RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Wilk z Kuala Lumpur

Były premier Malezji Najib Razak skazany na 12 lat więzienia (fot. PAP/EPA/AHMAD YUSNI)

Mądry złodziej buchnie jakąś cenną miniaturkę ze średniowiecza, figurkę z terakoty albo tanagrę, powiedzmy, i przeszmalcuje do drugiego obszaru płatniczego – argumentowała niezapomniana Irena Kwiatkowska w serialu „Zmiennicy”, zestawiając go z głupim złodziejem, który łasił się na dzieło Jacka Malczewskiego, zbyt cenne, by można było je opchnąć. Były premier Malezji Najib Razak chciał być mądry, ale był głupi – rozkradł przeszło miliard dolarów; był zbyt pazerny i teraz czeka go dłuższa odsiadka. Tylko czy na pewno?

Korupcja i pranie brudnych pieniędzy. Były premier z zarzutami

21 zarzutów o pranie brudnych pieniędzy ciąży na byłym premierze Najibie Razaku – poinformował zastępca Inspektora Generalnego malezyjskiej policji...

zobacz więcej

Razak żył zgodnie z dewizą „jak kochać, to księżniczki, jak kraść, to miliony”. Sky is the limit. Żadnych zahamowań, przekonanie o całkowitej bezkarności; ale czy można inaczej w Państwie Trzeciego Świata, w którym stoi się na czele koalicji rządzącej krajem od ponad 60 lat? Miliony kradł – uznał sąd; co do kochania księżniczek pewności nie ma, ale bez wątpienia jego żona i córki żyły jak księżniczki, zaś o synach bez cienia przesady można powiedzieć, że byli jak udzielni książęta.

Sam zresztą Najib Tun Razak mógł od dziecka czuć się jak książę, a wtedy łatwo stracić kontakt z rzeczywistością. Urodził się 23 lipca 1953 r. w Kuala Lipis w stanie Pahang. Niby to tylko prowincja, w dodatku pod panowaniem Brytyjczyków, ale nasz bohater miał znaczącego ojca.

Tun Abdul Razak Hussein odegrał w 1957 r. istotną rolę w uzyskaniu niepodległości Malajów, za co od początku funkcjonowania wolnego kraju do 1970 r. pełnił funkcję wicepremiera i ministra obrony w rządzie Tunku Abdul Rahmana; przez wiele lat miał też tekę ministra rozwoju wsi. Pod każdą szerokością geograficzną są to kluczowe resorty, więc bez wdawania się w szczegóły można przyjąć za pewnik, że należał do najwyższych elit władzy.

Ojciec Rozwoju

Kilka miesięcy po zamieszkach rasowych w 1969 r. premier Rahman oddał urząd i Razak senior zajął jego miejsce. Funkcję premiera pełnił do swojej śmierci w 1976 r. Pośmiertnie otrzymał zaszczytny tytuł Bapa Pembangunan, czyli Ojciec Rozwoju, zaś jego zwłoki złożono w Makam Pahlawan, Mauzoleum Bohaterów.

Naturalnie mając tak znaczącego ojca, młody Najib wcześnie był przygotowywany do funkcji publicznych. Kształcił się w prestiżowym St. John Institution w Kuala Lumpur, potem wysłano go na studia do Wielkiej Brytanii. Najpierw uczył się w Malvern College w hrabstwie Worcestershire, w 1974 r. ukończył zaś ekonomię na Uniwersytecie w Nottingham.

B. premier miał zlecić zabójstwo tłumaczki. Oskarżył go ochroniarz

Były malezyjski premier Najib Razak złożył tradycyjną muzułmańską przysięgę, w której zaprzeczył, że miał związek z zabójstwem mongolskiej...

zobacz więcej

Karierę robił błyskawicznie. W 1976 r., w wieku 23 lat, po śmierci ojca objął jego mandat jako przedstawiciel Zjednoczonej Narodowej Organizacji Malajów (UMNO) w izbie niższej parlamentu. Przez lata obejmował coraz ważniejsze funkcje w aparacie partyjnym, a nie była to byle kanapa, a najważniejsza partia w Malezji, która z marginalnymi koalicjantami tworzyła Barisan Nasional (BN; Front Narodowy) i jako rozwinięcie poprzednich koalicji centroprawicowych rządziła od 1974 do 2018 r.

