RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Bundeswehra wciąż na zakręcie. Mało reform, dużo ekstremistów

Stan niemieckiej armii jest od lat przedmiotem krytyki (fot. REUTERS/Fabian Bimmer)

Niemiecka klasa polityczna ostro skrytykowała decyzję USA o wycofaniu z ich kraju części swoich żołnierzy. Wypowiedzi jej przedstawicieli często ocierają się o antyamerykańską histerię, która uległa wzmocnieniu podczas prezydentury Donalda Trumpa. Niechęć Niemców do Stanów Zjednoczonych jest tak mocna, że większość z nich popiera zmniejszenie amerykańskiego kontyngentu. Dzieje się to w czasie, gdy sama Bundeswehra znajduje się w złym stanie, a media donoszą o odkrywaniu kolejnych groźnych radykałów w jej szeregach.

Trump miał autostradę do reelekcji. Teraz ma mocno pod górkę

Przed wybuchem pandemii koronawirusa Donald Trump mógł ze spokojem przyglądać się walce o partyjną nominację u Demokratów i czekać na listopadowe...

zobacz więcej

Wycofanie z Niemiec części amerykańskich żołnierzy, z których część ma wrócić do USA, a część zostanie rozlokowana w innych europejskich krajach, została ostro skrytykowana przez większość przedstawicieli niemieckiej sceny politycznej. Znów pod adresem Donalda Trumpa padł stały zestaw zarzutów, że celowo chce osłabić NATO i relacje transatlantyckie, gdyż działa na rzecz Kremla, że jest mściwy i osobiste rozczarowanie sporami z Niemcami przenosi na inne kwestie, a także, że jest ignorantem i kompletnie nie wie co czyni.

Okazuje się jednak, że niemieckie społeczeństwo, podobnie jak tamtejsi politycy, w dużym stopniu przepełnione niechęcią do USA, akceptuje częściowe wycofanie wojsk USA z ich kraju. Z sondażu przeprowadzonego na zlecenie agencji dpa przez instytut badania opinii publicznej YouGov wynika, że ruch ten popiera 47 procent pytanych, a jedna czwarta nich chciałaby wyjazdu wszystkich amerykańskich żołnierzy. Za utrzymaniem obecnej liczebności kontyngentu jest 28 procent ankietowanych, a jedynie 4 procent jest za jego zwiększeniem.

W badaniach jedynie co czwarty pytany zgodził się z ogłoszonym przez Trumpa uzasadnieniem tej decyzji, a mianowicie zbyt małymi nakładami Berlina na armię, a prawie 60 procent ankietowanych stwierdziła, że jest to nieprawda.

Warto w tym miejscu podkreślić, że tak, jak wyborcy chadeków i SPD są w tej sprawie podzieleni, to za opuszczeniem kraju przez część amerykańskich żołnierzy zdecydowanie opowiada się większość wyborców radykałów – populistycznej, antyimigranckiej Alternatywy dla Niemiec (AfD) i postkomunistycznej Lewicy.

Hiszpania traci resztki turystów. Kolejne kraje zapalają czerwone światło

Niedługo trwał względny epidemiczny spokój w Hiszpanii. Znów, wraz z gwałtownym wzrostem zakażeń, wracają obostrzenia i nakazy. Zagranicznych...

zobacz więcej

Obserwując reakcję niemieckich władz na decyzję Białego Domu można się zastanawiać, czy rzeczywiście traktują to jako osłabienie obronności, bezpieczeństwa kraju, czy też inne kwestie traktują jako priorytetowe – te które mogą wpłynąć na ich poparcie.

Minister obrony Niemiec Annegret Kramp-Karrenbauer zapowiedziała, że po wakacjach spotka się z premierami krajów związkowych, z których USA wycofają swoich żołnierzy, aby rozmawiać o tym, „jak Bundeswehra może wesprzeć regiony”. Mówiła również, że UE powinna odgrywać większą rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa jej członkom. Dodała, że zamierza „użyć” do tego niemieckiej prezydencji w Radzie UE.

