RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Dwie historie. Rzeź Woli w oczach ofiary i jej kata

W dniach 5-7 sierpnia 1944 r. Niemcy dokonali największej masakry w Europie podczas wojny (fot. Archiwum rodzinne/ullstein bild/ullstein bild via Getty Images))

Wszystkich rozstrzeliwali, ustawiali w czwórki i do każdego oddzielnie strzelali w tył głowy - to relacja Wandy Lurie, która przeżyła egzekucję i straciła w niej trójkę dzieci. - Czy mówi panu coś nazwisko Lurie? – Nie – zdecydowanie zaprzeczył gen. Heinz Reinefarth, odpowiedzialny za rzeź Woli między 5 a 7 sierpnia 1944 r. Co natomiast wspominał po latach? Jako miłośnik Bacha i Mozarta chętnie opowiadał o swoim przypadkowym koncercie w ruinach.

Rzeź Woli. „Wiedzieliśmy co nas czeka – śmierć”

76 lat temu, między 5 a 7 sierpnia 1944 r., na warszawskiej Woli Niemcy i ich sojusznicy dokonali zorganizowanej eksterminacji ludności cywilnej....

zobacz więcej

5 sierpnia 1944 r. około południa Wanda Lurie, w ostatnim miesiącu ciąży, wraz z trójką dzieci, w wieku 11, 6 i 3,5 lat, musiała opuścić piwnicę domu przy ul. Wawelberga 18. Wojskowi z oddziałów dowodzonych przez gen. Heinza Reinefartha popędzili ich w stronę fabryki „Ursus”. Kobieta opisywała potem tamten dzień: – Wszystkich rozstrzeliwali, ustawiali w czwórki i do każdego strzelali oddzielnie w tył głowy. Wszystko się kładło, jeden za drugim, cały stos trupów. Rozstrzeliwali do zmroku. Potem weszli i zaczęli dobijać. (...) Niemcy nie mieli żadnej litości nad nikim. Błagałam, żeby ocalili dzieci, żeby mnie wyprowadzili. Pytali się, czy mam się czym wykupić. Oddałam trzy złote pierścienie, ale to nic nie pomogło.

Ukrainiec zabrawszy biżuterię, chciał kobietę i jej dzieci wyprowadzić, jednak kierujący egzekucją Niemiec – oficer-żandarm, który to zauważył, nie pozwolił i kazał rodzinie dołączyć do grupy przeznaczonej na rozstrzelanie. – Zaczęłam go błagać o życie dzieci i moje, mówiłam coś o honorze oficera. Odepchnął mnie jednak, tak że się przewróciłam. Uderzył też i pchnął mojego starszego synka wołając „prędzej, prędzej, ty polski bandyto”.

Wówczas wydarzyło się najgorsze. – W pewnym momencie Ukrainiec stojący za nami strzelił najstarszemu synkowi w tył głowy, następne strzały ugodziły młodsze dzieci i mnie. Przewróciłam się na prawy bok. Strzał oddany do mnie nie był śmiertelny. Kula trafiła w kark z lewej strony i przeszła przez dolną część czaszki wychodząc przez prawy policzek. Dostałam krwotok ciążowy. Wraz z kulą wyplułam kilka zębów. Czułam odrętwienie lewej części głowy i ciała. Byłam jednak przytomna i leżąc wśród trupów widziałam prawie wszystko, co się działo dookoła. Obserwowałam dalsze egzekucje. Wprowadzono nową partię mężczyzn, których trupy padały i na mnie. Przywaliły mnie około 4 trupy. Wprowadzono dalszą partię kobiet i dzieci – i tak grupa za grupą rozstrzeliwano aż do późnego wieczoru.

„Warszawiacy śpiewają (nie) zakazane piosenki”. Transmisja w TVP zgromadziła miliony

O 20.30 w Parku Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego rozpoczął się tradycyjny koncert „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki”. Jego...

zobacz więcej

Było już ciemno, kiedy egzekucje ustały. W przerwach oprawcy chodzili po trupach, kopali, przewracali, dobijali żyjących, rabowali kosztowności. Ciała dotykali przez jakieś specjalne szmatki. Mnie samej zdjęto z ręki zegarek, nie zauważyli przy tym, że jeszcze żyję. W czasie tych okropnych czynności pili wódkę, śpiewali wesołe piosenki, śmieli się. Obok mnie leżał jakiś tęgi, wysoki mężczyzna w skórzanej kurtce, który długo rzęził. Niemcy oddali 5 strzałów, zanim skonał. W czasie dobijania strzały raniły mi nogę. Myślałam tylko o śmierci, jak długo będę się jeszcze męczyć. W nocy zepchnęłam martwe ciała leżące na mnie.

– Trzeciego dnia poczułam, że dziecko, którego oczekiwałam, żyje. To dodało mi energii i podsunęło myśl o ratunku. Zaczęłam myśleć i badać możliwości ocalenia. Próbując wstać kilka razy dostałam torsji i zawrotu głowy. Wreszcie na czworakach przeczołgałam się po trupach do muru.

A jak wspomina to gen. Heinz Reinefarth, który formował oddziały złożone często z kryminalistów i zwyrodnialców, a potem wprowadził je na teren Woli z postanowieniem, zgodnym z rozkazem Heinricha Himmlera, wymordowania cywilów dla przykładu. W wywiadzie, przeprowadzonym w latach 70. przez Krzysztofa Kąkolewskiego, masakrę na warszawskiej Woli Niemiec określał w charakterystyczne sposób: – Zdarzyły się tam różne rzeczy, (...) ale ja to wiem z przewodu sądowego.

