Trwały uszczerbek na zdrowiu możemy mieć, nawet jeśli przejdziemy COVID-19 „łagodnie”

Badania długofalowych skutków przebycia COVID-19 dla zdrowia są dopiero u swego początku, dlatego trudno o wiarygodne podsumowania oparte o wielkie liczby pacjentów i dane kliniczne zebrane z wielu ośrodków (fot. Omar Marques/Getty Images)

Na łamach czasopism naukowych pojawiają się coraz częstsze analizy długofalowych konsekwencji zdrowotnych COVID-19. Na razie opisy indywidualnych przypadków lub badań niewielkich grup pacjentów, ale będzie tego coraz więcej, bo chorych przybywa gwałtownie globalnie. Pandemia trwa już ósmy miesiąc, końca nie widać, za to widać, że trwały uszczerbek na zdrowiu możemy mieć nawet, gdy przejdziemy to „łagodnie”. Powszechnie obserwowane uszkodzenia serca, uszkodzenia płuc, uszkodzenia naczyń. To tyle, jeśli chodzi o „#fakePandemy”.

Koronawirus w Pekinie. Zamknięto największy targ w Azji. Podejrzenie padło na łososie

Nowe ognisko koronawirusa w Pekinie, gdzie w poniedziałek po południu potwierdzono ponad 100 nowych przypadków zakażenia, stanowi bardzo poważny...

zobacz więcej

Prezes Polskiej Akademii Nauk i Przewodniczący Zespołu doradczego ds. COVID-19 przy PAN, prof. dr hab. Jerzy Duszyński był łaskaw w mediach społecznościowych wczoraj zamieścić dłuższą wypowiedź, która mną bardzo poruszyła. Dlatego ośmielam się zacytować większe fragmenty. Uważam bowiem, że to będzie naprawdę potrzebne wprowadzenie, zanim postaram się opowiedzieć, co naukowcy ustalają na temat trwałych skutków przejścia COVOID-19 dla naszego zdrowia i samopoczucia.

Profesor Duszyński pisze tak: „Pandemia dotarła już do wszystkich zakątków świata. […] Mówi się o nieuchronnej globalnej recesji. W mediach pełno jest katastroficznych prognoz o zbliżających się upadkach wielu przedsiębiorstw, a co za tym idzie rekordowym bezrobociu, kryzysie zdrowotnym i politycznym. A tymczasem przeciętny mieszkaniec Polski nie odczuwa jeszcze grozy sytuacji. Nie ma ofiar COVID-19 w swoim kręgu rodzinnym czy znajomych. Niewiele się w jego życiu zmieniło, poza uciążliwym okresem izolacji, choć ten dla wielu był całkiem znośny. […] Jest wielki rozdźwięk pomiędzy dwoma światami: tym globalnym, który jest prezentowany w mediach i przez ekspertów, oraz tym lokalnym, którego doświadczamy w życiu codziennym. To splot sprzecznych sygnałów, odczuć i reakcji. Każdy z nas musi zadecydować, który z tych dwóch światów uzna za fikcję. To dysonans poznawczy, który sprawia, że zachowania członków społeczeństwa wahają się od wielkiego niepokoju i ostrożności do beztroski i nieodpowiedzialności. Co gorsza te dwie postawy objawiają się w przestrzeni publicznej jednocześnie, a to prowadzi do wielu codziennych napięć, a nawet konfliktów.[…]”

Niezależnie od rozmaitych, powiedziałabym niefrasobliwych, wypowiedzi polityków, COVID-19 nie jest „chorobą taką jak inne”. Po pierwsze dlatego, że żadna choroba nie jest taka jak inne. Dlatego każda ma swoje objawy, metodę profilaktyki, diagnozy oraz terapii i możliwe konsekwencje długofalowe. Każda ma swój indywidualny numer, który lekarze muszą pieczołowicie wpisywać w różne papiery „idące przez życie za pacjentem” – od świadectwa urodzenia po akt zgonu. Po drugie dlatego, że nawet jeśli dzielimy choroby na grupy schorzeń podobnych (albo pod względem czynnika etiologicznego, czyli wywołującego chorobę, albo organu czy tkanki, gdzie ona się głównie przejawia), to wśród chorób płuc mamy zapalenie oskrzeli i gruźlicę, a wszyscy rozumiemy, że to nie to samo, nieprawdaż?

