Opozycja nie ukradła show

Politycy Koalicji Obywatelskiej z wynikiem wyborów pogodzić się nie chcą i nie potrafią (fot. KPRP/Grzegorz Jakubowski)

Nim jeszcze prezydent z żoną, a także marszałkowie, posłowie i senatorowie oraz inni zaproszeni goście dotarli do Sejmu i odebrali swoje pakiety higieniczne, nie brakowało takich, którzy chcieli koniecznie skraść nie tyle show, co przynajmniej całą należną temu wydarzeniu uwagę mediów.

Zmiana czasu?

Trudno wzbudzić w opinii publicznej współczucie wobec Sławomira Nowaka, często nazywanego po prostu „Sławkiem”. Jako symbol niejasnych praktyk...

zobacz więcej

Kluczowe miało być dla wszystkich nie to, kto przyjdzie i co powie, lecz kto niczego nie powie, bo go w ogóle nie będzie. Politycy Koalicji Obywatelskiej bowiem z wynikiem wyborów pogodzić się nie chcą i nie potrafią, w związku z czym zaprzysiężenie prezydenta uważają za ukoronowanie nieważnego, niekonstytucyjnego lub tylko nieuczciwego procesu wyborczego.

Wybory kwestionowano od wieczoru 12 lipca, a nawet, nie oszukujmy się, dużo wcześniej. Nie brakowało przecież ekspertów, zwłaszcza wśród prawników, którzy wprost pisali, że wybory prezydenckie należy przeprowadzić według zaproponowanych przez PiS i wymuszonych przez sytuację zasad i kalendarza. To założenie oparte było na wierze, że wygrana kandydata Koalicji Obywatelskiej jest w drugiej turze możliwa.

Wyniki wyborów pokazały, żze nie było to wyłącznie myślenie życzeniowe, Rafał Trzaskowski przegrał niewielką różnicą głosów. Ale jednak przegrał, co spowodowało sięgnięcie po plan B, formułowany przez te same autorytety, nieraz zresztą nawet w tych samych tweetach i artykułach: jeśli nasz kandydat wygra, głosowanie uznajemy, jeśli przegra – kwestionujemy, powołując się na niekonstytucyjność terminu, brak równych szans i dostępu do mediów, problemy części wyborców z oddaniem głosu…

Przeciwnicy Dudy zwyzywali jego sympatyka

Na platformę Twoje Info dostaliśmy nagranie, na którym zarejestrowano zachowanie zwolenników Rafała Trzaskowskiego. Podczas spotkania mieszkańców...

zobacz więcej

Pierwszą i właściwie ostatnią nadzieją była tu Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, ta sama, której na co dzień elity prawnicze, a z nimi polityczne i dziennikarskie odmawiają prawa do orzekania jako rzekomym „nie-sędziom”.

Kwestie zdolności wykonywania obowiązków przez sędziów kwestionowanych nowych izb SN zostawmy na inne teksty, tu zauważmy tylko, że ci sami sędziowie są legalni, gdy legalizują wybór posłów i senatorów, również tych wywodzących się z opozycji totalnej, lecz ich mandat ponownie traci ważność, gdy oddalają protesty wyborcze lub uznają je za słuszne, lecz nie mające wpływu na wynik. Zapewne gdyby decyzja IKNiSP SN była inna, staliby się nawet dla profesor Gersdorf sędziami pełną gębą, oczywiście do następnego razu. Izba uznała jednak wynik wyborów, w związku z czym pozostała w oczach przeciwników prezydenta ciałem nielegalnym i uzurpatorskim.

„Ważność wyboru prezydenta RP stwierdza Sąd Najwyższy. Przed chwilą wypowiedziała się IKNiSP, która nie jest sądem, a osoby tam zasiadające nie są sędziami SN. Komentowanie treści tej wypowiedzi to tak, jakby dyskutować nad mandatem od wujka przebranego za policjanta na sylwestra” – pisała 3 sierpnia na Twitterze Magdalena Adamowicz, która, co wychwycił nie-PiS-owski przecież portal Bezprawnik, sama mandat europosła sprawuje dzięki decyzji IKNiSP, decydującej o ważności wyborów do PE.

