RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Liban po eksplozji: zmiana systemu?

Nie wszystko jest jeszcze jasne w sprawie bejruckiej eksplozji (fot.Haytham Al Achkar/Getty Images)

Tragiczny wybuch jaki miał miejsce w Bejrucie 4 sierpnia to kolejny kamyczek nie tyle do ogródka co potężnego sadu problemów zżerających piękny kraj jakim jest Liban. Niespełna 7-milionowe państwo, stworzone przez Francuzów dla lewantyńskich chrześcijan, jest dziś nie tylko mozaiką religijno-etniczną ale również kotłem, do którego zostali wrzuceni syryjscy oraz palestyńscy uchodźcy i w którym nieustannie mieszają potęgi regionalne i światowe.

Międzynarodowa gra wokół Iraku

W nocy z czwartku na piątek iraccy antyterroryści wkroczyli do bazy proirańskiej milicji Kataib Hezbollah w Bagdadzie. Dalszy ciąg zdarzeń rodzi...

zobacz więcej

Zapomniany statek

Nie wszystko jest jeszcze jasne w sprawie bejruckiej eksplozji ale wszystko wskazuje na to, że był to tragiczny wypadek bez zewnętrznej ingerencji, będący wynikiem zaniedbań władz. Wprawdzie prezydent Libanu Michel Aoun nie wykluczył udziału państwa trzeciego w tym co się stało ale jest to raczej próba skanalizowania gniewu ulicy. W tym samym kontekście należy odczytywać fejkowe nagrania, które pokazały się w internecie, pokazujące jakoby lecącą w stronę statku rakietę (między pierwszym a drugim wybuchem).

Wiadomo natomiast, że MV Rhosus, należący do rezydującego na Cyprze rosyjskiego biznesmena (a obecnie bankruta) Igora Greczuszkina przewoził prawie 2750 ton azotanu amonu, będącego substancją wybuchową. Z różnych powodów utknął w bejruckim porcie i wszyscy o nim zapomnieli. W normalnym kraju byłoby to niemożliwe ale Bejrut to nie jest normalne miasto, a Liban nie jest normalnym krajem. To quasi-feudalna konfederacja żyjących obok siebie odrębnych światów.

Ruchy militarne na Morzu Śródziemnym: odstraszanie czy przygotowania do wojny?

Po zapowiedzi Turcji dotyczącej rozpoczęcia odwiertów na cypryjskich i greckich wodach oraz przeprowadzenia manewrów floty wojennej u wybrzeży...

zobacz więcej

Demony przeszłości i teraźniejszości

Choć od zakończenia libańskiej wojny domowej minęło 30 lat to nikt o niej nie zapomniał, a do demonów przeszłości nawiedzających nieustannie ten kraj dołączyły nowe, związane m.in. z wojną domową w sąsiedniej Syrii. Nim wybuchła wojna w 1975 r., przesączony francuską kulturą Bejrut, był uważany za Paryż Bliskiego Wschodu. Na scenie politycznej dominowały arystokratyczne rody maronickie (chrześcijańskie) takie jak ród Dżemajel czy Szihab.

Jednym z głównych powodów wybuchu wojny w Libanie było pojawienie się półmilionowej społeczności palestyńskich uchodźców wygnanych ze swoich domów na terenach zajętych przez Izrael. Zdestabilizowało to sytuację wewnętrzną w tym kraju i jest to ważne również z dzisiejszej perspektywy, gdyż po pierwsze uchodźcy ci wciąż żyją w Libanie, a po drugie w ostatnich latach pojawiła się ponad milionowa rzesza nowych uchodźców, tym razem z Syrii. Dla małego kraju, w którym panuje krucha równowaga etno-religijna jest to zapalnik nowej wojny i choć dotąd ona nie wybuchła to nic nie jest wykluczone.