MSW Włoch: W październiku zobaczymy efekty kryzysu; możliwy powrót wirusa

We Włoszech istnieje realne ryzyko napięć społecznych na jesieni – ostrzegła w czwartek minister spraw wewnętrznych Luciana Lamorgese. Jak...

zobacz więcej

Wirusy czy bakterie chorobotwórcze bardzo często zostawiają mniej lub bardziej trwałe ślady w naszym organizmie. Ich moc zależy w sposób podstawowy zawsze od dwóch czynników: jak silny jest patogen i jak słaby jest pacjent. Właśnie dlatego jakiś „wirusek” od zapalenia oskrzeli nie zrobi takiego spustoszenia w płucach czy całym organizmie jak prątek gruźlicy. Ale może nawet zabić ów wirusek lub powikłania, które nastąpią po nim, o ile pacjent będzie bardzo słaby: noworodek, starzec, osoba cierpiąca na inne ciężkie schorzenia, np. nowotwory, etc. Dla takich pacjentów staje się groźne nawet to, co dla ogółu niegroźne – czyli tzw. patogeny oportunistyczne.

COVID-19 to choroba zakaźna inna niż wszystkie i z naukowego punktu widzenia szalenie ciekawa. Nie jest wcale podobna ani w wyborze ofiar (wirusy na ogół atakują dzieci, także prenatalnie, i to dla nich są najgroźniejsze), ani w sposobie rozprzestrzeniania (jak na chorobę „kropelkową” wirus długo trwa na powierzchniach i w powietrzu – choć znani są i więksi od niego rekordziści pod tym względem, np. tzw. „królicza Ebola”). Sposób, w jaki atakuje organizm, zwłaszcza w jaki angażuje nasz układ odporności, jest również niecodzienny i będzie przedmiotem monografii klinicznych jeszcze za wiele dekad, nawet jeśli obecna pandemia jakimś cudem by wygasła w tym roku.

Dlatego warto się przyjrzeć, co wirusolodzy i lekarze leczący pacjentów z COVID-19, a także sami owi wyleczeni już pacjenci mówią o swoim samopoczuciu, stanie zdrowia oraz związanych z przejściem choroby trwałych skutkach. W najnowszym magazynie „Science” możemy zatem przeczytać rodzaj reportażu opisującego dzisiejsze samopoczucie marcowych czy kwietniowych ofiar SARS-CoV-1. Nie, nie tych, które były tygodniami podłączone do respiratora i walczyły ze śmiercią. Takich zwykłych osób, czasem hospitalizowanych, a czasem nawet i to nie.

Mamy tu np. opowieść neurobiolożki, która straciła zdolność jasnego myślenia, trudno się jej zorganizować, czuje wieczne zmęczenie, niejako „zamglenie” umysłu, przy którym pozostałe trudności, jak stały ból mięśni i stawów, to przysłowiowy „pryszcz”. Jak ma nadal prowadzić laboratorium stworzone przez siebie na prestiżowym University College London? Mimo że już długo jest wolna od wirusa, a zachorowała w połowie marca, dopiero od 3 tygodni jej temperatura ciała wróciła do normy. Jej choroba miała objawy stanu przewlekłego, a dziś wygląda klinicznie jak chroniczny stan zapalny. Będzie prawdopodobnie wymagać stałej, wieloletniej terapii w specjalnie dziś organizowanych poradniach dla osób po COVID-19.

Prawie połowa mieszkańców kurortu narciarskiego z przeciwciałami koronawirusa

Ponad 42 proc. mieszkańców ośrodka narciarskiego Ischgl w kraju związkowym Tyrol posiada przeciwciała koronawirusa – wynika z badań austriackich...

zobacz więcej

Wprawdzie, jak wspomniałam na początku, badania długofalowych skutków przebycia COVID-19 dla zdrowia są dopiero u swego początku, dlatego trudno o wiarygodne podsumowania oparte o wielkie liczby pacjentów i dane kliniczne zebrane z wielu ośrodków. Można jednak zacytować tu za magazynem „Science” kilka prac. Np. grupa włoskich badaczy z Policlinico Universitario Agostino Gemelli w Rzymie odkryła, że 87 proc. pacjentów hospitalizowanych z powodu ostrego COVID-19 nadal zmagało się z objawami dwa miesiące po pozbyciu się wirusa z organizmu.