Wszystko szło dobrze, dopóki skompromitowany już Najib Razak nie pociągnął koalicji do pierwszej w historii porażki w wyborach parlamentarnych, a trzeba pamiętać, że jeszcze w 2004 r. zdobyła ona ponad 90 proc. głosów. Do tego jeszcze dojdziemy, ale warto zwrócić uwagę, że w ciągu całej, trwającej przeszło pół wieku kariery politycznej był on cały czas przy władzy.

25-letni wicepremier

Wicepremierem został już w 1978 r., w rządzie premiera Husseina Onna, w wieku 25 lat. Jego obszarami były energia, telekomunikacja i poczta, ale potem kierował rozmaitymi resortami, branżami i gałęziami gospodarki. Były więc: edukacja, finanse, kultura, sport, obrona narodowa. Słowem – człowiek renesansu. Człowiek nietykalny.

Pełnię władzy w partii przejął w marcu 2009 r. Był to wstęp to zdobycia upragnionej teki premiera. Średnio radzący sobie z problemami w partii i kraju premier Abdullah Ahmad Badawi złożył dymisję na ręce króla Tuanku Mizan Zainala Abidina i jako swojego następcę wyznaczył właśnie Najiba Razaka, który 3 kwietnia został zaprzysiężony.

Zdaniem śledczych wkrótce po zaprzysiężeniu premier zaczął konsekwentnie i bez większego zażenowania wypompowywać pieniądze z państwowego funduszu rozwoju 1Malaysia Development Berhad (1MDB). Z czasem okazało się, że to część globalnego układu korupcyjnego, który objął wiele krajów. Śledztwa wszczęto między innymi w Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii, Australii, Hongkongu, Indonezji, Singapurze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Razak podbierał pieniądze z publicznego funduszu (fot. PAP/EPA/FAZRY ISMAIL)

Zero sarkazmu i drażnienia męża. Władze Malezji pouczają kobiety

Malezyjskie Ministerstwo Kobiet, Rodziny i Rozwoju Wspólnot w grafikach opublikowanych na Facebooku radziło kobietom, jak odzywać się do mężów w...

zobacz więcej

Jak wyglądał proceder? Trzeba przyznać, że nie był szczególnie misterny. W ramach Programu Ekonomicznej Transformacji Razak utworzył „odważny i śmiały” fundusz inwestycyjny, który z założenia miał ułatwiać zagranicznym inwestorom wchodzenie na malezyjski rynek. Jego zadaniem było – jak górnolotnie mówił premier, ekonomista przecież – „pobudzenie rozwoju gospodarczego narodu”.

Idealna kombinacja

Pieniądze popłynęły, choć w znacznej części na konta szefa rządu. Inwestorów przyciągały liberalna polityka gospodarcza i tania siła robocza. Idealna kombinacja nie tylko dla rekinów zbójeckiego kapitalizmu, ale również wszelkiej maści cwaniaków i krętaczy, chcących wyprać nie do końca legalnie zdobyte środki, kraj dawał bowiem ochronę pod płaszczykiem rozwoju.

Atutem nie bez znaczenia w świecie ogarniętym wojną z muzułmańskim ekstremizmem był również fakt, że islam w Malezji nie należy od wojowniczych. Jak ulał pasowało to do neoliberalnego modelu, promowanego między innymi przez ówczesnego prezydenta USA Baracka Obamę czy premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona.

Kraj bezpieczny, otwarty na rozwój; nic, tylko wchodzić. Nikt nie przejął się, że na życiorysie Najiba Razaka pojawiły się brzydkie rysy. W 2002 r. gdy był ministrem obrony, podpisał umowę o wartości 1,2 mld dolarów na kupno francuskich okrętów podwodnych klasy Scorpène. Doradca ministra Abdul Razak Baginda miał przyjąć wówczas „prowizję” od producenta DCNS w wysokości 130 mln, po fakcie możemy domyślać się, że nie tylko dla siebie.