W 2014 r., gdy Państwo Islamskie, które wówczas powstało, postanowiło wykorzystać permanentny chaos polityczny w Libanie i przejąć kontrolę nad częścią jego terytorium, doszło do walk m.in. w zdominowanym przez sunnitów, ale zamieszkanym również m.in. przez alawitów, Trypolisie w północnym Libanie. Dzięki odpowiedzialności głównych sił polityczno-militarnych, w tym Hezbollahu, a także zaufaniu jakim mimo wszystko darzona jest libańska armia przez mieszkańców tego kraju, nie doszło wówczas do eskalacji, a Państwo Islamskie ostatecznie zostało wyrzucone z Libanu w 2017 r.

Wojna turecko-egipska wisi na włosku

Egipski prezydent ogłosił w sobotę, że armia tego kraju jest gotowa do zapewnienia bezpieczeństwa narodowego zarówno wewnątrz jak i poza jego...

zobacz więcej

Ruiny wieżowców obok eleganckich hoteli

Jak to jest możliwe by bezpański wrak statku z wybuchowym ładunkiem stal sobie przez 7 lat w jednym z najważniejszych śródziemnomorskich portów i nikt się nim nie zajmował? Wystarczy dłuższy spacer po libańskiej stolicy by to zrozumieć. Przed eksplozją, spacerując po sąsiadującej z portem nadmorskiej promenadzie (Corniche) można było odnieść wrażenie, ze jest się w bogatym i rozwiniętym kraju śródziemnomorskim. Wokół drogie hotele, restauracje, a na promenadzie uprawiający jogging Libańczycy, ekspaci, kobiety, mężczyźni etc. Nieopodal, w dzielnicy Hamra, również roi się od hoteli, restauracji, klubów, czy kawiarni w europejskim stylu.

Wystarczy jednak pójść nieco dalej by zobaczyć w centrum tego sprawiającego wrażenie normalności świata ruiny kilkunastopietrowych budynków, z wyraźnymi śladami ostrzału zarówno artyleryjskiego jak i z karabinów maszynowych. Bezpańskie budynki stoją sobie od dekad sąsiadując z eleganckimi hotelami tak jak ów statek w porcie. Niektóre z owych drogich hoteli stoją zresztą puste bo służą wyłącznie szejkom z bogatych krajów Półwyspu Arabskiego, którzy w Libanie lubią robić to co tam można, a nie można u nich w domu z uwagi na religijne zakazy czyli uprawiać hazard, chlać alkohol czy zabawiać się z prostytutkami. A że warto by nikt tego nie widział, więc hotel stoi pusty, choć po ulicach Bejrutu snują się tysiące bezdomnych, żebrzących braci i sióstr w wierze: syryjskich uchodźców.

Emir nie żyje, co na to Afryka?

Informacja o zabiciu Abdelamaleka Drukdela przez Francuzów w północnym Mali została zepchnięta na margines przez doniesienia o kolejnych protestach...

zobacz więcej

Ziemia znaczona portretami

W Bejrucie, podobnie zresztą jak w całym Libanie, można odnieść też wrażenie, że cały czas trwa kampania wyborcza. Wszędzie bowiem wiszą plakaty i banery z wizerunkami tutejszych polityków i innego rodzaju przywódców. To jednak z wyborami nie ma nic wspólnego i jest po prostu oznaczaniem swojego terytorium, owych „udzielnych państewek” w państwie. Łatwo zatem rozpoznać, gdzie rządzi szyicki Hezbollah po portretach jego przywódcy Hassana Nasrallaha, gdzie jego szyicka konkurencja Amal bo wita nas tam wiecznie uśmiechnięty 82-letni Nabih Berri, od 28 lat przewodniczący libańskiego parlamentu, często wpatrzony w swego duchowego przywódcę Musę Sadra, którego Amal uważa za (wiecznie) żywego choć nie żyje on od 42 lat, gdzie natomiast dominują maroniccy zwolennicy obecnego, 85-letniego prezydenta Michela Aouna. Choć w 1990 r. to Aoun był ostatnim bastionem oporu sił maronickich przeciwko interweniującym w tym kraju wojskom syryjskim i musiał na 15 lat udać się na emigrację, to obecnie jest najbliższym sojusznikiem Hezbollahu, który z kolei udzielił mocnego wsparcia Assadowi w Syrii.