Można się spodziewać, że pomysł ten zyska wsparcie Paryża, również negatywnie nastawionego do Waszyngtonu. Tamtejszy prezydent – Emmanuel Macron wielokrotnie krytykował Sojusz Północnoatlantycki, mówił o jego „śmierci mózgowej”, sugerował potrzebę osłabienia relacji Europy z USA i tworzenia armii europejskiej.

Plany zarówno Niemców jak i Francuzów, jeśli będą realizowane w tym kierunku, spowodują sprzeciw Polski i krajów, które rozumieją potrzebę pogłębiania sojuszu z USA, a nie jego osłabiania.

Warto w tym momencie podkreślił, że Paryż i Berlin dążą do poprawiania relacji z Moskwą, pomimo tego, że ta wciąż jest agresywna wobec krajów regionu i lekceważy swoje obowiązki wynikające z przestrzegania porozumień mińskich, których celem jest zakończenie walk w ukraińskim Donbasie.

Oba te państwa liczą również na utrzymanie dobrych relacji z Chinami, które szczególnie w okresie pandemii, pokazały swoje agresywne oblicze, dążąc do pogłębiania konfliktu z USA i podważania jedności Zachodu.

USA budują koalicję przeciwko Chinom. Berlin i Paryż chcieliby pozostać z boku

Stany Zjednoczone apelują do Zachodu o utworzenie frontu sprzeciwu wobec agresywnej polityce Chin. Unijni urzędnicy - Berlin i Paryż - wciąż...

zobacz więcej

Wracając jednak do stanu niemieckiej armii i słuszność zarzutów Trumpa pod adresem Berlina, który nie wypełnia zobowiązania wobec NATO przekazywania 2 procent PKB na jej modernizację, nasi zachodni sąsiedzi powinni poważniej zastanowić się nad zmianą swojej postawy – zarówno sposobu myślenia o bezpieczeństwie, jak i relacji ze Stanami Zjednoczonymi.

Tym bardziej, że krytyczne oceny stanu Bundeswehry, a co za tym idzie stosunku rządzących do armii i bezpieczeństwa, to nie wymysł amerykańskiego prezydenta, tylko oceny ekspertów, którzy od lat podkreślają, że potrzebuje ona modernizacji, a i morale jej żołnierzy jest daleki od optymalnego.

Także niemieckie media nie mają w ocenie swojej armii litości. Szczególnie dużo żółci wylało się na w niemieckich mediach po zeszłorocznym raporcie pełnomocnika ds. obronności Hansa-Petera Bartelsa.

FAZ wyliczał wtedy jej mankamenty: „napięta sytuacja kadrowa, poważne braki sprzętu wojskowego, administracja jak biurokratyczny potwór”. „Die Welt” zaś zwracał uwagę, że „obszerne fragmenty raportu pełnomocnika ds. obronności czyta się jak opis enerdowskiej gospodarki narodowej”.

„Mitteldeutsche Zeitung” oceniało: „Bundeswehra cierpi na braki kadrowe i przesadną organizację. To nieefektywne i nieporadne biurokratyczne monstrum zabierające żołnierzom siły, niszczące motywację i prestiż, torpedujące projekty zbrojeniowe jeszcze zanim zrobiony zostanie pierwszy spaw”.

„Frankfurter Rundschau" porównało zaś sytuację w Bundeswehrze do stajni Augiasza.

To tylko drobna część komentarzy ze stycznia zeszłego roku. Od tego czasu minister obrony Ursulę von der Leyen zamieniła Annegret Kramp-Karrenbauer i nastąpiło zwiększenie wydatków na armię.

Wracają rozmowy o Kosowie. Absurd goni absurd

Od ostatnich rozmów przedstawicieli Serbii i Kosowa pod auspicjami Unii Europejskiej upłynęły prawie dwa lata. KE liczy, że niedzielne spotkanie...

zobacz więcej

Branżowy portal Defence24 pisze, że Niemcy zamierzają zwiększyć zapasy posiadanych rakiet GMLRS i zmodernizować posiadane pociski Patriot – wszystko po to, by być gotowym na pełnienie dyżuru sił natychmiastowego reagowania NATO, przewidzianego na 2023 rok.