Oczywiście premier poszedł w zaparte. Smród był tym większy, że Mongołka Shaariibuugiin Altantuyaa, która była tłumaczką podczas negocjacji, miała potem rzekomo szantażować Bagindę, domagając się pół miliona dolarów. Altantuyaa została później zastrzelona, a jej szczątki zostały wysadzone w powietrze przy pomocy materiałów wybuchowych i wrzucone do tamy Subang w mieście Puncak Alam w stanie Shah Alam. Ciało znaleziono jesienią 2006 r.

Zarzuty korupcyjne dla byłego premiera. W tle miliardy dolarów

Sąd w Kuala Lumpur postawił byłemu premierowi Najibowi bin Abdul Razakowi zarzuty dotyczące malwersacji i korupcji. Polityk odpowie za...

zobacz więcej

Pieniądze pod stołem

Francuskie śledztwo trwa, malezyjskie – wcześniej niezbyt skutecznie prowadzone – zostało wznowione. Jako minister i premier Najib Razak konsekwentnie zaprzeczał związkom z morderstwem Altantuyi, którą zresztą osobiście przedstawił Bagindze, ten zaś potwierdził, że był z kobietą w związku.

Co ciekawe, były ochroniarz Razaka Azilah Hadri, skazany na śmierć, oświadczył w ubiegłym roku, że pryncypał polecił mu zabić kobietę i pozbyć się ciała. W oświadczeniu wskazał, że ten miał określić tłumaczkę jako „obcego szpiega” oraz „zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego”.

Hadri twierdził, że wierzył, iż Najib ochroni go później przed wymiarem sprawiedliwości. Nie ochronił. Tak jak nie ochronił drugiego swojego bodyguarda, Sirula Azhara Omara. Ten miał jednak więcej szczęścia – wyjechał wcześniej do Australii, która nie zgodziła się na ekstradycję.

Ustalono, że premier był głównym beneficjentem środków wykradanych z 1MDB, ale osią oszustwa były machinacje jego dobrego znajomego chińsko-malezyjskego finansisty Low Taek Jho, znanego szerzej, również przez śledczych z Malezji i USA, jako Jho Low. Co ciekawe, nie zajmował on żadnego stanowiska w funduszu, ale tak sprytnie tym wszystkim kierował, że był w stanie zagwarantować Razakowi astronomiczne i całkowicie nielegalne zyski.

Warto przyjrzeć się temu specjaliście, gdyż zdaniem dziennikarzy śledczych Bradleya Hope'a i Toma Wrighta, którzy opisali przekręt w bestsellerowej książce „Billion Dollar Whale” z 2018 roku, przez pewien czas mógł mieć dostęp do większej ilości gotówki niż ktokolwiek inny na świecie. Amerykańscy śledczy twierdzą zaś, że zapłacił pieniędzmi z funduszu setki milionów dolarów łapówek.

Jak „Wilk z Wall Street”

Jho Low miał doprowadzić do wyprania całego funduszu przez amerykański system finansowy. 1MDB kupował jedne z najdroższych nieruchomości na świecie, jachty, dzieła sztuki, a nawet inwestował w hollywoodzkie produkcje. Jedną z nich był film „Wilk z Wall Street”, w którym Leonardo DiCaprio wcielił się w rolę oszusta giełdowego Jordana Belforta. Rzeczywiście, trudno o bardziej wyrazisty przykład.

Upadek czerwonej księżniczki

Śpiewaczka, projektantka mody, celebrytka, ambasador, ale przede wszystkim córka Ojca. Dyktatora. Gulnara Karimowa stanowiła w Uzbekistanie niemal...

zobacz więcej

Podobnie jak Belfort, Jho Low uwielbiał wystawny tryb życia, przyjaźnił się z członkami saudyjskiej rodziny królewskiej, gwiazdami ekranów i scen. Obrotny finansista swoje 28. urodziny świętował w słynnym hotelu kasynie Caesars Palace w Las Vegas. Towarzyszyły mu aktorka Megan Fox oraz Paris Hilton i raper Usher, z tortu zaś wyskoczyła – niekoniecznie społecznie – Britney Spears, zaś wokół basenu przy jego apartamencie rozstawiono klatki z lwami i tygrysami. Fajnie było. W ogóle miał gest, swojej dziewczynie, australijskiej supermodelce Mirandzie Kerr, podarował biżuterię wartą 5 mln dolarów, zaś DiCaprio, z którym się przyjaźnił, otrzymał od niego obraz wart 3,2 mln dolarów.