Sojusze w Libanie to kwestia płynna, choć są też głębokie zadry, związane z mordami dokonanymi na liderów niektórych grup. Dotyczy to np. zamachu na premiera Rafika Haririego dokonanego w 2005 r., o którego zlecenie oskarża się Hezbollah i Assada, choć nie zostało to ostatecznie udowodnione. Zamordowanych zostało też dwóch przedstawicieli rodu Dżemajel – Baszir Dżemajel w 1982 r. tuż po swoim wyborze na prezydenta w 1982 r. oraz jego bratanek Pierre Amine zamordowany w 2006 r. Dlatego maronicka Falanga Dżemajelów znajduje się w przeciwnym do Aouna obozie politycznym.

Iran – Chiny: koło ratunkowe czy pętla na szyję?

Iran planuje podpisanie umowy o współpracy strategicznej z Chinami na okres 25 lat. Obejmowałaby ona zarówno kwestie inwestycyjne i handlowe, w tym...

zobacz więcej

Etnoreligijna mozaika polityczna

Libański system polityczny oparty jest na sektach etno-religinych. Sprowadzenie tej mozaiki do chrześcijan, szyitów i sunnitów nie wyjaśnia bowiem całej złożoności tej struktury, poza którą pozostają zresztą uchodźcy palestyńscy (częściowo) i syryjscy (całkowicie). W Libanie jest bowiem oficjalnie uznanych aż 18 grup etno-religijnych (sekt), w tym 12 chrześcijańskich. Pod względem religijnym poza chrześcijanami i muzułmanami w Libanie mieszkają również Druzowie, alawici (formalnie uznawani za muzułmanów) i żydzi.

Pod względem etnicznym największą grupą obok Arabów są Ormianie. Jedną z najbardziej delikatnych kwestii jest przy tym to jakie są proporcje demograficzne. Ostatni spis ludności przeprowadzono bowiem w 1982 r. i chrześcijanie stanowili wówczas ponad 50 % libańskiej populacji. Dziś wiadomo, że tak już nie jest, a liczbę muzułmanów ocenia się na 58 %, chrześcijan zaś tylko 36 %. Wciąż jednak jest ich więcej niż szyitów czy sunnitów wziętych oddzielnie, tyle że chrześcijanie również są podzieleni i to nie tylko na poszczególne denominacje ale również wewnątrz nich politycznie i rodowo.

Kocioł etniczny w Etiopii bliski eksplozji

Etiopia przypomina dziś kocioł, w którym wrze od etnicznej rywalizacji i animozji. Nagrodzony dwa lata temu pokojowym Noblem premier Abiy Ahmed z...

zobacz więcej

Proporcje demograficzne mają ogromne znaczenie bo determinują podział miejsc w parlamencie. Na 128 miejsc 63 podzielone są między 6 grup chrześcijańskich (w tym 34 przypada maronitom), 54 przypada muzułmanom (po 27 dla szyitów i sunnitów), 8 Druzom, 2 alawitom, a jedno miejsce zarezerwowane jest dla pozostałych mniejszości. Nikt nie ma przy tym wątpliwości, że proporcje te nie odzwierciedlają obecnego składu etnoreligijnego libańskiej populacji i dlatego nowy spis mógłby otworzyć puszkę Pandory doprowadzając do sporów o zmianę proporcji w reprezentacji politycznej.

Ponadto większość uchodźców to sunnici, a Palestyńczycy są uchodźcami już tylko z nazwy bo nie mają najmniejszych szans wrócić na tereny znajdujące się od dekad pod rządami Izraela. Dlatego Libańczycy, zwłaszcza nie-sunnici, nie chcą by Syryjczycy w podobnym stopniu wrośli w libańską ziemię. Jeśli bowiem wziąć pod uwagę wszystkie osoby zamieszkujące dziś Liban to sami sunnici mogą stanowić około 40 – 45 %, a chrześcijanie niespełna 30 %.