Ten fakt nie przeszkadza też wielu innym krytykom, którzy nie zastanawiają się zapewne po nocach, czy przypadkiem swoich zaszczytnych przecież funkcji parlamentarzystów nie pełnią aby nielegalnie, autoryzując decyzje działającej według nich bezprawnie Izby.

Karta LGBT w całej Polsce? „Być może obowiązkowy przedmiot w szkołach” [WIDEO]

Eurodeputowana PO Janina Ochojska napisała na Twitterze, że popiera Rafała Trzaskowskiego, bo wprowadzi on m.in. kartę LGBT w całej Polsce. –...

zobacz więcej

Tak czy inaczej, ostatecznie politycy Koalicji Obywatelskiej ostatnie dni spędzali na wysyłaniu poważnych oświadczeń, deklarując nieobecność podczas czwartkowej uroczystości. „Nie wezmę udziału” – komunikuje krótko Dariusz Joński. „6 sierpnia nie będę uczestniczyła w Zgromadzeniu Narodowym. Nie chcę patrzeć na człowieka, który biernie przyglądał się, jak ja, moje dziecko oraz inne kobiety z dziećmi były poniżane na korytarzach sejmowych” – pisze Iwona Hartwich.

„Wybory nie były równe, a tym samym nie były uczciwe. Dla wielu Polek i Polaków za granicą nie były też powszechne. Nie będę na zaprzysiężeniu osoby wybranej dzięki propagandzie, na którą ona sama przekazała 2 miliardy, kosztem wsparcia w marcu leczenia chorych onkologicznie. Nie jestem w stanie zmusić się do słuchania słów przysięgi dochowania wierności postanowieniom Konstytucji, wypowiadanych przez osobę, która przez ostatnie pięć lat, konsekwentnie ją łamała.” – rozpisuje się na dwa tweety Michał Szczerba.

„Nie mogłabym być obecna na przysiędze na Konstytucję RP kogoś, kto tę Konstytucję łamie” – to już Janina Ochojska. Kończąc ten przegląd cytatów, oddam głos Bartłomiejowi Sienkiewiczowi, który inaczej niż koledzy postanowił w zaprzysiężeniu głowy państwa wziąć udział.

„Uważam, że jak się poświęciło większość dorosłego życia państwu polskiemu, to mam obowiązek okazywać mu szacunek. Nie osobom pełniącym w nim funkcję ale instytucjom, które reprezentują. To właśnie instytucje, a nie ludzie piastujący urzędy decydują o trwałości państwa. Kto nie rozróżnia jednego od drugiego, ten nie rozróżnia stanu, w którym państwo istnieje lub nie" – mówi „Rzeczpospolitej” Sienkiewicz.

Kończcie to już

Kampania, której finał śledzimy na żywo, była nie tylko brutalna, ale i zwyczajnie, po ludzku, obrzydliwa. Po aferze wokół jednego z prezydenckich...

zobacz więcej

„Ja ścieżką ślepego radykalizmu nie pójdę, bo uważam, że nie prowadzi do zwycięstwa ale do klęski, nie tylko nas ale i całej Polski. Dlatego będę jutro na zaprzysiężeniu, w zgodzie z rekomendacjami władz mojej partii i klubu i w zgodzie z własnymi przekonaniami” – dodał.

Podobnie zachowali się politycy Lewicy i PSL, a także obecny na sali Aleksander Kwaśniewski, który niechcący (a może i chcący, próżność też przecież mogła odegrać tu rolę, tym razem z punktu widzenia państwa pozytywną) wyrósł w czwartek na najpoważniejszego polityka opozycji, o czym przez lata przecież marzył.