Gdy wybuchła afera z 1MDB, amerykański Departament Sprawiedliwości chciał skonfiskować zysk spółce Red Granite Pictures, producentowi „Wilka z Wall Street”, gdyż uznano, że film sfinansowano z pieniędzy wyprowadzonych z malezyjskiego funduszu. Firma i resort osiągnęły ugodę, co zapewne oznaczało konieczność zapłaty przez Red Granite Pictures sumy z wieloma zerami. Departament odgrażał się również, że odbierze DiCaprio dowód jego przyjaźni z Jho Low.

Jak połączyć DiCaprio, Red Granite Pictures z Lho Low i premierem Malezji? Współzałożycielem firmy był Riza Aziz, przyjaciel cwanego finansisty, który miał prać pieniądze między innymi w USA i jednocześnie pasierb Najiba Razaka. Towarzystwo to w ciekawy sposób skwitował sam Belfort. – Leo to uczciwy człowiek, ale jak spotkałem tych ludzi, powiedziałem Annie (Koppe, jego narzeczona – przyp. red.), że ci kolesie to pieprzeni kryminaliści – stwierdził, niewykluczone, że nie bez racji.

W miliardy dolarów

Biorąc pod uwagę skalę przestępczego procederu, to również były osoby o ogromnych możliwościach, mówimy bowiem o kwotach sięgających miliardów dolarów. Amerykański Departament Sprawiedliwości ustalił, że tylko w Stanach Zjednoczonych Jho Low miał ze wspólnikami z Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich wyprać 4,5 mld dolarów.

Nie musi być zaskoczeniem, że do procederu dołączali pazerni giganci światowej finansjery. Wśród nich znaleźli się członkowie kierownictwa amerykańskiego banku inwestycyjnego Goldman Sachs, który w przeszłości wyłącznie dla zysku spekulował między innymi polską walutą, żeby doprowadzić do jej osłabienia. Malezyjska prokuratura oskarżyła 17 obecnych i byłych członków kierownictwa banku.

Były premier był pazerny na pieniądze (fot. PAP/EPA/FAZRY ISMAIL)

Narkodyktatura

Przemyt narkotyków z Ameryki Południowej do Stanów Zjednoczonych to niezwykle dochodowy interes. Zwęszyły go nie tylko kartele; okazuje się, że...

zobacz więcej

Ustalono, że w 2012 r. w Hongkongu spotkali się przedstawiciele 1MDB i Goldman Sachsa, żeby negocjować umowę na emisję obligacji funduszu. Osiągnięto porozumienie i bank zaaranżował emisję trzech transz obligacji dla 1MDB o wartości 6,5 mld dolarów, z opłatami w wysokości 593 mln dolarów, czyli 9 proc. od całości, znacznie powyżej stawek rynkowych.

Oszustwo było tak wyraźne, że już w 2015 r. agencja ratingowa Standard & Poor’s & Fitch obniżyła wycenę obligacji do poziomu śmieciowego. Był to również efekt wyników finansowych funduszu, okazało się bowiem, że zamiast budować zdrową malezyjską gospodarkę, zniknęły z niego 42 mld ringgitów, czyli ponad 11 mld dolarów.

Na prywatne konta

Co się stało z tymi pieniędzmi? Ustalono, że część została przeznaczona na łapówki; nas najbardziej interesują jednak przelewy trafiające na prywatne konta prezesa funduszu – samego premiera Razaka. Śledczy ustalili, że w ten sposób miano przetransferować 628 mln dolarów. Z samego rachunku SCR International, spółki córki, na prywatne konta przelano 10 mln, właśnie to było przyczyną jego późniejszego aresztowania.

Służby, w tym Malezyjska Komisja Antykorupcyjna (MACC), zbierały dowody, ale miały związane ręce. Razak rządził krajem i był nie do ruszenia. Protesty, żeby oddał władzę, nic nie dawały. Szansa pojawiła się dopiero we wrześniu 2018 r. UMNO przegrała w maju wybory parlamentarne i kilka miesięcy później były szef rządu został zatrzymany. Wyszedł za kaucją, ale miał zakaz opuszczania kraju. Pewnie był pogodzony z tym, że po niego przyjdą, gdy nie udało mu się tuż przed wyborami uciec z kraju.