Armenia – życie na linii frontu

Pełna serpentyn droga pnie się ostro w górę od zakrętu w miejscowości Kayan, gdzie niegdyś można było wjechać z Armenii do Azerbejdżanem. By...

zobacz więcej

Nepotyzm i korupcja

Libański system polityczny sprzyja korupcji i nepotyzmowi, a zmęczenie nim dużej części libańskiego społeczeństwa narasta. Rodzinnych powiązań w elitach jest bez liku, np. zięć prezydenta Aouna Dżubran Bassil jest liderem maronickiej partii Wolny Ruch Patriotyczny (dysponującej 19 % mandatów w parlamencie) i do niedawna był szefem libańskiej dyplomacji, a syn zamordowanego w 2005 Rafika Haririego Saad Hariri był premierem od grudnia 2016 r. do stycznia tego roku, z kolei Druzowie są podzieleni miedzy zwolenników książęcego rodu Arslanów i rodziny Dżumblattów. Żeby było śmieszniej partia Arslanów ma w swej nazwie przymiotnik „demokratyczny”, a Dżumblatów „postępowy” i „socjalistyczny”, choć w obu rządzą reguły dynastyczne. I oczywiście obie partie są ze sobą skłócone tak samo jak Falanga Dżemajelów z Wolnym Ruchem Patriotycznym.

Te ułomności libańskiego systemu politycznego spowodowały, że w ostatnich wyborach, które odbyły się w maju 2018 r., wzięło udział tylko 49,7 % uprawnionych, przy czym największa frekwencja była wśród szyitów. To powoduje, że coraz bardziej libańska polityka przenosi się na ulice, przy czym w społeczeństwie, w którym państwo nie ma wyłączności na dysponowanie siłami zbrojnymi (i nie dotyczy to wyłącznie Hezbollahu bo np. chrześcijanie w północnym Libanie organizują nocami uzbrojone patrole by nie dopuszczać do przenikania na ich terytorium sunnitów, zwłaszcza Syryjczyków), nie można uniknąć w ich trakcie rozlewu krwi.

Hagia Sophia – symbol pognębienia Europy

Decyzja o tym, że Kościół Mądrości Bożej (Hagia Sophia) znów stanie się meczetem, ma ogromne znaczenie symboliczne. Również jej motywy są jasne, a...

zobacz więcej

Bezskuteczne protesty, upadająca gospodarka

W latach 2015-2016 przez Liban przetoczyła się fala protestów związanych z niewywożeniem śmieci, które choć miały charakter masowy, to w zasadzie niewiele zmieniły. Nowa fala protestów przeciwko korupcji i panującemu systemowi politycznemu wybuchła w październiku 2019 r. Przyczyną była utrata płynności finansowej przez niektóre banki, przez co wielu Libańczyków straciło oszczędności całego życia. Problem w tym, że te protesty też niewiele wskórały, a sytuacja ekonomiczna Libanu jeszcze bardziej się pogorszyła w wyniku pandemii.

Gospodarka Libanu opiera się bowiem na różnego rodzaju wymianie międzynarodowej i ograniczenie ruchu międzynarodowego jest dla tego kraju zabójcze. Do tego doszło załamanie libańskiej waluty, przy czym władze Libanu oskarżyły bank centralny o dokonanie sabotażu na zlecenie sił spoza Libanu.

Koronawirus na Półwyspie Arabskim: Drakońskie kary i niejednoznaczne efekty

Większość państw muzułmańskich utrzymała radykalne ograniczenia poruszania się w okresie niedawno zakończonego, świętego dla wyznawców Allaha,...

zobacz więcej

Liban to bowiem arena ostrego ścierania się wpływów Iranu (z którym związany jest Hezbollah), Arabii Saudyjskiej (której obywatelem jest Saad Hariri), a także m.in. Turcji czy USA. Po tym jak w styczniu 2020 r. Haririego na stanowisku premiera zastąpił wspierany przez Hezbollah Hassan Diab pogorszyły się relacje z USA, które zagroziły Libanowi sankcjami w związku z planami tego kraju zakupu irańskiej ropy.