Także dane z COVID Symptom Study, które wykorzystuje aplikację, do której miliony ludzi w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Szwecji wpisują swoje objawy post-COVID-19, sugerują, że od 10 do 15 proc. osób – w tym niektóre „łagodne” przypadki – nie zdrowieją szybko po wyeliminowaniu wirusa z organizmu. Stają się niejako chorzy chroniczne. A przynajmniej dają objawy nadal, przez ok. pół roku po tzw. wyleczeniu, czyli dwóch negatywnych testach RT-PCR na obecność wirusa.

Wiadomo już od dłuższego czasu i pisałam o tym także na tych łamach, że COVID-19 powoduje szaloną, czasem wręcz bardzo dla chorego szkodliwą mobilizację układu odporności, z burzą cytokin i rozległym stanem zapalnym, oraz zakrzepy w naczyniach krwionośnych. W sposób nieunikniony to nie pozostanie w organizmie bez echa. Stan zapalny powoduje niszczenie tkanek, a zatem organów. Zaś zakrzepy powodują niedokrwienie organów, mogą wręcz doprowadzić do zaczopowania naczyń zapewniających ukrwienie, a więc funkcjonowanie tak ważnych narządów, jak płuca czy mózg oraz serce.

Poważne ślady tak obecności wirusa, jak i naszej walki z nim, pozostają ponadto w oczach, mózgu i nosie, czyli nabłonkach węchowych, wątrobie, nerkach i jelitach. Receptor, do którego „klei się” koronawirus, czyli białko ACE2, jest w organizmie wystarczająco powszechny, nie występuje jedynie w nabłonkach płucnych. Wirus zatem klei się w wielu miejscach, a za nim podążają nasze białe krwinki zdolne zabić tak wirusa, jak i komórki naszego organizmu, w które SARS-CoV-2 „wlazł”.

Pacjenci zatem, już wolni od SARS-CoV-2 , skarżą się powszechnie, także w przypadku łagodnego przebiegu choroby, na przewlekłe zmęczenie, bezsenność, bóle i zawroty głowy, bóle w klatce piersiowej i kaszel, bóle stawowo-mięśniowe oraz rozległy świąd skóry. Jako szczególnie dotkliwe zaś wymieniają trudności w koncentracji i wykonywaniu pracy intelektualnej i tzw. krótki oddech.

Ci, co byli kilka razy w tygodniu na siłowni, dziś mają problem wejść kilka schodków do góry bez zadyszki. Lekarzy najbardziej chyba martwi częsta arytmia i uszkodzenia serca, związane bardziej z wiekiem pacjenta. Tak, że uszkodzenia takie (w tym zapalenie mięśnia sercowego) wg pracy badaczy z Niemiec opublikowanej niedawno na łamach czasopisma „JAMA Cardiology” rejestruje się u niemal 80 proc. rekonwalescentów 50-latków po COVID-19. Lekarze zwracają też uwagę na pojawienie się w wyniku choroby arytmii serca i nadciśnienia tętniczego, na które pacjenci wcześniej się nie uskarżali.

Czy i kiedy ewentualnie objawy te ustąpią, ilu z nas, nawet tych „łagodnie” przechodzących COVID-19 zostanie w jego wyniku w zasadzie inwalidami, oczywiście dziś nie wiadomo. Wszystko zależy od rozwoju sytuacji, a ten zależy od każdego z nas. Od dezynfekcji rąk, co chroni nas, i noszenia dziś maseczek, co chroni innych. Powiem to bez ogródki: każda decyzja, że mam innych „w poważaniu”, wróci do mnie. Na tym polega karma wielu chorób, a zwłaszcza tych zakaźnych. W tym być może właśnie i jedynie sensie COVID-19 jest jak inne choroby zakaźne. Ta właśnie karma jest wspólna. Ona po polsku ładnie jest ujęta: jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. I nie chodzi o liczby przypadków. Chodzi o chorych ludzi.

źródło:
Zobacz więcej