Politykowi postawiono dziewięć zarzutów dotyczących przyjęcia środków pieniężnych z nielegalnych źródeł, pięć zarzutów wykorzystania środków pochodzących z łapówek, a siedem – transferu środków z nielegalnych źródeł na inne konta. Ten fakt należało odnotować, ale znacznie ciekawsze było to, co działo się po zatrzymaniu Razaka, co znaleziono w jego posiadłościach. To dopiero daje wgląd w mechanizmy kierujące tym człowiekiem i to, jak daleko on i jego żona Datin Seri Rosmah Mansor posunęli się w pazerności.

Barbie śpiewa

Plata o plomo – srebro albo ołów. Nie chcesz po dobroci, to znikniesz. Przed takim wyborem staje wielu urzędników i funkcjonariuszy w Ameryce...

zobacz więcej

Podczas przeszukań w sześciu domach należących do premiera i jego wybranki serca zabezpieczono między innymi pliki banknotów o wartości 28 mln dolarów w 26 walutach, biżuterię i luksusowe przedmioty wycenione co najmniej 223 mln dolarów. Wśród zarekwirowanych fantów odnotowano między innymi 567 markowych torebek, ponad 2 tys. pierścionków, 1,6 tys. broszek, 1,4 tys. naszyjników, 14 diademów i ponad 400 zegarków żony premiera. Ozdobą kolekcji był gustowny naszyjnik z różowym diamentem, wart 27,4 mln dolarów.

Bogu ducha winny

Upadek Najiba Razaka pociągnął za sobą upadek również Jho Low. Finansista gdzieś się teraz ukrywa i w mediach społecznościowych zapewnia, że jest Bogu ducha winny. Jego prawnicy robią z niego ofiarę represyjnego reżimu i przekonują, że w Malezji nie mógłby liczyć na sprawiedliwy proces.

Po pierwszym procesie korupcyjnym jest już Razak. Dotyczył nadużycia władzy, trzech zarzutów przestępczego naruszenia zaufania oraz trzech zarzutów prania pieniędzy. Za każdy groziło nawet 20 lat więzienia, ale sąd był w miarę łaskawy dla 67-letniego polityka. Skazał go na 12 lat więzienia, nakazał również zapłatę blisko 50 mln dolarów grzywny. – Po przeanalizowaniu wszystkich dowodów stwierdzam, że prokuratura z powodzeniem zdołała dowieść swoich racji bez uzasadnionych wątpliwości – oświadczył sędzia Mohamad Nazlan Mohamad Ghazali.

Na nic zdały się zapewnienia byłego premiera, że jest niewinny. Zaprzeczał, by doszło do jakichkolwiek nieprawidłowości w funkcjonowaniu funduszu 1MDB. Przyjął też linię obrony, że został wprowadzony w błąd przez doradców finansowych. Ci perfidnie mieli wykorzystać jego dobre serce i łatwowierność, żeby wmówić mu, iż pieniądze te są prezentem od saudyjskiej rodziny królewskiej, a nie sprzeniewierzone z 1MDB, bo tak to by przecież ich nie tknął. Nasuwa się oczywista wątpliwość, czemu akurat Saudowie by mieli mu dawać pieniądze i czy to nie byłoby działanie co najmniej na granicy korupcji.

Media zwracają uwagę, że proces był „testem antykorupcyjnych wysiłków Malezji”. Test można zaliczyć na trójkę z plusem. To ocena wyjściowa, ostateczną będzie można wystawić po ogłoszeniu wyroku drugiej instancji, bo były premier od razu po wyroku zapowiedział apelację.

Partia, wciąż jedna z najpotężniejszych na scenie, która nie wyczerpała swoich możliwości, stoi murem za skompromitowanym liderem. Są siły, które nie chcą oczyszczenia, ludzie, którzy mają za dużo do stracenia po upadku Razaka. Gdy szedł na ogłoszenie wyroku, towarzyszyli mu czołowi działacze UMNO, zaś podczas rozprawy przed sądem w Kuala Lumpur zbierały się tłumy. Wznoszono między innymi okrzyki: „Niech żyje Najib”.

źródło:
Zobacz więcej