamach serwisu oko.press o Hungarice:

„Muzycy Hungariki grali już w Warszawie, odwiedzali polską stolicę w czasie Marszu Niepodległości, dwa lata temu mieli całą trasę po Polsce, ich wizyty w zasadzie nie są niczym nadzwyczajnym: przyjeżdżają w pewnym sensie do siebie, tak jak kiedyś do Polski przyjeżdżały zespoły nieznane poza swoim macierzystym krajem, ale nad Wisłą otoczone wyjątkową estymą. Tym bardziej, jeśli swoje piosenki poświęcają w wielkiej mierze polskiej historii, tym bardziej, jeśli wykonują je częściowo po polsku, tym bardziej, jeśli sięgają po święte pieśni, jak wspomniana »Rota«”.

Varga przyznaje oczywiście, że większość słuchaczy tej narodowej odmiany węgierskiego rocka to ludzie o poglądach prawicowych czy narodowych, zwolennicy rewizji Traktu z Trianon, którego setna rocznica przypada na 2020 r. Ale w przeciwieństwie do swoich redakcyjnych kolegów nie ukrywa, że Hungarica to zespół o konkretnej wartości artystycznej, który jest w Polsce znany, lubiany i którego muzycy:

„Mają do Polski stosunek jednoznacznie pozytywny, a wręcz miłosny – wygląda na to, że i politycznie, i kulturowo, i emocjonalnie Polacy i Węgrzy są na siebie skazani”. I co najważniejsze – Varga, a to jemu powinniśmy wierzyć – nigdzie nie wskazuje na fakt, że to kapela faszystowska, neofaszystowska czy wręcz nazistowska. A opisując fenomen popularności zespołu, pisze do czytelników oko.press:

„Przecież jakby przyjechał do Warszawy jakiś węgierski zespół i zaśpiewał po polsku pod Sejmem »Wolność kocham i rozumiem«, to też byście się pobeczeli ze wzruszenia, drodzy Kodziarze, i chcieli im urządzać trasy koncertowe po całym kraju”.

Wybrano projekt na pomnik Bitwy Warszawskiej

Mirosław Nizio wraz z zespołem zaprojektowali projekt pomnika Bitwy Warszawskiej 1920 r., który wygrał konkurs. Pomnik ukaże, że centrum walki o...

zobacz więcej

Nieoczekiwany powrót skinheada

To wszystko prawda. Ale dziś „Gazeta Wyborcza” i inni krytycy zespołu dostali do ręki poważniejszy argument niż występy na wiecach Jobbiku. W końcu czerwca do zespołu po blisko dziesięcioletniej przerwie (przypadającej na polskie sukcesy Hungariki) powrócił Sziva Balázs. To wokalista, założyciel równoległego zespołu Romantikus Eroszak, ale i człowiek o radykalnie nacjonalistycznych poglądach. W jednym z wywiadów (dla portalu Betyarsereg) mówił tak:

„Z mojego punktu widzenia sam narodowy socjalizm jest bardziej zbiorową koncepcją. W Europie po I wojnie światowej w różnych krajach pojawiły się ruchy patriotyczne przeciwko marksizmowi i kapitalizmowi, które starały się rozwiązywać różnice społeczne na poziomie narodowym. Naziści w Niemczech, faszyści we Włoszech czy falangiści w Hiszpanii. Na Węgrzech reprezentował to węgieryzm. Podwaliny tego położył katolicki biskup Ottokár Prohászka, którego poglądami (ja) reprezentuję interesy Węgier”.

Cóż, jak były rozwiązywane różnice społeczne w przedwojennych Niemczech, wiemy doskonale. Oczywiście rzecz można próbować tłumaczyć węgierskimi zawiłościami historycznymi, ale to raczej ślepa uliczka, bo Balázs swoich poglądów nie ukrywa. W 2010 r. nagrał płytę z coverami zespołu Skrewdriver, którego założycielem i muzykiem był Ian Stuart Donaldson, twórca rasistowskiej organizacji Blood & Honor. Ponadto Balázs został wydalony ze Słowacji w 2008 r., po zamieszkach etnicznych w zamieszkałej głownie przez Węgrów miejscowości Dunajska Streda, kiedy rannych zostało ponad 50 osób. I to jego obecność w Warszawie przelała czarę goryczy. Wszystkie inne argumenty (umowa, plakat, rzekome upolitycznienie imprezy) należy traktować jako zasłonę dymną.

Jak wynika z rozmów z przedstawicielami Centrum Sztuki Współczesnej, w momencie popisywania umowy nie mieli oni świadomości, że Sziva Balázs zasilił szeregi kapeli. Przypomnijmy – sukcesy zespołu wśród polskiej publiczności i okres przyjaźni muzyków z Polską przypadają na okres, gdy ten w nim nie występował, a jego powrót zbiegł się niefortunnie z planami wydarzenia w CSW. Faktów to jednak nie zmienia.

CSW gra do końca

By była jasność – nie ma złudzeń, że gdyby nie powrót Balázsa do Hungariki, to środowiska wrogie nowemu dyrektorowi CSW Piotrowi Bernatowiczowi zapewne znalazłyby inny pretekst, by zaatakować każdą inicjatywę, którą ten podejmuje. Tak było choćby wówczas, gdy postanowił zorganizować imprezę z udziałem Jana Pietrzaka. Zresztą uparty krytyk prawicy może nawet w twórczości rapera Kękę doszukać się „kontrowersji”, „rewizjonizmu” i „homofobii”. Wszak to raper, który o Kresach Wschodnich rymuje: „Oddajcie to, co nasze”, a o rodzinie: „Mama mamą, tata tatą, rozróżniajmy” (utwór „Jeden kraj”). Do wyssanych z palca afer przyzwyczajano nas przez lata. Tu jest jednak inaczej.

Najsmutniejszą konstatacją jest to, że gdyby nie ten zbieg okoliczności, to zorganizowany z pierwotnym line-upem koncert „Free World. Wolny Świat 1920-2020” byłby zapewne sukcesem i prztyczkiem w nos dla tych, którzy od lat dbają o to, by prawica w sferze popkultury nie wyszła poza disco polo i „Studio Jajo”. Jak będzie? Organizatorzy zapewniają, że impreza się odbędzie, zakontraktowana Hungarica wystąpi, podobnie zapowiadane od początku: legendarna Apteka i zespół Contra Mundum. W miejsce tych artystów, którzy zrezygnowali, pojawią się inni. Jacy? Przekonamy się najpóźniej 14 sierpnia.

źródło:
Zobacz więcej