Reinefarth wspominał powstanie warszawskie jako ciężkie wojenne czasy, mówił o „twardych walkach”, doceniał „waleczność powstańców” i wzruszał się żołnierskim losem w bitewnych znoju, trudniejszym, bo prowadzonym w warunkach walk ulicznych.

Nie żyje bohaterka Powstania Warszawskiego z pułku „Baszta”

Nie żyje Zofia Dillenius ps. Jodła, łączniczka podczas Powstania Warszawskiego pułku „Baszta”. Miała 92 lata. Po wojnie zamieszkała we Wrocławiu,...

zobacz więcej

Niemiecki generał na wszystko miał wyjaśnienie. Zabijane kobiety? – Kobiety też walczyły. Jedna kobieta, strzelec wyborowy, broniła sama jedna jakiegoś banku – tłumaczył. Zabijane dzieci?

– Dzieci też walczyły. Jest wiele książek polskich, albumów, niektóre tu mam i zaraz mogę je wyjąć, są tam zdjęcia dzieci uzbrojonych w granaty, a nawet pistolety maszynowe. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie zdarzały się wypadki, że strzelano do dzieci nieuzbrojonych, myśląc, że są uzbrojone - usprawiedliwiał morderstwa popełniane przez jego wojsko. Co więcej, odpowiedzialnością za nie obarczył pośrednio same zabijane dzieci. Miał bowiem wypytywać swoich żołdaków o masakry. – Żołnierze odpowiadali: „Dzieci do nas strzelają, więc my strzelamy do dzieci”.

Gen. Reinefarth to, jak się okazało, wrażliwy i utalentowany człowiek. W każdej sytuacji potrafił doszukać się czegoś wzniosłego. Co jeszcze zapamiętał z powstania? – Pewnej nocy, kiedy szliśmy ulicami, usłyszałem, że w ruinach ktoś gra na fortepianie, i to znakomicie. Poszedłem w tamtym kierunku. W domu, całkowicie odkrytym, odsłoniętym z muru - jedyne, co ocalało, to był fortepian. Przy nim siedział niemiecki pułkownik i grał. Wysłałem adiutanta po skrzypce, które zawsze woziłem ze sobą i zagraliśmy razem – wzruszał się generał.

Reinefarth wspominał też inną anegdotę, tym razem świadczącą o jego wrażliwości w sprawach wiary: – Leżałem w swojej kwaterze. Zameldował się oficer, komunikując, że jego oddział po wielodniowych walkach zajął kościół, gdzie znalazł jakąś relikwię i oficer postawił przed moim łóżkiem skórzany futerał. Na futerale było na małej plakietce nazwisko. Kazałem go postawić na szafę. Arcybiskup Warszawy był poza Warszawą i von dem Bach (dowódca korpusu, w skład którego wchodziły oddziały Reinefartha) nawiązał z nim kontakt, ale arcybiskup powiedział, że nie ma świętego o tym nazwisku...

„Potem rozlega się seria, której towarzyszy dziecięcy śmiech i klaskanie w ręce”

Granaty wrzucone między stłoczonych ludzi, serie z pistoletów maszynowych, następnie wielogodzinne dobijanie rannych – taki przebieg miała jedna z...

zobacz więcej

Inną wersję „wrażliwości” podkomendnych Reinefartha na sprawy religii podają świadkowie uwięzieni w kościele św. Wojciecha na Woli. Zgodnie opisują pijanych żołdaków przebierających się w ornaty i gwałcących kobiety.

Zarówno gen. Reinefarth, jak i jego ofiara Wanda Lurie, zeznająca również w jego procesie, przeżyli wojnę. Niemca ostatecznie uniewinniono. Był szanowanym obywatelem, jego wyborcy uwierzyli w historię starego żołnierza, który nie miał przecież łatwo w życiu. Dlatego wybierali go na kolejne kadencje burmistrzem miasta Westerland na wyspie Sylt, a także posłem do landtagu Schleswig-Holstein.

Za wyczyny w powstaniu warszawskim Reinefarth do swojego odznaczenia – Krzyża Rycerskiego, mógł dodać kolejne wyróżnienie – Liście Dębu. Nie zapomniano o tym, umieszczając je na nagrobku zbrodniarza. Zmarł jako szanowany prawnik i działacz w 1979 r.

Wanda Lurie kończyła swoje zeznania w grudniu 1945 roku: – Obecnie nie czuję się zdrowa, jakkolwiek muszę pracować, by wychować dziecko urodzone po strasznych przeżyciach. Jej syn Mścisław, którego urodziła dwa tygodnie po masakrze na Woli, mówił, że do końca życia jego matka nie uśmiechała się, na jej twarzy postały blizny po postrzałach. Nazwano ją polską Niobe. W mitologii greckiej Niobe była królową Teb, której dzieci zostały na jej oczach zgładzone. Rozpaczającą Zeus z litości zamienił w skałę.

Wanda Lurie po wojnie była jeszcze szykanowana przez komunistów. Zmarła niemal niewidoma w 1989 r.

źródło:
Zobacz więcej