Do tej układanki trzeba również dodać permanentny konflikt między Hezbollahem i Izraelem, który regularnie i wręcz demonstracyjnie narusza przestrzeń powietrzną Libanu. Warto dodać, że załamanie ekonomiczne w Libanie bardzo mocno odcisnęło swoje piętno również na sytuacji syryjskich uchodźców, których jest tam od 1,5 – 2 mln (i szybko się rozmnażają w przeciwieństwie do libańskich chrześcijan). To powoduje, że groźba starć między nimi i Libańczykami narasta, a to byłaby iskra która łatwo doprowadziłaby do wybuchu nowej wojny domowej.

Jak nie ISIS, to Turcja, kwarantanna w trumnie

Pandemia koronawirusa nie tylko nie powstrzymała aktywności Państwa islamskiego (ISIS), ale spowodowała, że ataki tej organizacji w Syrii i Iraku...

zobacz więcej

Hezbollah potencjalnym beneficjentem zmiany systemu

Iskrą tą może być również eksplozja w porcie w Bejrucie, po której znów wybuchły protesty i zaczęto mówić o konieczności zmiany systemu. Problem w tym, że nie bardzo wiadomo jak ta zmiana miałaby wyglądać. Często wskazuje się, że obrońcą obecnego systemu jest Hezbollah, którego bojówki miały atakować uczestników antykorupcyjnych protestów. Hezbollah, będący z jednej strony jedną z głównych sił politycznych, a z drugiej strony dysponujący własną armią prowadzącą działania zbrojne niezależnie od państwa libańskiego, wskazywany jest często jako główny problem Libanu.

Tyle że to Hezbollah może być największym beneficjentem zmiany systemu politycznego w Libanie. Uważa się, że Hezbollah był zwycięzcą wyborów w 2018 r., tyle że gdyby zlikwidować alokację miejsc według grup etnoreligijnych i wprowadzić system proporcjonalny to uzyskałby on znacznie więcej miejsc. Hezbollah ma obecnie (bezpośrednio) 12 mandatów (na 128), a razem z sojusznikami (również chrześcijańskimi i sunnickimi) – 45 (nie licząc sprzymierzonego z Hezbollahem Wolnego Ruchu Patriotycznego i jego sojuszników). Oznacza to, że sam Hezbollah uzyskał niespełna 10 % mandatów, a z sojusznikami 35 % podczas gdy sam otrzymał prawie 17 % głosów, a z sojusznikami 39 %.

Tęczowa flaga nad miastem Abu Nuwasa

Kilka zachodnich placówek dyplomatycznych w Bagdadzie, w tym przedstawicielstwo Unii Europejskiej, wywiesiło 17 maja tęczowe flagi z okazji Dnia...

zobacz więcej

Aktywność Hezbollahu rodzi wiele problemów ale koncentrowanie debaty na temat skutków eksplozji w porcie w Bejrucie i konieczności zmiany systemu politycznego z pozycją jaką ta organizacja zajmuje w tymże systemie jest nieporozumieniem. Hezbollah ma tylko dwóch ministrów w libańskim rządzie i to na czele mniej ważnych resortów. Organizacja ta ma z cała pewnością najbardziej zdyscyplinowaną bazę wyborczą i to nie w niej dominują polityczne rody i politycy zachowujący się niczym udzielni książęta w swych lennach. Oczywiście, Hezbollah jest sam w sobie państwem w państwie, udzielnym księstwem, ale trudno sobie wyobrazić jak zmiana systemu miałaby osłabić pozycję Hezbollahu.

Prędzej osłabi maronitów, a zwłaszcza Aouna i jego partyjno-rodzinną ekipę. A to skłonić ich może do jeszcze silniejszej więzi z Hezbollahem. Warto bowiem pamiętać, że choć chrześcijanie w Libanie nie pałają wcale miłością do Hezbollahu to za główne zagrożenie dla siebie uważają sunnitów i wspierającą ich Arabię Saudyjską oraz Turcję.

źródło:
Zobacz więcej