Lewica zaprzysiężenie Andrzeja Dudy wykorzystała zresztą do własnej akcji, przebierając się w tęczowe barwy, trzeba jednak zaznaczyć, że taka forma demonstracji wydarzeniu powagi nie odbiera, samemu prezydentowi zaś uzmysławia przy okazji, z której strony i jakie czekać mogą go w kolejnych latach kłopoty, a to przecież ważna i cenna wiedza.

Zabrało jednak, być może dzięki nieobecności części opozycji, sytuacji tak przykrych, jak posłowie PO śmiejący się i buczący na wzmiankę o głodnych dzieciach podczas analogicznej uroczystości pięć lat temu, jeszcze w czasach końcówki swoich rządów, które to buczenie drogo ich później zresztą kosztowało. Klaudia Jachira ze swoim niepoprawnym językowo transparentem to zupełnie inny kaliber.

Platforma przestaje bronić Nowaka. Przyjęli nową strategię

W myśl zasady „najlepszą obroną jest atak”, politycy PO uderzają w służby za to, że podsłuchiwały Sławomira Nowaka - jednego z członków ich sztabu...

zobacz więcej

Liderzy Platformy tymczasem abdykowali z roli recenzentów prezydenckiego wystąpienia, wybrali role wielkich (choć może to złe słowo, zważywszy na małe motywy ich zachowania) nieobecnych. Reszta opozycji prezydenta po prostu wysłuchała, czasem życzliwie, jak co najmniej trójka posłów PSL, czasem obojętnie, wreszcie, jak Konfederaci, formułując listę punktów wspólnych i zastrzeżeń.

Dzień ostatecznie należał jednak do Andrzeja Dudy. Chociaż w wystąpieniu zabrakło kampanijnego ognia, trudno się temu dziwić – role kandydata i prezydenta, zwłaszcza obejmującego urząd po raz drugi, wymagają innych środków wyrazu. Ważne, by za ich zmianą nie poszła również zmiana przekazu, tej jednak w słowach Andrzeja Dudy nie było.

W orędziu pojawiły się najważniejsze wątki z kampanii, wzmocnione jeszcze wydarzeniami z ostatnich tygodni, w tym podgrzewaniem przez przeciwników Dudy nastrojów wrogich wobec całych grup społecznych. Prezydent wiele uwagi poświęcił rolnikom, ale i wyrównywaniu szans między regionami Polski, a także, co szczególnie ważne, młodzieży.

Również tej, z którą niekoniecznie znajdował ostatnio wspólny język, a dla której ma jednak ofertę w postaci stworzenia dla każdego warunków życia i rozwoju wystarczających, by nie trzeba było znów myśleć o emigracji. Perspektywiczne spojrzenie na gospodarkę i bezpieczeństwo idzie w parze w mocno zaznaczonym przywiązaniem do historii, tradycji i wiary.

Mój prezydent jest wyższy niż Twój

Długo trwała wędrówka Rafała Trzaskowskiego, w końcu jednak dotarł do Pałacu Prezydenckiego na spotkanie z Andrzejem Dudą. Przypomnijmy, że...

zobacz więcej

Druga kadencja zapowiada się więc jako kontynuacja, obiecana zresztą wyborcom i uwzględniająca kryzysowe bądź raczej sprzyjające kryzysowi warunki, w jakich wraz z resztą świata znalazła się Polska.

Orędzie było też mocną odpowiedzią dla kwestionujących wynik wyborów i całą wyborczą procedurę. Andrzej Duda jest politykiem pewnym swojego mandatu, który, jak mogliśmy usłyszeć, wykorzystać chce również do rozszerzenia, przynajmniej dla niektórych spraw i postulatów, własnego obozu politycznego.

To obecna w kampanii „koalicja polskich spraw”, pomysł, który nie został najwyraźniej do końca porzucony w chwili wygranej. Jego potencjalni adresaci byli obecni w czwartek w gmachu Sejmu. A nieobecni? Nieobecni nie mają racji, to akurat wiemy nie od dziś.

źródło:
Zobacz więcej