RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Druga fala pandemii. „Polacy wykazują nierealistyczny optymizm”

Do końca lipca zmarło ponad 661 tys. osób na świecie z powodu koronawirusa (fot. PAP/Darek Delmanowicz)

Wobec perspektywy drugiej fali epidemii, zamiast lęku i niepokoju, wielu ludzi w Polsce wykazuje nierealistyczny optymizm: uważają, że nic im się osobiście nie stanie – ocenia psycholog, dr hab. Wojciech Kulesza. Jego zdaniem dużo zdrowszy byłby jednak „nierealistyczny pesymizm”.

Końca epidemii nie widać. Jak się uchronić przed koronawirusem?

Zachowywanie dystansu społecznego, niepodawanie ręki na powitanie – to niektóre z metod, aby uchronić się przed zakażeniem się koronawirusem....

zobacz więcej

CZYTAJ WIĘCEJ W RAPORCIE

Pierwsze przypadki zakażeń ludzi koronawirusem SARS-CoV-2 odnotowano w grudniu 2019 r. w chińskim mieście Wuhan. W ciągu kilku miesięcy wirus w zasadzie opanował Ziemię. Według danych WHO do końca lipca na świecie koronawirusem zakaziło się ponad 16,7 mln osób, spośród których ponad 661 tys. zmarło. Zdaniem wielu ekspertów ludzie nie powinni czuć się bezpieczni do momentu pojawienia się na rynku szczepionki bądź skutecznych leków.

Odnosząc się do reakcji na epidemię i związanych z nią perspektyw, prof. dr hab. Wojciech Kulesza z Katedry Psychologii Społecznej i Osobowości Uniwersytetu SWPS ocenił, że Polacy są zbyt optymistyczni i nie doceniają zagrożeń dotyczących zdrowia.

– W psychologii nazywa się to nierealistycznym optymizmem. Uważamy, że nam osobiście się nic nie stanie, a coś złego najwyżej spotka innych ludzi z naszego otoczenia – tłumaczy.

Prof. Kulesza zaznacza, że nierealistyczny optymizm stanowi szerszy fenomen i występuje wszędzie na świecie. Przypomniał też zgoła odmienną, powszechną reakcję Polaków wobec innego masowego zagrożenia – po wybuchu reaktora w Czarnobylu w 1986 r.

Leki dla alkoholików mogą pomóc w walce z COVID-19

Disulfiram stosowany obecnie w terapii uzależnienia od alkoholu może być wykorzystany w walce z SARS-CoV-2 – donoszą naukowcy z dwóch rosyjskich...

zobacz więcej

Prof. Dariusz Doliński odkrył wówczas u ludzi nierealistyczny pesymizm. Ludzie byli przekonani, że to raczej oni zachorują, a nie inni – przypomniał.

Zapytany o to, czy większy lęk przed chorobą lub śmiercią z powodu COVID-19 pozwoliłby lepiej chronić zdrowie, zasugerował realizm.

– Lęk może nie, ale wskazany byłby realizm, a jak się nie da, to nierealistyczny pesymizm – czyli myślenie, że to przede wszystkim my możemy zachorować. Badania pokazują, że po eksplozji w Czarnobylu tak myślący ludzie częściej pili płyn Lugola, powstrzymywali się od picia mleka, kupowania nowalijek i stosowali inne zapobiegawcze działania, które mogły uratować im życie – wyjaśnił.

– Kiedy ktoś jest nierealistycznym optymistą, to trochę tak, jakby jeździł samochodem bez zapinania pasów, uważając, że jest świetnym kierowcą i nic mu się nie stanie. Nierealistyczny pesymizm jest dużo zdrowszy – zapewnił naukowiec. Jeśli chodzi o podejście realistyczne, to zdaniem psychologa jest o nie w społeczeństwie najtrudniej. – Zwykle każdy ma jakieś skrzywienie w postrzeganiu rzeczywistości. Warto więc przynajmniej redukować nadmierny optymizm – podkreślił.

Średniowieczny lek może być skutecznym środkiem antybakteryjnym

Lecznicza mieszanka rodem ze średniowiecza skutecznie niszczy bakterie i bakteryjne biofilmy, odpowiedzialne za uciążliwe infekcje – informują...

zobacz więcej

Podczas kolejnych miesięcy epidemii liczba zakażeń i zgonów z powodu COVID-19 w Polsce była wyraźnie niższa niż w najbardziej poszkodowanych europejskich krajach, np. Włoszech, Niemczech czy Wielkiej Brytanii.

– Myślenie „może słusznie się nie boimy, bo nie było tak źle”, może się wśród Polaków pojawiać – przyznaje prof. Kulesza. Dodał, że „nie mamy jednak żadnych podstaw, by twierdzić, że będzie dobrze”.

Zdaniem profesora na obserwowane teraz stosunkowo spokojne nastawienie ludzi do epidemii wpływa m.in. proces zwany habituacją.

– Przyzwyczajamy się do różnych bodźców. Boimy się przede wszystkim rzeczy nagłych, takich jak np. wybuch w elektrowni w Fukushimie. Także w Polsce pojawił się wtedy strach. Takie bodźce działają na człowieka silniej niż obecne nieustannie. Przyzwyczajamy się na przykład do jazdy samochodem – nie czujemy już strachu mimo tego, że jest to czynność niebezpieczna. Pandemia jest z nami od dawna i lęk związany z nią już oswoiliśmy – mówi.

„Koronawirus. Poradnik”: Co nowego wiemy dziś o chorobie COVID-19?

zobacz więcej

Psycholog z SWPS dodaje, że „nikomu na świecie się nie udało uniknąć kłopotów (związanych z epidemią – red.), poza kilkoma krajami, takimi jak np. Nowa Zelandia, gdzie wyeliminowano te błędy, które widać u nas. Tam władze stosowały się do swoich nakazów” – zauważył.

Podkreślił też, że w sprawę muszą zaangażować się autorytety, a ich przekazy muszą być czytelne.

źródło:

Zobacz więcej