Nie o tym jednak piszą w kontekście swojej armii niemieckie gazety, nie o tym rozmawiają eksperci i politycy. Co chwilę bowiem u naszych zachodnich sąsiadów wybucha kolejna afera związana z odnajdywaniem w jej szeregach radykałów wszelkiej maści.

Najgłośniejszą sprawą w ostatnim czasie było rozwiązanie 2 kompanii niemieckiej Jednostki Sił Specjalnych (KSK) w ramach przeciwdziałania „prawicowemu ekstremizmowi”. Jak donosiły media przed trzema laty w 2 kompanii podczas imprezy, urządzonej na pożegnanie jej odchodzącego dowódcy, rzucano świńskimi łbami, słuchano „prawicowych” utworów rockowych i pozdrawiano się hitlerowskim podniesieniem ręki.

Wojskowa Służba Ochronna (MAD), zajmująca się kontrwywiadem, poinformowała, że „prawicowy ekstremizm” przejawia 20 żołnierzy KSK. W sumie służba ta szacuje, że w szeregach Bundeswehry jest około pół tysiąca osób podejrzanych o związki z ruchami skrajnie nacjonalistycznymi. Chodzi przede wszystkim o postawy antysemickie, ksenofobliczne, rasistowskie, a także gloryfikujące III Rzeszę.

W maju, na posesji jednego z tych żołnierzy, wykryto schowek z amunicją i materiałem wybuchowym. Poinformowano również, że w magazynach KSK brakuje dziesiątek tysięcy sztuk amunicji.

MAD ma też pełne ręce roboty z innymi radykałami – tym razem powiązanymi z tureckimi nacjonalistami. W zeszłym miesiącu służba ta poinformowała, że prowadzi dochodzenie w sprawie czterech żołnierzy Bundeswehry ze względu na ich relacje z turecką terrorystyczną organizacją Szare Wilk (jej członkiem był również autor zamachu na papieża Jana Pawła II, Ali Agca), która powiązana jest z tureckim wywiadem MIT.

Przesłuchiwany szef Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji Thomas Haldenwang wskazał, że największe z monitorowanych przez jego podwładnych zagrożeń stanowią nadal nacjonalistyczni ekstremiści i terroryści.

Ukraina w rosyjskich kleszczach. Kijów obawia się zbliżających się manewrów

Rosja jest gotowa, by w każdej chwili rozpocząć inwazję na Ukrainę. Przy wspólnej granicy i na Krymie zgrupowała potężne siły zbrojne. Za niecałe...

zobacz więcej

W ubiegłym roku na terenie całych Niemiec naliczono około 32 tys. ekstremistów sympatyzujących z ruchami nacjonalistycznymi, wzorującymi się na faszystach i nazistach, co w porównaniu z rokiem 2018 oznacza wzrost ich liczby o jedną trzecią. Również liczną grupę stanowią lewicowi ekstremiści, których liczba szacowana jest na 33,5 tysiące, w tym 9,2 tysięcy nastawionych jest na używanie przemocy.

Liczba aktywistów islamistycznych wynosiła około 28 tysięcy. Szczególnie duże zagrożenie ze strony tych jednostek dotyczy możliwości przeprowadzenia przez nich ataków za pomocą prostych środków.

Jakie kroki niemieckie władze szykują, by poprawić sytuację niemieckiej armii i wyeliminowywać z niej jednostki niebezpieczne? Pełnomocnik Bundestagu ds. obronności Eva Hoegl ocenia, że zniesienie w Niemczech w 2011 roku powszechnego obowiązku służby wojskowej było „dużym błędem” i apeluje o przywrócenie armii poborowej. W jej przekonaniu „utrudniłoby to także w dużym stopniu rozprzestrzenianie się w szeregach Bundeswehry prawicowego ekstremizmu”.

W dobie jednak coraz mocniejszego skręcania Niemiec w lewo, szansa powodzenia takiej zmiany jest niezwykle mała.

To zaś oznacza, że w najbliższych czasie stan armii naszych zachodnich sąsiadów nie ulegnie poprawie, co wpływa na osłabienie zbiorowego bezpieczeństwa gwarantowanego przez NATO.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej